Dodaj do ulubionych

Urodziłam i co...

17.03.09, 12:49
Nie tak to miało wszystko wyglądać, oj nie tak. To są jedyne słowa, które
przychodzą mi do głowy już od prawie dwóch tygodni, odkąd na świecie jest moja
córeczka. Zaczęło się od rutynowej wizyty u lekarza w 38 tc i szok.
Skierowanie do szpitala z podejrzeniem stanu przedrzucawkowego. W szpitalu
spędziłam tydzień zanim zdecydowano, że jednak nie ma co czekać i trzeba ciąć.
Chciałam rodzić sn, ale cóż...nie udało się. Ból po cesarce nałożył się na
strach o dziecko, bo mała ważyła tylko 2750 i w trakcie 2 dni schudła za dużo,
więc mi ją zabrali, podłączyli pod jakieś maszyny. Potem żółtaczka i
naświetlania. W szpitalu spędziłyśmy 8 dni walcząc o każdy gram. Mała nie
chciała ssać piersi, więc dostawała butlę. Teraz już w domu też gehenna, bo
chcę karmić piersią, ale mała protestuje, bo z butli łatwiej i szybciej leci a
poza tym w cyckach za wiele nie mam.
Wiem, że może nie pocieszam tym postem przyszłych mam, ale nie jest moim celem
straszyć. W końcu żadna wielka tragedia mi się nie stała. Chcę tylko pokazać,
że może nie być tak, jak to sobie wyobrażamy i marzymy. Bo mi do głowy nie
przyszło, że będę walczyć z własnym dzieckiem o to, żeby jadło.
I niby nie ma tragedii, bo mała jest zdrowa, tylko dlaczego czuję się tak, że
chcę tylko zasnąć? Baby blues? Może. A może raczej prztyczek w noc od szarej
rzeczywistości. A do tego mąż wczoraj stracił pracę. W ogólnym rozrachunku już
wiem jak to smakuje i nie wiem, czy mając tą wiedzę zdecydowałabym się na to
po raz drugi. Płakać już nie płaczę, bo nie ma sensu. Nawet moja mała córeczka
nie jest w stanie zdusić we mnie tych negatywnych emocji sad
Obserwuj wątek
    • anka7961 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 12:56
      Po 1. Ciesz się tym, że masz ZDROWE dziecko i że wszystko skończyło
      się dobrze. Mimo iż nie wszystko przebiegło po Twojej myśli, to
      grunt że dobrze sie skończyło i Mała i Ty jesteście zdrowe.
      Po 2. Mąż na pewno znajdzie inną pracę, wiem że teraz nie jest to
      łatwe, ale trzeba wierzyć że będzie dobrze, bo nie może być inaczej.
      Po 3. z tym karmieniem, to może udaj się do jakiejś poradni
      laktacyjnej - jeśli oczywiście jest w Twojej miejscowości.
      Po 4. czasami warto się wypłakać i jest to potrzebne, ale pamiętaj
      że dziecko czuje że coś jest nie tak, że Ty jeteś przygnębiona i
      może to też odbić się na niej.

      życzę Ci dużo siły i pozdrawiam cieplutko smile
    • agatracz1978 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:14
      Dlatego ja jestem wdzięczna naszej położnej w szkole rodzenia, że od samego
      początku powtarza nam, że po porodzie zacznie się szara rzeczywistość ze
      wszystkimi problemami a nie tylko radościami. Początkowo byłam na nią wściekła
      bo wolałam swoje wyobrażenia o spacerkach ze śliczną córcią i problemami jedynie
      z doborem kolorów ciuszków. Nie wiem jak to jest i jak to będzie u mnie po, ale
      teraz przynajmniej mam świadomość, że muszę być na wszystko przygotowana.
      Trzymam kciuki żeby ułożyło się ok i złe myśli poszły w siną dal. I ciesz się
      zdrowym dzieckiem.
      • julimama79 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:20
        Powiem Ci,że spacery z moją córcią to nie lada wyzwanie smile Sam
        spacer nawet fajny bo mała przeważnie spi,ale ubieranie to masakra.
        Młoda wydziera się jak opętana,zanim wyjdziemy na zewnątrz jestem
        mokra smile A też myślałam ,że będę tylko przebierać w ciuszkachsmile
      • julenka3 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:23
        agatracz1978 wierz mi, że co innego wiedza teoretyczna, a co innego życie.
        Działają hormony, przychodzą odczucia, o które byś się nawet nie podejrzewała.
        Nagle czujesz, że przestajesz panować nad tym co się dzieje. Ja też byłam
        przygotowana na to, że nie będzie różowo, ale jak widać niewiele mi to pomogło.
        Chcę być dobrze zrozumiana. Wiem, że nie wszystkie mamy tak się czują po
        porodzie i nie generalizuję. Ja chcę tylko przekazać (chyba podobnie jak
        założycielka tego wątku), że może być też tak jak w naszym przypadku.
        Nie życzę nikomu takiego stanu. I mam nadzieję, że jednak większość mam od
        początku potrafi cieszyć się, że urodziły cudowne, zdrowe dzieciakismile
        • agatracz1978 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:30
          julenka3 napisała:

          > agatracz1978 wierz mi, że co innego wiedza teoretyczna, a co innego życie.

          Wiem, że masz rację. Tylko cieszę się z tego, że choć troszkę tej nawet
          teoretycznej wiedzy pozwoliło mi zrzucić różowe okulary i pomyśleć też o
          szarościach rodzicielstwa. Bo jakiś czas to tylko myślałam, że największe
          problemy jakie mogę mieć to kolor ciuszka jaki trzeba Małej założyć smile Sama nie
          wiem czemu i skąd w wykształconej osobie takie postrzeganie macierzyństwa, ale
          tak miałam. Teraz przynajmniej zdaję sobie sprawę, że są też problemy np z
          karmieniem i milion innych, którymi życie mnie zaskoczy.
          • zoofka Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 17:02
            hormony o to zadbały smile w ciąży
    • julenka3 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:14
      A ja chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś sama. Wiem, że to może niewielkie
      pocieszenie, ale ja też miałam podobną myśl, że nie wiem czy ponownie bym się na
      to zdecydowała gdybym wiedziała to co wiem obecnie. Ja jestem mamą od prawie 5
      tygodni, teraz jest troszkę lepiej z moją psychiką, ale jednak jeszcze nie tak
      jak być powinno. Teoretyczną wiedzę o tym stanie owszem posiadam (jestem
      psychologiem), a jednak mnie też dopadło. Przez pierwszy miesiąc powtarzałam
      sobie, że to minie i co? I ryczałam po kątach. Do tego wszystkiego musiałam
      siebie samą przekonywać, że to moje dziecko (nie wiem czy wiesz o czym piszę).
      Czułam się jakby mi ktoś podrzucił jakieś maleństwo, zamknął w klatce i uciekł
      zostawiając mnie samą. To jakiś koszmar. Ja powoli staję na nogi, myślę, że u
      Ciebie to też kwestia czasu. Trzymaj się!
    • kasia.46 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 13:17
      Nikt nie obiecywał że będzie łatwo, dziecko to obowiązek, smutki,
      zmartwienia i radości, wszystko za jednym razem, przewala nasze
      życie do góry nogami,,, ale to największe szczęście jakie posiadamy,
      trzeba się tylko odnaleźc' w nowej roli i nie nastawiac' się
      pesymistycznie. Moja koleżanka równo 1,5roku temu urodziła ze mną
      różnicą kilku dni malucha... Jej przesypiał całe dnie, nudziła się,
      dostał cycusia i spał i tak do 6mieś nie wiedziala że ma dziecko, w
      nocy karmiła tylko 2razy w dzień budziła wręcz na jedzenie, mój miał
      kolki do 4mieś, chodziłam nieprzytomna non stop płakał setka
      nieprzespanych nocy walka z karmieniem cyckiem, po 5mieś przeszłam
      na bulę. Nie miałam czasu na pranie, gotownie,sprzątanie ani czasu
      dla męża, wszystko mnie męczyło chciałam tylko spac', do wszystkiego
      miałam niechęc', nie chciałam więcej dzieci!!! Mały skończył pół
      roczku wszystko się uspokoiło, anioł a nie dzieciak i tak do tej
      pory,. Zmieniłam podejście, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Życia
      bez dzieciaka nie widze jest moim najważniejszym skarbem, oddałabym
      mu wszystko, mam czas dla męża, dla siebie i dziecka jestem
      szczęśliwa, choc' początki były okropne i miałam dosyc' wszystkich,
      nawet siebie. Mój synek ma 17mieś za 2,5 mieś urodzi mu się siosta,
      oczekiwana, przemyślana, decyzja... Nie mogło byc' inaczej bo kocham
      dzieci i to one nadają sens mojemu życiu, nie zawsze będzie łatwo,
      ale zawsze będzie dla kogo.............
      • kakmi do: Kasia.46 20.03.09, 22:52
        przypadkowo i tak trochę "z tęsknoty" weszłam na to forum smile i
        dobrze się stało, że przeczytałam Twój wpis, od czasu narodzin
        mojego najmłodszego synka, czyli od 3 mies mam ciaglego doła, jestem
        totalnie zmordowana psychicznie i fizycznie. W zasadzie całe dnie
        siedzę sama z dwójką dzieci i psem. Starszak był takim dzieckiem, że
        przez pierwszy rok jego życia nie wiedziałam, że mam dziecko, no a
        teraz jak to mówi moja przyjaciółka mam za swoje uncertain. Mikołaj ma mały
        refluks, często go boli brzuch, ciągle po jedzeniu musi odbijac
        (ostatni rekord to 4 godz odbijania!!!), mam zwyrodnienie
        kręgosłupa, który teraz przy noszeniu boli tak, że nie wiem jak to
        sie dla mnie skończy. Z miesiąca na miesiąc liczę na to że bedzie
        łatwiej, ale narazie nie jest sad. Może i u nas po 6 mies jakoś
        będzie lżej... Ja wiem, że mam ogromne szczęście że ich mam, patrzę
        na nich i czasem płaczę, że widzę ich takich małych tylko chwilę, że
        zanim się obejrzę bedą dorośli. Ale teraz, w tym momencie jest mi
        bardzo ciężko i bardzo mi pomogły Twoje słowa.
        Do autorki wątku: kochana, uwierz mi, że to co przeżywamy to jest
        tylko krótka chwila w naszym życiu, że niedługo będziesz wspominała
        z uśmiechem ten czas i będziesz nawet trochę tęskniła za tym jak
        Twoja córcia była taka maleńka.
        pozdrawiam
        Kasia
    • kamelia04.08.2007 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 14:31
      dobrze, ze juz wyszlas ze szpitala i ze sie wszystko w miare
      wyprostowało.

