Dodaj do ulubionych

Poród rodzinny

13.03.06, 14:36
Z mężem planujemy poród rodzinny. Z jednej strony bardzo się cieszę, bo
bardzo go kocham i chcę aby w tak ważnej chwili był przy mnie. Mam jednak
małą wątpliwość. Jest on dość wrażliwą osobą i obawiam się, że cała
fizjonomia porodu po prostu go przerazi i że po wszystkim zmieni do mnie swój
stosunek. Słyszałam, że czasem faceci tracą zainteresowanie partnerką, czują
jakieś obrzydzenie lub strach. Co wy na to??
Obserwuj wątek
    • gonia28b Re: Poród rodzinny 13.03.06, 15:37
      Powiem tak: miałam podobne obawy co Ty. Też bałam się tego jak zareaguje na to
      wszystko mój mąż.
      Na szczęście jednak się myliłam. I to jak!! smile))
      W pierwszej fazie porodu skurcze nie były takie bolesne, ale musieliśmy
      odmierzać czas pomiędzy jednym a następnym. Mąż miał zegarek więc jemu dawałam
      tylko sygnał kiedy się zaczyna. Ale kiedy skurcze zaczęły przybierać nba sile...
      był dla mnie taki kochany. Nie potrafił tak stać i nic nie robić widząc, że coś
      mnie dość mocno boli. On sam uważa, że nic takiego nie zrobił.
      Największą pomocą dla mnie był w przedostatniej fazie porodu, kiedy już rodziło
      się dziecko. Położna dwoiła się i troiła, tłumaczyła mi co mam robić, a ja
      dalej po swojemu. Ale jak mąż zaczął mi się wydzierać prosto w ucho co mam
      robić, od razu wszystko było jak należy smile))))

      A co po porodzie? Jest cudownie. Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi.
      A z seksem? Cóż, ja jeszcze muszę poczekać parę tygodni, ale mój mąż za to
      okazuje mi swoje zainteresowanie, jak jeszcze nigdy - mimo, że jeszcze nie
      wróciłam całkiem do swojej sylwetki sprzed ciąży.
      Pozdrawiam.
      • lenka_style Re: Poród rodzinny 13.03.06, 15:41
        ja Ci powiem tak: oczywiście to jest sprawa Twojego męża przede wszystkim, jak
        u niego z wrażliwością na fizjologię, ja nie miałam tego problemu, bo mój mąż,
        podobnie jak ja, jest zupełnie niewrażliwy na krew i tego typu rzeczy i gorsze
        rzeczy już widział smile, więc tego się zupełnie nie bałam
        ale ludzie są różni
        z drugiej strony, podczas porodu wcale nie ma tak dużo fizjologicznych objawów,
        bo tylko w 2 fazie, całe 10 godzin ty się np. wijesz z bólu (albo nie, jak masz
        lekki poród), a Twój mąż może najwyżej psychicznie mieć problem, nie
        fizycznie smile, bo nic się nie dzieje
        na 2 fazę może wyjść, na parcie, i wtedy nic nie zobaczy, co go może
        zniechęcić, a będzie z Tobą przez większość czasu
        • kaja2071 Re: Poród rodzinny 13.03.06, 15:46
          podpisuje sie pod lenka.Moj M nie znosi widoku krwi- na sama mysl robi sie
          zielony.A przy porodzie był. Umowilismy sie poprostu ze nie patrzy tam gdzie
          patrzec nie powinien. Kiedy poczulam parte jeszcze chwile trzymal mnie za reke,
          ale na sam moment narodzin synka poprostu wyszedł z sali (dzis twierdzi ze to
          ze wzruszenia, a ja pewna jestem ze zrobiło mu sie słabo smile))))
          Jego obecnosc bardzo mi pomogła. Moj porod trwal 16h - podawl mi picie,
          głaskał, masował plecy, podtrzymywał na piłce... to nasze wspolne rodzenie
          BARDZO milo wspominam
          • gonia28b Re: Poród rodzinny 13.03.06, 15:58
            Zapomniałam jeszcze coś dopisać.
            Mój mąż aż do ostatniej chwili zarzekał się, że nie będzie mi zaglądał
            w krocze, żeby zobaczyć jak się rodzi dziecko, ani, że nie ma najmniejszego
            zamiaru przecinać pępowiny.
            No i co? jak przyszło już co do czego, zrobił wszystko.
            Dziś mówi, że było to dla niego ogromne i wspaniałe przeżycie i byłby to jego
            największy błąd życiowy, gdyby go wtedy tam miało nie być.
            Mam poród za sobą, więc wiem co mówię.
            Pozdrawiam.
    • honi_29 Re: Poród rodzinny 13.03.06, 15:40
      Niekiedy faktycznie jest tak,że mężczyzna czuje niechęć do kobiety,która
      rodziła,ale moim zdaniem tak zachowuje się dupek,nie facet.Ja miałam rodzić z
      moim mężem,ale zrobiono mi cc,więc nie mógł w tym uczestniczyć.Jednak zanim
      zdecydowano o cc minęło 9 godzin,podczas których mąż był przy mnie.Niewiele
      mógł pomóc,bo wiłam się z bólu i jęczałam,ale trzymał mnie za rękę i
      wiedziałam,że jest ze mną i że gdyby mógł wziąłby połowę na siebie.Jak się już
      dzidzia urodziła zadzwonił do mojej mamy i powiedział:"Mamo jaki on jest
      śliczny...Ale więcej dzieci już nie będzie".Biedny widział jak cierpię,więc już
      wtedy zdecydował,że więcej nie narazi mnie na takie cierpieniewink))))))))))
      Potem pobiegł do apteki,bo z nerwów dostał zgagi.Ach Ci mężczyźni.........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka