afryka11
07.01.06, 21:08
A więc zaczynamy jutro 42 tydzień ciąży. Fantastycznie. Na wiosne chyba
urodzę. Ale nie to jest najlepsze. Za radą wielu z Was, kilka dni po terminie
zgłosiłam się do szpitala. Na dzień dobry usłyszałam pretensje od zwykłej
pielęgniarki, że mam sobie do mojego lekarza iść a nie do szpitala (gdy
leżałam tamw 35 tyg. ciąży widziałam, że 3,4 dni po terminie ordynator kazał
wywoływać poród). Poza tym moj lekarz nie zrobi mi NST np. Łaskawa pani dr
zaleciła więć podłączenie mnie do maszyny na 30 min. Okazało się, że mam
skurcze!!!Fajnie, ale nic nie czułam, więć nie rodziłam jeszcze. Na tym
badaniu poprzestano i wysłano mnie do domu radzac "kontrolować sobie tętno
dziecka" (może któraś wie jak to jest możliwe w domu). Jadę jutro zbadać
tętno córeczki do szpitala - jak coś głupiego powiedzą, zabije. Czuję się
okropnie, bo teraz to te skurcze czuje. Ale co 10,15 min. I tak już 3 dni.
Wszystko mnie boli. NIe jestem panikarą, nie jestem typem niecierpliwym. Mam
1,5 rocznego synka. Wiem jak to jest rodzić. Ale teraz to za długo. Czop
odszedł w wigilie ( 2 tyg. temu), brzuch opuścił się kiesiąc temu. I nadal
nic.