Dodaj do ulubionych

A co z nami???

16.02.05, 19:04
Nie wiedzialam, gdzie mam o tym napisac, ale w koncu wybralam to forum. W
koncu jest to bezposrednio ze mna zwiazane. No wiec.. zaczne moze od tego, ze
jestem adoptowana- jak juz sie pewnie domyslaciesmile Mam prawie 18 lat.
Dowiedzialam sie o tym prawie rok temu. Tak sie zlozylo, ze sama na to
wpadlam- rodzice nie kwapili sie, zeby mi o tym powiedziec... -nad czym
ubolewam... chociaz sama nie wiem, moze gdyby mi o tym powiedzieli bylabym w
wiekszym szoku. Jedno jest pewne- gdybym dowiedziala sie tego pare lat
wczesniej byloby mi lzej... znacznie lzej. A teraz? Powiedzmy, ze jestem
troche zagubiona... Kilka dni temu wrocilam z rodzicami do tematu mojej "niby
matki"- niestety nie wiem jak nazwac kobiete, ktora urodzila dziecko, a
pozniej sie go wyrzekla. Dobrze,ze sa tacy dobrzy ludzie jak Wy i moi
rodzice, ktorzy chca adoptowac "takie" dzieci... nie wiem dlaczego podkreslam
to slowo... moze dlatego,ze teraz czuje sie niechciana? Oczywiscie nie mowie
tu o moich rodzicach... najchetniej teraz wszystkie te slowa pisalabym w
cudzyslowiu, bo zaczynam sie gubic, kto jest kim... Ktos moglby powiedziec,ze
mam fajnie- 2 mamy i 2 tatusiow... prawda jest inna... teraz czuje sie tak,
jakbym nie miala nikogo- czy to dziwne? Zdecydowanie bardziej wolalabym miec
1 mame i 1 tate. Ale coz. No ale wracajac do tematu- zapytalam rodzicow, czy
wiedza cos o mojej mamie... jakis adres, albo cos... okazalo sie, ze tak.
Okazalo sie, ze jej rodzina (czy ona nie wiadomo-moja mama sie ZBYTNIO nia
nie interseowala- nie dziwie jej sie w sumie)mieszka w tym samym miescie co
ja. Jak sie o tym dowiedzialam...Doszlo do tego to, ze moja "kuzynka"- corka
siostry mojej mamy chodzila ze mna do jednej szkoly!!! To byl dla mnie
straszny szok. Nigdy nie mialam rodzenstwa (choc zawwsze bardzo chcialam
miec), a teraz okazalo sie,ze mam conajmniej 3... Oprocz tego doszlo pare
innych niezbyt fajnych faktow... Z rodzicami juz nie chce rozmawiac na ten
temat- moja mama to wszystko bardzo przezywa i nie chce jej martwic. A jesli
chodzi o przyjaciol... to mam 2 bliskie przyjaciolki, ktore o tym wiedza. Po
tej rozmowie (z rodzicami) bardzo ich potrzebowalam... chcialam, zeby
poswiecily mi maksymalna ilosc czasu, zebym mogla sie wygadac- co bylo troche
egoizmem?! Troche im podogryzalam i teraz zostalam sama z tym wszystkim...
Pisze to tylko dlatego, zebyscie Wy- przyszli rodzice wiedzieli, jak moze sie
czuc Wasze dziecko, gdy za pozno sie dowie o tym, ze jest adoptowane, a
wydaje mi sie, ze powiedzenie mu o tym jest koniecznoscia- oklamywanie go
jest nie w porzadku...
Obserwuj wątek
    • zaba2004 Re: A co z nami??? 16.02.05, 23:33
      Natuniu kochana,
      jestem adopcyjną matką dzeiwczynki. Tak mi przykro, że cierpisz. Jestem
      przekonana, że zarówno Twoi biologiczni , jak i adopcyjni rodzice nie chcieli
      Ci zrobić krzywdy. Cokolwiek czynili - robili to z serca płynących dobrych
      intencji. Jestem przy Tobie, mogę sobie wyobrazić tylko, jaki to dla Ciebie
      szok.
      Te 18 lat temu inaczej traktowano adopcje, jak teraz. W Ośrodkach Adopcyjnych
      glośno i dobitnie mówi się o jawności adopcji od najmłodszych lat dziecka
      adopcyjnego, ja również uważam, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych.........
      Jak chcesz pogadać, na tym Forum i myślę, że też innych, adopcyjnych,
      znajdziesz mnóstwo pozytywnej energii i wsparcia.
      Całuję Cię mocno. Głowa do góry.
    • andzia.z1 Re: A co z nami??? 17.02.05, 14:17
      Natka błędem Twoich rodziców było to , że nie powiedzieli Ci o adopcji.18lat
      temu to był jeszcze temat , na który się nie rozmawiało.Ale pamiętaj że to są
      Twoi rodzice i bardzo Cię kochają.Matką nie jest ta osoba, która urodzi ale ta
      co przytuli,wychowa i da siebie.Niedługo ja mojemu dziecku powiem "mamusia
      urodziła cię nie z brzuszka ale z serduszka".
    • kasialu Re: A co z nami??? 18.02.05, 23:36
      Natka ja ciągle myślę kiedy i jak powiem mojej córeczce, ze została adoptowana.
      Teraz rzeczywiscie ośrodki adopcyjne przygotowują do tych rozmów i uświadamiają
      ich wagę.
      Wierzę, że bardzo ważne są dla Ciebie korzenie. Pewnie bedziesz ich szukać.
      Staraj się nie zasmucać rodziców adopcyjnych. Ukrywajac adopcję chcieli Cię
      tylko chronić nie zdając sobie sprawy, że działa to calkiem odwrotnie.
      Życzę powodzenia.
    • scholastyka1 Re: A co z nami??? 26.02.05, 18:42
      Ja jestem adopcyjną ciotką, myślę, że teraz łatwiej o tym się mowi. Ale jestem
      tez zwykłą matką. Pomyśl o twoich, tak naprawdę jedynych rodzicach, którzy cię
      kochają odkąd cię zobaczyli. Myślę, że mama czeka na to,że przyjdziesz i się
      przytulisz, to przecież normalna matka. Obu jest wam ciężko. Pomoż i jej i
      sobie. Oni chcieli jak najlepiej, może ta bliskość biologicznej rodziny tez
      miała znaczenie dla zatajenia prawdy. Powodzenia dla twojej rodziny.
    • luxonna Re: A co z nami??? 02.03.05, 23:36
      witaj Natko
      mam 19 lat, również jakiś czas temu dowiedziałam się że jestem adoptowana. Wiem
      co czujesz...
      Udało mi się na szczęście już w miarę uporać z rozdarciem wewnętrznym... Moje
      życie tak na prawdę nic nie straciło... Dalej mam moich wspaniałych rodziców
      którzy mnie wychowali.
      Moje życie zyskało teraz nowy wymiar -i ja tak to czuję.
      Nie mam żalu do rodziców że nie powiedzieli mi o niczym, ponieważ oni ukrywali
      to przed wszystkimi. Nawet moje babcie do śmierci nie były świadome, że nie
      jestem ich rodzoną wnuczką. Nie było takiej możliwości, żeby ktoś postronny
      mnie uświadomił, więc nie chcieli zawracać mi tym głowy i mącić spokojnego
      dzieciństwa... Odgrywali przedziwną szopkę przed wszystkimi w ciągu tych kilku
      miesięcy kiedy mama rzekomo była w ciąży... Wypychanie brzucha jaśkiem itp. To
      wszystko żeby mnie nie zranić i żeby nikomu nie dać takiej możliwości. Dlatego
      nie mam prawa mieć żalu do nich, pomimo że może chciałabym wiedzieć wcześniej...
      Te sprawy są bardzo delikatne, ja również zwierzyłam się przyjaciółkom ale
      żadna tak na prawdę mnie nie zrozumiała - bo tego nie da się zrozumieć nie
      mając własnego doświadczenia. Nie potrafiłabym sobie tego wyobrazić gdybym tego
      nie przeżyła...
      Ta chwila w której usłyszałam co mówi moja mama... Nie, raczej ta chwila kiedy
      do mojej świadomości dotarło znaczenie tych słów... Do końca życia tego nie
      zapomnę. To było mimo wszystko głębsze nawet uczucie niż kiedy położono mi na
      brzuchu moją nowonarodzoną córeczkę... Do tej chwili przygotowywałam się
      psychicznie przez 10 miesięcy, ta chwila zmieniła wymiar mojej przyszłości...
      Moment natomiast mojego "uświadomienia" był dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
      Psychicznie czułam chaos, pustkę... Fizycznie-miliardy szpileczek wbijających
      się w każdą komórkę mojego ciała... Ten moment zmienił wymiar mojej
      przeszłości, teraźniejszości, przyszłości...
      Zestawiłam ze sobą akurat te dwa wydarzenia tylko dlatego, że są to dwa
      najgłębsze moje przeżycia, choć może to dziwne porównanie smile
      Natko też czasem czuję się niechciana... Ale z tym uczuciem trzeba walczyć.
      Pomyśl, że tak naprawdę jesteś być może o wiele bardziej "chciana" niż nie
      jedno dziecko wychowywane przez swoich naturalnych rodziców.
      A do swojej "niby-matki" też nie miej żalu... Popatrz na to z innej strony-
      dała Ci najcenniejszy dar - życie i to podwójnie. Raz-urodziła Cię (są przecież
      prostsze rozwiązania...) i dwa - dała Ci Rodziców, Rodzinę. Chciała dobrze...
      Wiem że jesteś zagubiona, znam to aż nazbyt dobrze... Sama nadal gubię się
      często... Chociaż wydaje mi się że w miarę to już sobie poukładałam, to jednak
      przychodzą słabsze chwile... sad
      Jakbyś chciała pogadać to pisz na luxonna@wp.pl
      3maj się cieplutko! smile
      • luxonna Re: A co z nami??? 02.03.05, 23:42
        rany strasznie chaotycznie to napisałam, mam nadzieję że w miarę zrozumiale smile
        • kalina1 Re: A co z nami??? 03.03.05, 11:33
          www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=7457
          niestety nie wiem jak nazwac kobiete, ktora urodzila dziecko, a
          pozniej sie go wyrzekla.....

          Jestem mamą biologiczną [i przeczytaj chciałam Cię oddać nie porzucić może to
          troche rozjasni sytuacje] znam sporo takich matek a znam też sporo
          adoptowanych dorosłych dzieci ,jeśli chciałabyś się dowiedzieć czegoś z mojej
          strony ,to pisz na kalina1@gazeta.pl
    • natka34 Re: A co z nami??? 10.03.05, 15:51
      Dziękuję Wam wszystkim- jesteście naprawdę kochani!!!
      Już sobie jakoś to wszystko ułożyłam... i jest dobrze!smile
      • katse Re: A co z nami??? 29.04.05, 10:34
        Milke wychowywała sąsiadka
        w jej domu rodzinnym było już dużo dzieci i brakowało chleba
        kolejną Milke oddano na wychowanie innej mamie
        Milka miała cały czas kontakt z dwoma rodzinami: biologiczną i adopcyjną
        Milka mówi, że owszem wie, że miała dwie mamy, ale dla niej jedyną, prawdziwą
        matka była ta która ją wychowała.

        To było bardzo dawno temu.
        Jeszcze nie było ośrodków adopcyjnych.
        A Milka jest dzisiaj cudowną mamą i babcią.
    • 4chmurka Re: A co z nami??? 23.02.06, 08:52
      Widzę Natalko, że rodzice dobrze Cie wychowali. Zrozumiesz jak beziesz miała
      swoje dzieci, bo to strasznie trudna sztuka smile (jak patrzę na swoje dzieci)
      Jesteś mądra i na pewno sobie poradzisz. Uważaj na "przyjaciółki" bo one
      potrafią być strasznie wredne, choć nie zawsze. Radziłabym Ci jednak nie mówić
      im wszystkiego.
      Przytulaj się do swoich adopcyjnych rodziców i kochaj z całego serca!
      Trzymaj się!
    • ewkos74 Re:dasz radę sobie to poukładać i być wdzięczna.. 24.02.06, 16:25
      witaj natko.Sama jestem mamą adopcyjną prawie 5 letniej dziewczynki i przy byle
      okazji ciągle jej przypominam,że urodziła ją inna mama,ALE MY JĄ WYBRALIŚMY
      wsród innych dzieci w Domu Dziecka(a tak naprawdę to zgodziliśmy się na
      pierwszą propozycję poznania dziecka).I wiesz ona czuje się wyrózniona tym
      wybraństwem.Słyszę nieraz jak chwali się do dziadków "wiesz w domu dziecka było
      dużo dzieci i rodzice mnie wybrali,bo jestem ich
      córeczką:piękna,mądra,grzeczna" itd. Ja zdaję sobie sprawę,że ona pół tych słów
      nie rozumie,ale wie i rośnie w tej świadomości.Kiedyś nawet babcie były
      przeciwne,aby wychowywać"czyjeś dziecko" inna mentalność-wszyscy wszystkich
      znali,rodziły się ploteczki,pokazywanie palcami,dokuczanie w szkole itd.tobie
      tego oszczędzono...... Nikt córci w przyszłości nie zrani kiedy jej złośliwie
      powie "ty jesteś niczyja,bo cię adoptowali"(sorki za tak dramatyczne słowa,ale
      to przykład z życia 60 letnie adoptowanej osoby,która płakała jak
      ktoś "życzliwy" ją uświadamiał i mówił,że jest ZNAJDĄ.Rodzice jej tłumaczyli,że
      znajda to ktoś taki,kto nie ma kogo kochać i sam nie jest kochany...a ty
      dziecko jesteś kochana).Dla mego dziecka to nie będzie szok,a może nawet
      to "spłynie" po niej i odpowie:wiem i co z tego,rodzice mnie wybrali i
      kochają.Więc i ty się ciesz,że nie wychowywałaś się wśród setki innych dzieci w
      domu dziecka,gdzie choćby się najlepiej starali nie są w stwnie zapewnić
      rodzinnej atmosfery.A i do mamy biologicznej nie miej urazy,bo tyle się słyszy
      o aborcjach,wyrzucaniu na śmietnik nowonarodzonych dzieci i inne dramaty,a ona
      widocznie inaczej nie umiała,ale cię urodziła,dała ci szansę na kochającą
      rodzinę adopcyjną.Wiesz rozmawiałam z dyrekcją domu dziecka,z którego mam
      córeczkę.Rozmowy z psychologami potwierdzają,iż do 18 roku życia dzieci żyją
      NADZIEJĄ ŻE KTOŚ JE WEŹMIE.....to ich największe marzenie.A ta sytuacja napewno
      cię uwrażliwi na dzici,którym brakuje miłości rodziców.Może swoim świadectwem
      pomożesz kiedyś bezdzietnemu małżeństwu podjąć decyzję o adopcji,a może sama
      będziesz w jakiś sposób pomagać np.w wolnotariacie...nie wiem,ale ta wiedza cię
      ubogaci....życzę ci samych pogodnych dni i ciesz się z tego co masz wiedząc,że
      są osoby na świecie,które i tego nie mają. pa...pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka