totorotot 09.07.08, 22:44 No to apiać od nowa zaczynamy dyskusję Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
moniowiec Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 10:12 musi zmienic sie jedno pokolenie by było inaczej - pokolenie położnych. przyzwyczailiśmy je do cięcia wiec skąd ta pretnsja? myślicie ze nagle ktoś bedzie naciagał mięśnie krocza i meczył się skoro można ciachnąc i po kłopocie? ale spokojnie - czasy się zmieniają. ja rodziłam niedawno, w zwykłym szpitalu. ochroniono krocze RUTYNOWO. nie byłam cięta. miałam ktg przez częsć I fazy porodu - potem je zdjeto i badano mnie stetoskopem. widać można. ale wolałąm leżeć bo kręciło mi się w głowie podczas skurczy. ale teraz na porodówkach jest jeszcze inny problem - rutynowo też rodzi się naturalnie nawet w przypadku posiadania skierowania na cc ze względów zdrowotnych. bo jak przeginać to ostro w jakąkolwiek stronę. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:45 Nie, nie musi się zniemić następne pokolenie, tylko JUŻ TO POKOLENIE POŁOŻNYCH. Bo to teraz ja będę rodzić a nie za 50 lat. I teraz mają mnie nie nacinać i traktować uprzejmie. Odpowiedz Link Zgłoś
4g63 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 22:24 boje się że zastępowanie natury to zła droga Odpowiedz Link Zgłoś
betina1973 A od kiedy to nacina położna? 10.07.08, 23:00 Prawda jest taka, że zdecydowana większość położnych pozwoliłaby kobietom rodzić zgodnie z ich instynktami. Niestety wszystko co dobre kończy się z wejściem na salę "pana i władcy" czyli lekarza. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: A od kiedy to nacina położna? 10.07.08, 23:03 A to ja mam zamiar - jesli urodze w szpitalu i zostana złamane moje prawa - podac szpital i konowała do sądu. Zawsze jakiś grosik wpadnie Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka Re: A od kiedy to nacina położna? 10.07.08, 23:53 Po co takie głupoty pisać o "panu i władcy"? Prawda jest taka, że to lekarz odpowiada za dziecko i pacjentkę, a nie położna, więc dla widzimisię pacjentki nie będzie narażał zdrowia czy życia jej i dziecka. Jak się czyta to forum, to ma się wrażenie, że pomiędzy pacjentkami a personelem medycznym trwa jakaś wojna- toż to jakaś psychoza! Nie daj się naciąć! W większości szpitali (przynajmniej w W-wie) lekarze i położne starają się chronić krocze (to naprawdę żadna nowość), ale do tego potrzebne są nie tylko dobre chęci lek. czy poł., ale wpływa na to również wiele innych okoliczności- inny sposób prowadzenia porodu, współpraca rodzącej, jej predyspozycje osobnicze, a także sam przebieg porodu. I konia z rzędem tej rodzącej, która sama w trakcie porodu będzie potrafiła ocenić czy należy ją naciąć czy nie. Oczywiście zdecydowane przeciwniczki mogą podpisać oświadczenie, że na nacięcie się nie zgadzają. Jak podpiszą, to nikt ich nie natnie (no, może jak będzie to zagrażać życiu dziecka). Cc- zwolenniczki cc uważają, że nalezy im się to jak psu buda. Pomijając fakt, że cc jest poważną operacją, to naprawdę pretensje nie do lekarzy, a do min. zdrowia lub specjalisty krajowego, bo stamtąd idą zalecenia. Dla lekarza nawet lepiej jest wykonać cięcie niż bujać się z pacjentką- cięcie zajmuje pół godziny czyli z punktu widzenia lekarza czy położnej jest to dla nich mniej pracy. Sprawy sprzeciwu przeciwko zakładaniu wenflonu... tego się nawet nie chce komentować- to żadne łamanie praw pacjenki. To zabezpieczenie dla niej na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, które zawsze mogą się przytrafić. Tylko kompletna idiotka może uznawać to za łamanie jej praw. Ale co tu wymagać? Ta sama pani jeszcze nie rodziła, a już wspomina o wytoczeniu ew. procesu, bo kasa zawsze się przyda. Żenada i głupota. Na szczęście większość dziewczyn podchodzi do porodu w sposób normalny i z zaufaniem do osób, które ich porody przyjmują. I naprawdę większość wychodzi ze szpitali szczęśliwa i zadowolona- pomimo rzekomej wojny pomiędzy stronami. Oczywiście, bettina, ten post nie jest w całości do Ciebie. Tylko pierwsze zdanie. Reszta to takie ogólne dywagacje wiejskiego listonosza. Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 08:17 emanierka napisała: > Po co takie głupoty pisać o "panu i władcy"? Prawda jest taka, że to > lekarz odpowiada za dziecko i pacjentkę, a nie położna, więc dla > widzimisię pacjentki nie będzie narażał zdrowia czy życia jej i > dziecka. Teraz to ty piszesz głupoty. Zapoznaj się może z ustawami o zawodzie lekarza i zawodzie położnej - to są dwa samodzielne, niezależne zawody, i zarówno lekarz jak i położna odpowiadają za to co robią, karnie i cywilnie. A wykonanie zabiegu takiego jak nacięcie krocza bez zgody pacjentki ma swój odpowiednik w kodeksie karnym, i to zagrożony sporą karą, więc na prawdę warto się nad tym zastanowić. Jak się jakiejś położnej wydaje, ze skoro wykonuje polecenia lekarza, to za nic nie odpowiada, to się może niestety bardzo zdziwić, jak ją pacjentka kiedyś pozwie. Polecam lekturę: www.rodzicpoludzku.pl/publikacje/publikacja.php?publikacja_id=12 W większości szpitali (przynajmniej w W-wie) > lekarze i położne starają się chronić krocze (to naprawdę żadna > nowość), ale do tego potrzebne są nie tylko dobre chęci lek. czy > poł., ale wpływa na to również wiele innych okoliczności- inny > sposób prowadzenia porodu, współpraca rodzącej, jej predyspozycje > osobnicze, a także sam przebieg porodu. A masz jakieś dane na ten temat, jak to w Warszawie chronią krocze? Może w tych szpitalach, w których leży się plackiem pod aparaturą, a może w tych, w których w szkole rodzenia opowiadają bzdury o nacięciu wzięte z podręczników sprzed 40 lat? Owszem, czasami daje się uniknąć nacięcia, tylko że wcześniej trzeba zapłacić za indywidualną opiekę położnej. >I konia z rzędem tej > rodzącej, która sama w trakcie porodu będzie potrafiła ocenić czy > należy ją naciąć czy nie. Już to było sto razy na tym forum pisane, ze nie chodzi o to, aby samej oceniać czy nacięcie jest potrzebne cz nie, tylko o to, by mieć zaufanie do położnej, że natnie wtedy kiedy trzeba, a nie rutynowo. W obecnej sytuacji takiego zaufania nie ma, i trudno się temu dziwić. Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 15:52 Powtarzam- za to co się dzieje na dyżurze odpowiada lekarz, więc jeżeli coś się dzieje nie tak, to lekarz podejmuje decyzję i odpowiada za to. I może inaczej napiszę, bo widzę, ze nie kumasz- jeżeli położna czy pielęgniarka popełnią jakiś błąd to oprócz nich będzie odpowiadał również lekarz. I nie chodzi tu "o pana i władcę", ale za odpowiedzialność, więc może Ty się lepiej zapoznaj, bo ja nie muszę. Jesteś lekarzem czy położną? Chyba nie. Raczej mamusią, która swoją wiedzę o porodach i medycynie ogólnie, opiera na info z fundacji i forów internetowych oraz na własnym i 3 kolezanek porodzie. Kup sobie książkę o ciąży i porodach (np. Ginekologię ilustrowaną /są też obrazki/, Położnictwo ilustrowane, i dodatkowo może np. Ciążę wysokiego ryzyka) przeczytaj 10 razy i wtedy pogadamy na temat ciąży i porodów. A skarżyć sobie możesz każdego (demokracja jest)- nawet salową za krzywy uśmiech. Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 22:33 Czyżby sfrustrowana przedstawicielka zawodu medycznego? Cóż, jeszcze raz mogę Cę odesłać do odpowiednich ustaw i publikacji. Ze swojego wykształcenia nie muszę Ci się tłumaczyć, ale zapewniam, Cię ze nie jeden podręcznik miałam w ręku...Chętnie podyskutuję o rutynowych interwencjach i nacięciu krocza, ale za pomocą rzeczowych argumentów, opartych na dowodach naukowych. Odpowiedz Link Zgłoś
lost_island Re: A od kiedy to nacina położna? 11.08.08, 22:03 A na czym opierają się te wszystkie masowe nacinania krocza? Na literaturze fachowej??? Czy może na przyzwyczajeniu i dlatego, że położnej/lekarzowi się śpieszy do domu/na kawę? Wiedza jest podstawą! Jeśli kobieta-przyszła matka nie będzie miała podstawowej wiedzy na temat porodu, to lekarze i położne będą postępowały z nią wedle własnego uznania, często nieuzasadnionego ze strony medycznej. A kobieta przez głupotę/nierzetelność/wygodnictwo lekarzy i położnych może stać się kaleką. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 13:26 Ja ostatnio czekałam w kolejce do mojego położnika, ze mną kilka babeczek i jedna młoda niunia z podstarzałym pseudo-biznesmenem w garniturku. Atmosfera milutka, a tu nagle parka zaczyna nadawać "jak ten lekarz tylko wbije ci pieczątkę do książczki, to ale go zjeb..., no zobaczysz jaką zjeb.... dostanie"... Widać, że parka u tego lekarza będzie pierwszy raz, bo w żadnym razie nie można zarzucić mu braku dbałości o pacjentki, odpuszczania badań itd. Ja i reszta czekających miny miałyśmy raczej zbulwersowane i zniesmaczone. Nie cierpię roszczeniowych ludzi, którzy jeszcze nogi za próg nie przestawili, a już planują awantury albo pozwy... Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 14:21 Mnie zastanawia, dlaczego pod tym tytułem nie kryją się przerażające relacje kobiet, które na własne żądanie rozpłatały sobie brzuch...? Dlaczego Fundacja skupia się wyłącznie na tym nacięciu krocza, a nie na braku dostępu do zzo, braku możliwości rodzenia w wybranej pozycji, wreszcie nieracjonalnej modzie na cc na życzenie? NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w mediach. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 14:25 memphis90 napisała: Dlaczego Fundacja > skupia się wyłącznie na tym nacięciu krocza, a nie na braku dostępu do zzo, > braku możliwości rodzenia w wybranej pozycji, wreszcie nieracjonalnej modzie na > cc na życzenie? Ależ tymi kwestiami też zajmuje się ta fundacja. Zapoznaj się z jej raportami, wydawnictwami, itp., to bedziesz lepiej zorientowana w jej działaniach. Odpowiedz Link Zgłoś
aga.53 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:05 jest jeszcze jedna ważna kwestia...oprócz naciecia i swobody wyboru pozycji rodzenia...a mianowicie poszanowanie intymnosci czyli pojedyncza sala do porodu...nie rozumiem dlaczego w szpitalach za intymnosc musze płacić np. 400-800 zł????????? dlaczego??? przecież poród to jedna z najintymniejszych chwil naszego zycia,przykładowo kiedy ide na badanie ginekologiczne to jestem sam na sam z ginekologiem, jest jeden fotel, moge o wszystkim z nim porozmawiać, nie wstydze się rozebrać i poddać badaniu, wiec dlaczego w szpitalach są robione wieloosobowe sale do porodu??? czy to nie jest przegięcie? łamanie mojego prawa do intymności???? Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:13 dlaczego w > szpitalach są robione wieloosobowe sale do porodu??? czy to nie jest > przegięcie? Ja myślę, że nie tyle "są robione", co po prostu istnieją od lat 70-tych (kiedy zostały zbudowane), a szpitali nie stać na remonty i modernizacje oddziałów. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:10 Raporty? A czy raporty zmieniają cokolwiek? Przecież wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że praktycznie nie ma dostępu do zzo. I o tym w mediach się nie mówi, nie słychać o głośnych akcjach itd... Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 19:04 memphis90 napisała: > Raporty? A czy raporty zmieniają cokolwiek? Raporty nie mają "zmieniać cokolwiek", tylko opisują działania fundacji. Zaproponowałam ci zapoznanie się z nimi, żebyś nie pisała, że jedynie kwestia ciętego krocza ich interesuje. Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:17 <Przecież wszyscy doskonale zdają > sobie sprawę, że praktycznie nie ma dostępu do zzo. I o tym w mediach się nie > mówi, nie słychać o głośnych akcjach itd... No jak sie nie mowi? Jakis czas temu wylacznie mowilo sie o anestezjologach. I o tym ze masowo wyjezdrzaja? Kto ma robic to ZZO salowa? Odpowiedz Link Zgłoś
aksamitka7 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 18:13 memphis90 napisała: > NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż > uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w mediach. No to Cię zaskoczę. Miałam cc 7 miesięcy temu. Nie na własne życzenie ale wynikające z przebiegu porodu. I jestem BARDZO zadowolona, że skończyło się na cc. Ból tylko pierwszego dnia, rana świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac się dzieckiem i sobą, siedziec, chodzic. Niestety, tego nie mogę powiedziec o kobietach po tzw porodzie sn, które widziałam w szpitalu. I zapewniem - u mnie nie ma mowy o traumie, wręcz przeciwnie. dzięki cc wspominam poród jako wspaniałe przeżycie. I nie tylko ja tylko tysiące kobiet, które zdecydowały się na to rozwiązanie. Odpowiedz Link Zgłoś
yola13 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:29 aksamitka7 napisała: > memphis90 napisała: > > NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż > > uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w > mediach. > > No to Cię zaskoczę. Miałam cc 7 miesięcy temu. Nie na własne > życzenie ale wynikające z przebiegu porodu. I jestem BARDZO > zadowolona, że skończyło się na cc. Ból tylko pierwszego dnia, rana > świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac się > dzieckiem i sobą, siedziec, chodzic. Niestety, tego nie mogę > powiedziec o kobietach po tzw porodzie sn, które widziałam w > szpitalu. I zapewniem - u mnie nie ma mowy o traumie, wręcz > przeciwnie. dzięki cc wspominam poród jako wspaniałe przeżycie. I > nie tylko ja tylko tysiące kobiet, które zdecydowały się na to > rozwiązanie. > > Popieram w całej rozciągłości że cc to komfortowy poród w przeciwienstwie do sn. No i jest bardzo bezpieczny bo stoi nad tobą conajmniej 5-6 osób, a przy kobiecie rodzącej zaledwie 1 połozna tylko i to nie cały czas. Jestem już prawie rok po i czuje sie rewelacyjnie. Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:34 DDD aby wiedziec ze cos jest czarne trzeba widziec tez jak wyglada biale madralo... Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 14:50 aksamitka7 napisała: > Ból tylko pierwszego dnia, rana > świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac się dzieckiem i sobą, siedziec, chodzic. Tiaa jasne, godzinę po operacji na pewno poszłaś do toalety a obiad w pierwszej dobie zjadłaś na siedząco P Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 19:16 gaja seks od razu po porodzie zapomnialas dodac przeciez rana na brzuchu hihi Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 20:37 Sama zrobiła ten obiad, dwudaniowy z deserem Odpowiedz Link Zgłoś