      Odnosnie karmienia piersia, to jeszcze nic straconego, bo mozesz
      przestawic sie na piers - z korzyścia dla siebie i dla córki. To nie
      prawda, ze nie masz pokarmu, zreszta czasem karmienie piersia na
      poczatku może byc trudne. Udaj sie do poradni laktacyjnej, albo
      zajrzyj czy zadzwon na gazetowe forum eksperckie do p. Moniki.

      Pewnie, że poród to nie jest tak jak sobie marzymy, tez marzyłam o
      szybkim i bezproblemowym porodzie z bólem do zniesienia, a było
      zupelnie co innego.
    • kama_now Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 15:44
      Uszy do góry i nie przejmuj się za bardzo. Jesteście teraz w domu, całe i zdrowe
      i to się liczy najbardziej.
      Walcz jednak o karmienie piersią, bo warto - bliskość z dzieckiem, Twoje
      przeciwciała w mleku, które chronią maleństwo, brak buteleczek i smoczków do
      noszenia w gości i wyparzania, no i brak kosztów związanych z drogim i sztucznym
      jednak pożywieniem.
      Wiem, że może być Ci trudno - mnie też było. W szpitalu z moim synkiem leżeliśmy
      10 dni - o zmoro - też nie tak miało być! Też walka o każdy gram, bo mały nie
      chciał jeść, więc żółtaczka wciąż się nakręcała. Wreszcie, gdy znaleźliśmy się w
      upragnionym domu - nadal problem z jedzeniem i ciągła nauka łapania cyca. Z tym,
      że ja nie podawałam w ogóle butelki, był sam cyc i koniec. W parę dni synek
      nauczył się pięknie jeść, świetnie przybierał na wadze. Karmiłam go rok. Teraz
      woła mnie mój kochany trzylatek - "mamusiu oć!", więc lecę go przytulićsmile
      Trzymam kciuki za męża by szybko znalazł pracę. Głowa do góry, za kilka dni
      będzie lepiej.
      • hugo43 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 17:28
        moglabym piatke przybic z wami,jakbym o sobie czytala!!gdzie ta
        milosc,co splywa od pierwszej chwili?gdzie te mile chwile w
        rodzinnym komplecie?sa na razie nieprzespane noce,niepewnosc czy
        malenstwa nie krzywdze i nadasane miny moje i meza.wszyscy
        pocieszaja,ze to max 3 mies,tylko dlaczego nikt o tym nie mowi
        glosno?!dam rade!
    • edzia132 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 17:26
      Hej, co do karmienia piersią jeśli tak bardzo protestuje to może po prostu dawać
      butlę a nie się zarzynać i walczyć, dziecko będzie najedzone i szczęśliwe a ty
      spokojniejsza. Wiem że zaraz zjedzą mnie wszystkie fanatycznie nastawione na
      karmienie piersią ale czasem nie warto za wszelką cenę zmuszać i siebie i
      dziecka. Reszta się na pewno z kolejnymi dniami sama ułoży, a pracę taką czy
      inną zawsze mąż znajdzie, prędzej facet niż kobieta. Głowa do góry smile
    • italiakami Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 18:55
      !!!!Ciesz sie ze wszystko w porzadku !!!!!!!!
      Nie kazda mogla miec tyle szczescia w nieszczesciu co Ty!
      > Chciałam rodzić sn, ale cóż...nie udało się. Ból po cesarce nałożył się na
      > strach o dziecko, bo mała ważyła tylko 2750 i w trakcie 2 dni schudła za dużo,
      > więc mi ją zabrali, podłączyli pod jakieś maszyny. Potem żółtaczka i
      > naświetlania. W szpitalu spędziłyśmy 8 dni walcząc o każdy gram. Mała nie
      > chciała ssać piersi, więc dostawała butlę.

      Moj chlopczyk urodzil sie w 30 tyg!!!Wazyl 1.490!!!!Maszyny????moj spedzil w
      inkubatorze 1,5 miesiaca!zoltaczka...anemia...przetaczanie krwi..bakterie...
      W domu dopiero po 2 miesiacach...szpital 60 km od domu,o karmieniu piersia
      musialam zapomiec..Wiec powtarzam ciesz sie ze dziecko jest zdrowe i Ty tez!
      Pozdrawiam
    • easyblue Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 19:13
      Moje dziecko nie chciało pić z cycka mimo, że mleka miałam tyle, że
      ściekało jej wprost do buzi. Więc przez ładnych pare miesięcy
      odciąganie, najczęsciej co godzinę potem co dwie, góra trzy, także w
      nocy. Da sie wytrzymać.

      MOja siostra miała mała depresję poporodową. Ukochane, upragnione
      dziecko, a w domu przestała w ogóle zwracac na nie uwagę. Gdyby nie
      moja mama, pewnie zagłodziła by je na amenuncertain Tak bywa.

