Witam.
Jestem już po

na szczęście... Jakiś czas temu uczestniczyłam w forum,
dzieliłam sie swoimi lękami dotyczącymi planowanego cesarskiego cięcia.
Miałam złe przeczucia... I słusznie.
Moja córcia była ułożona miednicowo, więc zdecydowano o takim zakończeniu
ciązy. Poród zaczął się tydzień przed zaplanowaną przez lekarza cesarką. Samo
cesarskie cięcie okazało się delikatnie mówiąc nieprzyjemne, ale do
zniesienia. Wszystko wynagrodziło szczęście z narodzin córki. Zostałam
przewieziona na salę pooperacyjną w szpitalu św Zofii. A na sali tej leżało
jeszcze parę kobiet, do których swobodnie przychodzili goście. W butach i
kurtkach w ten brzydki, deszczowy dzień. Bez ochraniaczy na obuwie choćby.
Była jedna położna na wszystkie panie świeżo po cesarce. Za kilkanaście minut
przywieziono moje dziecko, które miało okazję skolonizować się z bakteriami
odwiedzających inne pacjentki. Dziecko było w cieniutkim kocyku, mimo że
mieliśmy ze sobą rzeczy na jej przebranie. I jeszcze coś - mąż poszedł na
oddział noworodkowy, powiedział że chce dziecko pani X i ... dostał je bez
żadnych zbędnych pytań. Tak po prostu.
Rodzina namówiła mnie na wynajęcie prywatnej pielęgniarki. I miałam
szczęście. Bo zajmowała się tylko mną. I szybko dostrzegła coś dziwnego.
Szybkie przewiezienie na salę operacyjną, zdenerwowani lekarze, pośpieszne
szeptane konsultacje. Powiedziano mi że trzeba mnie na chwilkę uśpić, bez
intubacji, że po prostu jeden szew jest źle wykonany i puszcza. Obudziłam się
na OIOMie ponad 2 godziny później, po operacji w narkozie i intubacji.
Straciłam sporo krwi z powodu krwawienia do powłok brzusznych, dostałam silne
antybiotyki.
Nie wiem, czy to błąd lekarzy, czy miałam pecha czy szczęście że jest ok.
Względnie ok, bo głównie przez tę drugą operację i mocne zszycie powięzi
nadal, po ponad miesiącu, jestem lekko kaleką, ledwo chodzę.
A św Zofii nie polecam nikomu. Nie tylko przez te komplikacje. Ale głównie
przez totalny brak antyseptyki na odziale, zwłaszcza pooperacyjnym i
karygodny, horrendalny brak rozumu jeżeli chodzi o wydawanie noworodka
osobie, która w żaden sposób nie wylegitymowała się, o której nikt nie wie
czy naprawdę jest ojcem dziecka!
Św Zofia? Nie dziękuję!
pozdrawiam was serdecznie!