panna.sarabella
22.02.06, 08:04
piszę to z pełną świadomoscią. Czytam tu pełno postów o tym, "jak przekonac
meża do porodu rodzinnego" itp. DLa mnie to szok.
Zastanówcie się: jak dochodziło do poczęcia to był zadowolony (a jakze, my
zreszta też), sprawiało mu to przyjemnosc. Wszelkie trudy i ciężar ciaży
znosi kobieta, czasem uwaza sie (tu na forum były takie posty) że ciężarna
musi nawet kontrolowac swoje humory (nad którymi przecież wtedy się nie
panuje), bo nie mozna tak traktowac swojego faceta. Tak wiec trzeba chronic
tego biedaka przed nami. No i dochodzi do porodu. Kobieta chcąc nie chcąc -
musi przy tym byc i musi znosic cały ten ból i cierpienie - mniejsze czy
większe, ale przyznac musicie ze poród to nie czysta przyjemnośc ale ból i
ogromny wysiłek. No i w tym momencie ta silniejsza częśc waszego związku mówi
ze nie zniesie tego WIDOKU i nie bierze udziału w porodzie. Dla mnie to
wyjatkowo egoistyczna postawa. Dla mnie obecnośc meża byłą bardzo ważna,
bardzo się przydał, bardzo mi pomógł, to było naprawdę bardzo potrzebne
wsparcie psychiczne i fizyczne. Inna sprawa jeśli kobieta nie chce udziału
faceta w porodzie - ale nie o takiej sytuacji tu piszę. DLatego takie
artykuły, w których piszą ze "mężczyzna musi przemyslec czy chce byc przy
porodzie" to bzdura. Gdyby nastolatków już wychowywac w takim
przeświadczeniu, że bedą uczestniczyc przy porodzie nie byłoby problemu, bo
uznawaliby to za rzecz naturalną. A tak maja wybór, na którym traca tylko
kobiety. Ich ukochane (podobno) kobiety.
Nie pisze tego aby wywołac burzę, ale zebyscie sie zastanowiły i postarały
uswiadomoc waszym wahajacym sie mężczyznom, ze to tak naprawdę ich obowiazek.
I naprawdę, nie muszą zobaczyc niczego nieprzyjemnego. To taka dobra wymówka,
nic więcej, bo wszystko da sie tak ułozyc zeby facet nie zobaczył nawet
przez ułamek sekundy krocza. Pępowiny też przecież nie musi przecinac...