mysiaapysia
17.06.10, 22:01
Mam do was pytanie - czy spotkaliście się z taką sytuacją?
Moje dziecko chodzi do przedszkola państwowego od roku. Już na
spotkaniu organizacyjnym tuż po wynikach rekrutacji zdziwiło mnie,
że dyrektor cały czas mówi o pieniadzach. No ale nic, pomyślałam,
pewnie musi parę razy powtórzyć o konieczności płacenia co miesiąc
za przedszkole, bo wielu ludzi się opóźnia itd. Potem okazało się,
że nie tylko to trzeba płacić. Jeszcze komitet rodzicielski (200 zł
na rok) - to też zrozumiałam, bo przecież z tej kwoty finansowane są
imprezy itd. Za zajecia dodatkowe też trzeba płacić - to też
rozumiem. Za podreczniki i zeszyty ćwiczeń też. Wyprawka plastyczna
(łącznie ponad 100 zł)- jakoś rozumiem. Ale potem jeszcze okazało
się, że co miesiąc żądają ręczników papierowych i chusteczek. Już
tylko czekałam, że poproszą o papier toaletowy... A dwa tygdnie temu
festyn przedszkolny - prosili o jedzenie, picie i fanty.
Przyniosłam. Mówili, że fanty będą sprzedawane za losy, których cena
ma pokryć koszty zakupu dla przedszkola "potrzebnych rzeczy"
(zaznaczę, że plac zabaw jest już wyposażony z festynów z
poprzednich lat). Zaczął się festyn, a tu okazuje się, że również
jedzenie i picie kosztuje. Na całą naszą rodzinę wyszło ponad 50 zł.
Musieliśmy coś kupić, bo byliśmy tuż po pracy, bez obiadu itd.
Sama nie wiem. Czepiam się? Ciągle tylko te pieniądze. Poza tym
wygląda na to, że gmina daje pieniądze tylko na pensje personelu i
media. Reszta, czyli zabawki, materiały plastyczne, podręczniki,
plac zabaw, remont budynku muszą finansować rodzice.
Czasem sobie myślę, że za prywatne przedszkole w sumie tyle samo bym
zapłaciła.