rubens22
12.02.08, 16:12
na wstepie nadmienie, ze jestem mloda ciezarna lekarka. Nie ginekolozka, ale
na studiach mielismy ginekologie i poloznictwo. Uczyli nas przebiegu ciazy
prawidlowej i patologii. Neonatologie i pediatrie tez mielismy w programie.
Niespecjalnie mnie to interesuje zawodowo, ale stwierdzilam, ze jako kobieta
chcaca miec dzieci przyloze sie do ginekologii, poloznictwa, neonatologii i
pediatrii. Dowiedzialam sie, ze ciaza jest stanem fizjologicznym, aczkolwiek
nieco odmiennym i mozna w niej robic wszystko ale z umiarem, jesli przebiega
prawidlowo. Noworodek tez nie UFO i, o ile nie jest wczesniakiem czy chorym
bardzo dzieckiem, nalezy sie obchodzic z nim jak z malym czlowiekiem a nie jak
z siodmym cudem swiata( to w przenosni).
Pomyslalam sobie, ze w sumie zadna filozofia byc w ciazy, urodzic dziecko i
potem karmic je piersia. Fizjologia i tyle, natura wie, co robi.
Ale jak tylko zaszlam w ciaze, zaczelam poglebiac wiedze na necie, w ksiazce,
ktora dostalam i w setkach ulotek oraz gazet. I co? Deprecha mnie niemalze
dopadla. Setki rzeczy, ktorych pod zadnym pozorem robic nie wolno, setki,
ktore robic trzeba i koniec, bo dziecko bedzie albo chore, albo glupsze od
innych albo z wadami. Chcac byc rozsadna matka staralam sie dopasowac do tych
wszystkich regul. Ale no nie da rady.
Za bardzo utyc nie wolno, bo dziecku grozi cukrzyca, bo porod ciezki i co tam
jeszcze. Ale jak sie poczyta, co trzeba codziennie w siebie wrzucic, to
trzebaby caly czas cos mlec w gebie. A sporty tez tylko niektore, bo inne to be...
Nie wachac srodkow czystosci, nie malowac pazurkow ani ich nie zmywac, wlosow
nie farbowac, kremow z kwasami nie stosowac bo dziecku szkodzi..
No to jadlam, sporty ograniczylam, nie malowalam, nie zmywalam, nie uzywalam
srodkow chemicznych. I co?? I ja i mieszkanie zapuszczone. Czulam sie gruba,
mimo, ze duzo nie przytylam, i nieatrakcyjna. Z dnia na dzien nastroj spadal
na leb na szyje, az w koncu maz mi powiedzial, zebym sie za siebie wziela,
bo...ciaza to stan fizjologiczny i mozna robic wszystko, byle z umiarem.
Moze mnie nazwa niektore z was egoistka, bo pije kawe i alkohol - czasami-, bo
maluje paznokcie i stosuje kremy z kwasami (niestety problemy z cera zawsze
mialam)i sprzatam i wdycham podczas mycia lazienki rozne chemikalia. Czyli
jak nic szkodze dziecku. Ale czuje sie wspaniale, zaczelam akceptowac zmiany
swojego ciala, mezowi ze mna lepiej.
Nie rozumiem tylko, dlaczego niemalze wszystkie poradniki wiedza, co najlepsze
dla dziecka, ale juz nie opisuja, jak z tym sie matka czuje. A nastroj mamuski
chyba tez wazny, co nie? I gdzie podzial sie moj zdrowy rozsadek i wiedza
nabyta na studiach? Uleglam jakiejs histerii zbiorowej..
Dziewczyny, ja wiem, dla ktorych takie poswiecenie to pikus, niektore im
wiecej sie poswiecaja tym lepiej sie czuja, ale przyjmujcie wszystko ze
zdrowym rozsadkiem, przepuscie wyczytane informacje przez wlasne mozgi,
przeciez zadna nie jest glupia, ma swoj rozum, nie dajmy sie manipulowac
wszystkim zakazom i nakazom, nasze zdrowie psychiczne tez jest wazne!