Nie wiedzialam, gdzie mam o tym napisac, ale w koncu wybralam to forum. W
koncu jest to bezposrednio ze mna zwiazane. No wiec.. zaczne moze od tego, ze
jestem adoptowana- jak juz sie pewnie domyslacie

Mam prawie 18 lat.
Dowiedzialam sie o tym prawie rok temu. Tak sie zlozylo, ze sama na to
wpadlam- rodzice nie kwapili sie, zeby mi o tym powiedziec... -nad czym
ubolewam... chociaz sama nie wiem, moze gdyby mi o tym powiedzieli bylabym w
wiekszym szoku. Jedno jest pewne- gdybym dowiedziala sie tego pare lat
wczesniej byloby mi lzej... znacznie lzej. A teraz? Powiedzmy, ze jestem
troche zagubiona... Kilka dni temu wrocilam z rodzicami do tematu mojej "niby
matki"- niestety nie wiem jak nazwac kobiete, ktora urodzila dziecko, a
pozniej sie go wyrzekla. Dobrze,ze sa tacy dobrzy ludzie jak Wy i moi
rodzice, ktorzy chca adoptowac "takie" dzieci... nie wiem dlaczego podkreslam
to slowo... moze dlatego,ze teraz czuje sie niechciana? Oczywiscie nie mowie
tu o moich rodzicach... najchetniej teraz wszystkie te slowa pisalabym w
cudzyslowiu, bo zaczynam sie gubic, kto jest kim... Ktos moglby powiedziec,ze
mam fajnie- 2 mamy i 2 tatusiow... prawda jest inna... teraz czuje sie tak,
jakbym nie miala nikogo- czy to dziwne? Zdecydowanie bardziej wolalabym miec
1 mame i 1 tate. Ale coz. No ale wracajac do tematu- zapytalam rodzicow, czy
wiedza cos o mojej mamie... jakis adres, albo cos... okazalo sie, ze tak.
Okazalo sie, ze jej rodzina (czy ona nie wiadomo-moja mama sie ZBYTNIO nia
nie interseowala- nie dziwie jej sie w sumie)mieszka w tym samym miescie co
ja. Jak sie o tym dowiedzialam...Doszlo do tego to, ze moja "kuzynka"- corka
siostry mojej mamy chodzila ze mna do jednej szkoly!!! To byl dla mnie
straszny szok. Nigdy nie mialam rodzenstwa (choc zawwsze bardzo chcialam
miec), a teraz okazalo sie,ze mam conajmniej 3... Oprocz tego doszlo pare
innych niezbyt fajnych faktow... Z rodzicami juz nie chce rozmawiac na ten
temat- moja mama to wszystko bardzo przezywa i nie chce jej martwic. A jesli
chodzi o przyjaciol... to mam 2 bliskie przyjaciolki, ktore o tym wiedza. Po
tej rozmowie (z rodzicami) bardzo ich potrzebowalam... chcialam, zeby
poswiecily mi maksymalna ilosc czasu, zebym mogla sie wygadac- co bylo troche
egoizmem?! Troche im podogryzalam i teraz zostalam sama z tym wszystkim...
Pisze to tylko dlatego, zebyscie Wy- przyszli rodzice wiedzieli, jak moze sie
czuc Wasze dziecko, gdy za pozno sie dowie o tym, ze jest adoptowane, a
wydaje mi sie, ze powiedzenie mu o tym jest koniecznoscia- oklamywanie go
jest nie w porzadku...