Adopcja a Geny

20.12.06, 02:55
Witamy serdecznie!!!
My jeszcze nie mamy Adoptusia w domku, jednak bardzo juz naszego dzidziusia kochamy pomoimo iz pewnie Go jeszcze na swiecie nie
ma... Sprawa genow pojawia sie na forum bardzo czesto, powiedzialabym zbyt czesto...!
Kochani, "GENY" to poprostu ukryte watpliwosci o slusznosci decyzji. Moze warto dac sobie wiecej czasu a wtedy zobaczy sie swiat
przez inny pryzmat i
adopcja dziecka nie bedzie tylko adopcja i czyms zastepczym tylko bedzie urodzinami zycia, szczescia, milosci i nowej rodzinki...

Myslicie, ze mamy racje?

Pozdrawiamy serdecznie i zyczymy wszystkim wszystkiego naj...
    • iwonatyl Re: Adopcja a Geny 21.12.06, 21:52
      Wiesz,mam taką teorię na wlasny użytek:
      Adopcja jest niczym innym,jak odnalezieniem własnego dziecka,które na skutek
      pomyłki Boga urodziło się komu innemu....
      U nas się to sprawdza-synek na początku był ciemnym szatynem,a już po roku jest
      blondynem,jak jego tatuś.Są po prostu identyczni pod kazdym względem!!!
      • martaiwojtek Re: Adopcja a Geny 21.12.06, 22:39
        Witam serdecznie, Dzieki Iwono za mila odpowiedz,ciesze sie, ze nie wszyscy wpadaja w sidla "tych okropnych genow" Oboje z mezem cieszymy sie dla Ciebie i Twojej napewno kochanej rodzinki. Zgadzamy sie z Toba w 100%, synka macie wspanialego.Mam nadzieje, ze tak myslacych jak my jest wiecej. Dzieki serdeczne, My wlasnie zaczelismy proces adopcyjny, okres oczekiwania jest dlugi ale warto, juz nic i nikt nie jest w stanie nas zrazic ani zniechecic. Zyczymy Wam wesolych Swiat i mamy nadzieje ze jeszcze sie odezwiesz...
    • nioma Re: Adopcja a Geny 22.12.06, 13:23
      mysle ze nie masz racji
      geny sa bardzo wazne
      nie majac zadnej wiedzy o pochodzeniu dziecka, ewentualnych obciazeniach itp
      mozna sie bardzo gorzko rozczarowac.
      jesli wiesz, ze w rodzinie byla jakas choroba, mozesz w czasie ciazy rozpoczac
      leczenie, lub zaraz po urodzeniu dziecka
      jesli jest jakas wada - mozna ciaze usunac.
      adoptujac dziecko bez zadnej wiedzy nt jego pochodzenia, decydujesz sie na
      ogromne ryzyko.
      jesli masz odwage - brawo, ale warto sie czaami bez emocji nad tym zastanowic
      • martaiwojtek Re: Adopcja a Geny 22.12.06, 17:41
        Nioma, dzieki o odpowiedz, mam nadzieje, ze nie sadzisz ze nic nie wiem o genetyce, fakt, ze nie jestem specialista w tym temacie ale wiedze ogolna o tym mam.
        Powiem krotko, nikt nie da nam 100% pewnosci, ze wszysko w naszym zyciu bedzie idealne i ze kazdy plan i skrupulatna decyzja przyniosa oczekiwany efekt. Dzisiaj jestesmy zdrowi, jutro moze nas nie byc. Ale czy to jest powod do rozpaczy? Absolutnie nie,zycie jest zbyt piekne i kazdy dzien jest niepowtarzalny....
        Nioma, oczywiscie ze ciaze mozna usunac, mozna wogole nie zachodzic w ciaze, i mozna tak dalej hipotyzowac,..... Nioma,pomimo iz medycyna posunela sie tak daleko, i ona ma swoje limity i mozliwosci, nie na kazda chorobe i wade jest tabletka. Piszesz, ze mozna sie gorzko rozczarowac, pewnie ze tak, kazdy z nas od pierwszego dnia naszego zycia mial jakies rozczarowania, wystarczy wyjsc z domu i odrazu sie widzi ludzi ktorzy sa czyms rozczrowani, roznica miedzy nimi jest tylko taka, ze sa ludzie ktorzy wychodza na prosta i sa tacy ktorzy boja sie ryzyka, nie wierza w lepsze jutro i wiecznie sa wlasnie rozcarowani- poprostu moze moja zbyt duze oczekiwania.
        Ja osobiscie uwazam, ze milosc czyni cuda, genow nie pozmienia i bardzo dobrze, ale umiejetnosc kochania i okazywania uczuc, otwartosc, wiara w siebie, serdecznosc, optymizm, podejscie do zycia, to sa cechy nabyte nie geny.

