aleksandra19811
18.09.06, 13:52
Mam termin na 25, a męzowi nakazali jechać na jakąś konferencje, choć znają
sytuacje. Ma wyjechąc jutro wieczór a wrócić piątek rano. Jakby to było
blisko to może bym jakoś przeżyła,ale to ma być w Gdańsku,a my mieszkamy w W-
wie i jedzie zoorganizowanym transportem. To nowa praca, nie może się
sprzeciwić. "Może pan nie jechać jakby żona dosłownie zaczęła rodzić, a jak
nic nie będzie się działo ma pan jechać" Czy ta kobieta(prezes)nie ma
wyczucia. Strasznie się denerwuje. Jak zaczną się bóle, to może uda mu się
złapać expres,interciity, albo samolot. A jak odejdą wody? Być może urodzę po
terminie. Może wywołać poród, kupiłam już olej rycynowy, pojedzie
spokojniejszy, ale nie bedzie widział pierwszej kąpieli i t.p.. Mąż bardzo
chce być przy mnie i "nigdy sobie nie daruje" Co robić ?
Czy któraś jest z Gdańska i wie jak wygląda sprawa komunikacyjna z W-wą ?