darth4
15.10.05, 22:49
Zrozumiałem w końcu dlaczego kierowcy się wściekają.
Do tej pory sądziłem że to ja jestem winien. Zamiast spokojnie jechać mam
wściekliznę.
Żona i telewizja ciągle mi klarowały że faceci maja zbyt dużo testosteronu i
walcza na drodze, a kobiety to tacy śwetni kierowcy bo ... spokojnie jeżdżą.
I stało się. Moja spokojna na codzień żona zaczęła więcej jeździć i ...
wściekać się :) A to że "... mógł włączyć kierunkowskaz", a to "... zajechał
mi drogę", a to "co ta ... wyprawia".
I wtedy zrozumiałem że to nie ja jestem furiat. To moja reakcja na koszmarny
styl jazdy na naszych ulicach.
Jak mam się nie wściekać jeśli :
- ciul przedemną nagle hamuje, skręca i ... włącza kierunkowskaz albo i nie
właćza wcale, co uważam za uciążliwość nr 1
- wjeźdza mi przed nos z drogi podporządkowanej i wali z ciężarowej rury
KAMAZA czy STARA czarnym smrodem,
- wyprzedza mnie tuż przed przejściem dla pieszych.
A jak już jestem wściekły to ... jestem i dalej jestem na drodze :)
Doszedłem więc do wniosku że to nie ja jestem "do leczenia" tylko olewający
kulturę jazdy łachy.
Dziś przy Castoramie prawie po paluchach przejechała mi Renówka, staneła na
miejscu dla inwalidy i transportu Castoramy ( na środku więc na obu
jednocześnie ) i wysiadły 2 panie w średnim wieku rozbawione rozmową.
Żeby było śmieszniej był to samochód jakiejś firmy ( nie pamiętam nazwy ) ale
największe było hasło "zadbaj o swój interes".
No i jak tu sie nie wściekać ?