        Zycze powodzenia ...
        • kasiapfk Re: Adopcja a Geny 23.12.06, 10:30
          Witaj Martaiwojteksmile
          Fajnie wiedzieć,ze genetyka behawioralna to dziedzina naukowa smile Miłość
          rzeczywiście czyni cuda. smile Gdyby tak nie było połowa mojej biol rodziny to
          byliby degeneraci najgorszego gatunku. A niomy mi szkoda. Bo niedopuszcza do
          siebie ryzyka smile Dla mnie to nuuudne mieć takie pięknie zaplanowane i
          przewidywalne zycie. I do tego poraża łatwość z jaką pisze o usunieciu ciązy.
          Dzięki bogu wiem co to urodzenie dziecka, i wiem co to adoptowanie dziecka.
          Współczuję tym, którzy mają więcej lęków niż rozsądku.
          Życia się boją ?
          pozdrowienia świąteczne smile
          • nioma Re: Adopcja a Geny 30.12.06, 15:13
            Aborcja powinna byc wolnym wyborem kazdej kobiety
            Wyborem- co oznacza ze ja mam prawo do aborcji a Ty do zachowania ciazy.
            Jest to dla mnie sprawa bezdyskusyjna
            Nigdy swiadomie nie zdecydowalabym sie urodzic dziecka z powazna wada
            genetyczna. W takiej sytuacji wybieram aborcje - jest to moje zdanie do ktorego
            mam prawo.
            Milosc czyni cuda - oczywiscie - ale nie pomoze kiedy ma sie dziecko rosline,
            wiem o czym mowie, bo moja najblizsza przyjaciolka ma tak ciezko chore dziecko,
            maz ja zostawil sama z "problemem". Dziewczyna jest wykonczona, sprawuje opieke
            nad synem 24h na dobe i w przyplywie szczerosci tez sie przyznala, ze gdyby
            wiedziala, to nie zdecydowalaby sie na urodzenie. Uwazam ze nikt nie prawa jej
            oceniac.
            Nie powinnas wspolczuc innym tylko dlatego ze maja odmienne poglady.
            Jedni ludzie sa tacy drudzy zupelni inni, ale czy gorsi? Nie.
            Kwestie takie sa sprawa indywidualna kazdego czlowieka.
            Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w nowym roku
            • pawlakjo Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 07:51
              Oj kobito żal mi po prostu ciebie.Ciekawa jestem co byś zrobiła gdyby np
              twojemu rodzonemu dziecku stało się to co jednej z bliżniaczek aktorki EWY
              BŁASZCZYK? Które do 5-go gdzieś roku było zdrowe jak ryba,żywe i sprawne a
              potem się zachłysnęło i zapadło w śpiączkę i w tej chwili póki co jest jak
              roslina... Co byś w takiej sytuacji zrobila? Wyrzuciła na śmietnik, do Pomocy
              Społecznej oddała?? Z twoich radykalnych postów wynika,że jak najbardziej.NIe
              podoba się- wyrzucić,zabić.
              Mam nadzieję,że w życiu nie przejdziesz żadnych testów i tym bardziej nigdy w
              życiu nie dostaniesz kwalifikacji na rodzica adopcyjnego... Chroń Boże te
              dzieci od takich potencjalnych matek jak Ty!!
              • nioma Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 14:16
                hm, po twoim tonie widze ze wlasciwy punkt widzenia jest tylko twoj wlasny a
                kazdy kto ma odmienne zdanie juz jest skreslony
                zanim cokolwiek zaczniesz pisac - naucz sie czytac - moje zdanie jest takie, ze
                gdybym bedac w ciazy dowiedziala sie o wadach genetycznych plodu, natychmiast
                udalabym sie na zabieg.

