rafal_zapadka
20.08.06, 21:46
Maskony w służbie bezpieczeństwa?
W jednej ze swoich powieści Stanisław Lem pisze o tzw. maskonach, czyli
chemicznych substancjach, rozpylanych po to, by stworzyć ludziom złudzenie
dobrobytu i wygody; człowiekowi potraktowanemu maskonem wydawało się np. że
popija winem chrupiącego bażanta, podczas gdy tak naprawdę w obskurnej norze
robot wtłaczał mu do ust szlauchem porcję jakieś brei.
Inny autor science-fiction, Filip K. Dick w książce „Prawda półostateczna”
opowiada, jak to w podziemnych lochach robotnicy wypruwają z siebie żyły,
utrzymywani przez media w przekonaniu, że na powierzchni szaleje wojna
jądrowa, podczas gdy żadnej wojny, rzecz prosta, nie ma, tylko elity uznały,
że tak będzie im wygodniej i bezpieczniej.
Podobne podejrzenia co do prezentowanej rzeczywistości pojawiły się w polskim
filmie „Seksmisja”, a wszystkie te pomysły wywodzą się z książki Jerzego
Orwella „Rok 1984”, w której Wielki Brat uzasadnia nakładane restrykcje
knowaniami niejakiego Goldsteina, wroga ludzkości.
(...)
We czwartek 10 sierpnia media doniosły, że brytyjscy bezpieczniacy
„zapobiegli” całej serii terrorystycznych zamachów na samoloty, aresztując co
najmniej 20 osób. Ci aresztowani „zamierzali” wnieść na pokłady samolotów
„niebezpieczne substancje chemiczne” w stanie płynnym jako bagaż ręczny.
„Podejrzanych” jest ponoć ponad setka. Zamknięto w związku z tym londyńskie
lotnisko Heatrow, pasażerom zakazano wnoszenia bagażu ręcznego i poddano ich
drobiazgowej kontroli. Szef bezpieki amerykańskiej Michał Chertoff powiedział,
że natrafiono na „ślad Al-Kaidy”, ale do wieczora 10 sierpnia nie
przedstawiono żadnych dowodów nie tylko udziału Al-Kaidy, ale nawet – czy
próba zamachu rzeczywiście miała miejsce.
Oczywiście każdego, kto wątpi w udaremniony zamach, można oskarżyć, że ma
fioła. Z drugiej jednak strony trudno nie zauważyć, że organizowanie
terrorystycznego zamachu na samoloty akurat teraz i akurat w Anglii, gdzie
opinia publiczna coraz bardziej obraca się przeciwko Izraelowi, byłoby ze
strony czy to Al-Kaidy, czy jakichkolwiek islamskich terrorystów szczytem głupoty.
Można oczywiście założyć, że wszyscy oni nagle powariowali, ale w takim razie
równie dobrze można założyć, że za terrorystów przebrali się agenci Mosadu,
żeby zmienić nastawienie opinii brytyjskiej i światowej do Izraela. O ile
oczywiście jakaś próba zamachu w ogóle miała miejsce i nie jest jedynie
zakrojoną szeroko akcją połączonych razwiedek, żeby powierzone swojej pieczy
użytkowe stada bydła zwane „społeczeństwem demokratycznym” przyzwyczaić do
kolejnego ograniczenia wolności.
Tylko patrzeć, jak pasażerom samolotów każą rozbierać się do naga, a czy z
powodu Al-Kaidy, czy wojny atomowej, czy straszliwego Goldsteina – to doprawdy
już drobiazg.
Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl