Dodaj do ulubionych

Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę...

02.03.04, 22:35
Witam.
Jestem już po smile na szczęście... Jakiś czas temu uczestniczyłam w forum,
dzieliłam sie swoimi lękami dotyczącymi planowanego cesarskiego cięcia.
Miałam złe przeczucia... I słusznie.
Moja córcia była ułożona miednicowo, więc zdecydowano o takim zakończeniu
ciązy. Poród zaczął się tydzień przed zaplanowaną przez lekarza cesarką. Samo
cesarskie cięcie okazało się delikatnie mówiąc nieprzyjemne, ale do
zniesienia. Wszystko wynagrodziło szczęście z narodzin córki. Zostałam
przewieziona na salę pooperacyjną w szpitalu św Zofii. A na sali tej leżało
jeszcze parę kobiet, do których swobodnie przychodzili goście. W butach i
kurtkach w ten brzydki, deszczowy dzień. Bez ochraniaczy na obuwie choćby.
Była jedna położna na wszystkie panie świeżo po cesarce. Za kilkanaście minut
przywieziono moje dziecko, które miało okazję skolonizować się z bakteriami
odwiedzających inne pacjentki. Dziecko było w cieniutkim kocyku, mimo że
mieliśmy ze sobą rzeczy na jej przebranie. I jeszcze coś - mąż poszedł na
oddział noworodkowy, powiedział że chce dziecko pani X i ... dostał je bez
żadnych zbędnych pytań. Tak po prostu.
Rodzina namówiła mnie na wynajęcie prywatnej pielęgniarki. I miałam
szczęście. Bo zajmowała się tylko mną. I szybko dostrzegła coś dziwnego.
Szybkie przewiezienie na salę operacyjną, zdenerwowani lekarze, pośpieszne
szeptane konsultacje. Powiedziano mi że trzeba mnie na chwilkę uśpić, bez
intubacji, że po prostu jeden szew jest źle wykonany i puszcza. Obudziłam się
na OIOMie ponad 2 godziny później, po operacji w narkozie i intubacji.
Straciłam sporo krwi z powodu krwawienia do powłok brzusznych, dostałam silne
antybiotyki.
Nie wiem, czy to błąd lekarzy, czy miałam pecha czy szczęście że jest ok.
Względnie ok, bo głównie przez tę drugą operację i mocne zszycie powięzi
nadal, po ponad miesiącu, jestem lekko kaleką, ledwo chodzę.
A św Zofii nie polecam nikomu. Nie tylko przez te komplikacje. Ale głównie
przez totalny brak antyseptyki na odziale, zwłaszcza pooperacyjnym i
karygodny, horrendalny brak rozumu jeżeli chodzi o wydawanie noworodka
osobie, która w żaden sposób nie wylegitymowała się, o której nikt nie wie
czy naprawdę jest ojcem dziecka!
Św Zofia? Nie dziękuję!
pozdrawiam was serdecznie!
Obserwuj wątek
    • koszatka Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 02.03.04, 23:55
      Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję Dzidziusia (szkoda, że musiał przyjść na
      świat w tak niesprzyjających warunkachsad). No właśnie - trochę mnie
      nastraszyłaś, bo lekarka, która leczy mnie od roku, pomogła mi uregulować
      hormony, a teraz prowadzi moją ciążę, pracuje w tym szpitalu, pewnie więc trafię
      tam... A czy Twój lekarz prowadzący też był stamtąd?
      • malwes Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 00:01
        Gosiu!
        Gratuluję Dzidiunia... i współczuję sytuacji. Rozumiem, bo ja rodziłam w innym
        słynny, szpitalu - o ile poród wspominam cudownie o tyle położniczy i opiekę
        nad noworodkiem...brrr....dziecko zaliczyło zaraz po wyjściu drugi szpital i
        serię antybiotyków.... nie chcę wspominać.
        Nie zaglądałam na forum "Szpitale" ale myślę, że jeśli tego nie zrobiłaś,
        umieść ten post (kopię) właśnie tam - na pewno forumowiczki docenią wszystkie
        krytyczne uwagi (oprócz tych pozytywnych) o każdym szpitalu...
        Serdecznie pozdrawiam,
        Gosia - mama Szymona
        • maripludra Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 00:21
          No właśnie, czy szpital Św. Zofii to ten na Żelaznej, bo jeżeli tak, to wiem od
          siostry, (lekarz) że tam najczęściej podczas porodu uszkadzają dzieciaczki, a
          to rączka naderwana, a to staw biodrowy. Podobno masakra.
          Mari
          • walker22 Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 08.03.04, 00:43
            maripludra napisała:

            > No właśnie, czy szpital Św. Zofii to ten na Żelaznej, bo jeżeli tak, to wiem
            od
            >
            > siostry, (lekarz) że tam najczęściej podczas porodu uszkadzają dzieciaczki, a
            > to rączka naderwana, a to staw biodrowy. Podobno masakra.

            >O rany! brzmi strasznie... ale czy napewno Twoja siostra jest lekarzem? bo
            jakoś taka opinia jest mało profesjonalna... może się czepiam, ale nie brzmi to
            fachowo, przynajmniej jak na lekarza... a nawet powiedziałabym głupio...nikogo
            nie obrażając... Moja siostra (nie jest lekarzem, może dlatego nie zauważyła?)
            rodziła ostatnio 4 dziecko (więc pewnie jednak ma jakieś porównanie...) właśnie
            na Żelaznej i jakoś dotychczas nikt nie zauważył, żeby mała miała coś naderwane
            ...zaczęła chodzić pod koniec 8 miesiąca, więc może coś jednak z nią nie tak?!
            A tak na marginesie, siostra była bardzo zadowolona z porodu i opieki w tym
            makabrycznym szpitalu, nie opłacała położnej, ani też niczego lub nikogo
            innego. Ja za parę tygodni też będę rodzić właśnie tam i jestem bardzo
            zadowolona z mego wyboru. Pozdrawiam wszystkie mamusie i tatusiów...
            • gosia_d do Walker22 09.03.04, 09:36
              I mam nadzieję że jak najwięcej dziewczyn tam rodzi z pozytywnym rezultatem i
              że tobie pójdzie dobrze smile Ale gdybym ja nie miała prywatnej pielęgniarki
              tobym do ciebie już od aniołków klikała. Różnie bywa. Pozdrawiam ciebie i
              dzieciaczka.
      • gosia_d Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 09:03
        Tak, mój lekarz był ze św Zofii. Ale muszę zaznaczyć że z niego przez całą
        ciąże byłam zadowolona i nie lekarzy ogólnie tu oceniam. Bo ciężko to ocenić:
        może właśnie mi się trafiła ta rzadka komplikacja a mój lekarz prowadzący,
        wykonujący zarówno cięcie jak i "poprawkę" uratował mi zdrowie? Najgorszy jest
        ten brak antyseptyki i traktowanie noworodków... Ostatnio rozmawiałam z
        koleżankami po rozmaitych przejściach porodowych. Okazuje się że prawie każda,
        coś "ciekawego" w szpitalu zaliczyła, wnioskuję więc że jest to trochę
        loteria... Pójdzie dobrze, trafisz na dobry dzień, będziesz dobrze wspominać.
        Coś się stanie, bedą komplikacje, będziesz, jak ja, złorzeczyć...
        pozdrawiam
    • korzyna1 Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 07:55
      O Boże, Gosia. Bardzo mnie wystraszyłaś. Ja wprawdzie do porodu mam jeszcze
      sporo czasu (połowa sierpnia), ale już teraz wiem, że ze względów zdrowotnych
      będzie to cesarka. Po Twoim liście włosy stanęły mi dęba. Nie spodziewalam się,
      że w tak okrzykniętym sławą szpitalu mogą sie zdarzyć takie rzeczy jak brak
      sterylności, wydawanie dziecka pierwszej lepszej osobie i co najgorsze -
      komplikacje pooperacyjne. Sama nie wiem już, co myśleć. Zastanawiałam się nad
      jakimś innym szpitalem, na wszelki wypadek, ale w każdym zdarzają się przykre
      sytuacje. Mój lekarz prowadzący jest własnie z Żelaznej... Dziewczyny - może
      macie jednak mile wspomnienia z cesarki. Gosia - a Ty się dzielnie trzymaj, bo
      na pewno wszystko będzie ok. Pozdrowionka i miłego dnia
      Korzyna i 16tyg bobo
      • gosia_d Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 09:12
        Myślę, że przypadek moich komplikacji był naprawdę tak rzadki, że nie masz się
        czego na wyrost obawiać. Bardzo polecam wynajęcie pielęgniarki na pierwsze 12
