Dodaj do ulubionych

o pewnym diagnoście

01.12.06, 20:14
Nie napiszę nazwiska, chociaż zaraz będziecie wiedzieć KTO...
Dobry fachowiec, mistrz ...
..i totalny buc z chamskim zachowaniem.
Dzisiaj przeczytałam dwie wypowiedzi dziewczyn, popłakałam się.
Dziewczyny, przytłoczone kolejnymi niekorzystnymi wiesciami, musiały jeszcze
znieść nieetyczne krzyki p. doktora w rodzaju- "dlaczego tak późno, bo za
poźno na aborcję" ( gdzie kobieta nie dopuszczała takiej mysli) Albo do
dziewczyny na amiopunkcji, ze co ona tu robi, ze trzeba TO (czyli jej
dziecko) usunąć.
Matki idą do niego po nadzieję... Gdy tej nadziei nie ma, zostają brutalnie
skopane przez wykształconego chama.
To moje pierwsze takie słowa na forum (na tyle postów)..Nikogo nie nazwałam
chamem. Tego pana taksad
Obserwuj wątek
    • green_land Re: o pewnym diagnoście 01.12.06, 20:35
      A może go bardziej "rozreklamowac" ?
      Zasłuzył przecież!
    • elza78 szkoda slow nt/ 01.12.06, 22:54

    • lucy_cu Re: o pewnym diagnoście 02.12.06, 10:16
      Bei, podbijam, bo też się nie mogłam pozbierać, kiedy tamte posty przeczytałam.
      Temu panu chyba sława uderzyła do łba. Może i jest dobrym fachowcem, ale jako
      człowiek jest poniżej krytyki...sad((
      Na pewno wiecie, o kogo chodzi- to bardzo znane nazwisko, wielokrotnie
      wymieniane na tym forum.
    • ominika Re: o pewnym diagnoście 02.12.06, 14:00
      Domyślam się, że chodzi o warszawskiego diagnostę z "charakterystycnym"
      podejściem do problemu i pacjentki...
      • malgos72_2005 Re: o pewnym diagnoście 03.12.06, 22:38
        Dziewczyny, nie czesto zagladam na forum ale mysle, ze wiem o kogo chodzi.
        Wybieram sie do tego "diagnosty" w styczniu na usg w 22 tyg.
        To moja 2 ciaza, w pierwszej u niego nie bylam... a chyba zaluje.
        Rozumiem, ze mamie (rodzicom i dziecku) nalezy sie szacunek ale przede
        wszystkim prawidlowa diagnoza. Ilu macie w Polsce lekarzy, ktorzy widzac, ze
        cos nie tak jest z dzieckiem od razu wam o tym powiedza??
        Moj pierwszy syn - wymarzony, dbalam o siebie w czasie ciazy, ciaza bez
        powiklan prowadzona przez 2 lekarzy (niezaleznych - Medicover i Sw.Zofia), usg
        na najlepszym w tych placowkach sprzecie. Radosc trwala do 1 dnia po porodzie.
        Wiktor urodzil sie z 8 dniowym "opoznieniem" - kiedy pojechalam, zeby zrobic
        ktg wyslano mnie tez na usg zeby sprawdzic stan wod plodowych. To na tym usg
        mlody lekarz, zauwazyl ze maly ma poszerzony moczowod. Moze mu sie siusiak
        podwinal, ale na wszelki wypadek zrobimy po narodzinach usg jamy brzusznej -
        uslyszalam ale sie nie przejelam, bo kiedy spytal kto mi robil i kiedy usg - a
        robilam nawet w 37 tyg.ciazy to stwierdzil, ze tak dobry ultrasonografista (a
        nie byl to ten diagnosta, o ktorym piszecie) by zauwazyl jakby bylo cos nie
        tak....
        No i sie mylil Wiktor urodzil sie - 10 pkt., 54 cm, 3250!!!
        Byl poniedzialek 19:30. Nastepnego dnia wieczorem usg - brak jednej nerki,
        moczowod olbrzymi i poskrecany, wodonercze.
        W 2 dobie zycia maly sam pojechal karetka do CZD, w 3 dobie zabieg, w 10
        operacja... Teraz ma 4 latka i jest super gosciem. Diagnosta choc nie uznany
        ale jednak patrzacy na to co widzi uratowal mu zycie.
        Gdybym wrocila do domu ze "zdrowym" niemowlakiem bo np. porod odbylby sie w
        terminie nie jestem pewna czy moj synek by przezyl. Ile by zyl...
        Teraz przed nami jeszcze jedna operacja (mam nadzieje, ze nigdy nie bedzie
        potrzeby przeszczepu nerki, bo dzieki tak szybkiej interwencji chirurga nerka
        zostala uratowana).
        Ale moglam - gdybym wiedziala wczesniej sie jakos przygotowac - do powrotu do
        domu bez dziecka, do 3 tyg. pobytu w szpitalu (na oddziale nie mozna zostawac
        na noc z dzieckiem), na dojazdy (cale szczescie przed porodem kupilismy
        samochod..), do swiat w szpitalu.
        Teraz jak pisze jestem znowu w ciazy, nie jest latwo bo ciagle choruje -
        infekcja za infekcja od 5 do 11 tyg. trzy tyg. przerwy i znowu jakis wirus...
        Wierzcie mi chce urodzic dziecko - zdrowe dziecko i poczuc wreszcie beztroska
        radosc macierzynstwa, ale jesli nie bedzie mi to dane chce wiedziec i moc
        zadecydowac.

        A diagnosta - ile moze zniesc jego psychika - kto z nas to wie, czasem trzeba
        chyba schronic sie do jakiejs skorupy - nie wiem moze to jego sposob choc
        trudno nam to zrozumiec.
        Powiem wam jedno, nie chodzcie sprawdzac tylko i wylacznie jaka plec, ile ma
        paluszkow. Pytajcie o wszystko - nerki, pecherz, zoladek, watroba, serce,
        twarzoczaszka i co jeszcze przyjdzie wam do glowy.

        Pozdrawiam i zycze tylko ZDROWYCH dzieci - mocno wierze, ze moje takie bedzie.
        A moj Wiktor wyrosnie na przystojniache i bedzie zyl dlugo i szczesliwie ze
        swoja 1 nerka.
        malgos
    • kwiatek02 Re: o pewnym diagnoście 04.12.06, 10:07
      W sumie nie bardzo wiem skoro to taki okropny człowiek dlaczego wciąż ma tyle
      pacjentek. Ja po przeczytaniu postów na forum - przy pierwszej wizycie
      strasznie sie denerwowałam - a mam juz 36 lat i to moje pierwsze dziecko.
      Nawyobrażałam sobie Bóg wie czego - że mi powie, że za stara jestem na dzieci
      itp. juz nie chodziło tylko o zdrowie samego maluszka. Ale było ok. Moze jest
      on i siermiężny w obyciu i prezentuje coś w rodzaju koszarowego humoru - ale to
      nie jest takie straszne. Przy drugiej wizycie było nawet całkiem zabawnie i w
      zasadzie miło, a myślałam, że dostane burę, że nie zrobiłam testu PPAP
      (swiadomie zresztą). Wybieram sie we czwartek na kolejne usg i mam nadzieję, że
      jakoś przeżyję. Nie ma sensu zaczytywac sie w postach na forum, bo czasem nie
      taki diabeł straszny jak go malują, mam nadzieję, że z dzidzia wszystko bedzie
      dobrze - a dla tej informacji jestem gotowa znieść nawet humory pana doktora.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka