Moja przyjaciółka miała urodzić 4 maja. Do wczoraj nie czuła nic, na wieczór
planowała ostatni przed pójściem do szpitala ( z powodu opóźnienia) maratonik
filmowy. Po 20 zaczęła czuć bóle brzucha i ból krzyża. O północy pojechała do
szpitala. O 1:30 Marysia pojawiła się na świecie

A to był pierwszy poród

Ja rodzę w sierpniu, też tak chcę

Dodam, że Kasia miała pełne zaufania i
radości podejście do porodu. Wczoraj, gdy zaczęła czuć bóle, stwierdziła: "ale
cudownie, ale super, już pewnie niedługo urodzę". Bądźmy wszystkie dobrej
myśli, to pomaga!