Dodaj do ulubionych

Mój poród na Żelaznej - do wszystkich mam, a szczególnie dla kayak (Marty)

IP: *.* 06.03.02, 18:42
Napisałam już to w Mamach Lutowych, ale w związku z apelami ponawiam, pod nowym tematem.Dokładnie o 20.20 w zeszły poniedziałek (25 lutego) zostałam mamą solidnego (3700, 59) chłopaczka. Dopiero w niedzielę wyszłam do domu, bo mały miał żółtaczkę i dwie doby spędził w solarium (koszmar dla nas obojga - na zupełnie inne opowiadanie).Ale poród - to była ostra jazda bez trzymanki O szóstej po południu poczułam skurcze - ot takie tam, króciutkie, najwyżej 10 sekund, za to regularne (co 3 minuty). Uprzedzona przez Jeanette, że może to być wynik badania, które miałam kilka godzin wcześniej, spokojnie wlazłam do wanny i czekałam na rozwój wypadków oraz powrtót lubego z pracy. Jak luby wrócił koło 18.30, to skurcze były już nieco mocniejsze, trwały 45 sekund i powtarzały się ... :ouch: :ouch: co minutę. Ale to to dopiero mi luby powiedział, bo nie miałam zegarka (przy następnym dziecku założę wodoodporny :D, a z poczuciem czasu u mnie nie najlepiej :lol: no więc szybki telefon do Jeanette i jeszcze szybsza jazda do szpitala. Aha, w międzyczasie (kurczę, w jakim międzyczasie??? to wszystko było w międzyczasie) musiałam się wytrzeć i ubrać, co nie było takie proste, bo między skurczami miałam na to jakieś 10-15 sekund za jednym zamachem. Ale się ubrałam, a nawet umyłam zęby (może mi powiecie, skąd w TAKIM momencie człowiek koniecznie, ale to bezwzględnie koniecznie MUSI umyć zęby :lol:). A międzyczasie tego międzyczasu odeszły wody i skurcze stały się podobne do walenia w krzyż młotem pneumatycznym :lol: jechałam na czworakach na tylnym siedzeniu, do szpitala dojechaliśmy o 19.45 w stanie "pełne rozwarcie", a pół godziny później trzymałam już Maksia, wrzeszczącego w niebogłosy, na brzuchu :love:a jak wam jeszcze napiszę, że obyło się bez cięcia krocza(tylko jakieś głupie dwa szwy na drobne pęknięcie), to już na pewno uznacie, że zmyślam :lol:Na Żelazną złego słowa nie dam powiedzieć - co prawda nie dane było mi skorzystać z udogodnień sali porodowej, oprócz drabinki, ale całość "obsługi" oceniam na piątkę (sorry, jestem starej daty, szóstki jakoś do mnie nie przemawiają :lol:). Położne i pielęgniarki na oddziale poporodowym (a leżałam już na tym demokratycznym, znaczy bezpłatnym) na każde wezwanie, pomocne, niektóre trochę stanowcze wobec histeryzujących mam (miałam niestety taką w pokoju). Obchody w składzie lekarz i ewentualnie druga osoba, dyskretne, konkretne, bez wystawiania "kina" na cały świat przy każdej okazji, dokładnie informują o wynikach badań, ewentualnym leczeniu, żadnego takiego "pani się nie martwi" albo "takie kropelki, żeby się lepiej poczuł". Jedyny feler to jedzenie, nie dlatego, że niedobre, ale dlatego, że ze wspólnej kuchi dla całego szpitala i niektóre rzeczy trochę nieodpowiednie dla "cycanek". Początkowo jadłam wszystko w dobrej wierze, że mi nie zaszkodzi, ale niestety zaszkodziło i teraz leczymy intensywnie Maksa z gazów w brzuszku - ciągle mam nadzieję, że to jeszcze nie sławetna kolka, zwłaszcza, że już po trzech dniach widać znaczną poprawę.Niestety, ze słodkiego pysia śpiącego przez wiekszość czasu przemienił się w mocno wrzeszczącego uparciucha - zatem aktualnie zdycham z niedospania, zmęczenia i bezradności wobec uroków mienia niemowlaka :D bycie w ciąży było zdecydowanie łatwiejszeie zmieni się bardzo, ale chyba w najdzikszych myślach nie sądziłam, że tak szybko i tak nieodwracalnie...
Obserwuj wątek
    • Gość: kayak Re: Mój poród na Żelaznej - do wszystkich mam, a szczególnie dla kayak (Marty) IP: *.* 06.03.02, 19:10
      Czesc,Dzieki ogromne za opis licze na rownie ekspresowy porod :)Tylko jeszcze pare pytanek z grupy praktycznych. Za jakie rzeczy placilas a za co na przyklad nie warto. Bo na poczatku jeszcze przed ciaza myslalam, ze pobyt w "prywatnym" pokiku za te horrendalna cene jest ok, ale coraz czesciej wydaje mi sie,ze pobyt z innymi mamami moze byc bardziej ok. No i wlasnie jakie sa ceny? Czy to prawda ze sala do porodu jest tansza jezeli placi sie poloznej?Na tym skoncze, choc pytan mam jeszcze ze 30. Jak znajdziesz chwilke wytchnienia to bede bardzo wdzieczna za odpowiedz.Pozdr i buziaki dla Maksia ( kolejne nasze podobienstwo tez jak bedzie chlopak to bedzie Maksymilian)Marta
      • Gość: kayak pajaczki?? IP: *.* 06.03.02, 19:16
        Czesc to znowu ja,Mam pytanko dotyczace urody ud w ciazy. Mnie juz w pierwszym(?) miesiacu pojawily sie takie pajaczki na wewnetrznej czesci ud i o zgrozo widze, ze pomalu sie powiekszaja. W madrych ksiakach pisza, ze tak bywa i albo zniknie po ciazy albo nie, ale licze, ze moze macie jakies bardziej pocieszajace doswiadczenia. No i jeszcze pytanko na temat rozstepow od kiedy smarowac i czym. Ja chyba zakupie specyfik Vichy no, ale nie jestem do konca przekonana. Cos kiedys bylo na forum o olejku z migdalow moze pamietacie?Dzieki z goryMarta
      • Gość: Aluc Re: Mój poród na Żelaznej - do wszystkich mam, a szczególnie dla kayak (Marty) IP: *.* 07.03.02, 11:38
        Płaciłam za poród rodzinny i położną - wtedy poród kosztuje nie 800, a 600 zł. Za położną na pewno warto - nie spodziewałam się tak szybkiej akcji, a bez pilotowania przez telefon :crazy: umarłabym ze strachu :crazy: :crazy: urodziłabym na podłodze we własnej łazience. Dałam się przekonać do bezpłatnej sali poporodowej i dobrze zrobiłam - w płatnej też można trafić na dwuosobową, a ja leżałam w bezpłatnej dwuosobowej z łazienką, odwiedziła mnie koleżanka, która kilka miesięcy wcześniej rodziła na Karowej (i była bardzo zadowolona) i powiedziała wprost, że szczena jej opadła, jak zobaczyła "żelazne" warunki. Feler to ograniczenie odwiedzin do 18 (w płatnych są nieograniczone) - a pomoc lubego w pilnowaniu, żeby Maks pod lampą nie zdarł okularków była nieoceniona, nie mówiąc już o samej obecności kogoś bliskiego, ale znów - gdybym trafiła na dwuosobową, a moja współlokatorka miała gości 24 na 24, to by mnie chyba szlag trafił.Akurat obecność drugiej mamy raczej mi przeszkadzała niż pomagała, ale już takim aspołecznym typem jestem - na szczęście miałam dużo gazet do czytania.Tak więc model - płacić za poród i położną, darować sobie luksusy prywatnego apartamentu :lol: uważam za optymalny.Życzę ci jednak odrobinę mniej ekspresowego porodu - teraz czasem się zastanawiam, co by było, gdyby akurat spadł śnieg, porobiłyby się korki (bo kierowcy w Warszawie mają chyba prawo jazdy wyłącznie na suchy asfalt :lol:) i luby wracałby z pracy półtorej godziny, a nie pół :ouch:Poklep swojego Maksa od nas :love:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka