Dodaj do ulubionych

czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu"?

04.07.05, 21:19
Koleżanki mnie straszą, że jak urodzę, to nie będę miała na nic czasu. Podobno takie malutkie
dziecko wymaga nieustannej opieki. Podobno jak ma się czas umyć głowę, to jest już wielkie
szczęście. Podobno leci się z nóg...
Owszem widziałam, że koleżanki które urodziły były wiecznie przemęczone. Zwłaszcza jedna, której
maluch prawie wcale nie spał w dzień. Musiała cały czas być przy nim i się nim zajmować...
Ale tak się zastanawiam, czy to nie jest przesada? Czy faktycznie przez calusieńki czas trzeba być
przy dzieciaczku? Przecież wiele noworodków dużo śpi w ciągu dnia i wtedy chyba ma się czas żeby
poczytać, czy ugotować coś? Jak to jest?
Doświadczone mamy, proszę opiszcie mi jak to wygląda faktycznie?
Obserwuj wątek
    • yoko2 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:40
      ja mam 4 miesięczne bliźnięta i jakoś sobie radze, nawet poczytać czasem mam
      czas ... coprawda na spacerku, ale zawsze coś :]
      • pimpusia77 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:42
        Ale jak wygląda w praktyce opieka nad maluchem? Na czym mija cały dzień? rozumiem: karmienie,
        przewijanie, lulanie... ale co jeszcze? Co zajmuje tak dużo czasu?
        Bo rozumiem, że jak dzieciaczek jest większy i wiecej rozumie, to dochodzą jakieś zabawy, ale taki
        niemowlaczek jak spędza szas? smile
    • diablica26 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:44
      Moja siostra rok temu urodziła synka tylko że to nasza mama go chowa ponieważ
      siostra zarabia w Anglii by małemu nic nie zabrakło i przyjezdza co pół roku.Ale
      do rzeczy...moja mama to wulkan energii mimo że ma cały dom na utrzymaniu
      chorego męża po rozległym udarze,matke 76 letnią i syna lat 17 to ma siłe by
      chować Maciusia.A on nie jest złotkiem,od urodzenia mało śpi może godzine na
      cały dzień,a wiadomo nakarmić ugotować wyprać zabawić.Uwierz naprawde
      ciężko,podziwiam ją że mimo wieku 54 lata ma siłe ma wnuka.Motywacją jej to to
      ze czekała na niego aż 12 lat!Czasami to pada jak kawka i nieraz popłacze sobie
      że nie ma juz siły ale dla niego wszystko zrobi.Niewiem jak to ze mną będzie już
      się martwie bo dziecko naprawde czas zabiera.Szczęśliwe mamy co ich dzieci śpią
      jak susły...Pozdrawiam
      • pimpusia77 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:53
        No to mam nadzieję, że dzidziuś się wrodzi w mojego męża, który podobno prawie cały czas spał, nigdy
        nie płakał, a jak był wiekszy, to się grzecznie bawił w kojcu a teściowa miała czas na wszystko (tak
        przynajmniej twierdzi).
        Bo ja podobno straaasznie wyłam jak się mnie na chwilkę do łóżeczka położyo smile
    • joakal Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:56
      jeśli nie przyzwyczaisz dziecka na początku do nieustannego noszenia na rękach
      to będziesz mieć czas dla siebie
      mam 3 miesięczną córeczkę i dopiero od niedawna przestałam się nudzić w domu -
      mała spała w dzień 3x po dwie godziny, jak nie spała to jadła była przewijana a
      potem rozglądała się po świecie (potrafiła to robić dosyć długo)
      lubi być na rękach ale nie sprawia jej problemu jak położe ją na macie
      edukacyjnej lub w łózeczku i może podziwiać świat - ja wtedy mam czas dla
      siebie smile

      • pimpusia77 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 21:59
        To tylko pozazdrościć takiej grzecznej dziewczynki smile
        Mnie si wydaje, że moje koleżanki po prostu nauczyły swoje dzieci, że są na każde piśnięcie i może
        dlatego miały tak mało czasu? Ale to jest tylko takie moje przypuszczenie, bo nie znam się na tym...
        Pewnie będę potrzebowała jakąś mądrą książkę, która mi podpowie jak się zachowywać. Może coś
        polecicie?
        • agnieszkaela Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 22:04
          Poczytaj Jezyk niemowlact, Tracy Hoog (slynna zaklinaczka dzieci). Pojawiala
          sie zreszta na kilku ciazowych watkach w wersji elektronicznej. Autorka wlasnie
          o tym problemie pisze- jak miec czas dla siebie, rownoczesnie nie odbierajac
          niczego dziecku.
          • oda100 do agnieszkaela 05.07.05, 13:06
            Szukam i szukam wersji elektronicznej w necie i nic.... chcialabym sie
            zorientowac co ona pisze na ten temat.... moze byc po polsku i po angielsku
            czy moze masz jakis link ????

            agnieszkaela napisała:

            > Poczytaj Jezyk niemowlact, Tracy Hoog (slynna zaklinaczka dzieci). Pojawiala
            > sie zreszta na kilku ciazowych watkach w wersji elektronicznej. Autorka
            wlasnie
            >
            > o tym problemie pisze- jak miec czas dla siebie, rownoczesnie nie odbierajac
            > niczego dziecku.
            • yoko2 Re: do oda 100 polska wersja języka niemowląt 06.07.05, 10:18
              www.torun.mm.pl/~wakietka/jnth.pdf

              pozdrawiam
              i życze miłej lektury
              • oda100 Re: do oda 100 polska wersja języka niemowląt 06.07.05, 20:45
                yoko2 napisała:

                > www.torun.mm.pl/~wakietka/jnth.pdf
                >
                > pozdrawiam
                > i życze miłej lektury



                dzieki serdeczne
      • marzenarudecka Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 10:33
        Cześć,
        myslę, że to zalezy od mamusi, jak sobie zorganizuje czas. Wszystko da sie
        pogodzić przy odrobinie chęci. Ja urodziłam synka podczas studiów, uczyłam się
        w nocy i choć czasem padałam ze zmęczenia to nigdy nie pomyslałam że przez
        synka na nic nie mam czasu.
        Dziecko nie jest pochłaniaczen czasu. Widze moje koleżanki które mówia ze tez
        nie maja na nic czasu, a ja widze że to zwykły brak organizacji. Ja mam czas
        iść do kosmetyczki, na zakupy, wystarczy dobra organizacja.
        Ważne jest też aby nie uczyc dziecka noszenia na rekach. Ja nie uczyłam i to
        był duży plus.
        A z tym myciem glowy - tzn. brakiem czasu na to - to juz przesada.
        Najlepiej to sie tłumaczyc ze dziecko nie daje nic zrobić.
        Napewno sobie poradzisz!!
        pozdrawiam
    • gagunia Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 22:02
      Mialam czas umyc glowe, ugotowac, wyprac i posprzatac. Jedynym problemem byly
      wyjscia i permanentne zmeczenie z niewyspania. A to dlatego, ze przez pierwsze 3
      miesiace moje dziecko jadlo co 2 godziny, wiec zanim gdzies wyszlam juz musialam
      "drzec" z mleczarnia z powrotem. W nocy jak wyciagnal 3 to sie cieszylam smile
      Bardziej absorbujace jest dziecko biegajace, bo musisz miec oczy wkolo glowy.
      No, ale ze starszakiem chociaz nocy nie zarywasz.
    • asia9946 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 22:08
      pochlaniacz? a i owszem smile baaaaardzo
      ja mam pierwsze dziecko, wiec zapewne zbyt emocjonalnie podchodze do tego, ale
      pewnie jak sie ma drugie, trzecie itd. dziecko to czlowiek sie chyba uczy jak
      dobrze wykorzystac czas
      na poczatku to bralam prysznic o 3.30 rano, jak Maly zjadl i zasnal, bo potem
      juz nie bylo szans, jak spal w dzien to mialam tysiac innych rzeczy do
      zrobienia, ale bynajmniej nie bylo to gotowanie czy cos z tego rodzaju
      obiady , jak do tej pory zrobilam moze ze dwa, a tak to glodowka, sama jak
      jadlam to w takim pospiechu,ze wrzody mam pewne smile
      ale musze przyznac ,ze z czasem jest coraz lepiej
      chodz nauczylam sie,ze jak Maly spi to ja tez, bo inaczej zajechac sie mozna
      pozdrawiam Asia
    • zwierzaku Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 22:10
      moja koleżanka twierdzi że przez pierwszy miesiąc po porodzie odpoczywała.
      nadrabiały braki w czytaniu, komputer, internet.... wręcz czasami się nudziła.
      hmm...nie wiem jak jej sie to udało. ale mysle ze to tez kwestia zorganizowania.
      u mnie mam nadzieje ze przez pierwszy miesiąc będzie mąż i jakoś podzielimy się
      obowiązkami. brzuchy do góry. będzie oki
      • dziewczynka_bez_zapalek Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 23:09
        ja jestem 12 dni po porodzie i też nudzę się ... internet, gazety, opalanie ...
        fakt, zmęczenie jest ogromne i padam wieczorami (jakoś w ciągu dnia spać mi się
        nie chce) mam ogromną ochotę na spacer , wyjście z domu ... no ale 5 minut w
        sklepie musi mi narazie wystarczyć aż zaczniemy chodzić na spacerki ...
    • ania.silenter Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 22:34
      Nie mam na nic czasusad, ale ja mam dwójkę - 1,5 roczny wulkan energii zwany
      Oleńką i 2 miesięczną Adunię (grzeczna uśmiechnięta, kiedy nie ma kolek czyli
      baardzo rzadkosad). Pocieszam się, że może za jakieś 3 lata będziej lepiejwink.
      pozdrawiam
    • blum5 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 23:09
      owszem dziecko wymaga opieki, ale bez przesady.przeciez takie malenstwo duzo
      spi, wiec samemu mozna sie wyspac, albo poczytac. moje dziecko jakos nie
      zabralo mi tego czasu, czytalam , gotowalam, ogladalam tv, chodzilam do
      kolezanek, na spacery, przeciez dziecko mozna wziac ze soba w wiekszosc miejsc.
      w nocy karmilam co 3 godziny, ale tez mi jakos to nie przeszkadzalo. dopiero
      teraz kiesy Zuza jest wieksza widze ze potrzebuje coraz wiekszej uwagi, bo
      zadaje pytania, rozmawia, i domaga sie uwagi a taki niemowlaczek zadowoli sie
      nawet tym jak bedzie sobie lezec w foteliku i patrzec na mame jak np gotuje.
      opieka nad noworodkiem wcale nie jest taka straszna, jest fajna, bo jak dziecko
      potem dorasta to sie teskni do tych malutkich chwil.
      pozdrawiam
    • mama_zuzi6 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 04.07.05, 23:27
      Przez pierwszy miesiąc po urodzeniu Zuzi byłam totalnie zmęczona i
      niewyspana.Ale to tez wina tego ze miałam cesarkę i wszystko mnie bolało.Trzeba
      sobie dobrze zorganizować czas,gdy dziecko śpi odpoczywać,czytać.Ale u mnie
      zazwyczaj było tak,że gdy w końcu Zuzia usnęła to ja nadrabiałam domowe
      zaległości:pranie,sprzątanie,obiad.Także wieczorem byłam padnięta.Odkąd Zuzia
      skończyła 6 miesięcy jakoś lepiej organizuje sobie czas.Moze dlatego,ze Zuzia
      potrafi już zabawić się sama.Wydaje mi się,że duże znaczenie ma fakt jakie
      dziecko jest.Może być spokojne,dużo spać i odwrotnie.
    • joanekjoanek Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 00:05
      Dziecko nie jest pochłaniaczem niczego.
      Dziecko jest człowiekiem, który charakteryzuje się przede wszystkim tym, że... niczym się nie charakteryzuje. Każde jest inne. Unikalne. Niepowtarzalne. Tak samo, jak każda Mama jest inna i niepowtarzalna. Ten duet współgra w swoim unikalnym rytmie. Jednej mamie będzie w tym rytmie "brakowało" "czasu dla siebie", innej wręcz przeciwnie. Jedno dziecko będzie się tego czasu wiecznie domagało, inne poprosi, a inne wręcz odrzuci nadmierne wysiłki doń kierowane. Niczego, ale to niczego nie można przewidzieć, na nic się przygotować, niczego sobie wyobrazić. Pewne jest tylko to, że będzie zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałyśmy.

      Na odczucie braku czasu zaś mam i stosuję tylko jedno lekarstwo - gdy objaw wystąpi, natychmiast przytulam moje dziecko lub kładę się blisko niego i wczuwam się w nie tak głęboko, jak tylko potrafię. Oddycham nim, dotykam, wącham, patrzę, wszystko jak najgłębiej i najpełniej. I wtedy to mija. Priorytety wracają na swoje miejsce, a czas... a czas sobie płynie, najwyżej jakieś rzeczy gdzieś umykają w biegu, ale czy to ważne?...

      Pozdrawiamy ciepło,
      Joanna, Glutuś i Embrion
      • duramgama do Joanek 05.07.05, 10:50
        Joanek,
        jak zwykle trafiłaś w samo sedno. W istotę istoty.
        Moja istota właśnie śpi.
        Pozdrawiam jak tylko mogę najcieplejsmile
        • joanekjoanek Re: do Joanek 06.07.05, 12:54
          smile)
          (nie, nie wpadnę w samozachwyt - mam wrodzony, nic mi już nie zaszkodzi smile)

          Całuję słodko,
          Joanna
      • pimpusia77 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 11:08
        Bardzo pieknie to napisałaś, ale... dziecko jest pusta kartką. My przyczyniamy się do tego co bedzie na
        tej karcie zapisane. Dlatego nie chce od początku popełniać błędów. Owszem, wiem że i tak te błędy
        sie pojawia, ale chciałabym aby było ich jak najmniej.
        Na pewno bedę kochac swoje dziecko bardzo, bardzo mocno. Jux to czuję. Ale ono nie może być całym
        moim światem. Może być dla mnie najważniejsze, ale chciałabym aby w tym swiecie pozostało miejsce
        jeszcze dla mnie, mojego męża i nasze wspólne przyjemności. I dlatego zastanawiam się co zrobić, aby
        nie rozpieścić dziecka za bardzo.
        Z moich obserwacji wynika, że dziecko od samego początku uczy się. I to bardzo szybko. I wiec oc
        zrobić, żeby zwrócic na siebie natychmiast uwage- czy jest to potrzebne, czy nie. Swoim płaczem
        potrafi wymusić na uległych rodzicach wszystko. Ogladałam taki program na Discovery malutkie
        niemowle działa insynktownie. Ale jux kilkumiesięczne dziecko doskonale wie, że kiedy zapłacze mama
        stawi się natychmiest przy jego łóżeczku. I dzidzia skwapliwie z tego korzysta!
        Chciałabym aby mojemu dziecku nie brakło niczego. I dam mu wiele, wiele miłości. Ale chciałabym go
        zacząć wychowywać od pierwszego dnia jego nardzin.
        Już jedną lekture mi tu polecono. Może ktoś jeszcze doradzi w jaką książkę się zaopatrzyć?
        Wiem, że nie zawsze łatwo jest wprowadzić w życie te książkowe porady. Wiem, że ludzie którzy piszą
        te książki nie są nieomylni. Ale wydaje mi się, że jeśli połączę swój instynkt, z poradami osób
        doświadczonych, oraz z poradami osób wykształconych w dziedzinie psychologii dziecięcej, to może
        będzie mi łatwiej.

        Pozdrawiam
        • joanekjoanek Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 12:53
          Mnie bardzo przemówiła do wyobraźni wyczytana gdzieś w jakimś "Dziecku" teza bodaj Eichelbergera, ale mógł to być ktokolwiek inny - przez pierwszy rok opieka nad dzieckiem i "manie dziecka" polega na byciu przy nim i zaspokajaniu jego potrzeb. Drugi i trzeci rok to podwaliny wychowania, a potem już tylko zbieramy żniwo smile

          Rzeczywiście nie widzę potrzeby wychowywania niemowlęcia. Wydaje mi się to jakieś absurdalne. Cóż z tego, że mój syn już _świadomie_ się czegoś domaga? płacze, bo chce, żebym przyszła - no to widocznie mnie potrzebuje, więc ja idę. A jak inaczej miałabym postąpić? Jak do niego nie przyjdę, to on nie przestanie mnie potrzebować. Najwyżej po pewnym czasie może przestać chcieć komunikować mi swoje potrzeby, a to już chyba byłby problem.

          Po mojemu "kształtowanie" dziecka od pierwszych chwil życia nie ma żadnego sensu. Można mu oczywiście pomagać dochodzić do pewnych sprawności, ale na pewno nie poprzez ograniczanie reakcji na jego potrzeby.

          Pozdrawiam,
          Joanna z Glutusiem Niewychowanym
    • marudka1980 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 09:56
      Witam mysle ze to zalezy od samego dziecka i od tego jak sama zorganizujesz
      sobie dzien.Mam dwojke dzieci pierwsze ma6lati owszem pochlanial moj czas
      okropnie zas mam drugiego 3miesiecznego maluszka i jak widzisz mam czas na
      odpisanie do ciebiePoza tym od1.5miesiaca przesypiam calutkie nocesmile
    • perse1 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 10:52
      pytasz jak taki niemowlaczek spędza czas? kurczę ja nawet nie sądziłam ze
      wymaga az tyle czasu.jestem mamą 4 tygodniowej Weroniczki,maz wziął urlop i
      oboje nie wiemy jaki jest dzien tygodnia ani która godzina,nasza córcia po
      prostu chce byc tylko noszona na rękach,nawet jak się usiądzie to juz jej nie
      pasuje a jak odłozymy do łozeczka jak zasnie to i tak biegamy na kazde
      prychnięcie czy kichnięcie,oszalec mozna,więc nawet jak spi to i tak bezprzerwy
      się czuwa,faktycznie zostaje niewiele czasu,dzidzia mojej kolezanki np trzyma
      ją praktycznie cały dzien w łozku bezprzerwy chce byc przy piersi,wcale nie po
      to by jesc ale lubi tal lezec,więc pozostaje cimiec nadzieje ze trafi ci sie
      dzidzius co to tylko spi i je(podobno sie takie zdarzają)powodzenia!
      • dazzle Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 10:58
        to dzidziusie się trafiają? jak egzemplarze książki z nierozciętymi stronami? a
        mnie się, naiwnej, wydawało, że dzieci się uczy, wychowuje. że po to jest tyle
        książek i programów dla rodziców, żeby właśnie sobie te relacje ułożyć bez
        krzywdy dla dziecka, ale z korzyścią dla siebie... a tu mogę mieć szczęście,
        albo go nie mieć - trafię na egzemplarz taki lub siaki...

        mnie się jednak wydaje, że to kwestia organizacji czasu, umięjętności wczucia
        się we własne dziecko i nauczenia się go. można kochać głęboko, ale trzeba
        kochać rozsądnie. zabiegana, zmęczona i zestresowana mama, która nie ma dla
        siebie ani minuty nie jest mamą szczęśliwą. a dziecko to człowiek, mały i
        bardzo wrażliwy człowiek, ktory wyczuwa, że swoją mamę unieszczęśliwia. i
        płacze. a mama się stresuje. więc dziecko płacze jeszcze bardziej, głośniej,
        mocniej. krzyczy - Mamo jestem nieszczęsliwe bo Ty jesteś nieszczęsliwa. I
        spirala się nakręca.

        polecam książkę Tracy Hogg "Język niemowląt".
        I życzę i Wam i sobie, byście kochały głęboko ale i rozsądnie.
        • natalit Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 16:18
          Owszem, dzidziusie "trafiają" się. Mój pierwszy dzidziuś wrzeszczał całymi
          dniami przez pół roku od trzeciego dnia życia. I nie pomagało nic, choć kolejne
          badania wykluczały wszelkie straszne choroby, które roiły się w mojej głowie. W
          końcu okazało się, że ma alergię i moja drakońska dieta spowodowała, że
          przesypiał chociaż 5-6 godzin w nocy. W ciągu dnia nie mogłam nawet normalnie
          wyjść do łazienki, bo małemu ciągle się ulewało i w każdej chwili mógł się
          zadławić. O jakiejkolwiek organizacji zajęć nie mogło być mowy, byłam z
          dzieckiem sama od 7.00 rano do 22.00 w nocy. Teściowa ograniczała się do stania
          w drzwiach (odległość od dziecka min. 4m, bo "bakterie"!) i jęczenia nad biednym
          maleństwem, z pominięciem słaniającech się na nogach synowej. Wszyscy znajomi
          daleko (mieszkaliśmy na wsi z teściami od kilku miesięcy, nie znałam tam nikogo,
          a na zawieranie znajomości wiecznie ryczące dziecko nie pozwalało). Z
          perspektywy czasu dziwię się sobie, że nie zwariowałam, bo były dni, kiedy
          chciałam małego wyrzucić przez okno. Musiałam mozolnie nauczyć się go kochać, bo
          ciągłe zmęczenie powodowało, że nienawidziłam mojego synka...
          Tak więc wiele zależy od tego, "na jaki egzemplarz się trafi". Czasem
          okoliczności życiowe nie pozwalają na ułożenie sobie wszystkiego po własnej
          myśli, a dziecko sprawiające problemy może czasami sparaliżować całkowicie życie
          rodziców. I nie jest łatwo to zaakceptować, jeśli trwa to zbyt długo.
          Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek straszyć. Przestrzegam tylko przed
          idealizmem. Książki nie zawierają złotych recept na wszystko.
          Za kilka dni przyjdzie na świat moje drugie maleństwo i nie nastawiam się na to,
          jakie będzie. Wiem, że może być różnie. Jeśli będzie tylko jadło i spało, to
          będzie cudownie. Jeśli znowu będą problemy, trudno, przeczekam.
          Wiem tylko jedno. W pierwszej ciąży przeczytałam mnóstwo poradników i wydawało
          mi się, że jestem super przygotowana, będę uczyć się swojego dziecka i
          wprowadzać je w świat, kochać, akceptować itd. I wiecie co? Gdyby nie to
          książkowe nastawienie, nie przeżyłabym takiego szoku w kontakcie z rzeczywistością.
          Gdy mój synek miał rok, trafiła w moje ręce książka "Jestem mamą", zbiór
          doświadczeń kobiet znanych z mediów i dziennikarek. Dopiero tam znalazłam
          historie pokazujące, że dzieci nie są "czystą kartą" i wzbudzają u swoich
          rodzicielek nie tylko wzniosłe uczucia macierzyńskie.
          Może za bardzo się rozpisałam, ale zdenerwował mnie pogląd, że wszystko zależy
          od tego, jak sobie mama zorganizuje... Otóż nie. To, jak będzie, zależy od
          bardzo wielu czynników. A przede wszystkim od "egzemplarza", który nam się trafi.
    • redorek Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 05.07.05, 12:55
      blum5 napisała że dziecko duzo spi i mozna sie przespac w tym czasie
      no cóż, nie kazde
      moje w dzień prawie w ogóle nie spi a nawet jak mu sie zdazy zasnąc to jest
      tyle rzeczy do zrobienia, a poza tym mam jeszcze drugie starsze
      zatem przechlapane...
    • mamusia-kubusia1 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 09:10
      Mam trzymiesięcznego synka. Oto moje doświadczennia: pierwszy miesiąc jest
      najgorszy. I to nie dlatego że nie masz na nic czasu, ale dlatego że musisz się
      nauczyć "języka niemowląt" by wiedzieć co Twoje maleństwo chce. Pierwsze
      tygodnie przeważnie śpi i je. Masz więc czas na wszystko. Potem po przebudzeniu
      i nakarmieniu ma dłuższe czasy czuwania, kiedy sobie ogląda śiwat i Was -
      rodziców. Na początku ten czas trwa jakieś 15 min - pół godziny ze dwa razy w
      ciągu dnia, potem rozrasta do godziny. Ale w dalszym ciągu masz czas na
      wszystko. Bo nawet jeśli dzidziuś nie śpi, a nie jest przyzwyczajony do ciągłego
      noszenia i bycia w centrum uwagi to przecież może np. leżeć na leżaczku w kuchni
      gdy ty gotujesz obiad.
      Nasz plan dnia wygląda obecnie tak: ok. 6.00 pobudka, karmienie, zmiana
      pieluchy, czuwanie do ok. 8.00, zasypia. W tym czasie mama pije kawę, myje się,
      je śniadanie, ok. 9.30 - 10.00 pobudka, karmienie, zmiana pieluchy i czuwanie do
      ok. 11.30, zasypia. Wtedy przeważnie wypraowadzamy psa na spacer, więc zasypia
      na spacerze, odstawiamy psa do domu i idziemy spać na dworek. Zawsze na świeżym
      powietrzu śpi dłużej nawet do trzech godzin. Ok 15.00 jest pobudka, karmienie i
      zmiana pieluchy. O 16.00 zabieramy się za gotowanie obiadu. Po 17.00 zasypia na
      ok. dwie godziny. O 20.00 pobudka, o 20.30 zabieramy się za kąpiel, potem
      kolacyjka na dobranoc i zasypiamy. Czasem śpi do 1.00 czasem do 2.00, budzi się
      na karmienie, potem śpimy do 4.00 - 5.00 karmienie. Jeśli zje o 2.00, to potem
      dopiero o 5.00 i wtedy budzi się później, bo ok. 7.00.
      To są oczywiście teoretyczne czasy (godziny), bo przecież taki maluszek nie zna
      się na zegarku i nie trzyma się sztywno swojego planu dnia.
      Mam czas, żeby się wykąpać (poleżeć w wnannie), wcale nie lęcę z nóg chociaż
      czasami wstaję niewyspana, nie jestem przemęczona. Mam czas żeby poczytać i jak
      widzisz posiedzieć na Internecie, żeby posprzątać, poprasować, wyjść do
      fryzjera, na spacer z psem jak mąż jest w domu, mam czas obejrzeć film w TV.
      Czym skorupka za młodu nasiąknie... Mam szwagra, którego córeczka była
      "nauczona" że mamusia nie mogła poczytać książki ani pójść się wykąpać ani na
      spacer, bo mała wymagała całkowicie jej uwagi w sensie dosłownym, tzn. mama
      musiała całyczas na nią spoglądać, rozmawiać itp.
      Chociaż to chyba zależy też od dziecka. Niektóre cały czas płaczą, inne śpią,
      ale nie wierzę że są takie dzieci które od narodzin chcą być cały czas noszone.
      Musiały zostać do tego przyzwyczajone, dlatego że przecież taki maluszek nie
      może już w brzuchu wiedzieć że u mamy na rękach jest najlepiej.
      Powinnaś poczytać Tracy Hogg "Jężyk niemowląt". Ona radzi jak ułatwić sobie
      życie z maleństwem, nauczyć się jego mowy i uniknąć błędów wychowawczych, tzn.
      uczenia złych nawyków.

      Pozdrawiam
      I.
      • pimpusia77 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 10:42
        Bardzo dziękuję smile
        Pocieszyłaś mnie! Na pewno kupię sobie tą książkę! Gratuluje grzecznego dzidziusia wink
        • falka32 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 17:58
          dziewczyny, co wy piszecie? Chcecie noworodka tresować? nie nosić go, bo się
          rozpuści?
          Takiego małego dziecka nie da się rozpuścić a kontakt fizyczny z matką jest dla
          niego taką samą potrzebą fizyczną jak jedzenie czy picie! Moze od jedzenia tez
          dzieci odzwyczajacie?
          Dziecko, które jako noworodek jest często przytulane i noszone wyrabia sobie
          poczucie bezpieczenstwa i w miarę dorastania coraz łatwiej godzi sie na
          rozstanie z rodzicem, ponieważ czuje się bezpiecznie i nie ma powodu do lęku.
          Separacja od rodziców jest naturalną fazą rozwoju, która nastapi, jezeli się
          jej NIE PRZESZKADZA. Dziecko na róznych etapach rozwoju ma rózne potrzeby.
          Natomiast dzieci, którym jako noworodkom odmawiano kontaktu fizycznego,zeby
          ich "nie rozpieścić" wyrastają na dzieci lękowe, które mają zaburzone od
          urodzenia poczucie bezpieczenistwa i więzi z rodzicami i własnie takie dzieci
          jest najtrudniej odłozyć do łózeczka czy zostawić na chwile same.

          Ja przez pierwsze trzy miesiące praktycznie nie rozstawałam się ze swoim synem -
          spał z nami, nieustannie był na kolanach albo w chuście, ew. w wózeczku ze mną
          w kuchni czy łazience. Jak oglądałam tv albo czytałam książkę, brałam go na
          kolana i siedział ze mną. NIGDY nie domagał się tzw. noszenia czy bujania. Im
          bardziej zaczynał go interesoawc świat zewnętrzny, tym cześciej wolał leżec i
          bawić się grzechotką niz siedzieć u mnei na kolanach. NIGDY nie miałam z nim
          problemu pt. zostać z babcią, zasnąć samemu w pokoju czy w łóżeczku,posiedzieć
          samemu w kojcu. Oczywiście, jak każde dziecko sprawdzał co wolno a czego nie i
          gdzie są granice, ale na boga, dziecko nie robi tego od dnia urodzin, tylko
          dopiero kiedy osiągnie jakikolwiek stopień kumacji! Negocjować zostanie w
          łóżeczku mozna z półrocznym niemowlęciem a nie z noworodkiem, który jest nic
          nie rozumiejącym przewodem pokarmowym obciągniętym bardzo wrażliwą skórą i
          który nie odróżnia ciebie od siebie! PRzecież noworodek nie ma nawet poczucia
          odrębności "ja" ani śwaidomości ciała czyli nie wie, że to coś, co mu lata
          przed nosem to jest jego ręka i nie wie, ze twoja pierś nie jest częścią jego.
          Jak sobie wyobrażacie efekty "tresury" od pierwszego dnia życia na czymś takim?
          Moze poczytajcie trochę o psychologii rozwojowej dziecka i starajcie się
          zrozumieć, czym jest takie małe dziecko i czego mozna od niego wymagać a czego
          nie zamiast gadać bzdury, ze noworodek się przyzwyczai do noszenia i potem
          będzie terroryzował. Terroryzować zacznie, jak nie zauważycie, ze juz nie jest
          noworodkiem ... ale są takie mamy, co nie zauważają i potem chcą 30-letniemu
          nadal synkowi tyłek podcierać...
          • blum5 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 19:15
            ja nadal uwazam ze duzo zalezy od nas i od tego jak chcemy spedzic czas z tym
            naszym dzieckiem,czy je nosic, czy polozyc do lozeczka, czy oddac babci i isc
            sobie gdzies.
            nie mialam wrzeszczacego noworodka wiec pewnie nie wiem jak to jest, bo moglam
            sie wyspac, wykapac, wyjsc, a dziecko nieplakalo.
            ale jedno jest pewne ze to wszystko trwa naprawde tylko chwile i po jakims
            czasie w ogole sie nie chce pamietac tych gorszych chwil, a dziecko i tak sie
            kocha nad zycie i tak. niewazne czy bylo 'dobre'czy 'niedobre'. wszytsko jest
            do przejscia, nawet to zmeczenie.
    • lusia79 Re: czy dziecko to faktycznie "pochłaniacz czasu" 06.07.05, 22:27
      Początek zawsze jest trudny. Nie miałam czasu by zjeść śnaidanie, umyć głowę, a
      jak się ruszyłam do łazienki, to musiałam bardzo się streszczać. Najgorsze jest
      pierwszych 6 tygodni - potem się wszystko układa i jest czas na wiele rzeczy -
      zjeść, zadbać o siebie, o malucha, przygotować obiad, zrobic pranie,
      wyprasować, posprzątać. W momoentach kiedy wpadał do mnie mama, by nacieszyć
      się wnuczką potrafiłam posprzątać, przystawić obiad, umyć włosy, zjeść
      spóźnione śniadanie - wszystko w około 1/2 godziny. Nie martw się - wszystko
      się jakoś ułoży smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka