Myslalam, ze wszystko jest w porzadku dopoki nie urodzilam synka - cztery
tegodnie temu. Nie wiem czy to tylko moje jakies dziwne fobie czy naprawde
jest cos nie tak. Wydaje mi sie, ze odkiedy urodzil sie nasz synek kilka osob
przestalo liczyc sie kompletnie z moim zdaniem.
Pierwsza sprawa to porod - chcialam byc podczas porodu tylko z mezem i cala
rodzina doskonale o tym wiedziala. Jak wyladowalam na porodowce, pierwsza
osoba jaka mnie odwiedzila byla ... moja tesciowa, zszokowana bylam, ze ja
tam wpuscili, nie chcialam, zeby przychodzila ale pojawila sie tam
kilkakrotnie. Potem pojawil sie moj maz - OK, bo porod mial byc rodzinny.
Wszystko trwalo od godziny 8 rano. Prosilam tesciowa zeby pojechala do domu i
czekala na wiesci. Po jakims czasie szlam pod prysznic skrecajac sie w
bolach, zobaczylam swojego tate, tez go poprosilam, zeby pojechal do domu,
zgodzil sie. Po jakims czasie znowu szlam pod prysznic, zeby ukoic bol i byla
cala czworka - moi rodzice i tesciowie. Wk... sie i pogonilam. Tesciowa
powiedziala, ze jada... Jak sie pozniej okazalo moi rodzice uszanowali moja
wole, ze chce byc TYLKO Z MEZEM, a tesciowie nie i czatowali pod sala...
dziwie, ze nie byli w sali ! Wczesniej prosilam meza, zeby i tak wszystkich
pogonil. Tesciowa dostala opieprz od poloznej bo sobie piknik na korytarzu
zrobila...
ok 22 okazalo sie, ze nie moge urodzic normalnie pomimo calkowitego rozwarcia
i zawiezli mnie na blokoperacyjny na cesarke. Jak mnie wiezli to mijalam
tesciow, moich rodzicow, moja siostre, meza brata z dziewczyna... To bylo juz
naprawde przegiecie. Poczatkowo sobie sprawy z tego nie zdawalam ale z
biegiem czasu dochodze do wniosku, ze chyba cos jest nie halo. Moi rodzice
zjawili sie ponownie, jak tesciowa do nich zadzwonila w panice, miala caly
czas swieze info na temat porodu od poloznyh.
Jak znalazlam sie w sali pooperacyjnej ok 23, oczywiscie wszyscy wtargneli i
mi gratulowali zamiast zostawic mnie z mezem ! cale szczescie, ze ochroniarz
ich wyrzucil ! mojemu mezowi pozwolil pobyc jeszcze 15 min przy mnie.
Codziennie o 10 przyjezdzala tesciowa i siedziala kilka godzin. Bardzo ja
lubie ale z natury jestem samotnikiem i najlepiej czuje sie w swoim
towarzystwie. Spoko, gdyby przyjechala na pol godziny ale nie na caly dzien !
Po pracy przyjezdzala na krotko moja mama. Jak bylysmy we trzy tesciowa
zapytala sie, jak beda wygladaly dyzury jak wrocimy do domu - ona bedzie
przyjezdzac jednego dnia a drugiego moja mama. Powiedzialam, ze nikt nie
bedzie przyjezdzal, mieszkamy sami i sami damy sobie rade, zwlaszcza, ze maz
bedzie mial 2 tyg opieki nade mna i dzieckiem. Powiedziala, ze nalezy
uszanowac moja decyzje, jak nie chce to nie. Juz sie ucieszylam

Do
czasu...Pojawiala sie co drugi dzien (i tak z wielkim trudem bo chcialaby
codziennie !) tak miedzy 10-11, gotowala, przekladala, siedziala, dziecko
zaplakalo to jako pierwsza byla przy nim. Nienawidze jak ktokolwiek krzata mi
sie po kuchni ! Zaczeli traktowac nas jak jakis niepelnosprawnych, ktorzy nie
sa w stanie nic zrobic, nawet kupic chleb czy mleko.
Pewnego dnia przyjechali tesciowie, zebysmy mogli wyjsc. Synek byl na
spacerze pol godziny przed ich przyjsciem. Chcialam, zeby pospal, bo jak
wrocimy z mezem to jeszcze chcialismy z nim wyjsc. To byly pierwsze spacery
wiec nie mogl spedzic calego dnia na dworze. Tesc sie zapytal czy moze z nim
wyjsc powiedzialam, ze nie. Jak wrocilismy za 3 godz. okazalo sie, ze jednak
z nim wyszedl dzieki czemu my juz musielismy odpuscic sobie spacerek.
Dziewczyna brata meza powiedziala, ze powinnismy byc wdzieczni tesciom, ze
nam pomagaja, OK jestesmmy wdzieczni za to, ze robia nam co jakis czas zakupy
ale nie za to, ze sa z nami tyle czasu. "Ale tesciowa jest fajna", ja mowie,
ze jest, nobo naprawde jest ale od godz 10 czeka az tesc po nia przyjedzie z
pracy ok 16.30 i jeszcze on sie musi nacieszyc wnuczkiem to jest 19 !!! Ile
mozna ???
Ja najlepiej czuje sie sama - poleze sobie, poogladam jakis kicz w TV,
pochodze z golymi cycami - a tak czuje sie skrepowana a glupio mi stanowczo
powiedziec DOSC ! Od weekendu mam technike i wymyslam sobie cos - przyjedzie
moja mama, przyjedzie tata, kolezanka, zeby tesciowa rzadziej przyjezdzala.
Moj maz powiedzial, ze jak lezala razem z dzidzi to malo sie nie poplakala ze
szczescia, a ja mu powiedzialam, ze to nasze dzidzi i nie mozemy byc tak
steroryzowani bo tak sie czuje... Kupowali nam jakies rzeczy - duzo
niepotrzebnych, takich jakich nie uzywamy - jestesmy przyzwyczajni do innych
a mi glupio powiedziec "zabierzcie to"...
Jednak madra ksiazka mowi prawde:"Gdyby Bog chcial, zeby starzy ludzie mieli
niemowletata, nie wymyslilby menopauzy" !!!
I nie lubie jak cos lezy nie na swoim miejscu, czy to w lodowce czy szafkach
kuchennych.
Prawda jest taka, ze tesciowie dostali pierdolca na punkcie wnuczka. Moja
mama powiedziala, ze rodzice sa jak worki treningowe i mozna je obijac do
woli, zgadzam sie, ze duzo wycierpieli moi rodzice przeze mnie ale tesciow
tak "nie poobijam". Na razie wpadam w depreche...
Sorki za spam ale musialam gdzies sie wyzalic...
Pozdrawiam,
Miska
PS. Czy ktoras z Was jest w podobnej sytuacji ?