omc_posel
23.07.05, 00:47
Dzis w Lubuskiej
Wojna posła z gazetą i radiem
Wychodzą na jaw zaskakujące okoliczności, w jakich doszło do kontroli NIK w
rozgłośni Radia Zachód. Zainspirował ją poseł Jacek Bachalski, który
wcześniej składał dziwne wizyty u redaktora naczelnego radia.
Kontrola trwa od kilku miesięcy, ma się zakończyć 29 lipca. W oficjalnych
dokumentach NIK temat kontroli wydaje się naturalny: ,,Działalność rozgłośni
w zakresie gospodarowania majątkiem i sprzedaży usług''. Naturalny choćby
dlatego, że radio w dużym stopniu utrzymuje się z abonamentu, czyli pieniędzy
publicznych.
Ale punktem wyjścia kontroli był wniosek posła PO Bachalskiego z czerwca 2004
r. do przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki. Zgłosił w nim
sugestię ,,kontroli Radia Zachód w zakresie pozaprawnego wspierania
prywatnego wydawcy Lubpress, a konkretnie wydawanej przez niego Gazety
Lubuskiej, dominującego bezwzględnie dziennika w regionie lubuskim, co może
łamać ustawę o uczciwej konkurencji.” Bachalski dodał też w piśmie, że ,,może
zachodzić podejrzenie o promowanie ,,GL'' za publiczne pieniądze oraz zmowę
medialną prowadzącą do monopolizacji rynku''. A taki temat kontroli naturalny
już nie jest.
- Wniosek zawierał już pewne tezy, formułował zarzuty, a my nie możemy z góry
zakładać, że one się potwierdzą - mówi dyrektor zielonogórskiej delegatury
NIK Roman Furtak. - Dlatego w kontroli nie ograniczamy się tylko do tego
wątku, ale badamy całość gospodarowania majątkiem i sprzedaży usług przez
radio publiczne.
Dziwny był nie tylko wniosek Bachalskiego, ale i jego wcześniejsze wizyty u
redaktora naczelnego RZ Tadeusza Krupy (patrz - rozmowa poniżej), z których
wynika, że posłowi chodziło o wywołanie podjazdowej wojny medialnej w
województwie. I po prostu o to, by mieć na stanowisku szefa radia swojego
człowieka.
Scenariusz batalii
- Był pan zaskoczony, kiedy z inspiracji posła Bachalskiego do rozgłośni
weszła kontrola NIK? - pytamy Tadeusza Krupę, prezesa zarządu i redaktora
naczelnego Radia Zachód S.A.
- Jeśli wziąć pod uwagę wszystko to, co działo się wcześniej, to nie. -
odpowiada.
- A co działo się wcześniej?
- Już ponad rok temu po jednej z publikacji ,,GL'' dotyczącej posła, przysłał
on do naszej rozgłośni jego stanowisko w tej sprawie. Poza częścią
merytoryczną, zawierało ono szereg prywatnych opinii posła o gazecie dlatego
redaktor dyżurny miał problem co z tym zrobić. W końcu przygotowaliśmy na ten
temat własny materiał, w którym wypowiedziały się wszystkie zainteresowane
strony. Moja decyzja została na tyle dobrze przyjęta przez posła
Bachalskiego, że uznał, iż Radio Zachód może go wesprzeć w jego wojnie z
gazetą. Wkrótce potem przyszedł do radia z gotowym, bardzo szczegółowym
scenariuszem batalii. Jej celem miało być, jak twierdził, złamanie
monopolu ,,GL'' a głównym orężem - prywatna gazeta posła Bachalskiego ,,Tylko
Gorzów''. Poseł miał zamiar rozmnożyć tę gazetę na mutacje zielonogórską i
powiatowe, tak by objęły całe województwo. Poza tym gazety z tygodników miały
się ewolucyjnie zmienić w dzienniki. Nam, jako rozgłośni wyznaczył konkretną
rolę: mieliśmy rozpocząć wojnę medialną z ,,GL'', obnażać nieprawości i
kłamstwa gazety...
- Mówił o konkretach? Jakie to kłamstwa, jakie nieprawości?
- Nie było żadnych konkretów, same ogólniki. Jednocześnie chciał, żeby Radio
Zachód rozpoczęło współpracę z jego gazetami, organizowało wspólne akcje, np.
wybór gorzowianina i zielonogórzanina roku. A dziennikarze radia mieli pisać
do tych gazet teksty.