yola13 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:22 a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym wiedziec skoro nie miałas? W moim otoczeniu nie spotkałam się z osoba która narzekałaby na cc(ze mna na czele) w przeciwienstwie do ilości osób które spotkałam z problemami i to duzymi po porodzie sn, jestem po cc i po zdjęciu szwów jak ręką odjął, po 3 tyg. juz zapomniałam ze miałam cc, no i proponuję skończ juz najeżdzac na zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejem Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka No, popatrz Yola, 10.07.08, 21:34 już (!) po 3 tyg. zapomiałaś, że miałaś cc, a dziś wyszła ze szpitala pani po sn (na własną prośbę)- urodziła o 14, a wyszła ze szpitala do domu o 18. Wiem, że to nie jest normalna sytuacja, ale gdyby ta pani miała cc, to raczej by do domu nie wyszła, nawet jakby bardzo chciała. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: No, popatrz Yola, 11.07.08, 14:54 emanierka napisała: > już (!) po 3 tyg. zapomiałaś, że miałaś cc, a dziś wyszła ze > szpitala pani po sn (na własną prośbę)- urodziła o 14, a wyszła ze > szpitala do domu o 18. Wiem, że to nie jest normalna sytuacja, ale > gdyby ta pani miała cc, to raczej by do domu nie wyszła, nawet jakby > bardzo chciała. Otóż to. Ja się 4 godziny po drugim porodzie (z nacięciem !) zastanawiałam, co ja jeszcze robię w szpitalu Odpowiedz Link Zgłoś
dopaminka Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:49 owszem, poród przez cesarskie cięcie niesie ze sobą korzyści, ale także ryzyko - że np. macica "nie wytrzyma" kolejnej ciąży. Odpowiedz Link Zgłoś
betina1973 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 23:11 yola13 napisała: > a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu > bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym > wiedziec skoro nie miałas? A ty skąd możesz wiedzieć, o porodzie sn skoro nie miałaś? Przyganiał kocioł garnkowi. W moim otoczeniu nie spotkałam się z > osoba która narzekałaby na cc(ze mna na czele) w przeciwienstwie do > ilości osób które spotkałam z problemami i to duzymi po porodzie sn, Coś wąziutkie to twoje otoczenie. > jestem po cc i po zdjęciu szwów jak ręką odjął, po 3 tyg. juz > zapomniałam ze miałam cc, Ekspertka od cc się znalazła. Przeszłam dwa porody: sn i cc. Gdybym miała jeszcze kiedykolwiek jakiś wybór NIGDY nie zgodziłabym się na cc. NIGDY. To, że ty czułaś się dobrze to nie znaczy, że wszyscy też odczuwali komfort. Ja czułam się doskonale w chwili gdy tuż po porodzie sn położyli mi dziecko na piersi. no i proponuję skończ juz najeżdzac na > zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejem A ty odczep się od kobiet, które chcą rodzić naturalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:29 > a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu > bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym > wiedziec skoro nie miałas? Ze statystyk... no i proponuję skończ juz najeżdzac na > zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejem to nie czytaj moich postów- jest taka opcja, jak "ignoruj". Odpowiedz Link Zgłoś
tesska Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:46 Mój przykład to cc z komplikacjami, jakies ropienie rany i pobyt w szpitalu o 2 tygodnie dluzej niz dziecko, zabranie dziecka do sali obok i sluchanie nocami jak ono placze, a ja nie moge sie ruszyc bo w izolatce. rewelka. mimo badan nie wykryto zadnych bakterii nic. Na antybiotyku o dzialaniu "na wszystko" omal nie stracilam pokarmu, po powrocie do domu przez 2 tygodnie maz mi opatrywal rane a przez miesiac walczylam zeby corka pila choc troche mojego mleka. Są rózne przypadki. Odpowiedz Link Zgłoś
mamamisi12 Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 01:05 Jeśli rzekomo bezpieczniejsze jest cc na życzenie, to podobała mi się kiedys wypowiedź jegnego z ginekologów: gdyby natura chciała, aby dzieci rodziły sie w ten sposób, to kobiety miałyby na brzuchu coś w rodzaju zamka błyskawicznego. Może warto to przemyśleć. Dla mnie cc to byłaby ostateczność. Niestety jest to zawsze duży zabieg brzuszny, nawet bardziej rozległy i traumatyczny niz wycięcie wyrostka robaczkowego, a nikt nie wycinaga go dla swojego widzimisię. Nie zrozumię kobitek, które chcą cc na własne życzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 09:49 > Niestety jest to zawsze duży zabieg > brzuszny, nawet bardziej rozległy i traumatyczny niz wycięcie > wyrostka robaczkowego< A skąd takie uogólnienie, że mają? Miałam cc, nie mam żadnej traumy. I tysiące kobiet też jej nie mają. Traumę za to bardzo chciałby u nas wyhodować przeciwniczki cięcia na życzenie. Zwłaszcza te, które wiedzą wszystko o tych "strasznych cesarkach" z filmiku na youtube >podobała mi > się kiedys wypowiedź jegnego z ginekologów: gdyby natura chciała, > aby dzieci rodziły sie w ten sposób, to kobiety miałyby na brzuchu > coś w rodzaju zamka błyskawicznego a gdyby natura chciała, żeby na czas porodu krocze rozszerzało sie o dodatkowe 10 cm, to by ten suwaczek zainstalowała w miejscu, gdzie nacinają położne. To tym bardziej warto przemyśleć w kontekście dyskusji o rutynowym nacięciu krocza Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:44 Memphis, dlatego, że kobiety zrobiły sobie cc "na własne życzenie", a nie ciachnęła je znienacka i bez ich zgody rutynowo położna. Wiele cc bierze się zresztą właśnie ze strachu przed nacięciem, przed koniecznością nienaturalnego parcia na plecach, ze strachu przed wrednymi położnymi (takimi, z całym szacunkmiem, jak Ty) itp. itd. Odpowiedz Link Zgłoś
studentka255 Dzięki Bogu że nie dałam się naciąc 11.07.08, 13:16 da się uniknąc nacięcia. należy zapytac czy da się uniknąc pęknięcia krocza w tej pozycji. rodziłam w pozycji - prawie siedzącej, próbowałam jak najbardziej uzyskac pionową pozycję, bo wiedziałam że tak najlepiej ochronc krocze. mimo że położne kazały opierac sie plecami o kozetkę nie opierałam sie. rodząc, swoje pośladki miałam w POWIETRZU (!!!!!!) i dwoma rękami podtrzymywałam cały swój tors. prosze sobie to wyobrazic... położne nie pomogły mojemu męzowi przytrzymac mnie. musiałam myślec o dziecku i powstrzymac sie od parcia w dodatku tracic dużo siły aby siebie sama utrzymac... powstrzymac się od parcia - w decydującym momencie - jak już główka sie urodziła. potem było tylko jedno parcie i cały mój Jasio wyskoczył. sądze że nawet w pozycji takiej jak ja da się uniknąc nacięcia i oczywiscie pęknięcia. Nie pękłam na zewnątrz. Miałam tylko 4 szwy WEWNĘTRZNE, prosze nie myli z zewnętrznymi. Zostałam cała. Zawdzięczam cwiczenim kegla. Uelastyczniają i wzmacniają mięsnie krocza. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:30 Ja nie jestem wredną położną- pudło, niestety... Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 20:37 memphis90 napisała: > Ja nie jestem wredną położną- pudło, niestety... To jak wobec tego wyjaśnisz ten swój post? forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=81799449&wv.x=2&a=81886986 Informacje o rodzącej zbierałaś pracując jako salowa czy cieć? Odpowiedz Link Zgłoś
pinkdot Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 21:07 No to torotot swoją powyższą wypowiedzią sięgnęłaś poziomu gleby... Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 21:11 Pinkdot, jak ktoś twierdzi, że poród to zagrożenie życia, to po prostu ręce opadają... Taki absurd, że warto go podgonić kolejnym absurdem, tak dla podkreślenia Odpowiedz Link Zgłoś
lilith76 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:04 Ciekawe dlaczego rana po nacięciu krocza, to rana psychiczna, a po cc już nie. Nie jestem anty-cc i pro-nacięcia krocza, ale poetyka artykułów czasami mnie powala. Odpowiedz Link Zgłoś
ariella do memphis 10.07.08, 16:44 nie czyatlam tekstu, wiec odniose sie tylko do twojej wypowiedzi - po prostu rana po cc nie boli, nie powoduje zadnej traumy, rozplatanie sobie brzucha na zyczenie powodowane jest glownie zminimalizowaniem ryzyka dla dziecka i przejeciu go na siebie. Reasumujac - wybieram opcje - cc jest bezpieczniejsze dla dziecka, ale niesie pewne ryzyko dla mnie, wiec trudno. Rodze zdrowe dziecko (ja konkretnie dwa) i wisi mi kreska na brzuchu i wisi mi, ze naciagnelam NFZ. Nie wywolana, nie zabieralabym glosu w kwestii naciec. Nie wiem co bym wolala. Na szczescie nie musialam wybierac. Do lilith jeszcze slowko. Ja mam blizne na brzuchu i, jak napisalam, ona mi wisi, jest prawie niewidoczna, pod majtkami, na lini wlosow lonowych. Jednak wydaje mi sie, ze blizna na narzadach rodnych, zwlaszcza widoczna, czy wyczuwalna, czy wrecz ciagnaca jest bardziej dyskomfortowa. Tez w ujeciu, ze te narzady sa rodne, a wkrotce, hmm seksualne. Jakos tak mi sie wydaje, ze do waginy ma sie bardziej emocjonalny stosunek, niz do dolu brzucha. Ekstremalnie, pomysl, gdybys musiala wybrac, czy miec gangrene na brzuchu czy waginie, to chyba jednak wybralabys brzuch, nie? Mysle, ze to o to chodzi. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
pita_nesso Re: do memphis 10.07.08, 18:21 I dokladnie o to chodzi. To sa bardzo subtelne niuanse, ktore nie zawsze da sie wytlumaczyc, troche na zasadzie "jeden woli ogorkowa, drugi pomidorowa". Nie jest wcale rzadkim zjawiskiem, ze kobiety "milej" wspominaja cesarke niz porod naturalny. Z drugiej strony nie dziwi mnie tez, ze lekarze kieruja sie dobrem "organizmu", w koncu na tym sie znaja, a jakas tam psychika?... dooobrze bedzie... Odpowiedz Link Zgłoś
jakw Re: do memphis 10.07.08, 22:19 Rozumiem, że po żadnym cc nie używałaś żadnych środków przeciwbólowych? Odpowiedz Link Zgłoś
emka71 Jak to rana po cc nie boli?!?! 11.07.08, 01:39 Boli jak cholera. Klika dni po cc jechałam na zastrzykach z pyralginy, bo wszystko bolało jak cholera, nawet ręki nie mogłam podnieść bez rozrywającego brzuch bólu. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: do memphis 11.07.08, 06:45 > Ja mam blizne na brzuchu i, jak napisalam, > ona mi wisi, jest prawie niewidoczna, pod majtkami, na lini wlosow > lonowych. Jednak wydaje mi sie, ze blizna na narzadach rodnych, > zwlaszcza widoczna, No proszę cię, bliznę po cc masz niewidoczną, bo pod majtkami, a o bliźnie po nacięciu piszesz "widoczna". Instrukcja noszenia majtek chyba Ci potrzebna. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: do memphis 11.07.08, 13:32 > Ekstremalnie, pomysl, gdybys musiala wybrac, czy miec gangrene na > brzuchu czy waginie, to chyba jednak wybralabys brzuch, nie? Ja bym wybrała w waginie... Może dlatego, że ja widziałam już gangrenę w brzuchu, po której traci się większość jelit i ostatecznie kończy jako inwalida... A to i tak optymistyczna wersja, bo można skończyć i na cmentarzu. Odpowiedz Link Zgłoś
ambiance Re: do memphis 11.07.08, 14:52 A kto Ci naopowiadał, że CC, jeśli dziecko jest zdrowe, jest dla niego mniej ryzykowne? Co za bzdura. CC na życzenie jest robione tylko dlatego, żeby jedna z drugą mamą się za bardzo nie nacierpiały a nie dla dobra dziecka (nie mówię o przypadkach, kiedy CC jest wskazane). Dla zdrowego dziecka mniej ryzykowny i bardziej wskazany jest poród SN, bo przechodząc przez drogi rodne kobiety oczyszcza płucka z płynu owodniowego. Odpowiedz Link Zgłoś
nessie-jp Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 01:35 lilith76 napisała: > Ciekawe dlaczego rana po nacięciu krocza, to rana psychiczna, a po cc już nie. Daj spokój, przecież to oczywiste. Pierwsze jest ci narzucone, bolesne, upokarzające. Drugie Odpowiedz Link Zgłoś
emicyb Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 17:15 Ten artykul jest jednostronny i nierzetelny. Dlaczego nie pisze sie o kobietach ktroych peklo cale krocze (wraz z odbytem).To nie jest trauma??? Rodzilam w Anglii i tu krocze nacina sie tylko zeby pomoc urodzic glowke dziecka.Rozlegle pekniecia nie sa historiami wyssanymi z palca, doswiadczylam tego ja i moje 2 kolezanki.Gdyby polozna naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz. na sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup, moglabym wstac wczesniej niz 24 godz. od porodu.Na szeczescie wszystko sie dobrze zagoilo ale moja znajoma nie trzyma stolca.Niedlugo bedzie miala nastepna operacje. Uwazam, ze fundacja postepuje nieuczciwie mowiac tylko o latwo gojacych sie peknieciach a nie wspominajac o tych powazniejszych. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 18:36 emicyb napisała: > Ten artykul jest jednostronny i nierzetelny. > > Dlaczego nie pisze sie o kobietach ktroych peklo cale krocze (wraz z > odbytem).To nie jest trauma??? > Rodzilam w Anglii i tu krocze nacina sie tylko zeby pomoc urodzic > glowke dziecka.Rozlegle pekniecia nie sa historiami wyssanymi z > palca, doswiadczylam tego ja i moje 2 kolezanki.Gdyby polozna > naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz. na > sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup, moglabym wstac > wczesniej niz 24 godz. od porodu.Na szeczescie wszystko sie dobrze > zagoilo ale moja znajoma nie trzyma stolca.Niedlugo bedzie miala > nastepna operacje. > Uwazam, ze fundacja postepuje nieuczciwie mowiac tylko o latwo > gojacych sie peknieciach a nie wspominajac o tych powazniejszych. wchodzę w zakład o stówę że rodziłaś na leżąco. Kiedy kobieta ma prawo wyboru pozycji, wybiera wertykalna-pionową, ona minimalizuje ryzyko pęknięcia. Wg badań więcej było peknieć po odbyt po nacięciu niż bez niego. Odpowiedz Link Zgłoś
useyourbrain Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:18 Strasznie to wszystko brzmi. Nie planuje posiadania dziecka w najbliższych latach, ale gdy czytam takie opowieści na forum i słucham kobiet w ciąży i młodych matek, to myślę sobie, że w ogóle nie chce mieć dzieci i nie widzę powodu, by żałować braku instynktu macierzyńskiego. Może kiedyś adoptuje dziecko w potrzebie i nie będę tych wszystkich nacięć krocza, pęknięć i żylaków warg sromowych itp znosić. Natura się chyba gdzieś pomyliła 'konstruując' to w ten sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