        godzin po cesarce, to nie jest gigant suma, ok 300 zł, a ile spokoju możesz
        uzyskać. Nie chciałam was wystraszyć, ale warto pewne rzeczy wziąć pod rozwagę.
        Sława szpitala? Cóż, powiem ci, nastawiona negatywnie, że mam wrażenie że jest
        dokładnie tak jak mówisz: wszystkie szpitale są takie same, ogólne lekceważenie
        pacjentek, we wszystkich może spotkać cię to samo co mnie w św Zofii. Ale
        oczywiście trafiają się w nich i lekarze i położne dobrzy i dbający.
        Jakoś się trzymam, choć smutno mi było nawet nie móc podnieść samej mojej córci
        prze pierwsze 3 tygodnie jej życia, a i teraz są duże ograniczenia, po cesarce
        zawsze, a zwłaszcza z komplikacjami sad
        pozdrawiam z pola bitwy po wczorajszej kolce dzidzi smile
        • korzyna1 Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 13:17
          Gosiu
          Dzięki, troszkę sie uspokoiłam. Ale nie omieszkam zapytać o kilka rzeczy
          lekarza, zwłaszcza po poscie o tym, że uszkadzają dzieciaczki.. Brrr.
          Chciałbym cię poprosić o nazwiska tych lekarzy - jesli je oczywiście pamiętasz -
          na których należałoby uważać, a także o info, jak załatwić sprawę z
          pielęgniarką - czy na miejscu tuz po porodzie, czy jakos wcześniej. Na prywatną
          położną raczej nas nie będzie stać, na wygody typu sala o podwyższonym
          standardzie też pewnie nie. No i w ogóle jesli cokolwiek jeszcze przychodzi ci
          do głowy - to ja chętnie wszystko zanotuję. Aha - może tak jak któraś z
          uczestniczek forum - też napiszesz im, jak sie to odbyło i że takei sytuacje
          nie powinny mieć miejsca. JA bym napisała.
          Pozdrawiam ciebie i pozostałe emamy.
          Trochę uspokojona korzyna.
    • gosia_d Szpitale? Po prostu ogólnie negatywnie... 03.03.04, 09:23
      Powiem jeszcze raz: ogólnie po moim porodzie i po doświadczeniach koleżanek,
      jestm nastawiona negatywnie nawet nie do św Zofii. W końcu żyję i dochodzę do
      siebie. Ale po prostu mam głęboki uraz do szpitali i państwowej służby zdrowia.
      Aż strach iść do szpitala czy wezwać lekarza... To taka loteria! A i prywatni
      różni bywają. Byłam, jeszcze w ciązy, w nocy w prywatnej przychodni.
      Podejrzewałam że wymioty i ból brzucha do tego stopnia to zatrucie, nie zwykły
      ciążowy objaw. A ten facet tak się bał co mi dać że aż paznokcie obgryzał i w
      końcu zalecił... panadol. Nie wiedział co zrobić, ale za wizytę wiedział jak 70
      zł wziąć!
      O ironio, wtedy bardzo mi w św Zofii pomogli, podkurowali, podleczyli, było
      nawet miło... Strasznie się do nich zachęciłam i napaliłam.
      pozdrawiam i odradzam negatywne myśli przed porodem, co ma być to będzie,
      choćby szpital był niesamowity drogi prywatny hiper super
      Wszystko potem wynagrodzą wasze dzieciaczki, nawet gdy bedą potem tak jak moja
      Żabcia dziś w nocy urządzać wam takie koncerty wink Szpitalne przeżycia to nic w
      porównaniu z kolką wink
      pozdrawiam
    • judytak Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 10:28
      też rodziłam na Żelaznej, dwa razy
      cesarki nie miałam, rodziłam tak "normalnie"
      generalnie wszystko mi się wydawało OK

      tak, trochę mi przeszkadały odwiedziny u "koleżanek z sali", zwłaszcza
      mężczyźni, jest to krępujące i nieprzyjemne, ale z drugiej strony ja też bym
      nie chciała, żeby nie można było mnie odwiedzać, a poza tym chyba są pokoje
      pojedyncze za opłatą...

      co do kolonizacji dzieci bakteriami - jest to proces naturalny, zawsze lepsze
      są bakterie występujące "w naturze", niż wychodowane w sterylnych szpitalach...

      co do obecności pielęgniarek - nie wiem, ilu przypada na ilu chorych, ale wiem,
      że na naszą salę (4-osbową, wszystkie dziewczyny po porodach naturalnych bez
      większych komplikacji) zaglądały często, a jeśli się je wołało, przychodziły
      zaraz, nawet jeśli się je wolało co 10 minut, były pomocne, spokojne

      nie wiem, komu i jak wydają dzieci, bo ja moje miałam cały czas przy sobie

      a że generalnie wszystko w życiu jest przyjemniejsze, niż przebywanie w
      szpitalu, nawet w najlepszym, to się zgadza ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • gosia_d Kolonizacja bakteriami 03.03.04, 11:19
        Kolonizacja bakteriami? Jasne, z tego co czytałam jest bardzo wskazana. Ale
        czytałam też że wskazana jest w pierwszych godzinach życia kolonizacja
        bakteriami matki. A prawie goły godzinny noworodek, leżący na sali pośród
        mnóstwa odwiedzających, którzy nawet kurtek nie zdjęli to jest jednak lekka
        przesada. Przy czym sama słyszałam jak mąż sąsiadki narzekał na złe
        samopoczucie podczas brania antybiotyku. Żaden lekarz nie zaleca wizyt osób
        chorych w domu dziecka przez okres noworodkowy.
        Generalnie tak to jest że wszędzie dobrze gdzie nam dobrze się rodziło.
        pozdrawiam
    • anaj75 Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 12:04
      Też rodziłam w Św. Zofii, we wrześniu zeszłego roku. Był to poród naturalny ale
      mój synek, z powodu nasilonej żółtaczki, znalazł się na oddziale noworodkowym.
      Wiele zachowań personelu tam pracujacego bulwersowało mnie, np. zamiast wezwać
      mnie lub przywieźć malucha, bo darł się z głodu, wkładano mu do buzi gumową
      rękawiczkę do ssania (!). Wszystkie sytuacje, które mi się nie podobały,
      opisałam i wysłałam mailem do szpitala. Myślę, że im więcej dostaną takich
      informacji zwrotnych, tym większa szansa, że przy następnym porodzie wink
      będziemy miały łatwiej. Mam nadzieję, że to nie naiwność z mojej strony. W
      każdym razie otrzymałam odpowiedź od szpitala, że przepraszają,
      przeanalizowali, wprowadzili w życie wnioski i takie tam...
      Pozdrawiam
      • madika Re: Rodziłam w św Zofii... - u mnie też koszmar 03.03.04, 13:20
        Bardzo się ucieszyłam,że ktoś poruszył ten temat. Słynny szpital św.Zofii!!!
        Ja tam też przeżyłam horror 4 lata temu i myślałam, że coś sie zmieniło, ale
        widzę, że wcale nie.
        U mnie wszystko zaczęło się od porodu - oczywiście - wielkie hasła - eko -
        poród naturalny, rodzinny etc. Poród był wywoływany - było po ternminie a
        dziecko miało nieregularne tętno. Nafaszerowali mnie oxytocyną - co nie
        przyniosło wielkich efektów - poza ekstremalnym bólem, bez nawet kilka
        sekundowej pauzy. Po paru godzinach męczarni na moje błagania o znieczulenie
        stwierdzili, ze jeszcze za wcześnie, potem wg. nich było już za późno. A w
        ogóle to mam się wziąć w garść. Potem okazało się (słyszałam ich panikę,a mąż
        szczegóły), że cyt. "trzeba było robic cesarkę" . Niestety było już za późno -
        dziecko zaklinowało się na mojej parę lat wcześniej złamanej kości ogonowej.
        Nie bardzo wiedzieli co robić - ostatecznie stanęło na tym, co podobno już od
        lat jest zakazane międzynarodowymi konwencjami bo grozi zejściem śmiertelnym
        matki - pęknieciem macicy. Wyglądało to tak, że 5 osób kładło mi się na brzuchu
        i na siłę wypychało dziecko. OK, po wielu godzinach męk i nerwów urodziłam,
        chociaż prawie straciłam przytomność, dziecklo odpukać zdrowe, itd. Po jakimś
        czasie (ok.0,5 h) słyszę - no, nie lenimy się, wstajemy, prysznic i o własnych
        siłach na 1 piętro za wóxkiem z dzieckiem. Przysiegam - to polecenie - w stanie
        w jakim się znajdowałam - było dla mnie tak abstrakcyjne, jakby mi nagle kazali
        zatańczyć kankana. Była to normalna tortura. Dowlokłam się leżąc na wózku
        ciągnięta przez położną na salę (cyt. "bo mąż nie może wchodzić na górę!").