                historia pani blaszczyk
                zarzucasz mi ze gdyby cos takiego mi sie przytrafilo to oddalabym dziecko
                tak, oddalabym do osrodka z wyspecjalizowana opieka.
                tak samo zrobila pani blaszczyk, dla dobra swojego dziecka, bo tylko w
                specjalistycznym osrodku mala moze miec wlasciwa rehabilitacje. osoba bez
                przeszkolenia medycznego tego nie zrobi.
                poza tym pani blaszczyk musi pracowac, po to, aby szanse na wyleczenie jej
                dziecka byly wieksze,
                trzeba byc totalnym ignorantem zeby tego nie rozumiec

                nie wiem o co ci chodzi z testami adopcyjnymi
                nigdzie nie pisalam ze staram sie o adopcje, mam wlasne dziecko.

                nie podpieraj sie tez bogiem - z tego co wiem - bog jest tolerancyjny a nie
                taki pieniacz
                • kasiapfk Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 14:41
                  Nioma, przejdź łaskawie na inne forum. Zobacz, jest wiele ciekawszych smile

                  Ostatnio czytam sobie (uczę się do e) Psychologię róznic indywidualnych, prof.
                  Strelaua. I otóż co wynika z jedenj z teorii: że Z=f(G*S). W prostym
                  tłumaczeniu, 100% znaczenie ma i genetyka i środowisko... Są to ze sobą
                  związane i nierozłączne czynniki, nie można ocenić człowiecka (ocenić, czy to
                  dobre sformuowanie???) pomijając jeden z nich.
                  Inne wnioski: (upraszczając oczywiście mocno) W przypadku inteligencji (to też
                  inna historia, obecnie nauka zarzuciła jakiekolwiek generalizowanie bo IQ to
                  właściwośc, kóra niezmiernie trudno oszacować a wszelkie testy, stosowane
                  pojedynczo -nie przynajmnie 6 różnych naraz i kompilowane wynikowo) to tylko
                  zabawa) - czynnik genetyczny ma 50% znaczenie, zaś osobowości 35%... tak sobie
                  myśle. a i jeszcze rozróżnia się środowisko bliskie (rodzina ) i szersze -
                  otoczenie, szkoła itp... strasznie dużo tu czynników.
                  Z kolei, poza patologią związaną z uszkodzeniami w konkretnym genie nie można
                  OKREŚŁIĆ któe geny odpowiadają za sposób zycia jaki wybiera człowiek. Ich
                  kompilacja jest tak wielka a wariacje tak rózne (ponad 100.000 możliwości), że
                  niemożliwe jest ocenienie ich wpływu na ZACHOWANIE.
                  Zachowanie ściśle patologiczne (konkretne, nie pamiętam jekie) wiążą się z
                  uszkodzeniami mózgu - i na to to nikt nie ma wpływu, bo taka mutaja może się
                  pojawić u KAŻDEGO. Oczywiście jeśli oboje rb ją mieli to prawdopodobieństo
                  znalezienia jej u dziecka jest większe. (prawo Mendla) Ale: ten sam autor
                  powiada, że niestety w przypadku badania wpływu genów na Zachowanie prawo
                  Mendla nie bałdzo sie nadaje do wzięcia pod uwagę..
                  to się naprodukowałam a przy okazji powtórzyłąm materiał... hihihi
                  i wniosek z prof Wojciszke (psycholog społeczny): wszystko, co mozesz dziecku
                  dać to dobra skzołą i dobre podwórko... i tego się trzymam. smile
                  • kasiapfk Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 19:19
                    aaa ,jeszcze inna wykład: nie można oceniać zachowania nie biorąc pod uwagę OBU
                    czynników naraz...

