Dodaj do ulubionych

China in your head

26.01.03, 14:23
Taka piosenka była. No, może podobna.

Koleżka wrócił z Chin. Dokładnie to po tuzinie lat wrócił z NY i po drodze
siedział pół roku w Szanghaju.
Był pod wrażeniem.
Tym godniejszym uwagi, że Szanghaj widział wyjeżdżając nie ze Skwierzyny czy
Krakowa, ale wprost z Manhattanu.
Swoboda gospodarcza, szybki rozwój, wielkie pieniądze. Centrum Szanghaju
wygląda jak Manhattan, tyle, że lepiej, bo jest postawione w 5 lat, a
Manhattan w 50. Po ulicach śmigają lepsze auta. Audi A6 opiekunki odwożą
dzieci do szkoły, a lexusy to ichne kadety. Firmy powstają i padają po roku,
by stworzyć miejsce dla nowej branży, jakości, nowych ludzi.

Blic, pakuj tornister. Jedziemy tam. Klin juz tam siedzi, nie rozklinił
jeszcze chińskiej klawiatury, dlatego nie pisze.
Obserwuj wątek
    • Gość: xgwiak Re: China in your head IP: *.cvx33-bradley.dialup.earthlink.net 26.01.03, 16:52
      Bo 51% trzymaja u siebie i sa bardziej zdyscyplinowani.
      A jak roznego rodzaje przestepstwa sa oceniane to czasami
      pokazuja w TV.

      Pozdrowka!!

    • bart.q Re: China in your head 27.01.03, 12:22
      aborys napisał:

      > Firmy powstają i padają po roku,
      > by stworzyć miejsce dla nowej branży, jakości, nowych ludzi.

      A co jeśli pojedziemy i padniemy? Kto zwróci koszta transsyberyjskiej? :)
      Do Chin trzeba mieć guanxi.
      • aborys Re: China in your head 27.01.03, 14:51
        bart.q napisał:

        > A co jeśli pojedziemy i padniemy? Kto zwróci koszta transsyberyjskiej? :)
        > Do Chin trzeba mieć guanxi.
        Guangxi to jak chcesz się ukorzeniać.
        O dziwo przede wszystkim trzeba znać dialekt mandaryński, bo miejscowi robiący
        nawet spore interesy znają po 2 własne języki i nie widzą potrzeby uczenia się
        jakiegoś dodatkowego. W końcu po chińsku pisze 1,5 mld ludzi, po angielsku
        mniej...


        Co do "porządku" - strzelanie w tył złodziejskiej głowy na stadionie, obozy
        pracy lao-gai i wyczyny chińskiej armii w Tybecie raczej napawają mnie
        obrzydzeniem i zniechęcają do budowy relacji z Chinami. Ale jak się
        okazuje "przeciętny" Chińczyk cznia problemy jakiejś sekty. Bardziej mu
        przeszkadza zakaz płodzenia drugiego dziecka. Ale przeciw temu zakazowi, jako
        Postępowi Europejczycy, nie protestujemy...
        • bart.q Re: China in your head 27.01.03, 15:37
          aborys napisał:

          > Guangxi to jak chcesz się ukorzeniać.

          W Chinach nie trzeba mieć guangxi jeśli chce się zjeść w restauracji.
          Do robienia interesów trzeba mieć guangxi albo dużo pieniędzy na łapówki.

          > O dziwo przede wszystkim trzeba znać dialekt mandaryński

          Aaa, no to jedziemy. :)
          • markoniec Re: China in your head 28.01.03, 09:01
            czy jedziecie przez Zieloną Górę?
            • bart.q Re: China in your head 28.01.03, 11:15
              markoniec napisał:

              > czy jedziecie przez Zieloną Górę?

              Czy Arwena już spakowana?
              • aborys Re: China in your head 28.01.03, 12:13
                bart.q napisał:

                > Czy Arwena już spakowana?
                Arwena pochłonięta poznawaniem chińskiej klawiaturki.
                • markoniec Re: China in your head 28.01.03, 18:37
                  tam to mają książek do przeczytania ! ciekawe który autor najbardziej poczytny?
    • Gość: KR$ Re: China in your head IP: 194.201.36.* 29.01.03, 20:05
      aborys napisał:

      > Taka piosenka była. No, może podobna.
      >
      > Koleżka wrócił z Chin. Dokładnie to po tuzinie lat wrócił z NY i po drodze
      > siedział pół roku w Szanghaju.
      > Był pod wrażeniem.
      > Tym godniejszym uwagi, że Szanghaj widział wyjeżdżając nie ze Skwierzyny czy
      > Krakowa, ale wprost z Manhattanu.
      > Swoboda gospodarcza, szybki rozwój, wielkie pieniądze. Centrum Szanghaju
      > wygląda jak Manhattan, tyle, że lepiej, bo jest postawione w 5 lat, a
      > Manhattan w 50. Po ulicach śmigają lepsze auta. Audi A6 opiekunki odwożą
      > dzieci do szkoły, a lexusy to ichne kadety. Firmy powstają i padają po roku,
      > by stworzyć miejsce dla nowej branży, jakości, nowych ludzi.
      >
      > Blic, pakuj tornister. Jedziemy tam. Klin juz tam siedzi, nie rozklinił
      > jeszcze chińskiej klawiatury, dlatego nie pisze.

      Jak to wieść gminna zniekształca rzeczywistość - kolega zajmujący się
      rozkręcaniem współpracy polsko-chińskiej ma nieco inną opinię o Chinach i
      Chińczykach - o wiele mniej pochlebną, z drugiej strony dzięki temu widzi
      szansę na zarobienie tam zupełnie niezłych pieniędzy, namawia mnie właśnie na
      dołożenie mu kapitału do zoologa... Muszę przyznać, że mam ciężki orzech do
      zgryzienia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka