Dodaj do ulubionych

gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka

14.10.03, 17:36
Nie moge nigdzie znalezc watku posiweconego smierci dziecka juz po urodzeniu. Wiem, ze nikt nie chce sie bac, ale takie osoby jak ja potrzebuja wsparcia. A ja nie moge ani nic znalezc na forach (nie mowie o poronieniu), ani w zadnych pismach. Zmowa milczenia, tabu... jakby wszyscy udawali, ze takie rzeczy sie nie zdarzaja. Ja tez tak kiedys myslalam, tez sadzilam, ze przeciez mnie na pewno nic takiego sie nie przydarzy... Jesli ktos jest zainteresowany takim watkiem i moja historia niech da znac, prosze
Zrozpaczona
Obserwuj wątek
    • poleczka2 Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 14.10.03, 19:09
      Niedawno na emamie byl post evee ktora stracila dziecko zaraz po porodzie.
      Zajrzyj tam.
    • amanda2002 Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 14.10.03, 19:18
      Nie wiem czy ci pomoge znalezc takie forum ale wiem co przezywasz. Sama
      stracilam moja ukochana coreczke 10 miesiecy temu (podczas porodu ). Jest to
      nie wyobrazalny smutek z ktorym nie wiadomo co zrobic!
      Moze sama zaluz takie forum? Wierze ze jest duzo mam ktore sa w takiej samej
      sytuacji jak ty.
      Trzymaj sie cieplutko!
      • amanda2002 Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 14.10.03, 19:32
        To jeszcze raz ja! Nie wiem co akurat to mialas na mysli ze nie chodzi ci o
        poronienia?. Ale uwazam ze ja i inne kobiety ktore stracily swoje dzieci
        podczas porodu czy w brzuchu w poznym miesiacu nie zaliczamy sie do poronien.
        Tak samo jak ty stracilysmy swoje malenstwa.
        Nie mam nic zlego na mysli piszac to, poprostu chcialam wyrazic swoje zdanie.
        Pozdrowienia!
        • melka_x Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 15.10.03, 08:32
          Dziekuje wszystkim za linki. Amando: oczywiscie ze uwazam, ze strata dziecka na kilka czy kilkanscie tygodni przed porodem to nie poronienie! Niezrecznie sie wyrazilam. Piszac tego posta faktycznie jakos myslalam glownie o mamach, ktorym dziecko zmarlo po urodzeniu, bo tak mnie sie zdarzylo, ale naturalnie ze sadze, ze taka strata jak Twoja jest rownie wielka i bolesna. Piszac, ze nie chodzi mi o poronienie chcialam tylko zaznaczyc, ze nie chodzi mi o strate ciazy w 5., 7 12 tygodniu, bo to jednak nie to samo, choc wiem ze i to bardzo boli i czasem po poronieniu trudno sie pozbierac (a wiem co mowie, bo poprzednia ciaze stracilam w 13 tygodniu). Jeszcze raz dziekuje za cieple slowa i linki.
          • amanda2002 Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 15.10.03, 18:16
            Sorry melka!
            Mialam poprostu zly dzien! Nieporozumienie z dwuch stron! Odebralam to w taki
            sposob jakby moja coreczka i moj zal sie nie liczyl. Przepraszam cie jeszcze
            raz!
            Pozdrowienia!
    • monad2 Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 14.10.03, 19:29
      Cześć na sakurze jest całe podforum rodziców aniołków zajrzyj-
      www.sakurateam.com/rodzice/forum. Pozdrawiam i życzę duzo siły Monika
      • la_lunia Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 15.10.03, 09:24
        starania.gery.pl/phpBB2/viewforum.php?f=18
        forum "niebieskie dzieci"
    • gizmag Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 09:04
      Cześć melka ja urodziłam martwe dziecko w 41 tygodniu ciąży.Lekarz cały czas
      powtarzał ze brzuch wysoko szyjka twarda jeszcze pani pochodzi i pochodziłam aż
      poszłam na wizyte i lekarz nie wyczuł tetna.Pojechałam do szpitala i diagnoza
      sie potwierdziła -musiałam urodzić moja córeczka martwą siłami natury bo nie
      mogli zrobić cesarki bo szła sepsa czyli zakażenie organizmu.Tez nigdy nie
      myślałm że w 21 wieku coś takiego moze sie stać i lekarz tak zaniedba .
      • melka_x Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 11:49
        Amando, nie przepraszaj, jak przeczytalam swoj post, to zauwazylam ze rzeczywiscie to tak moglo brzmiec. Napisalam go w ten sposob bo pozniej byl watek "PORONIENIE W I TRYMESTRZE' i chcialam zazanczyc, ze szukam jednak kogos innego (tak jak mowilam ja rozumiem bol po poronieniu, bo sama go przezylam, jednak to co przytrafilo sie nam boli jeszcze bardziej - mam mandzieje, ze nikt tu nie poczuje sie zraniony)

        Gizmag: dziekuje za posta.

        Dziekuje wszystkim i do wszystkich ktorzy przezyli podobna tragedie:
        Jak sobie radzicie? Myslicie o nastepnym dziecku? Ja mysle, ale tak potwornie boje sie ciazy, ze znowu cos sie zdarzy? I przeciez zadne inne dziecko nei zastapi mojej Coreczki... Jak po tym dalej zyc??? A jak z Waszymi mezami? Podobno wiekszosc par po smierci dziecka sie rozpada... Nie wiem czy to prawda.
      • melka_x Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 11:52
        Do Gizmag: czy smierc Twojego dziecka byla wynikiem zaniedbania lekarza? A jak chodzilas posd koniec ciazy do lekarza to co z tetnem, usg dziecka? Czy wiadomo co bylo przyczyna? Napisz prosze

        Amando a co Tobie przydarzylo sie?

        Jesli to nie nietaktowne to napiszcie prosze
      • melka_x Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 11:53
        p.s. Gizmag: bo rozumiem, ze tylko w czasie ostatniej wizyty w 41 tyg. nie bylo tetna, czy dobrze rozumiem ze wszystko wczesniej bylo w jak najlepszym porzadku?
    • agata_edziecko Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 11:27
      Jest takie forum na www.dziecko-info.com.pl
      Tam spotkasz mamy tak samo smutne, jak Ty.
      Trzymaj się ciepło
      agata
      • melka_x Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 16.10.03, 11:56
        Dziekuje Agata. A wiesz ze pamietam Cie z radosnego buszowania po forum gdy bylam jeszcze w ciazy? Ja wtedy mialam nick madzik_ma, teraz go zmienilam, nie dlatego zebym sie ukrywala, ale jakos trudno mi bylo uzyc tamtego z okresu tak pelnego szczescia i nadziei.
        • gizmag Re:do melki. 18.10.03, 11:08
          DROGA MELU>Przez całą ciąże było wszystko w porządku .tydzień wcześniej robiłam
          ktg ,które oceniała lekarka w przychodni i powiedziała że wszystko jest w
          porządku i jak coś sie bedzie działo to żebym przyjechała.Nikt mi nie
          powiedział ze ktg nalezy wykonywać co 2-3 dni.Ja je robiłam we wtorek a na
          wizyte przyszłam za tydzień i wtedy nie wyczuł lekarz tetna.Wiesz ordynator
          która zobaczyła to ktg powiedziała mi ze ono juz wtedy nie było do końca
          prawidłowe,że powinnam z nim odrazu jechać do szpitala.Niewiem kogo mam winić i
          nie chce tego roztrzasać bo to i tak mi Weronisi nie zwróci.
          • podenka Re:do melki. 18.10.03, 23:28
            Cześć Melu, właśnie przeczytałam wszystko co tu napisane i jestem jedną z mam,
            które przeżyły śmierć dziecka. 2 lata temu byłam w ciąży, w 5 m-cu podczas usg
            lekarz stwierdził,że "nie może w 100% powiedzieć, że serce dziecka jest o.k." i
            wysłał mnie na echokardiografię płodu. Po badaniu okazało się, że moja córeczka
            ma bardzo poważną wadę serca-możliwość przeżycia ok. 1,5%. Donosiłam ciążę
            wiedząc, że najprawdopodobniej skończy się śmiercią dziecka. Rodziłam siłami
            natury i po 3 dniach moja córeczka zmarła. To koszmarne pzreżycie i nie wie
            tego ten kto tego nie przeżył. U mnie może sytuacja była o tyle "dobra", że
            wiedziałam wczesniej i choć częściowo mogłam się do tego przygotować
            psychicznie. To jednak nie zmniejsza żalu.
            Pozdrawiam Justyna
          • podenka Re:do melki. 18.10.03, 23:36
            Napisz co się stało u ciebie i dlaczego-jeśli wiesz.
        • agata_edziecko Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 20.10.03, 17:16
          Meluś, nie wiem, co powiedzieć. Przeczytałam Tój list do córeczki. Nie mogę Cię
          pocieszyć, nie wiem, jak. Trzymaj się kochana, jeszcze kiedyś zaświeci
          słoneczko, choć tak trudno w to dzisiaj uwierzyć.
          Jak nie lubię egzaltacji, tak musze to powiedzić: Kocham Ciebie i Twoją
          maleńką, smutna mamusiu, tulę Cie do serca.
          agata
    • podenka Re: gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 18.10.03, 23:56
      I jeszcze napiszę bo jakoś wczesniej nie przyszło mi do głowy, że teraz jestem
      mamą 8 miesięcznego Jeremka, do piątego miesiąca bałam się w ogóle o nim
      myśleć, dopiero po badaniach trochę odetchnęłam a naprawdę wtedy gdy się
      urodził. Mam jeszcze 15 letnią córę, która przeżywała naszą tragedię razem z
      nami (jest półsiostrą obojga dzieci).
    • melka_x gdzie rodzice, ktorzy przezyli smierc dziecka 20.10.03, 13:03
      Najukochańsza Córeczko!

      Nasza wymarzona, wyczekana córeczko: urodziłaś się jako 27 tygodniowy wcześniak z wagą 970 g. Przedwczesny poród wywołało zakażanie bakteryjne. Dzień Twoich urodzin był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Kiedy usłyszałam Twój płacz, sama rozpłakałam się w głos, to wzruszenie nie do opisania, znane tylko mamom... Mimo złowieszczych statystyk (ogromna większość zgonów noworodków to wcześniaki) wierzyliśmy, że wszystko dobrze się skończy. Dostałaś 10 punktów, nie było potrzeby intubowania (respirator), bo oddychałaś samodzielnie. Lekarze dziwili się, że tak sobie świetnie radzisz Krasnalku, obok leżał 31 tygodniowy wcześniak (a więc starszy prawie o miesiąc!) pod respiratorem... 9. dnia nastąpiło pogorszenie. Spuchł Ci brzuszek, pojawiły się problemy z trawieniem, ale nie wyglądało to jeszcze tragicznie, wydawało się, że dostałaś za duża porcję pokarmu jak na swoje możliwości. Mimo zmniejszenia ilości jedzenia, 10 doba nie przyniosła zmian na lepsze. 11 doba to był cios. Przyjechaliśmy do szpitala i zobaczyliśmy Cię pod respiratorem. Dowiedzieliśmy się, że reanimowano Cię rano, że nastąpiło zatrzymanie akcji serca! Lekarka uratowała Ci wtedy życie, ale Twój stan określono jako bardzo ciężki. Do tej pory czuję potworny żal, że nikt do nas nie zadzwonił. Telefon był w papierach na izbie przyjęć... mogliśmy zastać pusty inkubator! Następnego dnia przewieziono Cię do IMiDz jak prawdziwego VIP-a... na sygnale przez całe miasto...Tu przez kilka tygodni walczono o Twoje życie. Okazało się, że nie dokonał się zwrot jelita, co spowodowało niedotlenienie tkanek i rozległą zamartwicę. Miałaś 3 operacje, które jak nam powiedziano przeżyłaś cudem. Mimo niezwykle ciężkiego stanu i bólu nasz dzielny skrzaciku prawie dwa miesiące walczyłaś z ogromną determinacją... lekarze dziwili się Twojej sile i żywotności... To był niezwykły, cudowny czas, mimo złych rokowań byliśmy pełni nadziei. W instytucie spędzałam całe dnie, obserwowałam jak zmieniasz się, jak z dnia na dzień robisz się coraz słodszą pyzunią, jak reagujesz na mój głos, jak ślicznie uśmiechasz się i jeśli to w ogóle możliwe każdego następnego dnia kochałam Cię jeszcze bardziej i bardziej... Czytałam Ci książeczki i mówiłam, mówiłam, mówiłam... Opowiadałam jak bardzo Cię kochamy, obiecywałam, że nie zawsze będzie bolało, że jeszcze musisz trochę wytrzymać, ale w końcu przestaną Ci zakładać kolejne wenflony, wyjmą respirator, ból ustąpi i zobaczysz jakie życie może być piękne. Zobaczysz w jakim ładnym miejscu mieszkamy, że szpital to nie cały świat, jaki śliczny pokoik przygotowujemy dla Ciebie. Wierzę, że choć nie rozumiałaś słów, rozumiałaś sens tego co mówiłam, że dzięki temu miałaś siłę, by walczyć.

      Po 3 operacji wiedziałam już, że przegraliśmy. Otwierałaś oczy i patrzyłaś z wyrzutem, że pozwalamy na taki ból, choć wszyscy robili wszystko byś nie cierpiała... Miałaś już taki zmęczony, zrezygnowany, smutny wzrok. Wiedziałam, że nie masz siły walczyć dalej, że poddałaś się. 57. dnia, 6 dni po ostatniej operacji lekarze oświadczyli, że nie podejmą się kolejnej operacji, że nie widzą już żadnych, nawet najmniejszych szans, że każde działanie tylko przedłuży Twoje cierpienie. Powiedziano nam, że będziemy mogli być przy Twojej śmierci, że nie będziesz cierpieć, nie będziesz czuć duszności, że będziesz po prostu powoli zasypiać. Staliśmy nad Tobą i patrzyliśmy jak mimo ogromnych ilości leków przeciwbólowych płaczesz. Już wiedzieliśmy, że nie wygramy z losem. Chcieliśmy tylko, żebyś przestała cierpieć. W końcu po kolejnej porcji leku ból ustąpił, zasnęłaś. Tego dnia też po raz pierwszy pozwolono mi wyjąć Cię z inkubatora i przytulić. Byłaś taka śliczna, spokojna i bezbronna. Wieczorem pojechaliśmy do domu, przekonani ze to potrwa jeszcze kilka dni, jednak już następnego dnia rano gdy zbieraliśmy się do szpitala, zadzwoniła dyżurna lekarka, ze umierasz, żebyśmy przyjechali natychmiast jeśli chcemy Cię pożegnać. Po wariackiej jeździe dotarliśmy do Instytutu. Pozwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.

      To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?

      Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
      Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
      Śpij spokojnie Córeczko
      Twoja mama
    • melka_x P.S. 20.10.03, 13:04
      P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka