Dodaj do ulubionych

Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie chorują ?

12.09.05, 13:06
Moim zdaniem te częste chorowanie dzieci po przyjściu do przedszkola jest
wynikiem dwóch (zasadniczych) czynników :
Pierwszy to "niewłaściwe" prowadzenie dzieci (dieta, przegrzewanie, brak
ruchu itd.). Drugi to największy z dotychczasowych w jego życiu stresów -
rozłąka, konieczność nowych relacji itd.
O ile na drugi z tych czynników mamy niewielki wpływ (z wyjątkiem zaufania
jakie zbudowaliśmy w naszym związku z dzieckiem), to na pierwszy mamy wpływ
olbrzymi. Moja Córka (obecnie 15 lat) przeszła przez przedszkole bez
najmniejszego kataru, mimo smarkających i gorączkujących dzieci i nie "łapie"
nic do dzisiaj (jakiś katarek ew. na jedno popołudnie). Moi Znajomi mają
podobne doświadczenia, sami też nic nie "łapią" (nie ma żadnych inwazji
wirusów, wirusy są wciąż, to że w grupie ludzi pojawia się infekcja jest
wynikiem spadku odporności, a nie "ataku" wirusów. Warto o tym pomyśleć w
perspektywie nadchodzącej ptasiej grypy...). Doświadczenia tego forum są
zgoła inne.
Proszę Państwa - żeby być zdrowym trzeba naprawdę trochę więcej wysiłku,
konsekwentnej pracy i cierpliwości.
pozdrawiam serdecznie - Niechorujący od stu lat
Obserwuj wątek
    • dar25 Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 14:48
      Też bym tak chciała! Może się podzielisz swoimi doświadczeniami? Wydaję mi się
      że się staram "właściwie" prowadzić swoje dziecko- dużo ważyw i owoców które
      dziecko chętnie zjada, staram się nie dawać słodyczy (inni w tym bardzo
      przeszkadzaja), nie przegrzewam, a na dworze dziecko jest przez większą część
      dnia. Do przedszkola chętnie idzie, a po trzech dniach -katar. Dodam że w
      zeszłym roku kiedy do przedszkola nie chodziliśmy w okresie jesienno-zimowym
      też były choroby co 3 tyg! Na jeden z moich postów odpisałeś że dalszy ciąg
      kataru-to nie alergija (którą podejrzewam w związku z tymi katarami) a
      antybiotyk. Jeżeli możesz coś poradzić- napisz tutaj lub na priwa. Pozdrawiam!
      • ewaktw Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 15:45
        Wydaje mi się, że nie można jedną miarą mierzyć wszystkiego. Każdy człowiek ma
        inny poziom odporności. Są ludzie o wyjątkowo wysokim poziomie odporności, ale
        niestety nieliczni, a większość "normalnych" ludzi łapie jedną czy dwie
        infekcje w roku, co jest normą. Są też tacy, którzy chorują częściej nie tylko
        z powodu złego odżywiania, czy zwiększonego poziomu stresu, ale zwyczajnie
        dlatego, że mają po prostu słabszej konstrukcji system odpornościowy - z
        róznych względów.
        Uważam, że nie ma jednej recepty na zdrowie i nie każemu będą służyły te same
        sposoby. Ale popieram przedmówcę, że warto przykładać dużą wagę do sposobu
        odżywania, ubierania, przebywania na świeżym powietrzu. Wierzę też, że każda
        mama stara się zapewnić swojemu malcowi jak najlepsze warunki.
      • 2julka do Dar 25 13.09.05, 00:25
        Witam
        Odpowiadam każdemu z osobna, ale proszę czytać wszystkie moje posty, bo w
        każdym jest trochę czegoś innego. Podobna dyskusja toczy się pod hasłem "Czemu
        nie dajecie dzieciom warzyw i owoców".
        Każdy by chciał, to jasne. Ja wiele lat temu podszedłem do zagadnienia zdrowia
        pragmatycznie - nieważne jak się metoda będzie nazywać, skąd pochodzi, czy jest
        popularna czy też opluwana - ma być SKUTECZNA (na tyle na ile się da). Lubię
        życie i szkoda mi było czasu na chorowanie, dlatego gotów byłem wyrzec się
        wielu dorażnych przyjemności (także kulinarnych) dla przyjemności życia (nie
        znaczy to wcale, że jem trawę...). Ale, do rzeczy : nikt nie jest taki sam,
        Robi Pani wg mnie bardzo wiele słusznych rzeczy, ale rzeczywistość daje tylko
        gwarancje "przybliżone". Może Pani oczywiście szukać dalej przyczyn takiego
        stanu zdrowia dziecka (w którymś momencie najlepiej by było zdiagnozować je -
        służę Pani kontaktem) i ja polecam takie szukanie do skutku, ale efekty jakie
        Pani osiągnie są nie do przewidzenia. Dowody są bowiem statystyczne. Statystyka
        tej metody mnie zadawala, natomiast zachodniej medycyny (zwłaszcza
        profilaktyki) - ani trochę i nie widzę poprawy. Wymyśla się jakieś kolejne
        rewelacje, na które natura zwykle daje zwycięski odpór ("...wirus się
        uodpornił, albo zmutował..." bez komentarza). Mnie pomogło i wielu moim
        Znajomym. Jak daleko można zajść w temacie - tego nikt nie wie. Ja mam swoje
        uwarunkowania, Pani swoje. Mogę z Panią rozmawiać o wielu pasjonujących
        rzeczach, ale jeśli Pani chce zrobić coś konkretnego, to przekracza to moje
        kompetencje, bo trzeba zbadać cały sposób życia Pani dziecka, cykl dobowy
        (godziny snu, jedzenia, wypróżniania), zbadać dziecka środowisko i przede
        wszystkim dokładnie dziecko "obejrzeć". Piszę w cudzysłowie, bo ogląda się
        dziecko z zewnątrz (stan skóry, połysk paznokci, włosów, ilość wydzielin,
        poranny nalot na języku, oczy, sposób oddychania, barwę głosu i sto innych
        rzeczy), jak i w środku ( diagnozuje stan poszczególnych organów wewnętrznych).