        Dalej nikt przez całą noc się mną nie zainteresował. Nad ranem przy mierzeniu
        temperatury stwierdziłam gorączkę 39,5 (poród był bardzo ciężki) - zresztą
        miałam ją też chyba w nocy, ale i tak tam wszycy mieli mnie w dupie. Na moją
        prośbę o coś przeciwgorączkowego usłyszałam - "kochana, chyba żartujesz - weż
        się w garść ty masz karmić a nie się chemią faszerować". I od razu od samego
        początku opieka nad dzieckiem. I to jest fajna sprawa, jak ktoś miał względny
        poród, popieram. Nie należę do specjalnie wrażliwych,ale przysięgam nie byłam w
        stanie dojść do kibla, a moja mama jak mnie rano zobaczyła - to do dziś nie
        może tego zapomnieć - twarz spuchnięta jak balon, i cała w wylewach, oczy -
        żywa krew (popękane naczynka) - upiór. Moje dziecko dawało czadu - bo na
        początku nie miałam pokarmu. Nie miałam tez siły się nią zajmować, ale żadna z
        szanownych położnych się nie przejmowała i nie pojawiła - żeby może pomóc, może
        dać mi szansę choć na godzinę snu... Jak 2 dnia dowlokłam do dyżurki -
        uszłyszałam - "a, to pani dziecko tak się darło całą noc!" Zresztą po tej mojej
        interwencji tylko usłyszałam - "karmić, karmić". Więc karmiłam i karmiłam,
        tylko po prostu nie miałam czym, więc leżałam z moją biedną i głodną córeczką
        na łożu boleści. Co dzień przychodzł lekarz i komunikował o ile danego dnia jej
        waga jest mniejsza. 4 dnia usłyszałam, ze jak "coś z tym nie zrobię, to dziecko
        się zagłodzi" A co ja biedna, niedoświadczona matka 1 dziecka "z tym" miałam
        zrobić? 3 dnia ktoś genialnie zaproponował, żeby dziecko nakarmić. I czymś ją
        karmili - myślałam, ze mieszanką. Potem dowiedziałam się, ze mlekiem innej
        matki i nikt mnie nawet nie raczył poinformować. Mój stan psychiczny, jak się
        domyślacie był adekwatny do podejścia personelu do mnie i mojego dziecka. Aha,
        jeszcze ciekawostka, panie położne wymyśliły w szpitalu, ze ponieważ dziecko
        stale płacze, to może ma gazy i dawaj wkładać jej grubą rurę sondy do
        mikroskopijnego odbyciku. Dziecko z wrzasku i bólu zrobiło się purpurowo -
        sino - zielone. Przestrzegam przed Świętą Zofią, chyba, ze chcecie ryzykować,
        albo jesteście zwolenniczkami natury i ekologii posuniętej do granic absurdu.
        Swoją drogą - świetne hasła maskujące zwykłe wygodnictwo personelu. Pamiętam te
        naburmuszone panienki w pełnym makijażu, które miały imprezy w dużurce bo były
        święta wielkanocne, a tu ktoś im d. zawraca. W TV miesiąć po moim porodzie było
        głośno o dziewczynie, która, mała i drobna, rodziła tam przez 20 h. 6 kg.
        dziecko, w końcu nastąpiło pęknięcie macicy i dziewczyna zmarła. Mąż
        szczegółowo opowiadał, że zachęcano ją dość obcesowo do wzmożonego wysiłku - bo
        trzeba przecież naturalnie rodzić.
        We mnie, choć minęły 4 lata jeszcze głęboko tkwi to przeżycie - wcale o czymś
        takim się łatwo nie zapomina, jak twierdzą niektórzy...
    • madika Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 03.03.04, 15:47
      • salome2000 Re: Rodziłam w św Zofii... Wam nie radzę... 29.03.04, 12:10
        Dziewczyny. Mam 40 lat za 2 miesiace bede rodzic swoje pierwsze dziecko, bardzo
        wyczekiwane i upragnione. Domyslacie sie, ze wpadlam w panike, bo mimo, ze
        ciaza przebiega prawidlowo to musi jeszcze zakonczyc sie sukcesem. Przeczytalam
        chyba wszystko o wszystkich szpitalach w Warszawie. O zadnym nie slyszalam
        tylko pozytywnych informacji. Np. znajoma kolezanki zmarla po cc w Instytucie
        Matki i Dziecka, siostra rodzila nago na Karowej bo nie oplacila porodu i
        poloznej i nie dali jej koszuli i taka naga ja przewiezli z operacyjnej na sale
        itd itp. Co juz myslalam, ze trafilam na TEN szpital to zaraz znalazlam ciekawy
        przypadek. I pomyslalam sobie, ze nie bede sie wprowadzac w panike bez sensu.
        Zdecydowalam sie rodzic, tam gdzie pracuje moj prowadzacy lekarz (Sw.
        Zofia!!!). I bede sie modlic, zeby bylo dobrze. I bedzie dobrze. Chociaz takie
        uwagi jak wasze sa potrzebne, zeby wiedziec czego unikac a lbo co trzeba
        przewidziec. To takie moje mysli, Powodzenia kolezanki i, zeby wam sie dobrze
        rodzilo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka