bezcenzury1
26.09.06, 23:39
Kaszanka z robakami z Animexu/Constaru: "Fakt" opisuje nieprzyjemną
niespodziankę pani Urszuli z Katowic, która w jednym z supermarketów w
Sosnowcu kupiła cztery paczki "Kaszanki grillowej" z Zakładów Mięsnych
Constar. Ucieszyła się z dobrej ceny - 6,99 zł/kg, towar ważny do 27
kwietnia... Ale gdy rozkroiła kaszankę, ta zaczęła się... ruszać! - pisze
dziennik. Pani Urszula natychmiast zadzwoniła do redakcji "Faktu",
mówiąc: "To skandal! Kupiłam kaszankę z robakami". W Constarze nikt nie
chciał uwierzyć w opowieść klientki. Gdy dziennikarze "Faktu" oświadczyli, że
oni naprawdę widzieli te robale i pokazali je Inspekcji Handlowej w
Katowicach. Dopiero ta informacja postawiła na nogi pół fabryki. "Wyjaśnimy
sprawę. To praktycznie niemożliwe, by w kaszance były robaki. Jeśli jednak
rzeczywiście w niej są, to wycofamy całą partię ze sprzedaży" -
poinformowała "Fakt" Agnieszka Krukowicz, specjalistka ds. jakości produkcji
firmy."
"Przykro mi , ale ten fakt zdazyl sie naprawde.Marketem tym byl Auchan
sosnowiec w ktorym pracuje. Wina nie lezy jednak po stronie sprzedawcy lecz
producenta czyli firmy Constar. Wszytkie papiery u nas byly w
porzadku.Kaszanka ,dodam,byla pakowana prozniowo i sprzedawala ja hosstesa."
"Dziś felieton trochę nieświeży, ale jeszcze niezapleśniały, jak wędliny
Constaru, więc nie trzeba go odświeżać olejem. Zatem do rzeczy. Jak można
było wczoraj przeczytać, szef rady nadzorczej Constaru zapewnił, że
nieodpowiedniej jakości produkty z jego firmy nigdy nie trafiły do handlu.
Ponieważ – uczył Lenin – ludziom trzeba wierzyć, należy przyjąć, że wędliny
Constaru po kuracji odmładzającej były wysyłane do siedziby koncernu
Smithfield Foods Inc. w USA. Koncern ten jest właścicielem Animeksu, zaś
Animex jest właścicielem Constaru. Idąc dalej tym tropem, to w siedzibie
koncernu wędliny po liftingu najpewniej trafiały na stoły zarządu. Jedli je
prezesi i reszta managementu. A to, co zostało, sprzątaczka zawijała w
gazetę „New York Times”, wkładała do reklamówki i management brał to do domu
dla dzieci. Prezesi koncernu są jak dobra gospodyni, która nie dopuści, żeby
się zmarnowało coś, co zostało, bo dłużej poleżało: albo to wkroi do bigosu,
albo zrobi mielonego. Ostatecznie jeszcze raz odsmaży. Oczywiście, na oleju,
żeby było zdrowiej.
Jeśli zaś idzie o szkodliwość przeterminowanych wędlin, to na obecnym etapie
jest to przesąd i propaganda sanepidu, o czym świadczy prawdziwa historia z
mojego życia. Otóż we wrześniu robotnicy stawiali ogrodzenie. Jeden z nich
upuścił kawałek kiełbasy i jej nie podniósł. W kwietniu tę kiełbasę znalazł
bezpański pies. Nie straciła ani koloru ani zapachu! Więc ją zjadł, mimo
moich ostrzeżeń. Pies żyje do dziś i na mój widok merda ogonem. Ma nadzieję,
że gdzieś pod płotem leży jeszcze pół magazynu Constaru.
Na opinie czekam pod adresem internetowym: j.witaszczyk@dziennik.lodz.pl