        Na polskie warunki brzmi to co najmniej "egzotycznie" (już przypięto mi tu
        sekciarstwo...). Zalecone zmiany dietetyczne są niewielkie dla kogoś kto
        chociażby preferuje kasze i warzywa, ale zmiany mogą obejmować całość życia,
        także Pani (np. godziny snu - najlepsze dla dorosłego : 21 - 4 rano). Wszystkie
        te zalecenia są oczywiście ideałem, który trudno osiągnąć (proszę spojrzeć,
        którą mamy godzinę, ale dla mnie zdrowie już nie jest tak ważne, ważniejsze
        jest coś INNEGO), ale do którego trzeba dążyć i TO WYSTARCZY...
        p.s. ANTYBIOTYKI - zdecydowana większość znanych mi Osób, które miały do
        czynienia z antybiotykami relacjonuje to tak : poprawa, a za 2-4 dni choroba
        wraca ze zdwojoną siłą. Nie chcę tu demonizować, bo są sytuacje (np. wypadki)
        gdzie antybiotyk ratuje życie. Myślę jednak, że w "normalnych" chorobach
        długotrwałe zażywanie antybiotyków może - owszem - zatrzymać chorobę, ale
        organizm prędzej czy póżniej i tak to będzie musiał inaczej "odchorować". Co
        robią zwierzęta, czy są naturalne metody wyjaławiające itd. - to za dużo jak na
        to forum.
        Pięknie pozdrawiam
    • mami7 Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 16:10
      Chyba Pani się trochę zagalopowała wink
      • 2julka Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 17:26
        Pardon - "zagalopowała", ale Z CZYM ?
        Jeśli ta uwaga jest do autora tego wątku, to - dla formalności - jestem
        mężczyzną.
        pozdrawiam
        • grzalka Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 18:06
          Moje dziecko w przedszkolnej grupie maluchów przeszło 5 infekcji kataralnych, od
          stycznia nie chorowała w ogóle. Do przedszkola praktycznie nie jadała słodyczy,
          ruch na świeżym powietrzu to podstawa, nie przegrzewanie to moja specjalnośc.
          Co do stresu natomiast, to było go sporo, juz samo pójscie do przedszkola pewnie
          było dla niej stresujące, w październiku urodziło sie jej rodzeństwo (podwójne)
          więc tego stresu było sporo.
          • 2julka do Grzalka 12.09.05, 21:22
            Jak widzę posty z Pani podpisem, to jestem spokojny...
            Gratuluję tego podwójnego "stresu"
            pozdrawiam
        • mami7 Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 19:17
          Pardon -zasugerowałam się nickiem, proszę Pana, zatem wink
          Tak autorze wątku... Odpornośc jest równiez cechą osobniczą. Ponadto łatwo się mówi, kiedy dziecko nie ma przewlekłych problemów ze zdrowiem, nawet delikatnie upośledzających jego odporność.
          Cóż..moje dziecko słodyczy nie jadało do tej pory. Teraz dostaje je raz w tygodniu i w szczególne okazje. Warzywa pochłania. Zresztą odzywia sie zdrowo. Jest dzieckiem nadaktywnym i uwielbiamy ruch na świeżym powietrzu.
          Niestety nawet gdyby biegał goły, poci się i podobno taka może jego uroda.
          Nie ominęły synka katary. Nie łykał antybiotyków.
          Zatem, skoro poszedł teraz jako 4 latek do przedszkola nie powinien chorowac w ogóle wz wiązku z pańską teorią... Zobaczymy, nie omieszkam poinformować.

          Pozdrawiam
          • 2julka do Mami 7odp. na wcześniejszy post 13.09.05, 01:31
            W czym problem - że "głupio" zapytam. Ma Pani doskonałe wyniki i dobre metody.
            Pocenie się staje się problemem, jeśli się od tego choruje (albo
            śmierdzi...ludzie zdrowi mniej śmierdzą). Taka uroda.
            Wszystko co nas dotyczy jest "osobnicze" i do każdego trzeba podejść
            indywidualnie, ale przecież nie wymyśla się leków dla każdego z osobna,
            tj. "moj" lekarz nie wymyśla dla pacjentów nowych rodzajów kasz i warzyw.
            Przecież Pani doskonale wie, że nie o to chodzi ("...nie powinien chorować w
            ogóle w związku z pańską teorią..." Teoria nie jest moja), bo nigdzie w żadnej
            sprawie nie ma 100% gwarancji. Chodzi tylko o zwiększenie prawdopodobieństwa
            skuteczności. Jeśli zachoruje, lub nie - będzie to dowód na co...?! Co
            do "ogółu i szczegółu" podam Pani przykład jutro, bo dziś już póżno.
            P.S. - MOJA teoria jest jeszcze inna - ja nie choruję, bo nie chcę. Ale to
            osobny temat.
            Dobranoc
    • mami7 Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 12.09.05, 23:51
      Pozwolę sobie jeszcze podrążyc temat wink
      W jaki sposób udało sie Panu "uchronić" dziecko od "cukru" przy jadłospisie państwowych przedszkoli? Rozumiem, że jest to wykonalne w warunkach domowych.
      Ponadto jakiej siły perswazji użyje Pan, żeby przekonać 4 latka, że ta czekolada, która je Janek, jest niezdrowa?
      Pytanie jest z serii poważnych, nie czepiam się wink
      • 2julka do Mami 7 13.09.05, 01:02
        Pozdrawiam
        Można się czepiać - co to zmienia...
        Moja młodsza Córka w 3 roku życia dostała od kogoś czekoladę. Wypluła ją i nie
        wracała do tego tematu. Pierwsze lata są najtrudniejsze, bo wymagają najwięcej
        uwagi, ale to jest najlepsza pod Słońcem "inwestycja". Otóż - chodzi o to, by
        nie "zepsuć" dziecku smaku, tym samym nie naruszyć tej doskonałej równowagi w
        jego organizmie. Dla zdrowego dziecka np.: kasza jaglana jest słodka, a wielu
        dorosłych nie jest w stanie jej przełknąć (widziałem wymiotujących...).
        Wszystko co w naturze zdrowe daje dziecku zdrową "matrycę smakową". Równowaga w
        stanie narządów wewnętrznych chroni dziecko przed "przesadzonymi,
        nienaturalnymi smakami", gdyż organizm słusznie rozpoznaje dzięki temu, że są
        one niezdrowe : cukier jest za słodki, mleko krowie za tłuste (mleko ludzkie
        jest smakowo i w konsystencji najbardziej podobne do czystego mleka sojowego -
        takie "rozwodnione") i odwrotnie np. dziecko jedzące dużo czipsów, pizzy,
        frytek może mieć stan zapalny żołądka (którego nie wykażą badania medyczne) i
        będzie - ku zdumieniu rodziców - prosić o possanie cytryny ( bo to
        przeciwdziała). Pierwsze trzy lata dziecka (mieszkaliśmy w Milanówku) właściwie
        nie chodziliśmy do sklepu. Uprawialiśmy własne warzywa, piekliśmy chleb,
        robiliśmy własne masło, bo sąsiad miał krowę itd. Jak Pani widzi była to
        sytuacja "ekstremalnie" zdrowa, nieosiągalna na tym forum, ale taka była nasza
        decyzja. To co jest WAŻNE - to nie moje opowieści, tylko to co Państwo mogą
        zrobić w swoich warunkach. Córka chodziła do przedszkola integracyjnego w
        Warszawie na ul.Śniegockiej 6 (najlepsze jakie dotychczas spotkałem) a więc -
        można było się tam bez problemu "dogadać" na wszystkie tematy, także
        dietetyczne, a nawet samemu zaproponować jadłospis (!), ponadto po pierwszych
        trzech latach Córka miała taką odporność, że spokojnie mogłem Ją wysyłać nawet
        do zagrypionych solenizantów na kinderbale.
        Ani "siła", ani "perswazja" - cierpliwość. Widzi Pani - ja swoje dzieci
        traktuję poważnie (oczywiście bez przesady, nie jestem jakiś świątobliwy) - jak
        bardzo chce czegoś spróbować to : 1. oceniam sytuację (straty i zyski), 2. daję
        lub nie. Jak nie daję to tłumaczę dlaczego, z "naciskiem" na to bym miał z
        dzieckiem kontakt, aż mam pewność, że coś z tego rozumie.
        Jak daję, obserwuję co będzie dalej i potem tłumaczę np. dlaczego ma w nosie
        gile i trudno mu oddychać.
        Wiem jak to może - dla Niektórych - brzmieć na tym forum, ale co tam...
        Wolę tak, niż traktować dziecko jak roślinkę, albo protekcjonalnie jak
        przygłupa.
        Zresztą - znowu najważniejsze - moja "metoda" daje dobre dla dziecka efekty.
        Jeśliby ktoś pomyślał, że jestem "dziwakiem" - żaden problem, bo ja żyję wśród
        podobnych sobie.
        Pozdrawiam serdecznie
        • mami7 Re: do Mami 7 13.09.05, 12:22
          Moje dziecko ma raczej bardzo nieskażone "smaczki".
          Jada posiłki nieskomlikowane, np. nie znosi tak popularnych kanapek, wędlin, paróweczek. Woli suchy chleb wink Pochłania gotowane warzywa i kiszonki.
          Nigdy nie jadł, zatem dlaczego zasmakowały mu nagle krakersy, ciasteczka i inne takie? Nie kupujemy takich "smakołyków" synkowi. Widzi jak czasami jedzą je inne dzieciaki.
          Tłumaczenie może i pomaga, ale na chwilę.
          Sytuacja jest jeszcze bardziej skomlikowana, bo Młody nie toleruje spulchniaczy, konserwantów, kolorantow i innych dodatków do żywności.

          Dla mnie Pana podejście jest raczej idealistyczne, niż fanatyczne wink

          • 2julka do Mami 7 13.09.05, 12:56
            Idealistyczne - to w naszej kulturze znaczy "nieosiągalne" i choć daleko mi do
            znanych mi możliwości, to i tak skuteczność tego co robię czyni mnie niechcący
            (chcący !) "wybrańcem losu". Proszę Pani - to jest tak : nie znam nikogo (ze
            znanych mi wielu, wielu Osób) komu udałoby się zrealizować w 100% zalecenia
            lekarza diagnozującego wg tradycyjnej medycyny chińskiej. Ale wiem, że te Osoby
            robią CO MOGĄ i to już wystarczy by były bardzo zdrowe (grubo ponad przeciętną
            normę).
            "Dlaczego Mu zasmakowały" - bo cukier jest narkotykiem (zwłaszcza ten
            wyabstrahowany od produktu, rafinowany - bo spala się najszybciej) w kontekście
            tego na jakie ośrodki i w jaki sposób działa - to już nie jest żadna rewelacja
            i medycyna się do tego "przyznała". Więc jeśli jest to działa na bardzo
            subtelnym poziomie ; wystarczy że dziecku zmieni się akurat nastrój, albo
            zmieni się pogoda i spadnie ciśnienie, albo będzie się nudzić przez chwilę -
            wtedy jego organizm (wyposażony w mechanizmy ewolucyjne do zapewnienia nam
            maksimum komforu=przetrwania) wyśle sygnał, że potrzebuje czegoś do
            zrównoważenia zaistniałej sytuacji. Akurat cukier to "wspaniale" załatwia -
            pogrążamy się w błogostanie zapominając o co nam chodziło.
            W sklepie ze zdrową żywnością np. na ul. Moliera 2 powinna Pani dostać tzw.
            zdrowe słodycze w ktorych używa się "lepszego" cukru - nierafinowanego, albo
            słodu jęczmiennego lub ryżowego i nie używa spulchniaczy itd. Również jest tam
            tak robione pieczywo (wg mnie - najlepsze na rynku - jeśli Pani dziecko lubi
            zwykły chleb. Moje też tak je).
            pozdrawiam serdecznie
            • mami7 Re: do Mami 7 13.09.05, 13:15
              "Słodkości" domowe, mąż osładza właśnie słodami i cukrem trzcinowym.
              Sklepy z tzw. zdrową zywnością są mi dobrze znane.
              Chociaz na Moliera nie dotarłam jeszcze wink Pewnie to nie "moje" rejony.
              Mąż jest wegetarianninem, zgłębiamy "tajniki" makrobiotyki. To o czym Pan pisze tu na forum jest mi znane.
              Mnie natomiast nurtuje pytanie, jak zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek.
              Jak na razie nie znalazłam złotego środka wink

              • 2julka do Mami7-odpowiedż godz.20.33 13.09.05, 21:11
                Witam
                A co dla Państwa jest "złotym środkiem" ? W jakim kontekście ?
                Niezbyt rozumiem o co chodzi z tym zdrowym rozsądkiem - czy Państwo obawiają
                się, że np.: odżywiając się makrobiotycznie, robią coś niedorzecznego ? albo są
                nie do końca przekonani o słuszności wyboru ?
                Dla mnie zdrowie to zdrowy rozsądek. Będę "strzelał" np.: jeśli jakiemuś
                znajomemu wydadzą się Państwo dziwni czy nawiedzeni, to być może dojdzie do
                sytuacji, że trzeba będzie wybrać : znajomości albo dieta. Decyzje
                niestandartowe i egalitarne zawsze burzą nam stary porządek świata.
                Ale zajmijmy się dietą, pozostał Państwu ostatni krok do zrobienia. Trzeba
                zrobić sobie indywidualną diagnozę - wtedy zalecona dieta już bardziej trafna
                być nie może. Nie znam w Polsce żadnego dietetyka makrobiotycznego, a tym
                bardziej lekarza, który mógłby taką diagnozę zrobić. Nie mam też pewności czy
                taka szczegółowa diagnoza makrobiotyczna istnieje, choć nie wątpię, że np.:
                George Oshawa był wielkim lekarzem i pewnie by to zrobił. Ja poszukując takiej
                indywidualnej (tylko dla mnie) diety i diagnozy trafiłem na tradycyjną medycynę
                chińską. Znalazłem lekarza, który potrafi taką diagnozę zrobić i bardzo to
                wszystkim polecam. To z długi temat by o tym tu pisać. Polecam natomiast
                niedawno wydaną książkę : "Odżywianie wg 5 Przemian dla matki i dziecka"
                Barbara Temelie i Beatrice Trebuth,wyd. Czerwony Słoń, Gdańsk 2003.
                pozdrawiam serdecznie
                • mami7 Re: do Mami7-odpowiedż godz.20.33 15.09.05, 10:40
                  "Złoty środek"...To trudny i faktycznie dość długi temat.
                  A indywidualna dieta, to jednak wymaga duzo czasu i poszukiwań.
                  Nie chcę popadać w skrajności.
                  Mieszkam w Warszawie, nie wszystko kupuję w sklepach ze zdrową żywnością, a i te produkty czasami są "zastanawiające". Unikam chemii w domu, stosuję minimalizm i naturalne kosmetyki.
                  Moje dziecko przyjmuje jednak stale leki...
                  A w ogóle, od dwóch dni mam paskudną migrenę i nie mogę patrzec na tego laptopa wink

                  Pozdrawiam

                  Pozdrawiam
    • agnieszka71 Re: do 2julka 13.09.05, 09:29
      Może trochę odbiegnę od tematu bo w tym poscie jest i trochę o chorobach i o
      żywieniu, pomijając Pana warunki mieszkaniowe, finansowe, wie Pan doskonale że
      wzorce jedzenia, życia codziennego czerpiemy w 80-90 % od Rodziców, reszta to
      nasze przemyślenia , moda oraz finanse.A obecnie głównie finanse. Jednych stać
      i na codzienne mięsko, wędliny czy słodycze innych nie, my sami jadamy mięso
      (kurczak) gotowane lub smażone tylko raz w tygodniu góra dwa, czasem trafi się
      mięso czerwone - wołowina. Córka wiadomo - jest obecnie na przedszkolnym
      wikcie, w domu jak chce to zjada to co jest naszykowane. Ja tak bardzo nie
      choruję, słodycze jem bardzo sporadycznie i to tylko jak naprawdę muszę - 1
      batona, nie mam w domu cukierków i ciastek bo mnie do tego nie ciągnie (gorzej
      z mężem), córka też nie najgorzej z chorobami jednak z zagrypionymi dziecmi
      przebywania jej nie polecam. Nie mam możliwości zmiany przedszkola na takie
      gdzie mogę jej ustalić dietę czy nie podawania wafelka.
      I choć nie podaję dziecku napojów gazowanych, oranżad, lodów to jednak na razie
      warzywmi córka karmi Mamę. Tak samo jestem w stanie zrozumieć kol. które proszą
      aby nie dawać słodyczy (bo dzieci nie chą jeść gotowanego - obiadu)i jest mi
      przykro kiedy inni wiedząc o tym że nie pozwalam dawać dziecku bez mojej zgody
      czekolady i innych słod. (swego czasu miała na nią uczulenie) to potrafili ją
      podać za moimi plecami, naiwni myślei że dziecko Mamie nie pokaże. Dziś
      sytuacja się poprawiła (Dziadek pyta czy może jej dać słodycze, a z reguły
      kupuje jej sok owocowy). Do zmiany przyzwyczajeń, żywienia potrzeba chęci,
      czasu i pieniędzy, choć tak jak piszą Kol. nnie można wszystkich mierzyć jedną
      miarką.
      Tak serio pytanie co pan zna na katar oprócz cebuki i czosnku, ew. inne
      uodparniające. Pozdrawiam.
      • verdana Re: do 2julka 13.09.05, 09:46
        Nie ma nic groźniejszego niż fanatyzm.
        Dopasowywanie całego stylu zycia do tego, żeby dziecko nie miało kataru, ani
        nigdy nie chorowało (ostatecznie sporadyczna choroba to nie klęska zywiołowa) to
        absurd.
        Ciekawe, jak poradzi sobie Pana córka na studiach, spiąc pomiedzy 21 a 4 rano.
        No, chyba że zrezygnuje w imie zdrowia z całego życia towarzyskiego. Bo tam i
        godziny nie te, i wyzywienia na obozach inne.
        A potem z życia rodzinnego (ciekawe ilu facetów zdecyduje sie poslubic
        dziewczynę na rygorystycznej dziecie, która bedzie chodziła spać o 21 i budziła
        go nad ranem?).
        A jeśli ten czarny scenariusz się nie sprawdzi, to zaburzenie rytmu dnia
        wystapi, gdy dziecko Pana córki będzie budziło sie w nocy. Wtedy, nie
        wykluczone, załamie sie organiz kogoś wychowywanego w tak rygorystycznych warunkach.
        Moja teściowa była przed wojną, przez pierwsze siedem lat zycia wychowywana
        zgodnie z dietą wymyslona dla niej przez słynnego specjalistę. Żadnego cukru,
        mięsa, i bardzo wielu innych rzeczy. Posiłki w sciśle okreslonej ilosci i
        określonych godzinach (głównie warzywa, kasze - nie dozwolone nic spoza
        terytorium Polski). Nadeszła wojna, gdzie trzeba było jeść, to co było i kiedy
        było. Dziecko przypłaciło to utratą zdrowia, choć akurat głodu nie cierpiało.
        Nigdy nie wiadomo, co dziecko czeka. Nadmierna dieta, restrykcyjność, td
        powodują, że zamiast je hartować - wydelikacamy.
        • przedszkolak2 Re: do 2julka 13.09.05, 10:48
          Zgadzam sie z Verdaną: nie ma nic gorszego niz fanatytzm.
          • 2julka Re: do 2julka 13.09.05, 11:24
            Wydaje mi się, że Panie z ostatnich dwóch postów zupełnie nie rozumieją o czym
            ja piszę. Nie widzę tu żadnego fanatyzmu. Piszę o kształtowaniu zdrowych
            nawyków u dziecka, to jak one sprawdzą się w "szerokim świecie" jest niejako
            poza moim zasięgiem, bo nie ja będę za Córki podejmował decyzje w dorosłym
            życiu. To tak jak z przeklinaniem - ja uczę je nie przeklinać, jeśli one pójdą
            w świat który klnie, to Panie myślą, że Im się krzywda jaka stanie?...
            Dla mnie to jakieś niedorzeczne myślenie. Przepraszam
            pozdrowienia
          • 2julka 2julka - ciąg dalszy 13.09.05, 11:41
            Wychowanie nie polega chyba na dostosowywaniu dziecka do realiów, wszyscy
            dostosowują do tego co uważają za słuszne. Dzieci Pań - rozumiem -
            przyzwyczajane są do chodzenia spać o 2 w nocy, głośnej muzyki itd. ?...
            A poważnie :
            Moje doświadczenie wskazuje, że nabyte zdrowe nawyki ani nie "łamią" się tak
            szybko w zetknięciu z "twardą rzeczywistością" jak Panie to sobie wyobrażają, a
            ponadto obserwuję właśnie dużo większe - paradoksalnie i przeciwnie do tego co
            Panie myślą - zdolności adaptacyjne.
            Historia Osoby, co Jej wojna złamała rygorystyczną dietę nie jest dla mnie
            żadnym argumentem (znam zgoła inne) - bo wojna jest tak wyjątkową i stresogenną
            sytuacją, że tam dzieją się rzeczy o jakich nikomu się nie śniło.
            Jak ktoś mówi : "fanatyzm" - to ja wyczuwam w tym strach, proszę więc raczej
            pomyśleć co konkretnie Panie tak emocjonuje w tym co piszę
            pozdrawiam raz jeszcze
          • 2julka do Przedszkolak2 15.09.05, 01:02
            Witam
            Tylko z ciekawości - czy Pani nie jest czasem dyrektorką przedszkola ?
            pozdrawiam
        • 2julka do Verdana 13.09.05, 22:07
        • 2julka do Verdana 13.09.05, 22:52
          Może jeszcze zdążę odpowiedzieć Pani.
          Skąd przypuszczenie, że cokolwiek muszę dopasowywać - Pani pewnie to postrzega
          jako jakąś gigantyczną pracę (na dodatek "pod prąd"), ale tę pracę mam już
          dawno za sobą i w trakcie niespecjalnie mi ciążyła. Dzieci po prostu nie mają,
          lub mają rzadko katar, a jak mają to 1-2 dni i nie jest to dla nikogo problem
          (chyba większy byłby jakby chorowały 2-3 tygodnie...). Do kogo więc należy
          ten "absurd" ?...ale bez złośliwości.
          Do rzeczy : Znam wiele Osób w różnym wieku, także studenckim śpiących w tych
          godzinach. Ponieważ są rozsądne i normalne - z pewnością nie śpią tak wciąż, bo
          studenci lubią bawić się w nocy itd. Pani stawia sprawę tak : białe - czarne
          (...), a tu właśnie chodzi o "szarości", bo chodzi o to by spać w ten sposób
          kiedy tylko można, ale bez czynienia swego życia nienormalnym (gdybym był
          fanatykiem to już bym spał...) Dlaczego te godziny są tak ważne, otóż między 21
          a 23 następuje odnowienie, regeneracja płynów (także krwi) w organizmie. Jeśli
          to się nie stanie - rano krew jest zakwaszona i człowiek jest zmęczony
          (w zdrowiu ważna jest równowaga zasadowo - kwasowa). Jeśli póżne chodzenie spać
          staje się permanentne, to jesteśmy coraz bardziej zmęczeni (krew próbuje
          zregenerować się o innej porze, ale zwykle nie nadąża), a w skrajnych
          przypadkach może nawet dojść do powstania "toksycznego gorąca"( termin z TMC)i
          w nowotworu. Jeśli więc chodzi o wyniki w nauce, to chyba lepiej być
          wypoczętym, a jeśli chodzi o imprezowanie - to warto wiedzieć kiedy i ile.
          Optymalne godziny posiłków to 7-8 rano,12-13 obiad, kolacja 17-18. O ile sobie
          przypominam na obozach itp. posiłki były o podobnych porach. Czy to się
          radykalnie zmieniło ?
          O męża proszę się nie martwić (już mam chętnych) itd. itd.
          Teraz te "dzieci płaczące w nocy". Jakbym Pani napisał, że zdrowe dzieci śpią
          spokojniej to chyba by Pani pomyślała, że to spisek i jestem złośliwy.
          Napiszę inaczej : zdrowie jest inwestycją procentującą zdrowiem (wbrew Pani
          teorii o "załamaniu"), więc jeśli człowiekowi uda się w jakimś okresie życia
          żyć bardzo zdrowo to nagromadzony potencjał jest wykorzystywany w okresach, gdy
          żyć tak - z różnych względów (dzieci, kapitalistyczny wyzysk itd.) - się nie da.
          Znam człowieka który po okresie takiej ok. 10 letniej inwestycji, musiał przez
          3-4 lata spać ok. 3-10 rano. Nie chorował w tym okresie, morfologia mu się
          zmieniła "o milimetry". Powinien paść trupem...
          Organizm wykorzystuje rezerwy zdrowia i raczej świetnie się adaptuje, jeśli
          wszystko się wali to prawdopodobnie ta metoda nie była właściwa. Trudno
          ustosunkować się do historii Pani Teściowej (o czym już pisałem) także z tego
          powodu, że - jak mówi mój lekarz - najwięcej i w najgorszym stanie Jego
          pacjentów to "radośni wegetarianie".
          Przesada oczywiście - szkodzi każdej sprawie
          pozdrawiam
      • 2julka do Agnieszki71-godz.21.12 13.09.05, 22:06
        Przepraszam, że tak póżno się odzywam, ale już trochę "gubię się" w tych postach
        (nomen omen). Z braku czasu będę odpowiadał trochę chaotycznie : zdrowa dieta
        nie jest droga, ale na to trzeba paru lat praktykowania jej.
        Ciągotki do słodkiego to brak równowagi w układzie żołądek-śledziona-trzustka,
        to co można zalecić (bez skutków ubocznych) Pani Mężowi to jedzenie większej
        ilości kasz i warzyw korzennych słodkich (gotowanych raczej) - marchwi,
        pietruszki, buraków. Smażona dynia jest bardzo słodka.
        To, że dziecko nie chce jeść warzyw zależeć może od wielu rzeczy. W pierwszej
        kolejności od tego co jadło dotychczas, potem od aktualnego stanu jego narządów
        wewnętrznych. Spytam o to "mojego" lekarza, ale On niechętnie odpowiada na tzw.
        pytania ogólne, woli zobaczyć konkretną osobę.
        Co na katar ?
        Musiałbym dużo mówić, więc lepiej jak powiem tak :
        Jak dla mnie - cebula i czosnek dla małego dziecka - odpada.
        Ja robię tak - jeśli zauważam, że rano jak dziecko śpi świszczy mu w nosie, to
        profilaktycznie na śniadanie dostaje ugotowaną kaszę jaglaną sote(bez dodatków)
        i pije w ciągu dnia tylko wodę (letnią, ciepłą w zimie), jeśli infekcja rozwija
        się mimo to (pojawia się katar, kaszel lub częste kichanie) podaję
        profilaktycznie leki homeopatyczne : ALLIUM CEPA, lub krople L52 - w zależności
        od tego jak ocenię sytuację. Jeśli rozwija się nadal nieintensywnie (bez
        wysokiej gorączki) to pozostaję nadal przy jaglanej (obiad, kolacja), ale daję
        też gotowaną marchew, pietruszkę. Można zrobić do wypicia wywar z naci
        pietruszki (gotowany 15-20 minut)- obrzydliwie smaczny...Jeśli jest temperatura
        pozostanę pierwszego dnia przy samej kaszy jaglanej i wodzie, regularnie daję
        leki homeopatyczne, dzwonię na konsultację do homeopaty (co ew. jeszcze dać,
        lub zmiany w lekach). Przy bardzo wysokich temperaturach ( ok.41 stopni)
        schładzam dziecko : opróżnienie jelit przez lewatywę lub czopki, kąpiel w
        wodzie o niższej temp. To zwykle wystarcza i nie trwa dłużej jak 1-3 dni.
        Młodsza Córka ma 3,5 roku i tylko raz była taka sytuacja - żona złapała tę
        słynną jesienną grypę 2 lata temu, a że karmiła dziecko piersią to "przeszło"
        na dziecko. Trwało niecałe 2 dni u dziecka, a u żony mimo zastosowanych
        podobnych metod jeszcze z tydzień i dziecko już nic nie łapało (i jak tu mówić
        o słabszej odporności dzieci. Ważne jest dodać, że pierwszego dnia Córka
        osiągnęła krótkotrwale ponad 41 stopni i prawdopodobnie to przegoniło grypę
        skutecznie). Kiedy ostatni raz chorowałem na coś takiego - zdałem się
        całkowicie na swój organizm (nie polecam), osiągnąłem ok.43 stopni i następnego
        dnia byłem zdrów. Nie pamiętam bym kiedykolwiek przyjął szczepionkę
        przeciwgrypową. Piszę to jako "ciekawostkę" by poszerzyć forumowe spojrzenie na
        zdrowie, ale zdecydowanie przestrzegam przed stosowaniem podobnych metod.
        Różnica jest taka, że ja bardzo dobrze poznałem swój organizm i długo tym się
        zajmuję.
        pozdrawiam serdecznie
        • agnieszka71 Re: do 2julka 14.09.05, 08:50
          Dziekuję za odpowiedź, może Pan polecić któryś z serwsów mających przepisy na
          wszelakie dobrodziejstwo ??
          • 2julka do Agnieszki 71 14.09.05, 11:07
            Dzień Dobry
            Jeśli chodzi o wszelkie dobrodziejstwo zdrowotne to chyba nie ma takich adresów
            internetowych. Adresy o tradycyjnej medycynie chińskiej są anglojęzyczne, ale
            znajomość języka nic nie daje. Trzeba orientować się w terminologii.
            Jeśli to Panią interesuje mogę podać wykaz książek po polsku nt. temat (choć są
            one różnej jakości) i mój lekarz chyba żadnej z nich nie poleca. To jest trudny
            temat, bardzo obszerny i nie można pisać książki po przeczytaniu paru innych i
            popraktykowaniu parę lat. Obecnie w Chinach studia stacjonarne z TMC trwają 6
            lat, a potem trzeba prowadzić praktykę 15-20 lat by osiągnąć dobre wyniki, bo
            są tam m.in. bardzo subtelne i drobiazgowe metody (diagnoza z języka i z pulsu).
            W Polsce znam paru (dosłownie 5) lekarzy Polaków umiejących diagnozować w ten
            sposób (zwykle mają za sobą także ukończoną w Polsce medycynę). To sa ludzie
            praktykujący (w TMC) od ok. 20 lat. Statystycznie - bardzo skutecznie.
            Niektórzy z Nich są całkowicie poza oficjalnym rynkiem ogłoszeń o takich
            usługach, ale oczywiście pracują legalnie. To też o czymś świadczy, że nie
            muszą się reklamować by mieć pacjentów. Jeśli by Pani chciała zrobić taką
            diagnozę - proszę dać znać.
            To co ja piszę to jest ok. 20 lat własnego, Dzieci i Znajomych doświadczenia.
            Jak na polskie warunki - że się oględnie wyrażę - dla większości Osób jest to
            bardzo trudne, bo tu jest "luz-blues-szybko-łatwo", już tu na forum jakieś
            Panie "skropiły mnie wodą święconą" - bo to "fanatyzm i sekciarstwo". Chetnie
            spotkałbym się z Nimi za - powiedzmy 20 lat...
            Ja 20 lat temu pragmatycznie założyłem, że chcę być skutecznie zdrowy, bo mam
            tak dużo zajęć i pasji, że szkoda mi czasu na chorowanie (nie znaczy to, że
            widzę w chorowaniu coś złego- wręcz przeciwnie : choroba to najczęściej jedyny
            sposób by nasz organizm wreszcie się do nas "dodzwonił, z prośbą o krótki
            odpoczynek"...)
            pozdrawiam serdecznie
            • agnieszka71 Re: do Agnieszki 71 14.09.05, 11:51
              Dzień dobry smile0 bardzo Pana przepraszam ale w wtku powyżej nie chodziło mi o
              samodzielnie diagnozowanie, zagłębianie się ten wymiar bo wiem że to nie tak na
              łapu capu, za szybko wysłałam post - chodziło o przepisy na dania z kasz,i
              takie inne dobrodziejstwo. smile)
              A jak z rybami pod wszelką postacią?
              • 2julka Re: do Agnieszki 71 14.09.05, 13:14
                Witam
                Napiszę do Pani wieczorem, bo teraz czas dla dziecka.
                pozdrawiam
              • 2julka do Agnieszki 71-już nie zdążę 15.09.05, 01:05
                Proszę mi wybaczyć - napiszę za kilkanaście godzin.
                pozdrawiam
                • agnieszka71 Re: do Agnieszki 71-już nie zdążę 15.09.05, 07:48
                  Witam, nic nie szkodzi, poczekam, i tak mam ograniczony dostęp do netu, proszę
                  się nie śpieszyć, pozdrawiam.
                  • mami7 Re: do Agnieszki 71-już nie zdążę 15.09.05, 10:32
                    Wejz sobie do jakiegoś dobrego sklepu ze "zdrową zywnością" tam jest mnóstwo książek na temat żywienia dzieci.

                    Pozdrawiam
              • 2julka do Agnieszki 71-wreszcie 17.09.05, 02:45
                Witam, a raczej Noc Dobra
                Proszę Pani - w związku z licznymi pytaniami, na różne zdrowotne tematy
                postanowiłem w wekend otworzyć nowy wątek "Żródła i książki" gdzie omówię
                zakres tematyczny tam zawarty.
                Książek na przepisy z kasz jest bez liku, najlepiej kupować w sklepach
                ze "zdrową żywnością". W metodzie zwanej Trdycyjną Medycyną Chińską podchodzi
                się do tego trochę inaczej - jest tam stosowana zasada 5 PRZEMIAN, która ma
                zastosowanie dietetyczne (choć nie tylko). Bardziej zwraca się uwagę na to
                jakie rodzaje kasz będą najzdrowsze dla Kogoś (choć wszystkie są zdrowe) - to
                może ustalić tylko lekarz po zdiagnozowaniu, bowiem np.: kasza jaglana wpływa
                na żołądek, jeczmień, ryż i owies na płuca, pszenica na wątrobę, a żyto i kasza
                gryczana na serce, jakie należy jeść o jakich porach roku, np.: w zimie
                gryczaną paloną, w lecie niepaloną i jak należy przygotowywać posiłki wg 5
                Przemian - chodzi o zachowanie kolejności smaków : ogień-gorzki, ziemia-słodki,
                metal-ostry, woda-słony, drewno-kwaśny.
                Ryby : dużo by mówić o zatruciu środowiska, czy gdzieś są jeszcze zdrowe ryby ?
                Natomiast podejście TMC jest takie : ryby wychładzają organizm, więc w zimie
                lepiej zawsze jeść je ciepłe niż z puszki i nie częściej niż 1-2 w tygodniu.
                Zalecane są ryby tłuste - karp, makrele, halibut, mocno przyprawione i nie
                jedzone z innymi rzeczami wychładzającymi : owocami, surówkami.
                Mimo głosów o zawartości w mięsie ryby cennych pierwiastków, generalnie mój
                lekarz nie zaleca.
                pozdrawiam
    • amb25 Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 14.09.05, 12:45
      W przedszkolu gdzie chodzi moje Dziecko jest specjalnie opracowana dieta i
      dzieci chorują stosunkowo niewiele. I nie jest to żadna dieta 5 przemian czy
      tym podobne. Dzieci dostają słodyczne ( mój syn jada jeden cukierek na dzień
      dobry w przedszkolu i jeden na do widzenia) - tylko z powodu tych cukierów
      zgodził się pójść do przedszkola.
      Moje dziecko od urodzenia nie cierpi warzyw i owoców (oprócz ziemniaków,
      bananów i bobu) a mimo tego nie choruje a jeśli to lekko (typu katarek) i
      rzadko.
      Dziwi mnie torchę taka slepa wiara w homeopatię (jakoś nigdy żaden środek
      homeopatyczny choć zapisany przez lekarza nie pomógł ani mnie ani mojemu mężowi
      ani dziecku). Ale wiara czyni cuda...
      Zastanawia mnie też fakt dlaczego zaczęłaś/eś stosować dietę chińską. Przecież
      np. w żołądkach Chińczyków jest inna flora bakteryjna, a medycyna chińska
      (której najważniejszą częścią jest dieta i styl życia) jest przystosowana
      właśnie do tamtejszych warunków środowiskowych?


      • 2julka Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 14.09.05, 13:18
        Odpowiem wieczorem wyczerpująco.
        Ślepa wiara - to nie ja, u mnie homeopatia działa bez problemu, chińskiego
        jedzenia nie jem, jem raczej "po staropolsku".
        pozdrawiam
        • verdana Re: Czy Znacie przedszkole gdzie dzieci nie choru 14.09.05, 13:48
          Teoria, ze rak powstaje, bo nie idzie się spać o 21 mnie powaliła. Dziwne, ze
          nikt na to nie wpadł. Bo przeciez to takie łatwe - kladziemy wszystkich o 21 i
          problem z głowy.
          Rozumiem, że ludzie chorują na własne żądanie, a tylko Pan ma jedyną słuszną
          receptę na to, aby żyli długo i szczęśliwie?
          Wiadomo też, że wszyscy ludzie sa identyczni i potrzebują dokładnie takiego
          samego pożywienia i rytmu dnia. Róznice osobnicze nie istnieją.
          Jeden z moich synów chorował w przedszkolu. Drugi - podobnie jak Pana córka -
          nie chorował nawet w żłobku, gdzie dzieci więcej opuszczały, niż chodziły. To
          nie moja zasługa - mają różny stopień odporności. Sa ludzie, którzy nie choruja
          - i tyle.
          Tylko, że wielu immunologów i alergologów załamuje ręce nad dziećmi, które nie
          przechorowały dostatecznej ilości "katarków" i chorób dziecięcych. Dumni rodzice
          nie zdają sobie sprawy, ze czasem może to się źle skończyć. Kazda lekka choroba
          to swoista nauka dla układu odpornosciowego, jak zwalczać chorobę. Bez takiej
          nauki organizm o wiele trudniej broni się później przed poważnymi
          dolegliwosciami - po prostu nie umie tego robić.
          Ostatnio czytałam wywiad z alergologiem, ktory powiedział, że jak widzi
          zasmarkane małe dziecko, to mu serce rośnie. Bo z mniejszym prawdopodobieństwem
          będzie później dzieckiem alergicznym, z astmą.
          Tak więc wcale nie uważam za konieczne chronienie dziecka przed drobnymi
          chorobami. To wygodne dla rodziców, ale chyba niedobre dla dziecka.