- Wydawało się to panu naturalne?
- Byłem zaskoczony. Polityk wysokiego szczebla, który przychodzi do prezesa
radia publicznego i proponuje wspólny front w jakiejś prywatnej wojnie z
gazetą, to było dla mnie podważanie sensu tego, co dotychczas dokonało się w
naszym kraju. Starałem się wytłumaczyć Bachalskiemu, że z gospodarczego
punktu widzenia ,,GL'' nie zagraża Radiu Zachód. Ponadto - radio jest
publiczne, ma działać dla wspólnego dobra obywateli, a wątpię czy obywatele
takiej wojny by sobie życzyli.
- Odmówił pan współpracy z ,,Tylko Gorzów''?
- Poseł przysłał do mnie swojego redaktora naczelnego, który przywiózł próbny
numer tygodnika ,,Tylko Zielona Góra''. Wtedy stwierdziłem, że owe rozdawane
bezpłatnie gazety zawierają w większości teksty stricte polityczne autorstwa
posła Bachalskiego i kilku osób z jego otoczenia. I znów tłumaczyłem
Bachalskiemu, że gdybym przystał na jego propozycję to wplątałbym Radio
Zachód w rozgrywki polityczne, a tym samym zostałyby naruszone przepisy
ustawy o radiofonii i telewizji.
- Poseł tego nie rozumiał?!
- Formalnie pewnie tak. Odniosłem jednak wrażenie, że nie chce zrozumieć. Ale
potem, gdzieś w połowie 2004 r. nastąpiło spotkanie z Bachalskim, które
najbardziej mnie zażenowało. Wręcz poraziło. Poseł powiedział, że jego partia
prowadzi w rankingach i najpewniej wygra wybory, a z tego wynika, że on
będzie co najmniej wojewodą. Z pełnym przekonaniem twierdził, że jest
oczywiste, iż nowy wojewoda powinien mieć swojego człowieka na stanowisku
szefa radia. Z jego wypowiedzi wynikało przeświadczenie, że ja codziennie
uzgadniam z obecnym wojewodą, co możemy nadać w programie.
- I co? Musiał mu pan tłumaczyć, jakie są kompetencje wojewody?
- Tłumaczyłem, że sens radia publicznego tkwi w jego niezależności. Poseł
jednak tego nie przyjmował. Mówił, że wyleczył się z politycznej naiwności i
nie wierzy w niezależność mediów.
- Groził panu?
- Wciąż miał pretensje, że Radio Zachód nie chce wspierać jego gazet, a
bardzo często współpracuje z ,,GL”. Powiedziałem, że jeśli chce promocji
swoich gazet to może, jak inni, skorzystać z usług naszej agencji reklamowej.
Wyjaśniałem, że współpraca radia z ,,GL'' ma charakter gospodarczy, że na
wszystko są umowy, faktury, że gazeta płaci za reklamę. Nie uwierzył mi i
stwierdził, że spodziewając się odmowy sprawdził już, jaka jest procedura
usunięcia mnie z zarządu radia. Niestety, ma za mało głosów w radzie
nadzorczej Radia Zachód, by to załatwić, ale zna wiele metod, by mi
uprzykrzyć życie. Chcąc rozwiać podejrzenia posła o jakieś niejasne interesy
Radia Zachód z ,,GL'', zaproponowałem, żeby przejrzał umowy i faktury. Byłem
gotów pokazać mu te dokumenty, ale odparł, że nie chce, bo od tego są
fachowcy. I wtedy po raz pierwszy padło z jego strony słowo NIK.
- Przestraszył się pan?
- Nie tak łatwo mnie przestraszyć a poza tym nie wierzyłem, że uda mu się
zainteresować NIK tak drobnym zagadnieniem. Umowy z ,,GL'' to zaledwie kilka
promili obrotu gospodarczego Radia Zachód.
- Ma pan obawy co do wyników kontroli?
- Żadnych. Kontrola trwa, jest niezwykle skrupulatna, wnikliwa, ale jak dotąd
bardzo merytoryczna. NIK nadała jej szerszy zasięg. To kompleksowa kontrola
prawie całej naszej działalności gospodarczej.
- Jak z perspektywy czasu ocenia pan zachowanie posła?
- Gdybym nie był redaktorem naczelnym radia publicznego, to zapewne
pokusiłbym się o taką ocenę.
- Dziękuję.