Od razu przepraszam za długaśny elaborat, ale mam już kompletny mętlik w
głowie i muszę to sobie jakoś poukładać, a przy tym liczę na pomoc z Waszej
strony.
Jestem w 38tc, termin na 20. października. Ledwo rok i trzy miesiące temu
miałam pierwsze cc, z powodu braku postępu porodu (a właściwie braku efektów
w jego wywoływaniu :]). Mój lekarz, który prowadził też tamtą ciążę i sam
osobiście mnie kroił

, uważa to za bezwzględne wskazanie do następnego
cięcia, zwłaszcza że mój syn urodził się bardzo duży (4500g) i następny też
ma na to spore szanse. Od dwóch miesięcy mam zalecone brać trzy razy dziennie
nospę, ponieważ wg mojego lekarza nawet skurcze przepowiadające są
niebezpieczne dla blizny po poprzednim cc (a i tak ta nospa jest wybłagana,
bo chciał mi przepisać fenoterol). Miesiąc temu usłyszałam, że czekanie do
samego terminu również stanowiłoby duże zagrożenie, w związku z czym Doktor
najchętniej przeprowadzi cięcie do 10 dni przed terminem. Ja nie czuję się
specjalnie dobrze, brzuch mnie boli jak nieszczęście, a przy tym od początku
byłam przychylnie nastawiona do perspektywy drugiego cc, więc mi to
odpowiadało. Wstępnie ustaliliśmy datę 12.10.
I otóż na ostatniej wizycie, mój Doktor oznajmił mi, że cięcie zaplanujemy
sobie NAJWCZEŚNIEJ na 19.10, a być może i później (jeśli tak, to aż tydzień
później, bo ma to być na jego dyżurze). Ja bym bardzo chciała, żeby Młody był
na pewno dobrze przygotowany do przyjścia na świat, ale z drugiej strony nie
wiem, co się stanie, jeśli w międzyczasie poród się zacznie samoistnie. Tj.
wiem: wyląduję w szpitalu u przypadkowego lekarza, który może nawet nie uznać
moich wskazań do cc (mój liczy sobie za przyjazd 1200 i wie, że mu tego nie
zapłacę). Zastanawiam się też, czy mój lekarz w ogóle ma jakiś spójny pogląd
nt. mojego rozwiązania, bo przecież wyraźnie sam sobie zaprzecza.
Niedawno moja znajoma, będąca w identycznej sytuacji (czyli też niedługo po
cc), urodziła siłami natury córeczkę ważącą 4300g. I ja zaczęłam się
zastanawiać, czy może w związku z tym też powinnam spróbować? Bo przyznaję,
że perspektywa możliwości noszenia obydwu małych klocków na rękach zaraz po
powrocie ze szpitala i pełna sprawność fizyczna to bardzo kusząca
perspektywa. Z drugiej strony, jednak z jakiegoś powodu mój lekarz nie bierze
tego w ogóle pod uwagę i ja też bardzo bym się bała pęknięcia poprzedniego
szwu, a na dodatek taki poród musiałby się odbyć z kimś zupełnie
przypadkowym - na znalezienie nowego lekarza już trochę za późno. Do tego
boję się, że poród mógłby się w ogóle nie zacząć, tak jak ostatnio, a
koszmaru wywoływania na pewno nie chcę przechodzić jeszcze raz. Poza tym nie
wiem, jak by to miało wyglądać - byłabym umówiona na cc, a przy tym planowała
psn?
Dziś mam wizytę połączoną z ktg - jak myślicie, co powinnam powiedzieć
lekarzowi? Czy któraś z Was była w podobnej pod jakimkolwiek względem
sytuacji? Bardzo proszę o pomoc, bo to mój drugi poród, a boję się sto razy
bardziej niż poprzednio

Jeśli więc akurat nie macie co robić, to please
powiedzcie co tylko Wam przychodzi na myśl.
Z góry dziękuję i pozdrawiam