Mam 22 lata, męża i dzień w dzień gnębiące mnie pragnienie dziecka. Gdy byłam
młodsza, myślałam o tym dość sporo. A teraz to już mi to dokucza do granic
możliwości. Mamy dom i gospodarkę. Mąż ma pracę, ja też mam pracę. Zarobków to
z niej nie ma, ale ubezpieczenie jest. dom wymaga remontu. Uzbieraliśmy na to
pieniądze. Jednak oboje nie mamy studiów,samochodu bo nas na to nie stać. Cały
czas słyszę, że jak dziecko to samochód,a studia to lepsza praca. Im częściej
wpajam sobie to do wiadomości tym bardziej martwię się,że już nigdy nie
urodzę. Wszystko na nie. Rodzina z mojej strony też wiecznie tylko patrzy jak
wyglądam. Jak przytyję w ciąży, to mnie chyba zjedzą. Oboje z mężem cierpimy.
Nie marzymy o willi z basenem,pragniemy tylko móc jeszcze poświęcić się dla
kogoś. Uzgodniliśmy że zajdę w ciążę, boje się czy dobrze robimy