      Idż do lekarza, madrego lekarza. Jeżeli zdecyduje, ze potrzebne Ci
      leki nie wahaj sie ich brać nawet kosztem karmienia piersią. Lepiej,
      by dziecko miało mamę uśmiechnietą, niż karmiącą piersią i ne
      widzącą sensu życia.
      To minie. Musisz tylko przetrzymać. To może i dużo, ale tak naprawdę
      jedyne, co w tej sytuacji mozesz zrobić. Nie myśłec w czarnych
      barwach, ale starać sie przetrwać najgorsze. Zobaczysz, będzie
      lepiej i to szybciej, niż myśliszsmile
    • julimama79 Re: Urodziłam i co... 17.03.09, 19:53
      Właściwie dziewczyny już mądrze napisały wszystko co chciałam Tobie
      napisać. Macierzyństwo jest trudne,ale są też piękne chwile,jeszcze
      się ich doczekasz, zobaczysz. Przede wszystkim myśl teraz o
      sobie,namawiam Cię do egoizmu. Jeśli będziesz szczęsliwa, dziecko
      też. Zgadzam się,żebyś nie starała się karmić piersią za wszelką
      cenę, jesli się nie uda trudno,sięgnij po butelkę. Nie bój sie też
      porozmawiać z psychologiem gdy odczujesz taka potrzebe.
      Wszystko się poukłada. Trzymam kciuki i życzę powodzenia smile
      • gyokuro [...] 17.03.09, 22:00
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • edyta24-live Re: Urodziłam i co... 18.03.09, 16:32
          Ja po koszmarnym porodzie myślałam, że będzie już tylko pięknie- oj jakże się
          pomyliłam. Pierwsze dwa tygodnie- masakra, mała wyła dzień i noc, szwy bolały,
          korzystanie z ubikacji było niemożliwe, straszono mnie cewnikowaniem. Potem szwy
          się rozeszły, powtórne cerowanie. W 6 tygodniu po porodzie- kryzys laktacyjny,
          mała przeszła na dwa dni na butelkę, mleczko wróciło- ona cyca ma gdzieś. Pomimo
          moich starań i walki, karmienie małej z kubeczka, nie dawanie butli, spasowałam-
          ona wyła bo głodna, ja bo tak bardzo chciałam karmić i schudnąć. Na nic wizyty
          doradcy laktacyjnego, na nic nasza walka z Malutką. Stymulowałam piersi
          laktatorem, mam pokarm, ściągam i wlewam do butelki, zabawa przednia, ale skoro
          nie ma innego sposobu. Przez dwa miesiące nie przespałam dłużej niż godzinę, w
          ruch poszły suszarka, okap w kuchni, kołysanie, i spanie na podłodze, bo każdy
          szmer ją budził. W końcu powiedziałam- basta. Teraz dalej odciągam pokarm, ale
          mała już nie jest usypiana na siłę, nie chce to niech marudzi, dopóki tylko się
          wierci staram się jej nie brać na ręce, bawi się, gaworzy i obślinia rękawki.
          Nie dałam się zwariować pomimo iż moja mama stwierdziła, że jestem niedobrą
          matką, bo jej nie bujam, nie biegnę jak tylko stęknie i nie rzucam wszystkiego
          kiedy ona się np obudzi i leży spokojnie. Dla moich teściów i mamy powinnam ją
          ciągle mieć na rękach...paranoja
    • zlosliwe_malpisko Re: Urodziłam i co... 18.03.09, 17:21
      myślę, że sporą winę za to wszystko ponosi szeroko pojęty przekaz
