Dostałam dziś pracę...
Jeszcze kilka miesięcy temu moje plany na najbliższa przyszłość wyglądały
tak: obrona najpóźniej we wrześniu, a potem szukam dobrej pracy..

Życie jednak pisze ciekawsze scenariusze i co prawda obrona będzie (nie
wrzesień a najpewniej październik) ale reszta się "rypła". Pracy zaczęłam
szukać i tak, ale nie "dobrej", tylko byle jakiej - ważne, żeby umowa była na
stałe (macierzyński, wychowawczy itp

I tu się zaczęły moje problemy
Znalazłam 'mocno' ambitną pracę w sklepie - "dobrą" bo okres próbny trwa
krótko - potem nie trzeba się martwić.
Ale jakoś wyrzuty sumienia nie dają mi spokoju...
Nikt co prawda nie spytał mnie czy przypadkiem nie jestem w ciąży, ale padło
pytanie o dzieci (w domu dwoje), zwolnienia i takie tam...
Kiedyś na CiPie był wątek o podejściu ciężarnych do pracy i o tym, że jeśli
kobiety tak postepują to nie ma się co dziwić pracodawcom... Chodzi mi o to,
że dbam tylko o swój własny interes i z założenia chciałam popracować chwilę -
tak by zapewnić sobie tylko świadczenia po porodzie...
Niektóre forumowiczki mają wielkie pretensje do innych - które "ciążę
traktują jak chorobę" i korzystają ze zwolnień.. a co dopiero szukać pracy
tylko po to, by "wysępić" trochę kasy
Z drugiej strony myślę, że jak sama o siebie nie zadbam - to nikt tego nie
zrobi, ani państwo, ani mąż - bo utrzymać piątkę to już tak prosto i gładko
nie będzie?
Nie wiem, co o tym myśleć. Napiszcie, jakie jest wasze zdanie