wawada
25.07.06, 16:45
Witam serdecznie
Postanowilam napisac tutaj i prosic o rade.
Sprawa dotyczy mojego brata i bratowej, ktorzy 4 lata temu adoptowali 2-
miesieczna Amelke. Wczesniej 5 lat walczyli o zajscie w ciaze, ale gdy sie
nie udalo w koncu zdecydowali sie na adopcje i tak mamy w naszej rodzinie
cudna Amelke.
9 miesiecy temu bratowa urodzila coreczke (zajscie w ciaze bylo dla
wszystkich zaskoczeniem i wrecz cudem) i tu zaczal sie maly problem (moze
razem z mama go wyolbrzymiamy, nie wiem...). Uwazam, ze bratowa bardzo
faworyzuje Hanie (druga coreczke).
Gdy np. obydwie male placza, bratowa nigdy nie pojdzie najpierw do Amelki,
zawsze pedzi do Hani, tak samo jest np. z podaniem jedzenia czy picia -
pierwsza jest Hania.
Moze bierze sie to z tego ze Hania jest mlodsza, ale widac to bardzo.
Ostatnio Amelka zachorowala na zapalenie oskrzeli i bratowa... przywiozla ja
do mojej mamy na caly czas choroby, aby Hanka sie nie zarazila. Amelia
przeplakala kazda noc za mama, a odwiedzal ja tylko tata.
Mama rozmawiala z bratem na ten temat, ten twierdzi ze nic niepokojacego nie
zauwazyl.
Sama mam dwoje dzieci i staram sie traktowac je sprawiedliwie, nikogo nie
faworyzuje i mysle ze mozna dac sobie z tym rade.
Bardzo mnie zaniepokoil wczorajszy dzien. Bratowa byla z dziecmi caly dzien u
mnie.
Mialam jeden jogurt w lodowce i bratowa stwierdzila, ze nakarmi nim Hanie,
Amelka zaczela wolac, ze tez chce. Myslalam ze bratowa podzieli jogurt, a ona
stwierdzila ze Amelia moze zrozumiec, ze jest 1 jogurt i nie moze go teraz
dostac... Jak patrzylam na dziecko, ktore stoi kolo mamy wpatrzone w jogurt,
a mama konsekwentnie karmi tylko jedna corke, to bylo mi przykro.
mam nadzieje ze przesadzam i wszystko sie unormuje. Boje sie porozmawiac z
bratowa, choc to moja przyjaciolka, bo wiem ze to sprawa bardzo delikatna i
zreszta nie chce aby sie poczula tym dotknieta.
Moze sa mamy, ktore wczesniej adoptowaly dzieci, a potem mialy swoje
biologiczne.
Ja w tym widze problem, bo pamietam jak bratowa opiekowala sie Amelka przed
urodzeniem Hanki, a jak teraz...
Bede wdzieczna za odpowiedz
Olga