cloclo80 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:22 Dzieci które rodzą się są większe niż dawniej. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:36 useyourbrain napisała: > Strasznie to wszystko brzmi. Nie planuje posiadania dziecka w najbliższych > latach, ale gdy czytam takie opowieści na forum i słucham kobiet w ciąży i > młodych matek, to myślę sobie, że w ogóle nie chce mieć dzieci i nie widzę > powodu, by żałować braku instynktu macierzyńskiego. > > Może kiedyś adoptuje dziecko w potrzebie i nie będę tych wszystkich nacięć > krocza, pęknięć i żylaków warg sromowych itp znosić. > > Natura się chyba gdzieś pomyliła 'konstruując' to w ten sposób. > > Ja tez nie zamierzam mieć dzieci w najbliższym czasie Miejmy nadzieje Droga Koleżanko, że cos się w położnictwie polskim zmieni w ciąglu kilku najblizszych lat ) Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 19:14 emicyb napisała: Gdyby polozna > naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz. Tego nie wiesz. Nacięcie krocza często skutkuje dalszym jego pęknięciem. Być może byłabyś w jeszcze gorszej kondycji, gdyby położna cię nacięła. > sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup Wiele kobiet rodzących w Polsce by ci pozazdrościło, bo same były szyte na żywca. Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:22 No niestety nie wystarczy powiedziec "nie tniemy" i juz. Trzeba jeszcze umiejetnie ten porod poprowadzic. A przy tym co sie czyta o brakach personalnych w angielskim poloznictwie, to chyba o to nie latwo. Z drugiej strony pekniecia IV stopnia zdazaja sie tez przy nacieciach. Odpowiedz Link Zgłoś
maya28 czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 20:07 Nie do końca to rozumiem, a niestety spotykam się z tym często. Przecież to powinien być wolny wybór kobiety rodzącej! Nie uważacie? I ciekawostki na temat co jest zdrowsze. Znajomy lekarz z CZD powiedział mi, że dla dziecka cesarka jest nieporównywalnie bezpieczniejsza. Niestety do niego trafiają na operacje dzieci po tych nieudanych porodach sn. Jego żona 2 razy rodziła cc. W większości wypadków z dzieckiem po porodzie naturalnym jest wszystko ok, ale w samym moim otoczeniu jest jedno dziecko niedorozwiniete z powodu przyduszenia, drugie mialo rehabilitackje przez 2 lata z powodu zniekształconej główki. Moja siostra po dlugim i wyczerpujacym porodzie naturlnym zostala przewieziona na sale operacyjna. Żadnych urazów psychicznych po cc nie ma, za to wspomnienia porodu silami natura wspomina jak koszmar. Takich i innych przykładow można by wiele wymieniać. Ktoś chce siłami natura - super, ale dajcie spokoj z tym biciem na alarm na zwolenniczki cc. Jak mamy rodzić po ludzku to dajcie prawo wyboru i przestancie same osądzać czyjes wybory. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
patik110 Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 20:34 To i ja coś dorzucę w sprawie cc i porodów naturalnych. Pierwsze dziecko rodziłam siłami natury, bez znieczulenia (za które chciałam zresztą zapłacić, ale nie było dla mnie anestezjologa). Efekt - córka urodzona z niedotlenieniem, tylko 5 pkt, rehabilitacja do 11 miesiąca życia, brak odruchów warunkowych... Wyszła z tego i już ok. roczku było ok, ale co przeżyliśmy to nasze. Dodam, że ważyła przy urodzeniu 4,600, lekarze wiedzieli, że dziecko będzie ważyć ok 4,300 (tydzień szybciej miałam w tym szpitalu usg). I co? I nic! Nie widzieli powodów do robienia cc - a ja cierpiałam. Zresztą co tam ja, z córką mogło być źle. Po tym porodzie dochodziłam do siebie 10 dni, nacięte krocze ropiało itd. Druga córka urodziła się przez cc - ale tym razem rodziłam w innym szpitalu. Poród zaczynał się naturalnie ale jak tylko pojawiły się pierwsze problemy (krwawienie) zrobili mi cesarkę, tym bardziej, że i tym razem dziecko było duże (4,200 - na usg waga wyszła 3800). Po cc na drugi dzień śmigałam po korytarzach a w trzeciej dobie w fantastycznej formie wróciłam do domu. I tak już zostało. Oczywiście nie muszę mówić, że po cc córka nie miała żadnych komplikacji, typu niedotlenienie, czy coś innego. Wiem, że cc to operacja i niesie ona pewne ryzyko. Ale w moim przypadku to poród naturalny był tragiczny. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 21:28 Tak sie zastanawiam...´ Ile z tych "dlugich i wyczerpujacych" porodow nie bylo by takimi gdyby nie byly one wywolywane oksytacyna, nie byly by w nerwach, kobieta nie byla by zmuszona lezec, mogla by chodzic albo tkwic pod prysznicem? A CC gdy mimo tego porod nie postepuje albo cos jest nie tak. I to natychmiast, bez zmuszania aby kobieta jednak urodzila, wyciskania dziecka itp. Utopia? Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 11.07.08, 06:59 Nie do końca to rozumiem, a niestety spotykam się z tym często. Przecież to pow > inien być wolny wybór kobiety rodzącej! Nie uważacie? Powiedz, że żartujesz. Przecież kobieta nie widzi, jak sprawa wygląda m iędzy jej nogami, a nawet, gdyby widziała, to niest w stanie ocenić, bo i skąd? Odpowiedz Link Zgłoś
aczka Ta rana wciąż boli 10.07.08, 20:18 Ta kampania winna być skierowana PRZEDE WSZYSTKIM do lekarzy i położnych, bo to oni nacinają te 80% i potrafią w przypadku nie wyrażenia zgody na ten zabieg kobietę poniżyć i sprowadzić do roli śmiecia, nawet w tak wychwalonym pod niebiosa szpitalu jak im. Żeromskiego w Krakowie. To niedouczeni i chamscy często lekarze odpowiadają za taki stan polskiego położnictwa. I to ich powinno się edukować przymusowo. Odpowiedz Link Zgłoś
emicyb Ta rana wciąż boli 10.07.08, 20:53 Rodzilam w pozycji polsiedzacej - tak mi bylo najwygodniej, uwierz nie moglo byc gorzej, kazde naciecie jest mniejsze od pekniecia 4 stopnia. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:02 emicyb napisała: > Rodzilam w pozycji polsiedzacej - tak mi bylo najwygodniej, > uwierz nie moglo byc gorzej, kazde naciecie jest mniejsze od > pekniecia 4 stopnia. nacięcie odpowiada pęknięciu 2 stopnia, które zdarza sie przy ok 20% porodów. Pęknięcia krocza typu 3 i 4 stopnia zdarzają się częściej przy nacięciu niż bez niego! Gdy kobieta rodzi na kucaka, podpiera ja partner lub na siedząco to ryzyko jakiegokolwiek pęknięcia jest minimalne! nacięcie nie chroni przed peknieciem 3 i 4 stopnia co zostało udowodnione naukowo! Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:03 emicyb napisała: > kazde naciecie jest mniejsze od > pekniecia 4 stopnia. Ale nie każde nacięcie jest potrzebne. A raczej: większość nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
ahima Dziękuję za nacięcie 10.07.08, 22:29 Nic nie bolało w trakcie i po. Dziecko łatwiej się urodziło i szybciej było po. Jak dla mnie - super! Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: Dziękuję za nacięcie 10.07.08, 23:32 Bylam przeciwna nacieciu zanim urodzilam, nie bede sie zastanawiac czy bylo potrzebne w moim przypadku czy nie - faktem jest, ze dzieki temu prawdopodobnie szybciej i sprawniej wyszla glowka i z tego sie cieszylam, bo bylam wykonczona wielogodzinnym bolem i samo naciecie nie bolalo wcale w obliczu oksytocynowych skurczy! Jak tylko urodzilam poczulam ulge, tej samej nocy poszlam sama do toalety, nastepnego dnia chodzilam po korytarzu. Oczywiscie minelo pare dni zanim poczulam sie naprawde dobrze ale mysle, ze sa gorsze rzeczy niz to cholerne naciecie Teraz dla odmiany bede rodzic w Irlandii i ciekawa jestem czy mnie natna - mi to w zasadzie obojetne teraz Odpowiedz Link Zgłoś
hasiorka Ta rana wciąż boli 10.07.08, 23:44 urodziłam dwójkę dzieci.oba porody były szybkie.oba z nacięciem krocza.samo nacięcie nie bolało ale szycie to koszmar.chetnie bym tego uniknęła. planuje jeszcze jedno dziecko i będę walczyć o to,by tym razem uniknąc nacięcia. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 06:35 Pomysłodawcy akcji "nie daj się naciąć" robią rodzącym niedźwiedzią przysługę. Kobiety się wykłócają o to nacięcie, bo się go boją, skoro to TAKI BÓL. Te, które urodziły z nacięciem, dowiadują się, że na miejscu jest trauma z powodu nacięcia. Bez przesady. Nacięcie wykonane we właściwym momencie nie boli, bo go nie czuć. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 09:00 widocznie położne mają w gdzieś cięcie we "właściwym" momencie, skoro tyle kobiet pisze, że bolało i już samo to wystarczy, żeby patrzeć paniom na łapki z nożyczkami Odpowiedz Link Zgłoś
cota Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 09:27 ja tez sie obawiam, ze to może być niedźwiedźia przysługa z ta akcją..tak jak z systemnem rooming-in, przegiecie jest w drugą stronę - u mnie wszpitalu matka dostaje obligaoryjnie dziecko po porodzie i nieważne jak sie czuja ma sie nim zajmować. To miał być przecież przywilej, a nie przymus. Tak samo moze być z nacieciem, że przestaną nacinać nawet w sytuacjach koniecznych i będzie jak u mojej znajomej, ze pękła ż po odbyt..przede wszystkim fundacja zanim zacznie jakąś akcje powinna zrobić jakiś np. sondaż, czy jest taka kacja naprawde potrzebna. Bo w tym momencie siedzą tam panie, które właśnie sobie umyśłiły taką akcję, a byc może np. bardziej pożądana przez kobiety byłby szerszy dostęp do zzo - u mnie w mieście wojweózkim na 4 szpitale, nie ma w żadnym zzo nawet za dopłatą. Kobieta ma rodzić w bólach i juz. Reasumując jeśli akcja ma być dla kobiet i w ich interesie to na Boga zapytajcie nas o to! A co do cc - to pisałam już kilka razy - jedni lepiej znosża cc, inni pn. Nie ma co piętnowac którejś ze stron, bo i po pn i po cc mogą być powikłania. Jestem osobą dorosłą, posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych i chce decydowac o sobie. Tnz. juz zadecydowałam - miałam cc, następne dziecko też przez cc. Mój mąż jest lekarzem i jak ktoś mówi, ze cc jest poważną operacją brzuszną to zaprasza do siebie na tętniaka aorty, żeby zobaczyć jak wygląda poważna operacja. W chiwli obencje cc jest jedną z najprostszych operacji, a ryzyko powikłań jest mniejsze niż to, ze jak wyjdę z pracy będę miała wypadek. Także nie dramatyzujmy niech każdy rodzi jak chce, reszcie nic do tego Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:17 cota napisała: przede wszystkim fundacja zanim > zacznie jakąś akcje powinna zrobić jakiś np. sondaż, czy jest taka > kacja naprawde potrzebna. A jak myślisz, czym były dotychczasowe 4 akcje "rodzić po ludzku", jak nie sondażem? W którym wzięły udział tysiące kobiet. Bo w tym momencie siedzą tam panie, które > właśnie sobie umyśłiły taką akcję, Taaa. Napewno olały dziesiątki tysięcy nadesłanych przez lata ankiet, tylko sobie usiadły i "sobie umyśliły" Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:40 Zgadzam się w 100%! Chrzanię akcję z nacinaniem, obolała i wykończona wielogodzinnym porodem kobieta ma gdzieś, czy jest nacięta czy nie- byle się tylko ten poród skończył. Wolałabym działania zwiększające dostępność do zzo, wtedy można sobie spokojnie, nie przyspieszając niczego przeć choćby i te 2h. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:45 popieram dostepność zzo ale gwoli ścisłości - przyspieszanie końca porodu nie jest tylko kwestia kondycji rodzącej. poród nie może trwac w nieskończoność ze względu na dziecko - jeżeli odeszły już wody płodowe poród powinien się skończyc w przeciągu ok. 8h bo dziecku grozi zakażenie - nie jest już chronione przez pęcherz płodowy. zdarza się tez, że trzeba szybko kończyc, bo maluchowi spada tętno. memphis90 napisała: > Zgadzam się w 100%! Chrzanię akcję z nacinaniem, obolała i wykończona > wielogodzinnym porodem kobieta ma gdzieś, czy jest nacięta czy nie- byle się > tylko ten poród skończył. Wolałabym działania zwiększające dostępność do zzo, > wtedy można sobie spokojnie, nie przyspieszając niczego przeć choćby i te 2h. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 09:58 Memphis90 mów za siebie i nie każ wszystkim żyć tak, jak wg Ciebie jest dobrze. Naprawdę nie wszystkim ludziom jest wszystko jedno, jak się ich traktuje. Odpowiedz Link Zgłoś
brak-pomyslu Re: Schiza po nacięciu to jak dla mnie przesada... 11.07.08, 09:59 Mówię serio. Sama rodziłam naturalnie, poród był w sumie krótki co nie znaczy że nie było komplikacji. Rodziłam bez znieczulenia, skurcze były wywoływane bo na początku odeszły mi wody i dalej nic sie nie ruszało. Lekarze musieli nieco przyspieszyć bo okazało sie że dziecko miało pępowinę owiniętą wokół szyi co nie ułatwiało porodu. Dzięki szybkiemu nacięciu które w obliczu bólu zwiazanego ze skurczami był niczym, dziecko sprawnie wyjęto i dostało 9 pkt. Nie musiało być leczone po porodzie, nie musiałam chodzic z nim na rehabilitację, jest zdrów jak ryba. No i nie miałam traumy z powodu szycia. Myślę że niektóre kobiety podchodzą do tego nieco histerycznie (to jest moje zdanie)bo w gazetach pojawiaja się w większości tylko artykuły stwierdzające że to gwałt na kobiecie. Jakoś nie chce mi się wierzyc że po Polsce chodzą tłumy kobiet skrzywionych psychicznie po nacięciu krocza. Moje zdanie na ten temat nie oznacza że jestem zwolenniczką nacinania, ale nie lubię jak się przesadza w druga stronę. Odpowiedz Link Zgłoś
agusiap2 dzięki mężowi 11.07.08, 10:20 Rodziłam 3 lata temu...zarówno ja jak i mój mąż bardzo dużo czytaliśmy na temat porodu..byliśmy dobrze przygotowani....Poród przebiegł sprawnie i szybko...ale...no własnie...gdyby nie nasze podejście do sprawy było by bardziej krwawo...a oto moja historia: lekarz już wyciągał narzędzia żeby przeciąć pęcherz płodowy ( i to przy mniejszym rozwarciu niż powinnien to zrobić)...bardzo się zdziwił kiedy po wyciagnięciu ze strerylnego worka "narzedzi" zapytałam co robi i odmówiłam przebicia....oczywiście straszył mnie "bezpodstawnie" że moje dziecko udusi się w wodach płodowych.... Kiedy już nadszedł czas porodu...zaczął znowu wyciągać sczypce do nacięcia krocza...tutaj do akcji wkroczył mój mąż i z okrzykiem " nie nacinać...wychodzi" uratował mnie przed cięciem...lekarz zrobił wielkie oczy i odłożył narzędzie zbrodni...a fakt był taki że nawet mi nic nie pękło...jedynie co mnie bolało to miejsce w którym odrastały mi włoski "po sprawnym" ich wycinaniu maszynką BICa przez Panią przyjmującą mnie na porodówkę. Niestety nie udało mi się przed tym uchronić bo Pani zadziałała szybko i rozmacham....ot zawodowiec....Kobietki...najważniejsza jest świadomość...i dobre przygotowanie do porodu...no i szczęście....)) P.S Podczas porannego obchodu Mój Pan Lekarz...omijał moje łóżko z krzywą miną i mówił...tej Pani nie ruszać...wszystko dobrze....chyba byłam jego wtrzutem sumienia...może dzięki temu czegoś się nauczył... Dodatkowo chciałam poruszyć temat płacenia lekarzom i położnym..oraz umawianem się na poród rodzinny....po pierwsze...płacenie za sale rodzinne jest bezprawne...więc nie zapłaciłam- a miałam piękną salkę, po drugie- z lekarzem się na poród nie umawiałam (czytaj. nie płaciłam)...zapłaciłam tylko położnym...bo były przy mnie przez 6 h porodu...lekarz wpadł na 5min...i nie uważałam że mu się coś należy...to tyle... Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: dzięki mężowi 11.07.08, 11:38 Gratuluje męża tylko można pozazdrościć. Bardzo rozbawiło mnie że lekarz cie straszył że się dziecko w wodach płodowych udusi, trafić na takiego przy porodzie to masakra;/ Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: dzięki mężowi 11.07.08, 12:11 Narzędzie zbrodni, rany, musisz mieć ciężkie życie z takim podejściem. Odpowiedz Link Zgłoś
r_mol Jasne. Lekarze to debile co do jednego 11.07.08, 10:27 a tylko redaktorki GWna, najczęściej bezdzietne stare panny, wiedzą wszystko najlepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydlate Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:28 rodziłam dwa razy, naturalnie, nie cięta, bez lewatywy, ogoliłam się tylko za pierwszym razem z głupoty, jadłam, piłam, śmiałam sie w trakcie.... moim zdaniem bez środków przyspieszających poród nic nie ma prawa pęknąć, a nawet jeżeli - naturalne porwanie skóry goi sie dużo łatwiej niż cięcie Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydlate Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:33 acha... pierwsze rodziłam na czworakach, drugie leżąc na boku bo nie zdążyłam się odpowiednio ułożyć, było bardzo szybko (wystrzał z pistoletu).. nie leżałam w łóżku czekając na parcie, łaziłam .. po pierwszym porodzie byłam mocno zmęczona i chciało mi sie leżeć, po drugim wstałam i poszybowałam do łazienki wziąć sobie prysznic, tak, kochani.. dokładnie tak było ))) czułam się jak orlica!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydlate Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:37 obojętnie czy lekarz, czy pielęgniarka, czy położna nalezy cenic zdrowy rozsądek i życzliwość do ludzi, reszta jest do ..d ... przy rodzeniu dziecka jesteśmy tkliwe i delikatne, potrzebujemy miłości i troski, prawie tak samo jak wtedy gdy go poczynaliśmy w pocie i trudzie wtedy trudniej o komplikacje a łatwiej o siły i zdrowie Odpowiedz Link Zgłoś
milajo Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:59 Ja rodziłam 7 lat temu w szpitalu na Solcu w Warszawie - poród wspominam bardzo dobrze, pomimo tego a moze dzieki tem że zostałam nacięta. Wszystko się szybko zagoiło a samo nacięcie wykonane zostało w takim momencie ze nawet tego nie zauwazyłam. Dziękuję lekarzom i położnej którzy byli przy mnie BYło super Teraz znów jestem w ciązy i będe rodzić prawie 400 km od Warszawy - ale mam nadzieję ze znowu bedzie super Odpowiedz Link Zgłoś
malwinamaziarz Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 15:06 Ja tez rodzilam nauralnie, poród bez wywoływania, bez znieczulenia, bez lewatywy, BEZ NACINANIA. Rodziłam w Londynie. Według mnie trzeba słuchac instrukcji położnej i przeć kiedy ona tak powie. Urodziłam bez zadnego pekniecia a jestem drobna osoba i byl to mój pierwszy poród. W końcowej fazie robiłam mostek(heh), nie wiem dlaczego tak jakos wyszlo. Chyba natura wiedziala jak mna pokierowac. Wczesniej caly czas chodzilam, troche bylam tez w wannie, zeby zmniejszyc ból. Kiedy było juz po połozna zostawila nas samych (mnie, meza i synka) i powiedziala zebym sie przygotowala, poniewaz za chwile zostana zabrana z porodówki. Maz pojechal po chwili do domu(byla 2 w nocy i byl juz bardzo zmeczony), a ja wstalam wzielam prysznic ubralam sie i spakowalm swoje rzeczy. Kiedy bylam juz gotowa ok godziny po porodzie, wzielam synka na rece, torbe na ramie i wezwalam polozna. Gdy weszla nie mogla uwierzyc wlasnym oczom. Zostalam wypisana o 9 rano tego samego dnia. Kolejne dziecko tez chce urodzic w 100% naturalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 kochana fundacjo.... 11.07.08, 13:21 świetnie, że walczycie o zmiany w polskim położnictwie, szkoda, że walka niestety odbywa się 'rękami' rodzących kobiet. takie artykuły większosci aktualnych położnic niestety w niczym nie pomogą a raczej wywołają dodatkowy lęk przed porodem i zwiększą ryzyko psychicznej traumy o której piszecie. kobieta, która znalazła się ma porodówce nie jest tam po to aby edukowac, uświadamiac personel, pilnować aby jej nie okalaczono przy pomocy męża i adwokata. poród z takim nastawieniem to paranoja, która ma duże szanse źle się skończyć bo nadmierny stres i brak współpracy z personelem nie sprzyja dobrej akcji porodowej. to co robicie niewątpliwie ma sens, lecz zacznijcie od drugiego końca tego kija - przekonajcie lekarzy i położne zamiast stawiac kobiety w sytuacji gdy ich oczekiwania nijak maja się do rzeczywistości. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:00 spa76 napisała: szkoda, że > walka niestety odbywa się 'rękami' rodzących kobiet. a czyimi rękami ma się odbywać, skoro akademie medyczne, lekarze i położne przez dziesięciolecia ignorują wyniki badań naukowych, zalecenia WHO itd.? Sorry, ale bez zaangażowania grupy nacisku w postaci najbardziej zainteresowanych, czyli pacjentek w tym przypadku, nie da się nagłośnić sprawy i wywrzeć presji na przeprowadzenie zmian. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:12 a nie da się tego nacisku wywierać inaczej niż przez awanturę podczas akcji porodowej? jakieś listy, pikiety, może jakis polityk zbuduje sobie na tym elektorat... sorry ale dla mnie poród z nastawieniem takim oto, że tępy personel zamierza mnie okaleczyc a ja tu i teraz mam sie temu przeciwstawiać to paranoja. może i ta akcja przyniesie pozytywne skutki w następnym pokoleniu ale frustruje mnie, że my jestesmy takie lost generation. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:18 spa76 napisała: > a nie da się tego nacisku wywierać inaczej niż przez awanturę > podczas akcji porodowej? jakieś listy, pikiety, może jakis polityk > zbuduje sobie na tym elektorat... A gdzie przeczytałaś, że fundacja zachęca do awantur podczas akcji porodowej? Fundacja zachęca do wyboru dobrego szpitala, pisze listy (m.in. do Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego), organizuje konferencje informacyjne dla dziennikarzy, przygotowuje materiały informacyjne. Zapoznaj się z jej działaniami, zanim zaczniesz krytykować. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:19 spa76, a ile takich awantur w trakcie akcji porodowej już widziałaś? Albo chociaz o nich słyszałaś? Albo czytałaś, widziałaś w TV czy w necie? jak duża jest skala tego zjawiska i jak wiele szkód jak dotąd ona przyniosła, jak wiele tragedii z tego powodu się w szpitalach rozegrało? Pytam konkretnie o te awantury na porodówkach, które są efektem akcji zainicjowanej przez Fundację Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:37 maurra, nie widziałam takich awantur, sama awantury nie zrobiłam i podejrzewam, że nie zrobiło jej sporo kobiet, które w necie się do tego szykowały bo co innego miały na głowie. ja podczas porodu myslałam głównie o dziecku, bałam się o nie i wolałam zaufac osobom z medycznym wykształceniem. chodzi mi o to, że nie widzę za bardzo innego sposobu osiągnięcia celu, który oto nakreśla nam fundacja - uniknięcia nacięcia. a cel ten moim zdaniem dobrze byłoby osiągnąć i chętnie coś w tym kierunku uczynię ale nie na porodówce bo to moim zdaniem złe miejsce i czas. po prostu chciałabym, żeby panie z fundacji miały świadomość, że większosci kobiet rodzących TERAZ ta akcja nie pomoże a wręcz uczyni ich sytuację bardzo frustrującą. większość z nas nie mieszka w wawie i nie wykupi sobie do porodu połoznej na żelaznej. istnieje duże prawdopodobieństwo, że bez względu na to jak się przygotują do porodu zostaną pocięte przez personel przekonany o konieczności tego zabiegu, a świedomośc iż można a wręcz należało tego uniknąć zaowocuje traumą psychiczną. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:55 spa76 napisała: > po prostu chciałabym, żeby panie z fundacji miały świadomość, że > większosci kobiet rodzących TERAZ ta akcja nie pomoże a wręcz uczyni > ich sytuację bardzo frustrującą. No, sorry, ale jak sobie to wyobrażasz? Izolować kobiety rodzące TERAZ od informacji na ten temat? Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:06 No optymalnie by było zacząć informować kobiety w momencie kiedy uda się cos zmienić w podejściu personelu ))). Ale powiesz mi, że nie da się zmienić bez nacisku ze strony kobiet. Oczywiście jest w tym sporo racji ale to nie zadziała szybko bo rynek usług położniczych nie działa tak jak komercyjny rynek jakichkolwiek innych usług gdzie jak towar ci nie odpowiada to nie kupujesz i to motywuje producenta do zmiany. tu musisz kupic bo za bardzo nie masz wyboru. Wiec tak: 1. czemu właściwie środowisko medyczne tak strasznie oporuje przeciwko ograniczeniu epizjonomii? (od dawna mnie strasznie nurtuje to pytanie i to jest może wskazówka jak działać) czy fundacja oprócz szkoleń, konferencje próbuje innych form lobbingu: szukanie wpływowych sprzymierzeńców w tym środowisku, w ministerstwie, wywieranie nacisku przez sponsorów. 2. informować ale w sposób rzeczowy bez dramatyzowania i opisów potencjalnych traum po nacięciu, bo to prowadzi do tego, że niektóre wolą zapłacić za cesarkę niż rodzić naturalnie i dać się naciąć i zwiększa wystąpienie traumy psychicznej u tych, które to dotknęło. 3. zorganizować nam jakieś działania - listy do polskiego towarzystwa ginekologicznego, ministerstwa zdrowia, WHO, marsz (tak zdaje się walczyły Angielki o dobre połoznictwo wiele lat temu…. Nie wiem, czy to sensowne przykłady, może wymyślicie lepsze, to jeśli nie przyniesie skutku to pozwoli odreagować. Nie ustawiać rodzących w sytuacji konfliktu z personelem bo personel wtedy jeszcze bardziej oporuje i na porodówce nikt na tym nie wygrywa. 4. przyznać, że mamy przerąbane i się nie obrażać jak krytykujemy w ramach odreagowania działania fundacji bo kogo w końcu mamy krytykować – publiczna służbę zdrowia? )) Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:21 Chyba nie doczytałaś mojego wcześniejszego posta. Pomysł listu do Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego już jest zrealizowany przez fundację. Wpływy w środowisku też ma - są lekarze i położne, które współpracują z fundacją i angazują się w jej działania. Nacisk przez sponsorów - no cóż, nacięcie jest za friko Informację rzeczową fundacja też przekazuje, ale pamiętaj, że tylko coś co budzi emocje jest w stanie przyciągnąć uwagę dziennikarzy i opinii publicznej. Punkt 4 bardzo fajny > 4. przyznać, że mamy przerąbane i się nie obrażać jak krytykujemy w > ramach odreagowania działania fundacji bo kogo w końcu mamy > krytykować – publiczna służbę zdrowia? )) A tak na serio: > Nie ustawiać rodzących w sytuacji konfliktu z personelem bo personel > wtedy jeszcze bardziej oporuje i na porodówce nikt na tym nie > wygrywa. To naturalne, że personel oporuje. W końcu, gdyby chciał zmiany, to sam by ją zapoczątkował i przeprowadził. Konflikt jest tu oczywisty i nie do uniknięcia: personel chce utrzymać status quo, rodzące chcą poprawy standardu usług. Przy pierwszej akcji "Rodzić po ludzku" personel szpitali też był wielce oburzony (bo przecież się starają i chcą jak najlepiej, a niewdzięczne pacjentki mają pretensje i wymagania), ale z czasem zaczął wprowadzać zmiany w swoim postępowaniu. Chcąc uniknąć tego konfliktu, nie przeprowadzi się zmian. Ale jeszcze raz napiszę, że fundacja działa wielotorowo i wcale nie nakłania do "awantur w czasie akcji porodowej". Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:34 > To naturalne, że personel oporuje. W końcu, gdyby chciał zmiany, to sam by ją z > apoczątkował i przeprowadził. > Konflikt jest tu oczywisty i nie do uniknięcia: personel chce utrzymać status q > uo, rodzące chcą poprawy standardu usług. Przy pierwszej akcji "Rodzić po ludzk > u" personel szpitali też był wielce oburzony (bo przecież się starają i chcą ja > k najlepiej, a niewdzięczne pacjentki mają pretensje i wymagania), ale z czasem > zaczął wprowadzać zmiany w swoim postępowaniu. Chcąc uniknąć tego konfliktu, n > ie przeprowadzi się zmian. jakos trudno mi uwierzyc, że personel medyczny ma mentalność mojego 1,5 rocznego synka który będzie chodził w jednych butach bo nie istnieje coś takiego jak zmiana na lepsze. twoja argumentacja zakłada złą wole personelu a przynajmniej brak dobrej. w tym przypadku to znaczy że będziemy działac na szkodę pacjentek, bo zwyczajnie nam się nie chce inaczej. wydaje mi się, że motywy są bardziej złożone i warto je poznać. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 17:05 spa76 napisała: twoja argumentacja > zakłada złą wole personelu a przynajmniej brak dobrej. No oczywiście, że zakłada brak dobrej woli. Gdyby ta dobra wola była, to nie byłoby trzeba kampanii społecznej, bo personel sam by wprowadził zmiany. A fundacji i prasie pozostałoby tylko rozpływać się w komplementach dla personelu. w tym > przypadku to znaczy że będziemy działac na szkodę pacjentek, bo > zwyczajnie nam się nie chce inaczej. Myślę, że tu nie ma intencji "na szkodę pacjentek". Raczej: "tak robiliśmy do tej pory i nikt nie miał do nas pretensji". Motywy oporu przed zmianą są zresztą dość dobrze opisane przez socjologię i psychologię i nie ma co wyważać otwartych drzwi. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:07 nauki społeczne opisały mechanizmy oporu przed zmianą ale nie konkretne motywy konkretnych grup czy jednostek. łatwo też wyczytac, że założenie, że masz do czynienia jedynie ze zbiorem bezpodstawnych mechanizmów obronnych to kiepska podstawa strategii perswazyjnej. by kogos przekonac do zmiany musisz dobrze znać jego motywy, lęki, argumenty, umiec wczuć się w jego położenie. ale może łatwiej przyjąć, że oni są z gruntu be, my cacy i napuścić położnice na personel. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:17 spa76 napisała: > ale może łatwiej przyjąć, że oni są z gruntu be, my cacy i napuścić > położnice na personel. Amen. Ale o co chodzi? kto napuszcza? jakie be, jakie cacy? Nie upraszaj, to i tobie nie będzie "uproszczone" Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:17 Spa76, ja się cieszę, że fundacja "napuszcza" te położnice na personel. Dlatego już personel nie może, jak to miał w zwyczaju jeszcze kilka lat temu, dać mi podczas porodu po pysku bo krzyczę z bólu, personel nie może mnie wyzwać od kurew i innych ścier bo go denerwuje moje cierpienie. Personel już nie ma prawa mnie przywiązać do łózka i ma psi obowiązek pozwolić mojej bliskiej osobie aby stała przy mnie i trzymała mnie za rękę. Personelowi się ostatnio pogorszyło, a jeszcze bardziej się pogorszy. Personel będzie skakał na paluszkach wokół pacjentki i dwa razy się GRZECZNIE zapyta, czy może coś zrobić, ponieważ świadome swoich praw położnice w ten czy inny sposób (np. sprawy sądowe) wymusi na personelu odpowiednie traktowanie. Czy personelowi się to podoba, czy też nie, to ja zarabiam na jego utrzymanie i jestem jego klientem, a KLIENT NASZ PAN i tyle w tym temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 22:13 porozmawiamy po twoim porodzie. nie mówię tego złosliwie - może będzie całkiem fajnie i zmienisz nawet zdanie o nastawieniu personelu a przynajmniej będziesz miała bardziej realistyczne wyobrażenia na temat mozliwości a przede wszystkim chęci egzekwowania czegokolwiek podczas porodu. ja - gwoli wyjaśnienia - mam bardzo dobre wspomnienia, ale kosztowało mnie to trochę kasy i czasu. zawczasu załozyłam że poród będzie cięzkim przeżyciem jeśli nie będę w stanie zaufac lekarzowi i położnej i znalazłam takie osoby. na sprawy sądowe bym się nie nastawiała - znasz kogos kto w rozsądnym czasie uzyskał jakies sensowne odszkodowanie? no chyba, że za sądownictwo też się weźmiesz ) zreszta odszkodowanie niewiele znaczy w obliczu utraty zdrowia twojego lub dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 22:21 Spa76, przeczytaj, proszę, ze zrozumieniem mój post o przygotowaniach do porodu. Wiem, ze trakcie trudno cokolwiek egzewować. Dlatego też rozpocznę "akcję informacyjną" odpowiednio wcześniej. Ty byś się na rozprawy nie nastawiała, a ja owszem. Co się odwlecze, to nie uciecze i skoro skoro zostaną ewidentnie i ponad wszelką wątpliwość złamane moje prawa - uzyskanie zadośćuczynienia nie będzie rzeczą trudną. Jest jeszcze trybunał itp. itd. Z pozdrowieniami. Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 22:28 na pewno ordynator poświęci ci chętnie sporo czasu na omówienie wszystkich kwestii ) proste pytanie: co zrobisz jesli połozna powie, że dziecku spada tętno i trzeba szybko urodzić? dasz się naciąć? jesli tak, to skąd będziesz wiedziała, że cię nie oszukała? Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 10:14 No przeciez mąż bedzie na strazy Odpowiedz Link Zgłoś
spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:40 > Informację rzeczową fundacja też przekazuje, ale pamiętaj, że tylko coś co budz > i emocje jest w stanie przyciągnąć uwagę dziennikarzy i opinii publicznej. > fajnie ze prasa ma temat, tylko szkoda, że parę kobiet w ciąży przy okazji przeżywa niezbyt zdrowe emocje: totalny lęk przed prodem i poczucie bezsilności. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 17:13 > fajnie ze prasa ma temat, tylko szkoda, że parę kobiet w ciąży przy > okazji przeżywa niezbyt zdrowe emocje: totalny lęk przed prodem i > poczucie bezsilności. Nie przeceniasz trochę wpływu prasy? Wystarczy, że kobieta posłucha opowieści innych kobiet, przyjaciółek, własnych matek i też się może "straumatyzować". Zamiatanie złych doświadczeń pod dywan naprawdę nikomu nie służy, nawet tym kobietom, o które się tak troszczysz. A nie przepraszam, służy! Służy zakonserwowaniu sytuacji na polskich porodówkach. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 20:42 Jest prosty sposób, mam zamiar go wykonać. Iść do szpitala i omówić przebieg porodu z ordynatorem oraz ze wskazaną położną. Wyjaśnić, że w przypadku nierespektowania moich praw (z naciskiem na to, ze moje decyzje mogą im się wydać niestosowne, ale MUSZĄ się im odporządkować) czeka ich sprawa sądowa. Mam zamiar wybrać się tam kilka razy i dobrze ognębić peronel swoimi żądaniami. Mam zamia wydrukować listę moich życzeń i im rozdać. Zawiozę im broszurki dot. nacięcia oraz wydruki artykułów z gazeta.pl do poczytania. Wydrukuję również odpowiednie fragmenty ustaw/karty praw pacjenta (do znalezienia na rodzicpoludzku.pl) i dam do przeczytania. Odpytam. Prawo jest po mojej stronie. Racja też. I pewnie w końcu urodzę w domu Aha, mój mąż został znakomicie wyedukowany i wie, żeby w razie gdybym sama nie była dostatecznie asertywna podczas porodu pilonować pozycji wertykalnych i niepodawania mi jakichkolwiek środków znienacka, podobnie jak z nacięciem itp. Odpowiedz Link Zgłoś
onlymeg Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 23:34 Ty się do porodu szykujesz, czy na wojnę? Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 00:24 Ciekawe tylko, czy ktoś będzie chciał aż tyle rozmawiać? Przypuszczam, że nawet jeżeli będzie chciał, to po pewnym czasie albo Cię przekona, że to nie bitwa pod Grunwaldem, albo dojdzie do wniosku, że ma do czynienia ze zwykłym oszołomem i rzeczywiście urodzisz w domu (oby bez komplikacji). Porządnie się zastanów przed składaniem swoich petycji i ulotek przed porodem o co tak naprawdę Ci chodzi? O wywołanie awantury? O respektowanie praw? (do pewnego stopnia można iść pacjentce na rękę, ale tylko do pewnego stopnia) czy o urodzenie zdrowego dziecka? Nikt się nie zgodzi na spełnienie żądań, których spełnienie może doprowadzić do tragedii. I myślę, że w przypadku tragedii nagle się okaże, że wtedy też masz pretensje (lub Twoja rodzina), nawet jeżeli personel postępowałby zgodnie z Twoimi wytycznymi ;p. Nagle by się okazało, że Ty jesteś niewinna, bo to lekarz czy położna odpowiadają za poród. Naprawdę myślę, że furory swoimi żądaniami nie zrobisz- lekarze są przyzwyczajeni do różnej maści oszołomów i niewiele ich dziwi. Może trafisz na cierpliwą osobę, która będzie Ci próbowała wytłumaczyć pewne sprawy, a może trafisz na kogoś, komu nie będzie się chciało i odeśle Cię do innego szpitala, a ten szpital do nastepnego itd. Aż w końcu sytuacja zweryfikuje Twoje poglądy i albo urodzisz w domu, albo w szpitalu bez swoich (niektórych) idiotycznych wymogów. Zależy na kogo trafisz i do jakiego szpitala, ale jedno jest pewne- nikt nie weźmie odpowiedzialności za poród, którym kierować będzie tylko i wyłącznie rodząca. Tak se ne da, pane Hawranek i może rzeczywiście lepiej urodzić w domu pod światłą opieką męża. I nie zapomnijcie o nożyczkach i gorącej wodzie (na herbatę). Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 07:42 emanierka napisała: O > respektowanie praw? (do pewnego stopnia można iść pacjentce na rękę, > ale tylko do pewnego stopnia) czy o urodzenie zdrowego dziecka? Wg przepisów prawa nikt z personelu medycznego nie ma prawa wykonać jakiegokolwiek zabiegu medycznego bez pełnej informacji i swobodnej i świadomej zgody pacjentki. Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma obowiązek zaproponować inne postępowanie. Przestrzeganie praw pacjenta to nie jest "pójście na rękę" komukolwiek, to po prostu ustawowy obowiązek pracowników szpitala. I to nie jest tak, że jakieś szpitalne procedury są ważniejsze niż prawo do samostanowienia - rodzącej nikt tego prawa nie pozbawia gdy wchodzi do szpitala, to może zrobić tylko sąd, i to w ściśle ograniczonych przypadkach. Kobieta w szpitalu ma takie samo prawo decydowania o sobie, jak w każdej innej sytuacji. Dziwi mnie, ze taka perspektywa budzi tyle zdziwienia, a nawet agresji. Jeśli wykonujesz zawód medyczny, a tak można wywnioskować z twoich postów, szczerze radzę żebyś zapoznała się z obowiązującym w Polsce prawem i zasadami wykonywania zawodu. Ja w każdym razie mam prawo decydować o swoim porodzie, i co więcej prawo jest po mojej stronie. A skargi i pozwy to właśnie jest dorobek cywilizacyjny, z którego może warto zacząć korzystać. Jeśli położne i lekarze naruszający prawa pacjenta są tak pewni swoich racji, to niech mają szansę dowieść tego przed sądem. Na tym właśnie polega odpowiedzialność - że przed odpowiednią instancją mogę udowodnić, ze działam słusznie. A nie na tym, ze z racji posiadanego wykształcenia lub zajmowanego stanowiska mogę narzucać swoją wolę innym, a reszta ma się dostosować. Gdyby pewnego dnia w mieście x 100 kobiet złożyło doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa w postaci wykonania zabiegu bez zgody pacjentki, to może by się skończyło tak aroganckie i przedmiotowe traktowanie kobiet, "bo lekarz i położna wiedzą lepiej". Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 11:25 Imbirko, mamy podobny tok myślenia, szczerze mówiąc identyczny, tylko Tobie się to jakoś rak ładniej składa w zdania O to chodzi, żeby wiele kobiet zabroniło lekarzom traktować się jak śmieci, a jak ich prawa zostaną złamane, to żeby dochodziły ich wsądzie. Jak taki jeden konował z drugą położną będą sięusieli poszlajać po sądach, a później szpital będzie musiał wypłacić odszkodowanie, to się szybciutko skończy rutynowe nacinanie, przebijanie pęcherza i masaż szyjki macicy. Wyobrażasz sobie w usa, że ktoś Cię naciął wbrew Twojej woli? Do końca życia nie musiałabyś pracować, a szpital straciłby pacjentów Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 11:48 totorotot napisała: > Imbirko, mamy podobny tok myślenia, szczerze mówiąc identyczny, tylko Tobie się > to jakoś rak ładniej składa w zdania Ja na tym forum siedzę od lat, takie mam szczególne hobby a nacięcie i pp to mój ulubiony temat, więc już się wyćwiczyłam. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, ze myślimy podobnie, oby nas było coraz więcej, a tematów do dyskusji takich jak ten - coraz mniej. Pozdrawiam Imb. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 18:31 Jesteś na forum od lat, więc na pewno zauważyłaś zmianę proporcji w poglądach pań nt. porodów i zabiegów okołoporodowych, są one coraz bardziej świadome Jest nas właśnie coraz więcej Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
studentka255 Re: kochana fundacjo.... 16.07.08, 17:07 na całym podbeskidziu wychodzi tygodnik - kronika beskidzka. prosiłam, aby oprócz mojego porodu i to w jaki sposób złąmali moje prawa, opisali o Fundacji Jest ona wspomniana i kampania "nie daj się naciąc" Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 19:06 Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania personel. Pacjenci czasem tak nieracjonalnie mysla że az strach brac ich "żądania" pod uwage. Przeciętna rodząca nie widzi co sie dzieje między jej nogami. A połozna i lekarz jak najbardziej. A gdybac to sobie może filozof a nie medyk w czasie porodu. Tam sytuacja zmienia się zbyt dynamicznie. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 19:14 > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia Wobec tego trzeba pozwać do sądu ojca dziecka pod zarzutem spowodowania zagrożenia życia!!! Aha, pacjent może myśleć sobie nawet wspak; według polskiego prawa lekarz musi to uszanować i nie może zrobić NIC wbrew woli pacjenta. Wsio. Twarde prawo, ale prawo Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 21:59 przeciwcialo napisała: > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania > personel. sorry ale chyba źle przeczytałam, ty uważasz że PORÓD to zagrożenie zycia?? ehh ręce opadają ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 13.07.08, 11:15 No cóż- jest parę stanów w medycynie okreslanych jako zagrożenie życia i wsród nich jest tez poród. Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: kochana fundacjo.... 13.07.08, 11:27 W medycynie czy w prawie o ubezpieczeniach i świadczeniach zdrowotnych? Bo w tym drugim, zgoda, uprawnienia są podobne, ale to z powodu nagłości i nieuchronności zdarzenia, oraz konstytucyjnego prawa kobiety w ciąży do szczególnej opieki zdrowotnej. Ale byłabym naprawdę wdzięczna za podanie źródła twierdzenia, że w medycynie poród, który jest stanem fizjologicznym w ok. 80% przypadków, i są znane dokładnie czynniki zaburzające jego przebieg, jest sam w sobie stanem zagrożenia życia. Czy to nie jest taki mit, który ma usprawiedliwiać interwencyjność medycyny w sytuację zdrowej kobiety? Oczywiście z zastrzeżeniem, że naprawdę nie mam nic przeciwko temu, aby interweniować w przypadkach patologii. Ale uznanie każdego porodu za stan zagrożenia życia prowadzi do popsucia tego, co naprawdę jest nieźle zaprojektowane od tysiącleci. I w wielu krajach tendencja jest odwrotna - w kierunku uznania, że poród sam w sobie jest stanem fizjologicznym, i do opieki nad rodzącą wystarczy wykwalifikowana położna, natomiast dla powikłań jest szpital, lekarze, aparatura etc. I gdyby badania naukowe nie dowiodły, że taki kierunek jest słuszny i bezpieczny, nikt by nie krytykował zmedykalizowanego położnictwa. Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 22:35 przeciwcialo napisała: > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania > personel. ???? Wg WHO ok. 80% kobiet ma szanse na poród normalny, czyli spontaniczny, o czasie, bez powikłań, niepotrzebnych interwencji etc. Przecież przy obecnej jakości diagnostyki większość czynników ryzyka można określić i wykluczyć przed porodem, a zdrowym kobietom po prostu nieprzeszkadzać w rodzeniu, i w mądry sposób im towarzyszyć. Większość powikłań ma swoje źródło w tzw. kaskadzie interwencji, to wszystko zostało już zbadane na wszystkie strony i opisane. Ale wystarczy przy przyjęciu kobiety do szpitala zmusić ją do leżenia płasko w czasie KTG, żeby już na starcie zaburzyć poród. A potem kolejne interwencje już z górki, i rzeczywiście pojawia się zagrożenie życia, ale niestety na czyjeś wyraźne życzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
linka.k Re: kochana fundacjo.... 15.06.09, 11:07 > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania > personel. Poród jest zwieńczeniem ciąży, to tak jakbyś powiedziała, że ciąża jest chorobą. Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 01:23 imbirka napisała: Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma obowiązek zaproponować inne postępowanie. Tak. Np. jak pacjentka nie zgadza się absolutnie na nacięcie, a lekarz lub położna widzą, że zaraz popęka we wszystkie strony powinni zaproponować wykaszlanie dziecka przez drogi oddechowe. Szanowna, gdyby nie to, że dobro pacjentek leży mi jednak na sercu, to można by zaproponować, żebyście zdecydowanie namawiały do podpisywania pisemnych oświadczeń o braku zgody na nacięcie niezależnie od sytuacji. Po niedługim czasie dałoby to obraz ile porodów bez nacięcia kończy się tak radośnie jak to opisujecie. Inaczej zawsze będą przypuszczenia, że nacięli choć nie musieli i z tego powodu mam traumę. I żeby nie było nieporozumień- nie twierdzę, że w Polsce w każdym szpitalu wykonuje się tylko potrzebne nacięcia, ale droga do zmian nie prowadzi przez podżeganie do walki osób, które tak naprawdę nie są w stanie ocenić czy ich nacięcie było bezwzględnie niezbędne czy może zrobione trochę "na zapas". I jak udowodni w sądzie, że było niepotrzebne? Czy jej osobiste odczucia będą dla sądu wystarczającym dowodem? Lub odczucia jej męża? Ja znam odpowiedź na te pytania, a Tobie się wydaje, że znasz, więc dalsza wymiana postów mija się z celem. Na koniec- ochrona krocza jak najbardziej- o ile jest to tylko możliwe. Nawoływanie do "walki" i straszenie traumą - nie! Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 10:26 Skoro dobro pacjentek leży Ci na sercu, to radzę Ci się zapoznać z wynikami badań w zakresie zasadności zabiegu nacięcia krocza. To już zostało zbadane i okazało się..., że na ogół natura nie wymaga interwencji i to na dodatek bez efektów w postaci popękania na wszystkie strony. Jeszcze raz radzę odłożyć fantazje na bok i zapoznać się z wynikami rzetelnych badań. Wiadomo, ile porodów bez nacięcia kończy się radośnie. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 15.07.08, 21:31 emanierka napisała: > imbirka napisała: > > > > Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma > obowiązek zaproponować inne postępowanie. > > Tak. Np. jak pacjentka nie zgadza się absolutnie na nacięcie, a > lekarz lub położna widzą, że zaraz popęka we wszystkie strony > powinni zaproponować wykaszlanie dziecka przez drogi oddechowe. Nie manipuluj, koleżanko i nie ośmieszaj, gdy braknie Ci rzeczowych argumentów. Lekarz lub położna widzą, że pacjentka popęka, tymczasem ona bezwzględnie zakazała nacinania. Co robią lekarz lub położna zgodnie z prawem? Starają się ograniczyć pęknięcia bez zastosowania nacinania, np. zmienić pozycję pacjentki na wertykalką, aby zmniejszyć nacisk na miejsce, któe podejrzewają że pęknie. Nacięcie jest dla położnej najwygodniejsze, bo nie musi się przy nim schylać, nie musi masować krocza rodzącej, nie musi się wysilać. Uważam, że położne powinny być lepiej opłacane, tak aby im się chciało przykucnąć albo okazać rodzącej "nadzwyczajną" życzliwość. W wielu krajach zawód położnej jest prestiżowy i adekwatnie wynagradzany. Nie spodziewajmy się fajerwerków za te niecałe 2 tys miesięcznie. Jednak nic nie usprawiedliwia łamania prawa - czyli wykonywania zabiegu wbrew kategorycznemu sprzeciwowi pacjentki. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 10:21 Imbirka, zastanawiałam się właśnie nad tym złożeniem doniesienia do prokuratury. Poinformowałam położną, że nie chcę być nacięta, a ona to kompletnie olała i nacięła mnie, nawet nie informując mnie, że zamierza to zrobić. Ja nie widziałam nic, bo miałam nogi nakryte taką dużą płachtą, a mąż, niestety, nie odnalazł się w sytuacji i oddalił się na odległość również uniemożliwiającą widzenie. Sąd pielęgniarek i położnych udzielił położnej upomnienie. Można powiedzieć, że i tak sukces, że nie próbowali zamieść sprawy pod dywan, ale przy przesłuchaniu i tak musiałam przekonywać, że moja decyzja była świadoma, że miałam wiedzę na temat możliwych powikłań itd, choć tak naprawdę mogłam sie nie zgodzić bez powodu, a i tak moja decyzja powinna być święta (naturalnie poza przypadkiem ratowania życia). Naturalnie nikt się nawet nie poruszył tej kwestii, że to personel medyczny powinien mnie poinformować o możliwych powikłaniach wynikających z wykonania zabiegu (a miałam takie, oprócz problemów przy opatrywaniu rany jeszcze 6 tygodni poważnych problemów z gojeniem, a w związku z tym również z zajmowaniem się dzieckiem). Połżna dostała upomnienie za nieuzyskanie mojej zgody na wykonanie zabiegu. Tak się teraz zastanawiam, czy w prokuraturze by mnie nie wyśmiali. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 11:31 waniliax napisała: > Imbirka, zastanawiałam się właśnie nad tym złożeniem doniesienia do > prokuratury. Poinformowałam położną, że nie chcę być nacięta, a ona > to kompletnie olała i nacięła mnie, nawet nie informując mnie, że > zamierza to zrobić. Ja bym sie nie zastanawiała! wyobrażasz sobie jak lekarz mimo zgody obcina komuś reke, albo robi operacje jamy brzusznej bez zgody pacjenta??? To niedopuszczalne! Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 11:42 szczerze mówiąc, nie wyobrażałam sobie czegoś takiego przed porodem. Nie spotkałam się z takimi przypadkami w innych okolicznościach, niż poród. Nawet badań nie robi się bez zgody pacjenta, a w przypadku porodu personel medyczny uważa, że ma prawo zrobić, co tylko zechce. Zgadzam się, że to niedopuszczalne. Nie mam jednak żadnego doświadczenia w sprawach pozwów itp., co jednak stanowi pewną przeszkodę. Jednak uważam, że nie należy takich spraw pomijać milczeniem, bo wtedy nic i nigdy się nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 12:00 w sumie dobrze, że chociaż dostała upomnienie, następnym razem zastanowi się. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 12:27 jest cos takiego jak zgoda domyslna o ile ktos nie zastrzegł inaczej- np. podejmowanie lub nie podejmowanie reanimacji w sytuacji utraty swiadomosci przez pacjenta. Dotyczy to tez operacji majacych uratowac życie. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 12:30 przeciwciało możesz troche przyblizyć? Co to jest ta zgoda domyslna, jak zastrzec? Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:03 To tak jak z transplantacjami- możesz nie wyrazic zgody na pobranie twoich narządów po smierci ale jak ktos nie zastrzeże to przyjmuje sie że wyraził zgodę na takie pobranie. Podobnie z reanimacja. jesli trafia pacjent z wypadku, nieprzytomny, nie ma nikogo z rodziny a pacjent wymaga operacji to tez przyjmuje się że wyraził zgodę na taka operację. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:10 czyli co mam napisać że nie zgadzam sie na nacięcie krocza, chyba że dziecku zacznie spadać tętno, i będą to respektować? Pozatym, co innego reanimacja po wypadku, gdy z pacjentem nie ma kontaktu i transplantacja gdy wogóle nie ma kontaktu a co innego nacięcie krocza, gdy kobieta jest świadoma i przytomna! Dlaczego służba zdrowia robi z połoznic ludzi niezdolnych do racjonalnego myslenia! Powiedz, czy w innym przypadku u dentysty, laryngologa, itp można sobie po przecinać człowieka bez jego zgody?? Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:19 Nie kazda kobieta umie współpracowac z połozna. Może kazda jest przytomna ale nie kazda jest świadoma. Uwierz. Podczas mojego ostatniego porodu rodziła tez młoda dziewczyna- darła sie w niebogłosy, na zadne rady połoznej nie reagowała. Krzyczała na całe gardło ze ją boli i że nie bedzie oddychac tak jak jej karza. Skończyło sie na cesarce w znieczulenieu ogólnym- zastrzyk dostała trzymana przez 3 połozne, trzymały ją aby nie spadła na podłogę. Pare minut później dziecko trafiło na intensywna terapie. Nie było czasu pytac czy ta pani życzy sobie cc. Trzeba było ratowac dziecko. I nie jest to odosobniony przypadek. Rozmawiałam z nia potem w czasie korytarzowych spacerów- była zdziwiona jak słyszała co wyprawiała. Zanim się nie urodzi trudno przewidziec swoje reakcje. Ja przed skurczami partymi poryczałam sie że nie mam siły urodzic i zeby mnie zostawili juz w spokoju. Dobrze że połozna nie zostawiłam mnie . Trzy parcia, małe nacięcie i dziecko było na swiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 12:30 Nie było zagrożenia życia, a ja powiedziałam, że na zabieg się nie zgadzam. Nie było mowy o żadnych domysłach. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:09 A jak udowodnisz że nie było zagrożenia życia? Twojego czy dziecka? Jest cos takiego jak szok porodowy. Możesz nie miec zdolności prawidłowego postrzegania sytuacji. Ty możesz wrzeszczeć nie ciąć!! a lekarz czy połozna widzą że naciąć trzeba bo krocze bieleje a np. przedłużone parcie niekorzystnie wpływa na dziecko. Poród to sytuacja gdzie decyduje się za 2 osoby z których jedna nie ma się jak wypowiedziec. Może zagmatwanie to wyszło ale praca w szpitalu pokazała mi niejednokrotnie że za pacjenta nalezy nieraz zadecydowac żeby mu pomóc bo sam w stresie nie potrafi decyzji podjać. Nie odnosze sie do twojego przypadku. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:15 przeciwcialo napisała: > A jak udowodnisz że nie było zagrożenia życia? Twojego czy dziecka? > Jest cos takiego jak szok porodowy. Możesz nie miec zdolności > prawidłowego postrzegania sytuacji. Ty możesz wrzeszczeć nie ciąć!! > a lekarz czy połozna widzą że naciąć trzeba bo krocze bieleje a np. > przedłużone parcie niekorzystnie wpływa na dziecko. > Poród to sytuacja gdzie decyduje się za 2 osoby z których jedna nie > ma się jak wypowiedziec. > Może zagmatwanie to wyszło ale praca w szpitalu pokazała mi > niejednokrotnie że za pacjenta nalezy nieraz zadecydowac żeby mu > pomóc bo sam w stresie nie potrafi decyzji podjać. > Nie odnosze sie do twojego przypadku. Przeciwciało, a widziałaś jak pozwolono kobiecie przeć w pozycji wertykalnej, wątpię. W tej pozycji pęknięcie jest minimalnym zagrożeniem. Zgadzam sie tylko w jednym, w tym że gdy dziecku spada tętno, trzeba je ratować. i tu każdy przyzna rację. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, większość szpitalu ma w nosie czy kobieta chce leżeć przy parciu, czy nie, czy chce być nacięta, czy nie. Dlaczego w innych krajach naciętych jest 20% kobiet a u nas 80%? NAPEWNO nie z winy rodzących.... Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:24 Rodziłam 11 lat temu- do porodu miałam fotel na którym siedziałam wyżej niz połozna i lekarz. Kolana miałam prawie pod broda, parłam więc w dół a nie w górę. Po prawie 20 godzinach porodu byłam zmeczona i nacięcie pomogło mi szybciej urodzic. Nie poganiano mnie oksytocyna bo nie widziałam żeby wogóle komus podawano a przez mój czas pobytu na porodówce urodziło sie ok. 10 dzieci. Oksytocyna przydała sie po porodzie jak zmeczona skurczami macica nie chciała sie obkurczac. Cos za cos. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:16 Zapewne są takie sytuacje, jak piszesz. Jednak jeśli pacjentka jest przytomna wypadałoby sie jednak z nią komunikować, a przynajmniej próbować, a nie traktować, jak kawałek mięsa do oprawienia, który nie ma prawa głosu. Bielenie krocza nie jest powodem do wykonania nacięcia, w każdym razie na pewno nie bez zgody pacjentki. Samoistne małe pęknięcie jest lepsze od nacięcia. W każdym razie na to bezwzględnie wskazują wyniki badań (masowych). Czy w przypadkach innych, niż poród i ratowanie życia decydujecie za pacjenta bez prób komunikowania się z nim? Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 21.07.08, 17:42 waniliax napisała: > Czy w przypadkach innych, niż poród i ratowanie życia decydujecie za > pacjenta bez prób komunikowania się z nim? Niestety, w Polsce pokutuje przekonanie, że rodząca kobieta staje się niepełnosprawna umysłowo i niezdolna do decydowania: np. wypowiedź przeciwciało "Może kazda jest przytomna ale nie kazda jest świadoma.". Bycie "nieświadomym" można wcisnąć praktycznie każdemu i raźno robić swoje nie licząc się z pacjentem. Nie przejmuj się też "zgodą domyślną". To pojęcie ma zastosowanie tylko w transplantologii, a nie w twoim przypadku. Odpowiedz Link Zgłoś
thorper Re: kochana fundacjo.... 19.11.08, 12:02 Masz rację, ale tutaj też jest potrzebna pomoc osoby towarzyszącej. Zwykle jest to ojciec. To na niej spoczywa obowiązek, żeby dbać o rodzącą. Ponadto jak kobieta rodzi na leżąco, to jak ma nie być komplikacji? Leży=dziecko ma pod górę=rozwarcie słabo postępuje=podajemy oksytocynę=skurcze są silniejsze i bardziej bolesne=podajemy zzo=nacinamy krocze, bo dziecko naciska nierównomiernie na krocze itd. A wystarczy rodzić w pozycji wertykalnej. Aż takie to trudne? Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 11:47 waniliax napisała: > Imbirka, zastanawiałam się właśnie nad tym złożeniem doniesienia do > prokuratury. > Tak się teraz zastanawiam, czy w prokuraturze by mnie nie wyśmiali. Nawet jakby wyśmiali, to muszą podać podstawę prawną tego wyśmiania Napisz do FRpL, mają prawnika, może rzeczywiście warto spróbować w prokuraturze. Pozdrawiam Imb. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine do waniliax 21.07.08, 17:19 Jak najbardziej możesz złożyć doniesienie do prokuratury, ponieważ tego typu przestępstwa są ścigane tylko na wniosek poszkodowanego. Równolegle proponuję założyć sprawę w sądzie cywilnym i domagać się odszkodowania. Sprawa jest do wygrania z duuużym prawdopodobieństwem, skoro niezwykle oporny samorząd korporacyjny udzielił upomnienia. Takie sprawy są już w Polsce zakładane i wygrywane przez pacjentów Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: do waniliax 22.07.08, 00:40 Dzięki za wsparcie Tak naprawdę nie mam wątpliwości co do sensowności założenia sprawy w sądzie cywilnym. Przerażają mnie jedynie trochę koszty i ilość czasu, jaką trzeba będzie temu poświęcić. Niemniej jednak zaczynam rozglądać się za jakimś sensownym prawnikiem. Jeśli znasz jakiegoś godnego polecenia... Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: do waniliax 22.07.08, 00:51 waniliax napisała: > Dzięki za wsparcie Proszę bardzo Prawnika niestety nie mogę polecić, bo sytuację znam od "drugiej strony", czyli pozywanych lekarzy i szpitali. Niemniej popytam (w Krakowie), może ktoś zapamiętał szczególnie zajadłego adwokata Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: do waniliax 22.07.08, 00:56 dzięki, potrzebuję w W-wie jakoś znajdę Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 11:35 Czy ktoś chce czy ktoś nie chce - to jego psi, za przeproszeniem, obowiązek. I doprawdy wolę już teraz pokazać personelowi szpitalnemu, że mają do czynienia z - jak to określiłaś? - oszołomem, który wymaga respektowania swoich praw i w przypadku niedopełnienia przez szpital tego obowiązku oszołom będzie dochodził swoich spraw w sądzie. Nie o samo nacięcie chodzi. Poród ma przebiegać tak: -przychodzę, daje im wypełniony wcześniej formularz, żeby położna nie zakłóciła mi gospodarki hormonalnej tzw. wywiadem -idę na swoją salę, zostaję z mężem, bada mnie MIŁA lekarka albo położna, bada mnie grzecznie i bezboleśnie -rodzę sobie z moim mężem, trochę w kucki, trochę na siedząco - jak mi sie będzie chciało -popijam sobie, podjadam, idę siusiu, idę pod prysznic, mąż mnie głszcze a położna co jakiś czas przychodzi i się pyta, czy może w czymś pomóc -później zaczyna się II faza, przychodzi położna i pomaga urodzić dziecko -dziecko zostaje ze mną tak długo, jak mi się podoba Dodam, że do powyższego porodu mam święte prawo i pozwala mi na to karta praw pacjenta. Ponoszę odpowiedzialność zarówno za swoje zdrowie i za zdrowie dziecka. Nikt nie ma prawa mi zaburzyć tego procesu. Jeśli awantura będzie konieczna do uzyskania moich praw - to wolę ją zrobić wcześniej, przed porodem, żeby wiedzieli, kto do nich przyjedzie rodzic i żeby się przygotowali psychicznie. Nie odeślą mnie, ponieważ nie ma w okolicy innego szpitala O "pójściu na rękę" pajentce napisała bardzo dosadnie Imbirka: personel medyczny nie robi mi łaski, że wykonuje moje życzenia w trakcie porodu. Nie idzie mi na rękę, tylko respektuje prawo. Aha,podaj mi proszę, które moje wymogi są "idiotyczne". Odpowiedz Link Zgłoś
cota Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 19:52 swiete slowa..to nie przywilej, ale tak powinien wygladac standardowy porod, a u nas ciagle jeszcze pokutuje, ze to fanaberia ..normalnie.. nie mam polskich liter Odpowiedz Link Zgłoś
os-x Re: kochana fundacjo.... 13.07.08, 19:51 Mam jedną małą sugestię: jak zaczniesz od awantury, to raczej mało prawdopodobne żeby ludzie byli dla Ciebie MILI. Jeśli chcesz spotykać MIŁE lekarki, położne, panie w urzędach itd., to zacznij od siebie i też bądź MIŁA. Na agresję ludzie reagują agresją i mogą Ci poważnie "zakłócić gospodarkę hormonalną" nie tylko w sytuacji porodu. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: kochana fundacjo.... 13.07.08, 23:30 os-x napisała: > Mam jedną małą sugestię: jak zaczniesz od awantury, to raczej mało Sugestie dot. zachowania bądź uprzejma zachować dla swoich nieletnich dzieci. Jeśli zaś chodzi o mnie, to doskonale wiem, na co się najlepiej łapie muchy. Odpowiedz Link Zgłoś
rostfrau Re: kochana fundacjo.... 17.11.08, 14:07 Moja droga, jestem przed pierwszym porodem i też nie życzę sobie nacięcia. Moja położna obiecała postarać się uniknąć tego zabiegu. Może i Ty powinnaś dla spokoju opłacić usługę położnej, która ma srecyzowany i zbliżony do Twojego pogląd na ten temat? Twoja postawa tylko narazi Cię na przykrości, a nawet umyślne pokazanie Ci, kto tu rządzi (nie Ty), a później tak wszystko pokićkają, że przed żadnym sądem nie udowodnisz, że działano na Twoją szkodę. Wyobraź sobie, jak byś się czuła, gdyby to Ciebie pacjentka zaatakowała z grubej rury swoimi żądaniami i oskarżeniami... Wkurzyłabyś się, co? Nie można ot tak sobie przyjść do szpitala, wszystkich poobrażać, a potem oczekiwac, że będzie jak w bajce... Naprawdę, przemyśl rodzenie z wybraną, polecaną położną. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
olenka2475 Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 17:49 Zgadzam się z emanierka. Wystarczy trochę szczęścia i uprzejmości po obu stronach. Szczera rozmowa a nie jakieś żądania. Ja rodziłam 1 czerwca trzecie dziecko, pierwsze 15 lat temu drugie 11. Bardzo się bałam bo po poprzednich porodach pamiętałam ból cięcia i szycia, ale tym razem miałam szczęście. Trafiłam na wspaniałą położną która poprosiła mnie o współpracę. Powiedziała że jeżeli nie chcę być cięta to prosi o to bym słuchała jej poleceń i współpraca mimo bólu była owocna. Nie cieli nie szyli nie pękłam. Czułam się cudownie, od pierwszych godzin mogłam zajmować się synkiem tak jak tego potrzebował. Mama i Szymuś (jutro 6 tyg.) Pozdrawiam (Ale popieram nagłośnienie w sprawie nacięcia) Odpowiedz Link Zgłoś
thorper Re: kochana fundacjo.... 19.11.08, 06:37 spa76 napisała: > maurra, nie widziałam takich awantur, sama awantury nie zrobiłam i > podejrzewam, że nie zrobiło jej sporo kobiet, które w necie się do > tego szykowały bo co innego miały na głowie. ja podczas porodu > myslałam głównie o dziecku, bałam się o nie i wolałam zaufac osobom > z medycznym wykształceniem. > A od czego jest mąż? To właśnie MY jesteśmy od tego, żeby położna nie dostała amnezji w momencie porodu i nie zrobiła czegoś, na co my się nie zgadzamy. Masz rację, kobieta wtedy myśli o czymś innym, ale nadal pozostaje osobą i jako takiej należy się jej szacunek. I my mamy o to zadbać. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:03 spa76 napisała: zacznijcie od drugiego > końca tego kija - przekonajcie lekarzy i położne fundacja prowadzi od lat warsztaty i konferencje dla położnych, więc "od drugiego końca kija" też działa. Odpowiedz Link Zgłoś
edyszka Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:23 moja przyjaciółka rodziła w szpitalu "rodzić po ludzku" oczywiście bez nacięcia - skończyło się operacja plastyczną krocza, porozrywanego gdzie popadnie! Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 10:43 Właśnie to jest błędne myślenie. Nie można przypadkami szczególnymi, które się zdarzają i zdarzać będą, uzasadniać masowego działania. Przypadki śmierci z powodu pęknięcia wyrostka też się zdarzają, a jednak, mimo takich praktyk w przeszłości, nie wycina się ich wszystkim dzieciom. Tak z ciekawostek - ja się nadaję na plastykę po nacięciu. Po prostu zawsze są jakieś przypadki szczególne, a zabieg wykonywany na wszelki wypadek jest z gruntu zły. Odpowiedz Link Zgłoś
yolarz co za bzdury 11.07.08, 16:57 nie wiem naprawdę czemu ma służyć ten artykuł i te użalania się nad sobą. rodziłam niewiele ponad miesiąc temu i chociaż tutaj w Irlandii nacinanie nie jest standardową procedurą, w moim planie porodu wyraźnie zaznaczyłam że CHCĘ BYĆ NACIĘTA, wolałam kontrolowane cięcie niż przypadkowe pęknięcia. po epiduralu nie czułam żadnego bólu ani przy rozcinaniu ani przy zakładaniu szwów. w momencie kiedy wykonano cięcie wystarczyło kilka sekund i moja córeczka była na świecie. po wszystkim nie użalałam się nad sobą, że nie mogę siedzieć, ze boli - bo nie bolało, ot lekki dyskomfort. to wszystko kwestia nastawienia psychicznego. jeśli spodziewasz się bułki z masłem - to cóż rzeczywistość może cię lekko rozczarować. to jest poród drogie panie a nie rozrywka. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: co za bzdury 11.07.08, 17:15 No to gratulacje! Chciałaś być nacięta to byłaś! O co się pieklisz? Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydlate Re: co za bzdury 11.07.08, 17:25 Każda kobieta jest inna, sa też takie ktore nie chca nic czuc i nic wiedzieć, znieczulenie i to wszystko ma się z głowy..... Problem tkwi w tym żebysmy mialy wybór, bo nie mamy. Nikt nikogo nie powinien przekonywac co jest słuszne i jedyne, po prostu tak nie mozna. Spróbuj przekonac lekarzy w Polsce, oni maja w wiekszości zamknięte oczy, nie wiem dlaczego. Widza tylko skrajnie niekorzystne przypadki i trudno się dziwic, bo ucza się pomagac ludziom na przypadkach skrajnie trudnych. To, ze ktoś stracil dziecko rodząc naturalnymi metodami to nie jest powód żeby ich unikać. Równie dobrze mozna stracic dziecko albo zycie pod kontrola lekarzy. A moja koleżanka rodzila w Sylwestra, jak się lekarze zorientowali ze zaraz pólnoc dali jej taką szprycę że po porodzie była w kawałkach. No i co z tego? nic. Kompletnie nic, taki przypadek to nei argument przeciwko czemukolwiek. lekarze to tylko ludzie. Moga się mylic. Z danych statystycznych, z ktorymi kiedys się zetknęłam, wynika ze jednak świadome matki wybierające świadomie poród w domu albo silami natury, kobiety pragnące dziecka, na ogól rodza bez problemów, bo problemy rodza sie równiez w matczynych głowach. )) Odpowiedz Link Zgłoś
mcbet Zgadzam sie... 13.07.08, 18:01 ...pod warunkiem, ze jest sie lekarzem i na wlasnym porodzie moze sie ocenic czy z medyczneg punktu widzenia naciecie jest konieczne czy nie. W innym wypadku zadania matki/kobiety to patologia. To jakby pacjent sobie ustalal co lekarz ma wyciac i jak wykonac naciecie np. przy operacji wyciecia wyrostka. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Zgadzam sie... 14.07.08, 10:51 Dlaczego zdanie matki to patologia??? Pacjent, w każdych okolicznościach, ma prawo zgodzić się na zabieg albo nie. Jego święte prawo. Personel medyczny ma obowiązek poinformować pacjenta o możliwych powikłaniach mogących wyniknąć w trakcie i po zabiegu, jak również o korzyściach jego wykonania, a zbieg można wykonać dopiero po zgodzie pacjenta. Jedynym wyjątkiem są sytuacje ratowania życia. Wyobrażasz sobie, żeby dentysta w państwowej placówce (w innej to niemożliwe) wyrwał Ci ząb bez Twojej zgody, bo nie chciałoby się mu go leczyć? Przez tak wiele lat w Polsce wmawiano kobietom, że przy porodzie powinny tylko leżeć, o nic nie pytać i nie przeszkadzać, że wiele wciąz w to wierzy. Dla mnie niewiarygodne. W Polskich szpitalach nagminnie łamane sa prawa pacjenta. Należy to zmieniać wszelkimi możliwymi metodami. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: co za bzdury 14.07.08, 10:45 Gratuluję (choć nie popieram)! Właśnie o możliwość i uszanowanie wyboru chodzi w tej akcji. Odpowiedz Link Zgłoś
zapomniana1978 Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie... 11.07.08, 20:06 To nie jest złośliwa uwaga, ja też jeszcze 4 tyg. temu myślałam jak większość z Was i zgadzałam się z wnioskami akcji - nacięcie to straszna rzecz, niemal jak obrzezanie kobiet w Afryce. A potem zaczął się mój poród. I faza - pod prysznicem, przy drabinkach, bolało w skali od 1 do 10 na 5-6. II faza - zaczęły się schody (potem się okazało, że mi drobince (o rozmiarze 36, wzroście 160) kazali rodzić 4 kilowego chłopa!). Mimo oxy skurcze były słabe i rzadkie. Faza parcia trwała niemal 2 godziny. Nacięli mnie, bolało, zszywanie też nie było przyjemne mimo znieczulenia. Przez tydzień nie mogłam siedzieć ani chodzić. A dzisiaj? Nic nie czuję! Gdyby nie szwy wewnętrzne (bo niestety pochwa mi popękała), które się jeszcze nie rozpuściły to już chciałabym kochać się z moim lubym. Nie mam żadnej traumy. Poród to pestka, nawet jeśli kilka dni jest ciężko i żałuje się, że nie miało się cc. Grunt, to nie wyobrażać sobie przed nim, jak ma wyglądać, bo jak coś nie pasuje do idealnej wizji, to wtedy jest trauma. Zresztą pisałam już o tym jakiś czas temu, można poszukać. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie. 11.07.08, 20:20 Podsumowując: nacięli cię, bolało, ale przestało. No i jaki z tego wniosek? Że nacięcie jest git? Że może nie fajne, ale przecież kiedyś przestanie boleć? Że ty "traumy" nie miałaś, to inne też nie będą miały? Odpowiedz Link Zgłoś
zapomniana1978 Re: Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie. 13.07.08, 13:21 Większe szanse na traumę i doszukiwanie się bólu mają te dziewczyny, które się właśnie takich artykułów naczytają. A może mam czuć się źle, że mnie nie boli? Może to ma świadczyć o tym, że jestem jakaś "zacofana"? Jak coś nie pasuje do wizji FRL albo do Twojej to nie trzeba o tym pisać? To, że kilka histeryczek ma traumę o niczym nie świadczy. Może wcale rodzić nie powinny, bo im się priorytety poprzewracały. Jak się człowiek decyduje na dziecko, trzeba wiedzieć, że ciało nie będzie jak przed ciążą. Nie można mieć ciastka i zjeść je. Ja nie znam żadnej kobiety po psn, która miałaby jakąkolwiek traumę. O nie... przepraszam! Znam jedną! Rodziła w ubiegłym roku w Katowicach i zaliczyła pęknięcie IV stopnia. Oczywiście nie była nacinana, bo podpisała oświadczenie, że sobie tego nie życzy. Nie dała sobie na sali przetłumaczyć. Miała pecha, wiem, nie zawsze tak musi być. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie. 13.07.08, 22:46 >O nie... przepraszam! Znam jedną! Rodziła w ubiegłym roku w > Katowicach i zaliczyła pęknięcie IV stopnia. Oczywiście nie była nacinana, bo podpisała oświadczenie, że sobie tego nie życzy. Nie dała sobie na sali przetłumaczyć. Krwawy przykład po prostu czekał w rękawie :LOL: jak czujesz, że nie pasujesz do akcji RPL to po prostu nie przeszkadzaj, skoro nie w Twoim imieniu występuje fundacja to z jakiego powodu się pieklisz? Ciebie problem nie dotyczy, kogoś innego dotyczy, no tak bywa Jak ktoś walczy z piractwem drogowym czy przemocą w rodzinie to tez rzucasz kłody pod nogi choć Twój osobisty mąż muchy nie skrzywdzi a za kółkiem rozpędzasz się do max 50 km? >To, że kilka histeryczek ma traumę o niczym nie świadczy.< To, że kilka innych histeryczek ślepnie i głuchnie na merytoryczne argumenty tym bardziej. Olać malkontentów i robić swoje Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka Re: Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie. 14.07.08, 00:16 DD Zapomniana się "piekli"? To raczej Ty rzucasz się jak Rejtan. A udział w dyskusji mają prawo wziąć wszyscy. Nie tylko osoby z nabytą traumą.;ppp Zabraniasz podawać przykłady? Każdy ma swoje. Nawet przytoczony artykuł opiera się li tylko na przykładach. Cieszysz się jak żaba na deszcz, kiedy ktoś popiera Twój tok myślenia, a strasznie krytykujesz posty nie po swojej myśli. Trochę umiaru. Szkoda wielka, że zwolenniczki ( bo jednak mam nadzieję, że nie działaczki) fundacji nie potrafią w rzeczowy i przyjazny dla ciężarnych sposób, przekazać na forum swoich racji- przekazujecie wyłącznie strach, obawę i nieufność i podżegacie do jakiejś walki. To smutne. Na szczęście bezpośrednia rozmowa z pacjentką pomaga najczęściej rozwiać jej strach przed "okrutną i nastawioną na gwałt" służbą zdrowia. Pocieszające jest też to, że wiele kobiet w ciąży nie czyta tego forum i swoje wątpliwości wyjaśnia z lekarzem. Choć oczywiście czasem zdarzają się tu dobre rady, ale to akurat nie dotyczy Ciebie. Kłaniam się uprzejmie. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: Najpierw urodźcie, a potem się wypowiadajcie. 14.07.08, 10:41 >Zabraniasz podawać przykłady? Każdy ma swoje.< Jeszcze przed chwilą jednym z najgorszych zjawisk na tym forum miało być straszenie biednych ciężarnych Fundacja straszy i jest BE przeciwniczki rutynowych nacięć straszą i też są BE a przeciwnicy akcji RPL roztaczający z lubością wizje porozrywanych ci.pek są cacy, no po prostu krynica rozsądku i wyważonej argumentacji Odpowiedz Link Zgłoś
maurra apel do czapy 11.07.08, 20:31 większość tu wypowiadających się już rodziła Odpowiedz Link Zgłoś
zapomniana1978 Re: apel do czapy 13.07.08, 13:23 Większość wypowiadających się miała cc, a więc nie rodziła, ale dziecko im wyjęto. Poza tym histeryczki są zawsze najgłośniejsze. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: apel do czapy 13.07.08, 14:08 O to,to. Jakby z dyskusji wyciac kobiety tylko po cc to okaze się pewnie że to one miały traume na temat nacięcia a nie te które rodziły naturalnie nawet z nacieciem. Odpowiedz Link Zgłoś
os-x Re: apel do czapy 13.07.08, 20:09 No właśnie czytam ten wątek i oczy przecieram ze zdumienia co chwilę. W ciągu ostatnich 30 min. dowiedziałam się, że powinnam być bardzo nieszczęśliwa, gdyż dokładnie pięć miesięcy temu dokonano "gwałtu na moim ciele"... naprawdę nie wiem jak to skomentować. Może tak, że prawdopodobnie ten "gwałt" uratował zdrowie, a może i życie mojej córeczki i dodam jeszcze, że dzięki temu całe parcie trwało 15 minut. Poród wspominam jako wspaniałe przeżycie, nie poczułam nawet kiedy zostałam nacięta i już po paru godzinach normalnie chodziłam i siedziałam. Szanuję prawo wyboru, ale bierzcie pod uwagę fakt, że nie wszystko da się przewidzieć i zaplanować. Odpowiedz Link Zgłoś
imbirka Re: apel do czapy 13.07.08, 20:22 To może czytaj ze zrozumieniem - chodzi sprzeciw wobec RUTYNOWEGO nacięcia. U ciebie być może było ono potrzebne, i o to chodzi - by było stosowane wtedy gdy trzeba, a nie każdej rodzącej. Odpowiedz Link Zgłoś
os-x Re: apel do czapy 13.07.08, 21:40 Tyle w Tobie jadu, że aż mi się nie chce podejmować dyskusji... Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: apel do czapy 14.07.08, 10:58 czy Ty potrafisz czytać ze zrozumieniem? Jaki jad??? Swoją drogą zaczynam rozumieć, dlaczego czarnoskórzy tak krwawo niekiedy musieli walczyć o swoje prawa. W końcu wcześniej przyjęło się, ze maja byc niewolnikami, przez wiele lat tak właśnie było dobrze i nikt się nie skarżył... Jeszcze raz - to jest akcja przeciwko rutynowemu nacinaniu krocza, a nie o to, żeby całkowicie wyeliminować ten zabieg. W wielu krajach nie jest wykonywany poza przypadkami koniecznymi (do 20% porodów) i nie ma ujemnych tego skutków dla zdrowia kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
thorper Re: apel do czapy 19.11.08, 12:16 Spróbuj ze mną. RUTYNOWE oznacza, że kobieta przyjeżdża do porodu, a lekarz lub położna mówią: "No to panią nacinamy, mamy w nosie, że pani nie chce, dziecko ma się urodzić tak, jak my chcemy, a nie jak pani będzie wygodniej i łatwiej." Przeciwko czemuś takiemu jest ta akcja. Odpowiedz Link Zgłoś
maurra Re: apel do czapy 13.07.08, 22:20 > czytam ten wątek i oczy przecieram ze zdumienia co > chwilę. W ciągu ostatnich 30 min. dowiedziałam się, że powinnam być bardzo nieszczęśliwa Nie, nie dowiedziałaś się co powinnaś, czy jak powinnaś się czuć dowiedziałaś się, że nie wszystkie kobiety czują to samo co ty przy okazji porodu. tak to już jest urządzone na tym świecie, ze nie każda wspomina swój poród jak wspaniałe przeżycie a rutynowe nacięcie jako wymarzone dopełnienie tegoż naprawdę to jeszcze kogoś jest w stanie wprawić w zdumienie? Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka I tak się zastanawiam, 12.07.08, 01:01 patrząc na ilość postów i wątków totorotot i auszrine oraz "aktywność" obu pań na forum, czy nie są to "całkiem przypadkiem" aktywistki fundacji RPL, a ich wypowiedzi nie są zwykłą prowokacją i nakręcaniem popularności tej fundacji? Fundacja też musi z czegoś żyć, a fundacja o której się nie mówi, to "żadna" fundacja. Ogólnie nie mam nic do założeń RPL, ale mam zastrzeżenia do sposobu w jaki próbuje przekonać Bogu ducha winne rodzące do swoich pomysłów. Przeciętna dziewczyna w ciąży wpada przed porodem w popłoch czytając horrory jakie przytacza fundacja na potwierdzenie słuszności swoich racji- to się chyba nazywa "lwia przysługa".;P Może byloby lepiej gdyby fundacja zajęła się np. edukacją kobiet w ciąży "Jak rozmawiać z lekarzem/położną, aby go zrozumieć i aby samemu zostać zrozumianym"? I taką samą akcją dla lekarzy i położnych. ;p Bo chyba o porozumienie chodzi, a nie o bitwę na kapcie? Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: I tak się zastanawiam, 12.07.08, 11:22 emanierka napisała: > patrząc na ilość postów i wątków totorotot i auszrine > oraz "aktywność" obu pań na forum, czy nie są to "całkiem > przypadkiem" aktywistki fundacji RPL, a ich wypowiedzi nie są zwykł Puknij się w główkę, koleżanko. Odpowiedz Link Zgłoś
studentka255 Re: I tak się zastanawiam, 16.07.08, 12:19 patrząc na moje posty, wgłębiajac się w nie możesz znależc że z SYMPATIĄ wypowiadam się o Fundacji, jestem przeciwna rytynowemu nacinania krocza, walcze o prawa Rodzących. Też napiszesz że jestem związana z Fundacją ? Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: I tak się zastanawiam, 21.07.08, 18:10 emanierka napisała: lepiej gdyby fundacja zajęła się np. edukacją kobiet w > ciąży "Jak rozmawiać z lekarzem/położną, aby go zrozumieć i aby > samemu zostać zrozumianym"? Spadły mi ...kapcie ))))) Troszkę niedzisiejsza chyba jesteś. Mamy rok 2008. To lekarze/-ki i położne mają się wyedukować (jak ich na studiach nie wyedukowali), jak rozmawiać z pacjentem. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: I tak się zastanawiam, 21.07.08, 22:34 Auszrine, ja już sama nie wiedziałam, co napisać, bo zbierałam szczękę z podłogi Ja proponuję uświadomić wszystkie kobiety, że mają prawo do odszkodowania sądowego za niepotrzebne nacięcie krocza. Gdybym była prawnikiem już bym śmigała po tych wszystkich wątkach i proponowała swoje usługi w uzyskaniu odszkodowania. 60% nacinanch kobiet jest nacinanych bezprawnie - bez uzyskania zgody rodzącej. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: I tak się zastanawiam, 21.07.08, 23:41 totorotot napisała: > Auszrine, ja już sama nie wiedziałam, co napisać, bo zbierałam szczękę z podłog > i No tak, nas - "aktywistki fundacji RPL" wiele rzeczy szokuje aż do opadu szczęki i kapci Odpowiedz Link Zgłoś
emanierka A jednak trochę 22.07.08, 00:41 nauki kultury i umiejętności czytania/słuchania ze zrozumieniem) przydałoby się niektórym (bo nie mówię, że wszystkim) pacjentkom lub "aktywistkom";p. Nie pomoże nawet najmądrzejszy i kulturalnie rozmawiający lekarz, jak pacjentka ani słuchać nie potrafi, ani przyswajać informacji, ani zadać pytania. Wychodzi z gabinetu i nadal nic nie wie. Nie dlatego, że lekarz był niechętny do udzielenia informacji, tylko dlatego, że ta pani pytać, rozmawiać i przyswajać nie umie. I tego dotyczyła moja sugestia organizowania kursów przez tą fundację. Jednak rozumiem, że niektórym łatwiej jest pyszczyć na forum i cieszyć się ze swojego inwalidztwa intelektualnego, niż rozmawiać z lekarzem jak dorosła i rozumna osoba.;P I mała uwaga do totorot- może jak nauczysz się rozmawiać z ludźmi i np. podziękować za bezinteresowną odpowiedź na nurtujące Cię pytanie , to i z lekarzem się łatwiej dogadasz i z położną i z panią kasjerką i z urzędnikiem w banku. Zadałaś na forum pytanie, dostałaś odpowiedź- jasną i dość wyczerpującą, ale nie raczyłaś napisać prostego słowa, jakie w takich przypadkach zwykło się pisać. Jeżeli w ten sposób postępujesz w realu, to rzeczywiście możesz mieć problemy z życzliwością ludzi w stosunku do Ciebie. Na razie widzę, że cieszysz się jak szczerbaty na suchary, że ktoś (na pewno życzliwy ;p) namawia Cię do roszczeniowej postawy. Uwierz- nie musi być roszczeniowa. Wystarczy umieć się zachować. Nawet mając swoje wymagania. Poddaję to pod rozwagę, chociaż małe szanse są, że coś z tego zrozumiesz biorąc pod uwagę Twoje wypowiedzi. Prędzej się oburzysz. Miłego porodu obu paniom życzę i skutecznego wkładania szczęk na miejsce. I żegnam. I tak "produkcja" przekroczyła limit "pogaduszek przy wycinaniu lasu".;P Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: A jednak trochę 22.07.08, 00:54 Z moich doświadczeń wynika, że na takie szkolenia wypadałoby wysłać personel medyczny. Przynajmniej z zakresu rozumienia słowa mówionego (spokojnym głosem, bez postawy roszczeniowej). Dodatkowo z zakresu prawa obowiązującego w tym kraju, choć akurat na to najlepszym lekarstwem będzie chyba dopiero odpowiednia liczba spraw przegranych w sądach. Gdyby personel medyczny zawsze odnosił się do pacjentów z życzliwością, poszanowaniem godności, informował o tym, co chciałby (i mocno podkreślam sens tego słowa) zrobić oraz szanował decyzje pacjenta, do których ma on prawo, nie byłoby żadnych powodów do tzw. postawy roszczeniowej. Ważne, żeby odróżniać, co jest skutkiem, a co przyczyną. Odpowiedz Link Zgłoś
auszrine Re: A jednak trochę 22.07.08, 01:06 emanierka napisała: > Nie pomoże nawet najmądrzejszy i kulturalnie > rozmawiający lekarz, jak pacjentka ani słuchać nie potrafi, ani > przyswajać informacji, ani zadać pytania. > Wychodzi z gabinetu i nadal nic nie wie. Nie dlatego, że lekarz był > niechętny do udzielenia informacji, tylko dlatego, że ta pani pytać, > rozmawiać i przyswajać nie umie. Nie słuchają, nie rozumieją, nie przyswajają informacji...Pacjentki, które opisujesz zdarzają się niezwykle rzadko, a jeśli już, to mają ustanowionych przez sąd opiekunów prawnych, z powodu upośledzenia umysłowego. Zawsze łatwiej zwalić na pacjentkę swój brak kompetencji interpersonalnych. "Cóż, taka pacjentka, panie dziejku". Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: A jednak trochę 22.07.08, 21:11 > kasjerką i z urzędnikiem w banku. Zadałaś na forum pytanie, dostałaś > odpowiedź- jasną i dość wyczerpującą, ale nie raczyłaś napisać > prostego słowa, jakie w takich przypadkach zwykło się pisać. Podaj proszę linkę, żebym mogła Ci podziękować, bo nie bardzo wie, o czym mówisz. Jeśli chodzi o dogadywanie się w przeróżnych instytucjach to jakoś nie miewam z tym problemów. Obawiam się jedynie sytuacji, gdy złożona bólami porodowymi nie będę umiała się przeciwstawić połóżnym, które korzystając z bezbronności pacjentek wykonują nielegalnie zabiegi, których sobie nie zyczę Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: A jednak trochę 22.07.08, 21:53 trzeba jeszcze mieć szansę się przeciwstawić. Niektóre rzeczy są robione z zaskoczenia. Nie sposób zapobiec czemuś takiemu Odpowiedz Link Zgłoś
majgoska Ta rana wciąż boli 12.07.08, 17:15 Świadomość kobiet dotycząca porodu zaczyna się w szkole rodzenia, bez takiego przygotowania kobiety będą spotykać nieprzyjemne i niespodziewane sytuacje. w szkole rodzenia dowiedziałam się o nacinaniu krocza i byłam na to przygotowana, ćwiczenia mięśni pochwy przed porodem przygotowały mnie do tego procesu i położna wykonała tylko małe nacięcie oceniając wcześniej jakie ono powinno być. przy drugim porodzie poinformowałam personel w szpitalu o tym iż rodze po raz drugi, jestem przygotowana do porodu przez szkołę rodzenia i jestem zdecydowana rodzić bez nacięcia, położna uszanowała moją decyzję, co być może zawdzięczam obecności mojego męża i własnej stanowczości, a być może świadomości położnej. Odpowiedz Link Zgłoś
olenka2475 Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 18:03 Nie koniecznie szkoła rodzenia , dobra położna poprowadzi każdy poród , czasami nacięcie jest konieczne bo główka jest zbyt duża a jak się zaklinuje to lepiej naciąć niż stosować kleszcze czy próżnociąg. Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:00 a przy kleszczach i próżnociągu nie nacina się??? Odpowiedz Link Zgłoś
paolin_ka_86 Ta rana wciąż boli 13.07.08, 12:42 Rodziłam 3 tygodnie temu. Mój cały poród był prowokowany i bardzo ciężki cały czas były przy mnie 2 położne i lekarz i nie musiałam wcale mieć wybranej przeze mnie położnej. Trafiłam na wspaniałą położną oraz panią doktor, która w trudnych momentach trzymała mnie za rękę. Ogromna życzliwość personelu całkiem mi się nie zgadzała z ogólną opinią porodówki w Szpitalu w Nysie. Pomimo ciężkiego porodu położna ochroniła moje krocze. Rodziłam w nocy i rano już mogłam zajmować się dzieckiem i całkiem dobrze się czułam. Dlatego myślę, że nawet jeżeli ktoś boi się nacięcia to powinien życzliwie przed porodem porozmawiać z położną, która będzie odbierała poród, bo okazuje się, że położne wcale nie są takimi zacofanymi potworami jak się często je przedstawia na forach. Odpowiedz Link Zgłoś
mala.mi.4 Rzecz nie w cięciu ale w szyciu 14.07.08, 09:20 Gdy rodziłam perwsze dziecko miałam nacinane krocze, wierzę że było potrzebne choć oczywiście pewności nie mam. Miałam opłaconego lekarza, po porodzie starannie mnie zeszył. Następnego dnia w czasie obchodu, gdy lekarz dyżurny oglądał krocza powiedział ze zdziweniem "O! jak elegancko zeszyte". Domyślam się więc, że "eleganckie" szycie przysługiwało tylko pacjentkom dającym łapówkę... W kazdym razie rana się ładnie i szybko zagoiła, dziś nie jestem nawet w stanie określić w którym miejscu była. Dodam, że to "eleganckie" szycie zjęło lekarzowi kilka minut, więc chyba powinien to być standard. Odpowiedz Link Zgłoś
jojosto Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:05 lekka przesada ja mialam, naciecie i po tygodniu juz nie pamietalam tematu Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:15 a ja miałam problem przy nacinaniu (potworny ból, najgorszy w zyciu), przy szyciu (krwiak, godzina), z gojeniem - 6 tygodni z dużymi problemami i zagrożeniem ponownego zabiegu, a teraz z blizną i zrostami przypadki szczególne nie są argumentem, dopiero dane masowe pozwalają na wyciąganie wniosków Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:38 waniliax napisała: > a ja miałam problem przy nacinaniu (potworny ból, najgorszy w > zyciu), przy szyciu (krwiak, godzina), z gojeniem - 6 tygodni z > dużymi problemami i zagrożeniem ponownego zabiegu, a teraz z blizną > i zrostami > > przypadki szczególne nie są argumentem, dopiero dane masowe > pozwalają na wyciąganie wniosków Nie dość , że ta baba nacieła cie bez zgody, to jeszcze boleśnie. Współczuję takiej połoznej Odpowiedz Link Zgłoś
waniliax Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:44 ona chyba też juz żałuje tego, co zrobiła. Ja jednak wolałabym nie mieć okoliczności do składania skarg itd. Odpowiedz Link Zgłoś
berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 14.07.08, 11:36 jojosto napisała: > lekka przesada > ja mialam, naciecie i po tygodniu juz nie pamietalam tematu WOW po tygodniu, a te bez naciecia odrazu nie pamietałyP Odpowiedz Link Zgłoś
studentka255 mało tego 16.07.08, 11:43 w dodatku mogły sobie od razu chodzic po porodzie, siedziec, cwiczyc Kegla Odpowiedz Link Zgłoś