      społeczny. Gdzie nie spojrzeć - wszędzie zadbane na tip top mamuśki
      uśmiechnięte od ucha do ucha nad różowymi "podrasowanymi" na
      fotoshopie bobaskami. Nie wiem jakim cudem wszystkie babki z reklam
      i filmów opuszczają porodówkę wyfryzowane i wymanicurowane jak
      modelki oczywiście z figurami jak modelki.
      Wszystkie noszą idealne poprasowane śnieżnobiałe bluzeczki no i
      bobaski też oczywiście w śnieżnej bieli. Wszystko to w idealnie
      wysprzątanym domku, w otoczce bezkresnego szczęścia i radości. Nie
      ma śladu bólu, dołów psychicznych, brudnych pampersów ani trudności
      laktacyjnych. Nikt nie mówi o tym, że maluchy po urodzeniu mogą
      chorować, słabo przybierać na wadze, że cycki bolą tak, że kiedy
      dziecko ssie łzy same z oczu lecą. Przecież karmienie jest takie
      cudowne i naturalne!!!
      No i biedne dziewuszyny wierzą w to wszystko a kiedy przychodzi
      stanąć w twarz z trudną rzeczywistością jest ogromne rozczarowanie.
      Szczerze mówiąc mimo, że nie nastawiałam się na taką idyllę po
      pierwszym dziecku też byłam trochę zawiedziona. Na szczęście za
      drugim razem było już o wiele lepiej.
    • marzena11988 Re: Urodziłam i co... 18.03.09, 19:57
      Myślę, że właśnie te doświadczenia, ta początkowa katorga i uzmysławianie sobie
      samej "Że to moje dziecko" tak jak jedna z koleżanek napisała to zmęczenie
      fizyczne i psychiczne buduje w nas prawdziwe i cudowne mamy...Jest takie
      powiedzenie "małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot" Musimy mieć
      wiele wewnętrznej siły żeby wychować nasze dzieci na dorosłych mądrych ludzi
      więc trzeba ciężko zaczynamysmile Najpierw dluuugie 9 miesięcy następnie ciężki
      poród potem połóg i przywyknięcie do nowej sytuacji, akceptacja siebie roli
      mamy...no i samo życie.
    • sophie2202 Re: Urodziłam i co... 18.03.09, 20:05
      Ja mniej więcej wiem co przezywasz, jestem dopiero w 16 tygodniu i
      nie boje sie porodu tylko pierwszych miesiecy po. Wszytsko, przez to
      że Michalinka miała kolki przez pół roku, darła się dniami i nocami,
      próbowalismy wszystkiego i nic nie pomagało. to były najgorsze moje
      6 miesiecy w zyciu. Mam nadzieje że z tym trzecim dzieckiem bedzie
      łatwiej bo inaczej to pewnie zwariuje. Na szcescie to mija i później
      jest wiele wiele szczescia smile)
    • maretina Re: Urodziłam i co... 18.03.09, 20:35
      to wszystko chwilowe, hormonalne, zmeczeniowe. bedzie dobrze. maz znajdzie
      prace, tego Wam zycze.
    • gonia28b Re: Urodziłam i co... 22.03.09, 00:02
      > Wiem, że może nie pocieszam tym postem przyszłych mam, ale nie
      jest moim celem
      straszyć. W końcu żadna wielka tragedia mi się nie stała. Chcę tylko
      pokazać,
      że może nie być tak, jak to sobie wyobrażamy i marzymy. Bo mi do
      głowy nie
      przyszło, że będę walczyć z własnym dzieckiem o to, żeby jadło.

      Zgadzam się w 100% z każdym twoim słowem. Mało tego, uważam właśnie,
      że NALEŻY o tym mówić, ani mydlić kobietom oczy
      o "idealnycm"macierzyństwie, które polega na urodzeniu siłami natury
      i karmieniu tylko i wyłącznie piersią.
      bo naprawdę, ale to naprawdę, chociaż trudno w to uwierzyć, problemy
      bywają i czasami uniemożliwiają wręcz te "idealne" sposoby rodzenia,
      karmienia i w ogóle zapewne sposoby pielęgnacji niemowląt.
      Uważam, ze "promocja karmienia piersią" oraz to coś o tym, żeby za
      wszelką cenę rodzić naturalnie urasta do rangi jakiejś nawiedzonej
      propagandy - w sensie jeśli nie jest tak jak być powinno, to każde
      inne rozwiązanie jest "be"...
      Kobiety, apeluję, nie dajmy się! Nasze dzieci będą szczęśliwe jeśli
      będą miały szczęśliwych rodziców... a urodzone dzięki cc i karmione
      mleczkiem modyfikowanym też będą rosły zdrowe mądre i wcale to nie
      oznacza przecież, że je mniej kochamy...

      Trzymaj się ciepło i przytul swoją córcię - Wyrośnie z Niej na pewno
      śliczna, mądra dziewczynka...smile
      • magda77122 Re: Urodziłam i co... 22.03.09, 06:33
        zgadzam sie w 100%!!!!
        pozdrawiam!
    • anutek115 Re: Urodziłam i co... 22.03.09, 12:18
      Też weszłam na forum "z tęsknoty", zaglądam tu czasem, i musze ci napisać - nie
      jestes sama. Miałam to samo, albo gorzej. Trafiłam do szpitala ze stanem
      przedrzucawkowym, cięto mnie natychmiast, a to był 30 tydzien. Myśl, że wszystko
      mialo byc inaczej nie opuszczała mnie ani na chwilę, cały czas tylko płakałam
      albo popadałam w przygnębienie, nie chciałam zajmowac się synkiem i miałam z
      tego powodu kolosalne wyrzuty sumienia, zwłaszcza, że wokół wszyscy mi kładli do
      głowy, jakie to ważne, bo on jest taki malutki i wyczuwa moje nastroje (z
      którymi nikt się nie liczył). Na szczęście mimo wcześniactwa i mojej cesarki nie
      miałam żadnych kłopotów z karmieniem piersią - piszę "na szczęście", bo miałam
      wrażenie, że nawaliłam jako matka na całej linii, więc niech chociaż to się uda.
      Planowane, chciane dziecko - a ja przeżyłam w rozpaczy albo odrętwieniu pierwsze
      pół roku jego życia.

      Teraz mój syn ma 4 lata i rocznego brata. I powiem ci, że z drugim dzieckiem
      było stokroć łatwiej także dlatego, że juz bardzo dobrze wiedziałam, że nie
      zawsze jest tak, jak się chce i marzy, że nie jest różowo, że ma się czasem dość
      wszystkiego, chce się tylko wyjść z domu albo zakopać z głową w poduszki, i żeby
      cię wszyscy zostawili, I ŻE TO JEST NORMALNE. Jesteś człowiekiem, to, że
      urodziłas dziecko nie zmienia tego faktu, że masz nadal swoje potrzeby, obawy i
      bywasz zmęczona. Podobnie jak jedna z koleżanek piszących powyżej obwiniam za
      depresje młodych mam przekaz społeczny głoszący, że każda nowa mama jest
      przeszczęśliwa, bez trudu karmi piersią, jest wiecznie uśmiechnieta, spokojna i
      ogólnie, przestała istnieć jako odrębny człowiek, narodziła się jako matka i
      oczywiscie nie wywołuje to w niej żadnego buntu. Podczas gdy czasem wywołuje, i
      to też jest normalne.

      To mninie, ale jesli czujesz, że nie mija zbyt długo, poszukaj pomocy. Nie daj
      sobie powiedzieć, że wymyslasz sobie problemy, że kobiety zawsze rodziły, a nie
      wygłupiały się z depresjami i było dobrze, że najważniejsze, że dziecko zdrowe,
      a reszta to twoje wymysły.

      Będzie dobrze. Pozdrawiam.
    • gonia28b Re: Urodziłam i co... 22.03.09, 21:16
      Korzystając z okazji dodam jeszcze, że jakiś czas temu założyłam
      forum, na którym zajmujemy się również właśnie takimi problemami...
      link w sygnaturce wink
      • madeleine.b jest lepiej 23.03.09, 08:54
        Dzięki dziewczyny za słowa otuchy. Dobrze wiedzieć, że nie jest się samym z
        podobnymi problemami, choć lepiej by było, gdyby nikt tych problemów nie miał
        (marzenia). Tak jak mówiłyście, w miarę upływu czasu jest coraz lżej. Córcia
        ładnie przybiera na wadze, choć nie udało mi się jej przestawić na karmienie
        piersią. Czuję się z tym źle, bo wiem, że zwyczajnie brakło mi sił i
        samozaparcia. Z drugiej jednak strony nie chcę się zadręczać i czuć gorszą, bo
        karmiącą butelką, matką. Kupiłam laktator i za przykładem edtyty24 odciągam
        pokarm i daję małej. Do piersi też ją przystawiam, ale to zazwyczaj działa
        raczej jako usypiacz, więc ta bliskość między nami też jest zachowana.
        Ogólnie rzecz biorąc doszłam do wniosku, że jestem bardzo niedojrzała pomimo
        mojego wieku (29) i wcale nie byłam gotowa na macierzyństwo, choć tak mi się
        wcześniej wydawało i tak bardzo pragnęłam mieć dziecko. Jest coraz lepiej, ale
        nadal towarzyszy mi uczucie, że coś się bezpowrotnie zmieniło w moim życiu, że
        już nie jestem niezależna, że nie da się tego wszystkiego "odkręcić" i wrócić do
        wygodnego życia sprzed ciąży. Może pomyślicie, że jestem nienormalna, ale tak
        właśnie czuję i mam tylko nadzieję, że to minie prędzej czy później.
        • pruella Re: jest lepiej 23.03.09, 09:36
          to dobrze, ze juz ciut lepiej... ja podpisuje sie obiema rekami pod
          tym co wczesniej napisala aniutek...
          te odczucia sa normalne! i trzeba sobie dac czas i przestrzen na ich
          przezycie. denerwuje mnie to cisnienie: "ciesz sie!", bo wlasnie, ze
          mam pelne prawo do odreagowania ponurosci szpitala i dlugich godzin
          wielkiego strachu, prawo do zaloby po straconych marzeniach, prawo
          do oplakania bezpowrotnie utraconej niezaleznosci, itp. i kazda z
          nas ma do tego prawo...
          wiec pomalutku... wszystko jakos sie z czasem ulozy, wiec dajmy
          sobie ten czas! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka