magdalenka0071
11.07.05, 21:40
witam
Przez długi czas tylko czytałam wasze posty i postanowiłam napisac.
13 czerwca 2005 roku straciłam mojego czwartego aniołka a bylismy tacy
szczesliwi.....
3 lata temu jeszcze nie wiedzielismy co nas czeka, orgaznizowalismy ślub
wesele, urzadzalismy mieszkanie, marzylismy o dzieciatku, w październiku 2002
test 2 kreskki jestem w ciazy jaka radosc przede wszytkim nasza całej naszej
rodziny jednak ciaza zagrozona lezenie leki strach kiedy wszytko wydawało sie
na najlepszej drodze do szczescia .. 18 stycznia 2003 XXtc przedwczesne
odejscie wód po tygodniu poród, mąż był przy mnie pomógł przeżyc ten koszmar,
nasze maleństwo było zdrowe ale musiało odejsc nikt nie wie dlaczego.
Za rok nastepne poronienie samoistne 8tc. ogromny ból wielka rozpacz, za
kolejny rok 12 tc ciaza obumarła ... no 20 luty moje i meza urodziny zrobiłam
test ogromny prezent jeste w ciazy teraz juz musi sie udac leki,
lezenie, "krążek", zastrzyki w brzuch przeciwzakrzepowe, cotygodniowe wiyty u
lekarza, wszytko wspaniale maleństwo rosnie rozwija sie prawidłowo jeli
bedzie dziewczynka to Agatka jeśli chłopczyk Wojtus ...12czerwca niec mnie
nie boli czuje sie siwietnie ide do ubikacji czuje pęcherz płodowy na
zewnatrz, karetka zawiozła mnie do szpitala nadzieja umarła dzień później
odeszły wody nic nie dało sie zrobić. Rodziłam nasze maleństwo momentami
tracac przytomnosc w bólu i rozpaczy, płakałam bo skazywałam je na śmierć ,
płakaliśmy razem, i pozostał smutek, ogromny smutek cos krzyczy we mnie
dlaczego Panie Boże dlaczego znowu My, dlaczego ...? na to pytanie nie ma
odpowiedzi juz teraz nie płaczemy, bo tym razem uda sie na pewno
zdecydowaliśmy sie na adopcję czuje jakbym była w ciazy tylko teraz znam jej
koniec, moje kochane aniołki odeszły ale ja musze zyc dalej