27.06.02, 12:24
Gdzieś czytałem niedawno, że planuje się w Polsce budowę kolejnych domów
dziecka - zwanych także 'bidulami'.
Rodzinne domy dziecka ciągle nie trafiają do świadomości budżetorozdawców,
mimo, że są najlepszymi (poza adopcją) z możliwych rozwiązań.

Jednocześnie system adopcji w Polsce praktycznie nie działa.
Co roku mamy 18 tysięcy nowych dzieci w "placówkach opiekuńczo-wychowawczych".

Dla odmiany w ubiegłym roku w Holandii szukano domu dla trojga dzieci, w Danii
dla ośmiorga, w Szwecji nie było żadnego dziecka kwalifikującego się do adopcji.

Czyli nie jest to nierozwiązywalny problem. Wystarczy się kwestią sumiennie
zająć.
Ciekawe kiedy budżetorozdrapy zauważą, że ich ignorancja przekłada się na
ludzkie nieszczęście.
Obserwuj wątek
    • blic Re: dzieci 27.06.02, 13:55
      O, dobrze mi w temat kolejne czasopismo przypasowało.
      Mowa o 'zajmowaniu' dzieci rodzinom ubogim.

      Najpierw drobny wstęp narracyjny:

      "Była właśnie duża przerwa, kiedy przyjechali po Łukasza. Policja czekała w
      samochodzie przed gimnazjum. Na korytarz wszedł kurator sądowy. – Dlaczego nic o
      tym nie wiedziałam? – spytała wychowawczyni Łukasza. – Przygotowałabym jakoś
      chłopca. – Pani tyle tu może, ile Żyd w okupację – odpowiedział elegancko
      kurator."

      Po czym esencja przekazu:

      "Jedna trzecia polskich dzieci przebywa w sierocińcach z powodu nędzy rodziców.
      Tego cywilizowane kraje nie muszą się wstydzić. Czegoś takiego po prostu u nich
      nie ma. Nikt tam nie karze dzieci za biedę rodziców posłaniem do domu dziecka.
      Takich domów zresztą, gdzie się przechowuje dzieci do pełnoletności, też tam nie
      ma. Polska jest krajem biednym. Lecz stać go na superdrogie sierocińce."

      Tudzież:

      "Tak się bowiem składa, że w opiece nad rodziną i dzieckiem to co tanie jest
      dobre, zaś to co drogie – wątpliwe lub złe. Koszt pobytu dziecka w placówce
      pochłania dziś od 1500 do 3500 zł na miesiąc, a wsparcie rodziny w jej
      środowisku – nie dość, że oszczędza dziecku dramatu rozłąki z rodzicami – jest
      kilka lub kilkanaście razy tańsze. Ot i dramat – wybrać: dobre i tanie czy
      drogie, ale w zamian złe?"


      I jeszcze dobijająca narracyjna puenta:

      "W gminnej szkole podstawowej w Wisznicy miała miejsce podobna scena z innym
      dzieckiem. Chłopaka, który rozpaczliwie krzyczał, ganiano po boisku jak psiaka,
      zanim go złapano. Na oczach kolegów."
      • Gość: KR$ Re: dzieci IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 01:43
        Bo to pojeb... kraj jest ta Polska - za dużo katolików. Gloryfikacja biedy.

        Widzę blic, że wprost się czyta...
    • klin! Re: dzieci 28.06.02, 21:11
      Brak zrozumienia dla rodzinnych domów dziecka jest cholernie dokuczliwy. Wydaje
      się, że decyzje podejmują jakieś mumie, które chętnie dadzą pieniądze na
      państwowy dom dziecka, ale nie może im się pomieścić w głowie, aby finasować
      jakąś rodzinę. Magiczne myślenie, rodem z PRL-u. Znam przypadki, w których nie
      tylko sąsiedzi, ale nawet urzędniczki z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego traktują
      podejrzliwie osoby prowadzące rodzinne domy dziecka. Oczywiście, zdarzają się i
      tu nadużycia, ale nie zmienia to faktu, że rodzinne domy dziecka są o niebo
      lepsze od sierocińców. Zarówno od strony ekonomicznej jak i wychowawczej. Temat
      wałkowany od lat bez większych skutków...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka