Mija juz tyle dni i nadal nic

(termin mialam na 28.02. a teraz juz
jest 9 marzec, to okropne tak sie czuć, jest mi ciężko chodzić, spać,
wstawać. W sobote już miałam taką nadzieję...bo odszedł mi czop i mialam
dość częste skurcze,ale co 10, 15, 20, 40 min. Potem znowu cisza.
Podczas badania lekarz stwierdzil,ze jest 1,5cm rozwarcia, ale nadal nic.
Dostałam skierowanie do szpitala na piatek rano...trzeba będzie
wywolywac poród.Czuje sie rozdrata, bo juz dzis chcialabym zakończyc tę
ciaze i byc w szpitalu a z drugiej strony strasznie się boję, bo nie
wiem co mnie czeka, ile bedę się męczyć, czy oksytocyna zadziala tak
szybko? Może ktoraś z Was też miala takie doświadczenia
po "przeterminowaniu"?
Pozdrawiam
Ania