                    p.s. trzymam się tego w przypadku wszystkich moich dzieci (spokrewnionych ze
                    mną genetycznie, czy niespokrewnionych smile))))))
                • pawlakjo Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 17:39

                  > nigdzie nie pisalam ze staram sie o adopcje, mam wlasne dziecko.
                  >
                  To tak właściwie co ty tutaj robisz zaśmiecając dziwnymi postami to forum o
                  genach?? Ciekawe czy twoje geny są takie idealne i twojej całej rodzinki????
                  w każdym przypadku możnaby się do czegoś przyczepić i zwalić na geny, tak jest
                  najłatwiej,szczególnie tym którzy nie wiedzą jak naprawdę kochać dziecko.
                  • nioma Re: Adopcja a Geny 08.01.07, 22:13
                    1. nie znalazlam informacji ze to forum jest przeznaczone tylko i wylacznie dla
                    rodzicow adopcyjnych lub starajacych sie o adopcje
                    2.moderator nie zwrocil mi uwagi ze nie wolno sie na tym forum wypowiadac
                    osobom nie bedacym rodzicami adopcyjnymi
                    3. kazdy czlowiek ma prawo do wlasnych pogladow - roznica miedzy nami jest
                    taka, ze ja potrafie mowic i dyskutowac w sposob zrownowazony, a wy -
                    przekonani o swej nieomylnosci i swietosci - potraficie tylko obrazac
                    4. nigdzie nie napisalam ze moja rodzinka ma idealne geny - nikt nie ma genow
                    idealnych.
                    rzecz nie polega na tym zeby niepowodzenia wychowawcze zwalac na geny - jesli
                    tak to odebralas droga pawlakjo to swiadczy to tylko o twoich mizernych
                    umiejetnosciach czytania ze zrozumieniem,
                    Moje zdanie - podkreslam to z pelna stanowczoscia - moje zdanie jest takie, ze
                    zdarzaja sie sytuacje w ktorych geny sa znaczace i ze sa sytuacje kiedy
                    rodzice, wiedzac ze istnieje ryzyko takiej to a takiej choroby - nie
                    zdecydowaliby sie na urodzenie dziecka.
                    I prawdopodobnie nie zdecydowaliby sie na adopcje gdyby wiedzieli ze to dziecko
                    jest obciazone genetycznie.

                    I uprzedzajac ataki szanownych pan z forum, ktore tak pieknie na mnie pluja,
                    posluze sie przykladem z mojej rodziny:
                    - malzenstwo nie mogace miec dzieci zglosilo sie dosrodka adopcyjnego. Cudowni,
                    kochajacy sie ludzie,pelni ciepla, milosci, bezinteresowni itp itd.
                    Przeszli cala procedure, nadszedl upragniony dzien i pojawilo sie w ich zyciu
                    dlugo oczekiwane dziecko.
                    Stworzyli cudowna rodzine - niestety na krotko, cos zaczelo sie psuc
                    Nie chce was zanudzac, wiec historie opowiem w wielkim skrocie - lekarze,
                    badania, diagnozy - okazalo sie ze dziecko jest chore umyslowo.
                    Nie zrazilo to w zaden sposob rodzicow, nie przestali dziecka mniej kochac,
                    jezdzili na rozne zajecia terapeutyczne, starali sie dziecko rozwijac itd.
                    Problem jednak nie malal tylko rosl, bo chlopiec byl bardzo agresywny.
                    Coraz bardziej, im byl straszy tym wieksza zlosc przejawial wobec swiata.
                    A kiedy mial 15 lat, pewnego pieknego dnia wzial noz.
                    I od tego dnia nie mam cioci.
                    Kiedy zaczeto drazyc,okazalo sie, ze chlopiec byl synem ciezko uposledzonej
                    matki, ojciec nieznany.
                    Moj wujek, zalamany cala sytuacja powiedzial, ze zaluje. Ze najbardziej w
                    swiecie zaluje tego, ze nie sprawdzil pochodzenia chlopca przed adopcja.

                    Dlatego uznalam ze mam prawo wypowiadac sie na waszym forum w tym temacie.
                    • leli1 Re: Adopcja a Geny 09.01.07, 07:56
                      To forum publiczne, kazdy sie moze wypowiadac smile
                      Historia jaką opisałas choć bardzo tragiczna mogła sie zdarzyć także w rodzinie z tzw "dobrymi genami". I wtedy kogo nalezałoby oskarżac o zachowanie dziecka?....pewnie podwórko/szkołe/kolegów bo przeciez nie geny.
                      Choroba psychiczna jednego z rodziców nie musi byc udziałem dziecka, może owszem, ale jesli nikt tego nie zbadał to tak naprawde nie wiadomo czy chłopak odziedziczył chorobe mb.
                      osobiście bardzo ufnie podeszłam do sprawy genów mojego dziecka, sama w tym względzie idealna nie jestem (moja rodzina to furiaci, no moze ja troche spokojniejsza smile ) więc nie zakładam że dziecko, które do mnie trafi będzie genetycznie bez skazy.
                      Z wiosennymi pozdrowieniami.....smile
                      • kasiapfk Re: Adopcja a Geny 09.01.07, 11:17
                        Ja dodam tylko,że ludzi chorych się LECZY. Ludzi chorych psychcznie,
                        niepełnoletnich, niebezpiecznych dla otoczenia umieszcza się na wniosek
                        opiekunaprawnego (rodziców) w zakładach zamkniętych. O to należało zadbać przed
                        nieszczęsnymi 15 urodzinami. Nawet wcześniej.
                        Ludzi, kórzy niepowodzenia zwalają na adopcję czy złe geny NIKT nie powinien
                        zakwalifikować na rodziców adopcyjnych. Bo po prostu się nie nadawali na nich.
                        Nie każdy ma te predyspozycje. Choroby psychiczne (duzą część) tych związanych
                        z genami objawiają się już we wczesnym dzieciństwie (źródło: "Zaburzenia
                        psychiczne" - podręcznik dla pedagodów i "Psychatria kliniczna" - chyba
                        almanach dla lekarzy - autorów, jak znajdę oczywiście podam). Częsc oczywiście
                        dopiero w wieku dorosłym. Agresję się diagnozuje. Warto jednak postawić
                        diagnozę w kilku żródłąch i przede wszystkim zaakceptować,że moje dziecko moze
                        być chore psychicznie.
                        Nioma, największe 'ale' mam do ciebie z tytułu twojego defetyzmu i braku
                        obiektywizmu. Pozwoliłam sobie wyszukać wszystkie twoje wypowiedzi na forum
                        adopcja (tutaj: szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?
                        VE_szukaj_a=nioma&ile=20&sort=data_desc&spojnik=and&forum=581&poz=0&A_szukaj=aut
                        or&zywe=2&x=12&y=11) i prawie ZAWSZE masz jakieś ale (poza 1 postem). Jeśli nie
                        potrafisz zdobyć się na obiektywizm (masz zresztą rodzinne obciążenie, tą
                        tragiczną historią) to chociaż podpisuj się: nioma- kuzynka zabitej przed
                        adoptowane dziecko. Przynajmniej wtedy, czytający twe wypowiedzi będa mieli
                        pełniejszy (bo przecież nie całkowity) obraz ciebie i pryzmatu przez który
                        wypowiadasz się.

                        A teraz do rzeczy: całe szczęscie, że procedury adopcyjne stosowane 20 lattemu
                        czy nawet jeszcze 10 odeszły w najlepszych oao do lamusa. Całe szczęscie, że w
                        tej chwili bierze się pod uwagę "preferencje" kandydatów na rodziców, a nie
                        wciska każde dziecko jak leci. Mam nadzieję,że ludzie starający isę o adopcję
                        myślą i patrzą perspektywicznie w przyszłośc i jedyną motywacją do adopcji nie
                        jest desperacka potrzeba posiadania jakiegokolwiek dziecka.
                        Mam nadzieję, że ludzie MYŚLĄ. Nie tylko o sobie.
                        Nie każdy może być rodzicem adopcyjnym. Tak jest i nie ma co się obrażać. Może
                        lepiej zacząć realizowac sie w innym wymiarze.

                        p.s. właśnie oczekujemy kolejnego dziecka, tym razem znowu biologicznego, Można
                        pomyśleć: jak będzie podobne do poprzedniego, to miej mnie Panie Boże w opiece.
                        Charakterków i uporu to ja mam jednak już dosyć smile A co będzie, jak geny
                        pradziadka wariata wezmą górę??? A jak nawiedzonej ciotki-dewotki??? A inne
                        mutacje???
                        Nawet nie mam zamiaru się przejmować.
                        czego Państwu także zyczę.smile
                    • martaiwojtek Re: Adopcja a Geny 09.01.07, 20:17
                      Nioma!!

                      W Twoich wypowiedziach pojawia sie WIELKI smutek, pesymism i WIELKA gorycz. (to jest moje odczucie)

                      Kazdy ma prawo do swojego zdania i opini, natomiast nie kazdy musi sie z ta opinia zgadzac i musimy wszyscy to zaakceptowac. Tak czy inaczej, ja serdecznie Wszystkim dziekuje za wypowiedzi, zycze powodzenia i DUZO optymizmu,i coz, byc moze tych dobrych, nieskazitelnie perfekcyjnych genow.

                      A ja nadal bede kochac nie tylko moje kiepskie geny, ale takze mojego kochanego mezulka i mojej juz kochanej choc jeszcze nieznanej coreczki.

                      Wszystkiego nie da sie zaplanowac i zycie perfekcyjne byc nie moze, ale kazdy ma prawo do szczescia, Ten super perfekt szczesciarz z idealnymi genami i ten pominiety przez Matke Nature, ale to kto jest bardziej szczesliwszy w zyciu niestety tak naprawde nie zalezy od genow ale od nas LUDZI...i coz, czasem i stare przyslowia wnosza troche prawdy: "Z jakim przystajesz takim sie stajesz"

                      Jeszcze raz zycze duzo milosci, usmiechu i DUZO rozsadku. MARTA.
    • kasialu Re: Adopcja a Geny 10.01.07, 12:18
      Ja nie znam pochodzenia mojej córki tzn cos tam wiem, ale to bardzo niewiele.

      Jeżeli chodzi o geny to sam Bóg chyba wie jak to z nimi jest.

      Jak sie zastanawiam nad sobą i swoimi korzeniami winnam byc niezła psycholką z
      patologicznymi zapedami. Mój mąż nie powinien był się ze mną żenić bo z takiej
      rodziny to nic dobrego wyjść nie mogło.
      Ze względu na geny powinnam być przekreślona tak naprawdę. Ja bym sie
      zastanawiała gdyby moja corka przyprowadziła do domu chłopaka z takim
      pochodzeniem.
      Wychowywała mnie Babcia i to Ona pokazała mi jak żyć. Moja siostra wzrastała w
      rodzinie i też jest uczciwym człowiekiem. A nasze geny? brrrrrrrr
      • kasiapfk Re: Adopcja a Geny 10.01.07, 17:50
        Kasialu, geny mm? brrrrrrrrrrrrr hihihi, a to anioł nie człowiek smile)))))))))) i
        twierdzę tak od jakichś 15 lat smile)))))) o swoich już kiedyś tu pisałam
        brrrrrrrrr - jakby przez przypadek udało się naturze wybrać te "co lepsze" z
        kilku pokoleń z obu stron smile)))))))).
        Wiwat rozsądek smile))))) i umiarkowanie w OCZEKIWANIACH od życia.
Pełna wersja