ważne pytanie mam

28.05.10, 12:03
w sumie nie wiem jak się wyrazić, żeby wyszło dobrze.
Myślałam o objęciu "opieką" dziecka z domu dziecka. Od dawna nosimy
się z myślą adopcji ale to bardzo trudna decyzja i do niej nam
jeszcze daleko. Nie wiem czy podołam psychicznie i czy w ogóle dam
radę. Nie chciałabym zrobić krzywdy dziecku. Dlatego myślałam na
początek o takiej opiece, od kilku lat 2-3 razy do roku przekazujemy
pewną kwotę na dom dziecka w krakowie. Zwykle przed wakacjami i
świętami. Dużo "podróżujemy" i fajnie by było uszczęśliwić jakieś
dziecko wyjazdami wakacyjnymi lub weekendowymi czy nawet gościć je u
nas w domu. Czy to ma sens? Czy jest taka możliwość? gdzie się
dowiadywać? jakie warunki trzeba spełnić? choć nie powiem boję się,
szczególnie o to dziecko.
    • zajacowna Re: ważne pytanie mam 28.05.10, 21:06
      to co chcesz zrobic nazywa sie rodzina zaprzyjazniona dla jakiegos dziecka.
      Zwykle sa to dzieci ktore sa w dd.. cczyli nie mozna ich adotowac ( choc czasem
      zycie zaskakuje a stuacje prawne tych dzieci sie reguluja)..
      rodzine zaprzyjazniona mozna byc chyba po ustaleniach z dyrektorem dd, chyba
      zalecana jest tez rozmowa z psychologiem....tyle ja wiem na ten temawink
      powodzenia!!
      • verdana Re: ważne pytanie mam 29.05.10, 15:52
        Odradzam jakiekolwiek "przyjmowanie dziecka na wakacje" czy
        zajmowanie się nim, jesli nie jesteście pewni, ze będziecie to
        kontynuować. Dziecko zabrane choćby raz ma nadzieję, ze opiekunowie
        się zajmą nim już na zawsze, systematycznie. Jeśli nie - czuje się
        odrzucone, żadne wakacje nie sa tego warte.
        • monikapw1 Re: ważne pytanie mam 30.05.10, 18:34
          Co za durny pomysł. Ciekawe jakbyście się czuli, gdyby ktoś zabrał Was na piękne
          wakacje "do nieba" i odstawił później do szarej rzeczywistości. Tak małe dzieci
          nie rozumieją co to znaczy "wakacje" albo "na trochę", za to cholernie szybko i
          spontanicznie przyzwyczajają się do ludzi, którzy im dają tyle ciepła i rodzi
          się w nich nadzieja, że może zabiorą ze sobą. Jak dorośli ludzie mogą mieć tak
          idiotyczne pomysły!!! DZIECKO TO NIE ZABAWKA
    • zajacowna to nie durny pomysl!!!!! 31.05.10, 21:58
      sa dzieci ktore nie moga byc adoptowane!!! i nie moga trafic do RZ...
      maja mame ktora przyjezdza i sa z nia zwiazane...
      ale jednak maja dosc dd i chetnie pojechalyby do *cioci i wojka* na wekend,
      swieta czy wakacje....i tak wlasnie funkocjonuje rodzina zaprzyjazniona!
      • inga30 Re: pomysł dobry tylko z głową! 01.06.10, 11:02

        Od 4 lat jestem rodziną zaprzyjaźnina dla 3 dziewczynek z domu
        dziecka. w tej chwili na rodzinę zaprzyjaźnioną też przechodzi się
        procedurę w OA- rozmowa z ppsychologiem, pedagogiem itd,
        zaswiadczenia o nieekaralnosci io parę innych, ale ofgólnie
        procedura nie uciązliwa. Dzieci nie mogły pójsc do adopcji ani nawet
        rodziny zastępczej. Spędzja u nas 2 weekendy w miesiącu, 2 razy w
        roku swięta, około 2 tyg wakacji i cześć ferii zimowych, wspieramy
        je na ile to mozliwe, ale wbrew pozorom sporo mozna zrobić i w ten
        sposób. Dzieciaki dzwonia, piszą maile, mają w kontaktach z
        rówieśnikami punkt odniesienia do normalnego domu. Bardzo zżyte sa
        np. z naszymi matkami a ich przyszywanymi "babciami" a odwiedzają
        je akurat z taka czestotliwością jak rodzone wnuki. Czesto kupuje im
        jakieś ciuchy, regularnie daje drobne kieszonkowe.
        BATRDZO WAZNE jest żeby nastawić się że kontakt z dzieckiem potrwa
        co najmniej 1,5 - 2 lata w takim czasie coś da się zrobić. I raczej
        do takiego kontaktu typowane są dzieci ok 7 -10 i więcej lat.
        Młodsze naprawdę nie zrozumieja dlaczego jada do Was na troche.
        Jesli chcesz więcej szczegółów to napisz na maila.
        Z doświadczenia powiem że radości dużo ale trzeba się nastawić na to
        że np. co drugi weekend w miesiącu nie nalezy do Was- trzeba się
        dostosowac do potrzeb dzieci.
        czuję się tak młodo !!!!!!!i szczupło!!!
    • slonce12 Re: ważne pytanie mam 01.06.10, 13:05
      dziewczyny za opinię.
      Biję się z myślami choćby przez to, że mam wrażenie, że dziecko
      które widzi coś więcej niż dom dziecka i swoje zabagnione podwórko
      ma większe szanse na rozwój taki "życiowy"
      Nie zamierzam wypożyczać dziecka. Chciałabym żeby jakieś dzieciątko
      wiedziało, że może na kogoś liczyć w każdej sprawie do końca życia-
      przynajmniej naszego a nie na kilka dni w miesiącu przez dwa lata.
      No cóż sprawa trudna i decyzji nie podejmę już. Analizuję wszystkie
      za i przeciw.
      Biorąc dziecko nie chcę kierować się tym czy ono ma uregulowaną
      sytuację prawną czy nie bo to bardzo egoistyczne podejście. Mam
      wiele przemyśleń ale zostawię to narazie swoim rozważaniom.

      • inga30 Re: ważne pytanie mam 01.06.10, 15:18
        To nie ty decydujesz o tym czy bierzesz dziecko z uregulowana
        sytuacja prawna. Dzieci z odebranymi prawami rodzicielskimi , czyli
        uregulowana sytuacją idą do adopcji, rodzin jest więcej chetnych niz
        dzieci. Te z nieuregulowaną mogą liczyć na rodzinę zastępczą albo
        zaprzyjaźnioną. Rodzina zaprzyjaźniona jest instytucją zarezerwowaną
        dla dzieci które nie mają innych mozliwości i nie mogą lub nie chca
        odwiedzać rodzin biologicznych.
        Pomoc tym dzieciom jest trudna bo o wszystkim ( np. o wyjeździe na
        wakacje) musi zdecydować opiekun prawny lub sąd.
    • jasna-0 Re: ważne pytanie mam 16.06.10, 00:31
      a nie boisz się jak będzie reagowało i czuło się dziecko po wakacjach czy
      jakiejś wizycie u Was? a co jeżeli włączy się mu histeria i przemożna chęć
      zostania z Wami? nie jestem przekonana do takiej formy pomocy. wolontariat w
      ośrodku owszem, ale nie rodziny zaprzyjaźnione-a już na pewno nie w celach
      przyuczenia się do adopcji. Ale to już Wy musicie zadecydować i posłuchać, co
      mówi Wam serce.powodzenia!
      • majatusia Re: ważne pytanie mam 30.06.10, 01:26
        Pracowałam przez pare lat w domu małego dziecka. Tam funkcjonowały rodziny zaprzyjaźnione. Dzieci które nie miały nikogo bardzo tęsknie i zazdrośnie patrzyły na te które wychodziły do sali odwiedzin spotykać się ze swoimi rodzinami. Każde dziecko chce mieć kogoś swojego do kochania, do przytulania. U nas rodziny zaprzyjaźnione miały wszytkie przedszkolaki - z tym że zasada była taka że rodzina odiwedza dziecko 1-2 razy w tygodniu i spędza z dzieckiem tylko dzień (najczęściej popołudnie). Na noc dziecko zawsze wraca do placówki.
        Czy to było dobre dla dzieciaków? Tak. Po pierwsze te dzieci, które później trafiały do adopcji dzięki wczesniejszm kontaktom z rodziną zaprzyjaźnioną przestawały być "dzikie" - szczególnie te po cieżkich przejściach. To od rodziny zaprzyjaźnionej uczyły się że jak dorosły wyciaga rękę to nie po to by uderzyć, uczyły się jak się przytulać, jak nawiązywać prawidłowy kontakt z dorosłym. Te dzieci które do adopcji ani do zastępczej iść nie mogły zyskiwały poczucie że są dla kogoś ważne. Co bardzo pozytywnie wpływało na ich rozwój. Wychowawczynie mogły prosić a prosić, starać się mobilizowac dziecko do działania na wszelkie możliwe sposoby - a efekty marne. A jak "ciocia" raz poprosiła to często efekt był natychmiastowy.
        Rodziny zaprzyjaźnione to dobra rzecz dla dzieciaków, które mieszkają w domach dziecka. Tylko że organizacja tego musi być przemyślana, tak by nie krzywdziła dziecka.
        Ja bym stanowczo odradzała długie (kilkudiniowe) pobyty w rodzinie dziecka żyjącego normalnie w placówce. Pokazująć im jak cudownie i wspaniale jest w rodzinie jeszcze bardziej czują się nieszczęśliwe żyjąc w placówce.
Pełna wersja