          • 2julka do Verdany 15.09.05, 00:54
            Witam - "Pani Zaczepna"
            Do rzeczy :
            Po pierwsze - nie "rak" jako taki, tylko jeden z wielu znanych nowotworów, w
            tym wypadku chyba w organach brzusznych. Gwoli ścisłości - to Pani na to nie
            wpadła, wielu już wpadło.
            Pani tego nie zrozumiała (lub tak "udaje") więc wytłumaczę dokładniej :
            Medycyna chińska rozpoznaje w organizmie taki stan, który określa
            terminem "toksyczne gorąco". Stan ten jest - z różnych powodów u różnych
            ludzi : a to picia, palenia, pożerania za dużo mięsa (zaznaczam, że TMC nie
            jest systemem wegetariańskim, ale tam stosuje się mięso prawie jak lekarstwo i
            jest to naprawdę świetnie zrobione), złego prowadzenia się (niespania,
            nadmiernej złości i tym podobnych itd.) itd. - wysoce patologiczny i właściwie
            nic już nie da się zrobić, tak że kończy się zwykle nowotworem. Nie pamiętam w
            tej chwili czy są inne jeszcze w TMC opisane procesy prowadzące do nowotworu.
            Ważnym jest dodać, że medycyna chińska od ok. 5000 lat(!) polega na zebranym
            materiale DOŚWIADCZALNYM, a nie teoretycznym - w dużym stopniu -
            jak "zgadywanki - trafi nie trafi" medycyny zachodniej, zarówno jeśli chodzi o
            diagnozę, jak i wybór leczenia ("zgadywanka - trafi lek - nie trafi").
            Jakby to dla Pani nie brzmiało - ja nie choruję na własne życzenie, znam
            podobnych ludzi, niestety większość z chorujących mogłaby nie chorować, gdyby
            coś robiła w tym kierunku DO SKUTKU, więc choruje "na własne życzenie".
            I proszę "nie łapać mnie za słowa" bo to szkoda czasu - mówiąc powyższe mam na
            myśli tę grupę ludzką, która naprawdę może coś zrobić, a nie tę co uległa
            wypadkom, albo dziedziczy chorobę itd.
            Różnice osobnicze nie są istotne, bo większość ludzi może jeść kaszę i warzywa,
            pić zioła itd. Poza tym - właśnie tak jest w co Pani wątpi : wszyscy jemy
            podobnie i mamy podobny rytm dnia i nocy. Gdyby było inaczej bylibyśmy pewnie
            innym gatunkiem. Ja piszę tylko o tym, że w "tej materii" można jeść i spać
            jeszcze "lepiej". Czemu Pani nie spróbuje ?
            Jaka jest lub nie zasługa rodzica wobec chorującego lub niechorującego dziecka,
            to może powiedzieć ktoś kto cokolwiek wie na temat tego co robi, jak się nie
            wie, to się mówi np.: "mają różny stopień odporności". Oczywiście, że ludzie
            mają różną odporność, ale Pani podchodzi do tego "dogmatycznie i
            bałwochwalczo"("...i tyle"), a ja staram się dowiedzieć tyle ILE SIĘ DA, bo
            mnie frazesy nie interesują. Potem to sprawdzam - jak działa to dobrze, jak nie
            to szukam dalej.
            Dochodzimy do sedna : ODPORNOŚĆ
            Zdania na tym forum są podzielone : Jedni uważają, że przechorowanie nic nie
            daje i tylko osłabia organizm, Drudzy - przeciwnie : każda choroba wzmacnia.
            Prawda jest pośrodku. U niektórych ludzi układ odpornościowy w zetknięciu z
            wirusami, bakteriami itd. zachoruje (na własne życzenie - bo taka jego uroda),
            by dojrzewać, u innych układ w zetknięciu z wirusami itd. nie zachoruje, by
            dojrzewać. Nie potrzebuje. Trochę oględnie gadam, bo póżno, ale chyba jestem
            zrozumiany ?
            Wszystko o czym mówię to dotyczy zakresu ludzkiej kondycji gdzie można coś
            zrobić, a zakres ten (profilaktyka) jest o wiele szerszy niż się powszechnie
            zdaje. Tak więc, nim ktoś definitywnie stwierdzi, że należy do pierwszej grupy,
            niech robi wszystko co może, bo może wiele.
            Mody na "dobrze, że mają katarek" lub "niedobrze, że mają katarek", jak i
            tendencje na dużo poważniejsze zdrowotne tematy - zmieniają się w medycynie
            zachodniej co 5, 10, 20 lat. Pani pewnie tego nie śledzi, ja tak - i choć mam
            niezły ubaw, to zaraz gryzę się w język, bo mi szkoda ludzi chorujących przez
            takie "wkładanie kija w mrowisko i wróżenie z fusów" (w starożytności to nawet
            wróżenie z fusów było skuteczniejsze od dzisiejszej "służby zdrowia"...).
            Astma ma niewiele wspólnego z katarkami. Aby się pojawiła musi pojawić się parę
            konkretnych czynników.
            Chronić trzeba zawsze, nie za wszelką cenę, ale to można oszacować, a zwłaszcza
            chronić jak mamy tylko "przypuszczenia".
            Dla rodziców wygodne, a dla dzieci nie ?
            pozdrawiam
            P.S. Zaznaczę od razu, by nie była Pani zdziwiona : jeśli Panią to naprawdę
            interesuje - będę odpisywał, ale jeśli Pani lubi taki "zaczepny" ton, to szkoda
            mojego cennego czasu. Dobranoc
      • 2julka do amb25 17.09.05, 03:07
        Witam
        Jeszcze co nieco : Moje zdanie jest takie - nawet jeśli dziecko by nie
        chorowało w ogóle, stan w którym dostaje regularnie 2 cukierki dziennie i od
        tego czy dostanie zależy jego zgoda na pójście do przedszkola - jest
        wystarczająco zaawansowany, by dziecko było już uzależnione, w dalszej
        kolejności - by zaczęło zwiększać żądania, reagując coraz gwałtowniej i - jeśli
        regularna konsumpcja się utrzyma - zafundowało sobie cukrzycę za parę lat ( bo
        to nie jest tylko choroba dorosłych ). Oczywiście nie życzę, a jak zęby
        dziecka ?
        To, że nie cierpi owoców specjalnie mnie nie martwi, to, że także warzyw (prócz
        ziemniaków) - to trzeba by postawić diagnozę i przyjrzeć się co dotychczas jadł.
        O homeopatii pisałem, dieta chińska !!!
        Nieporozumienie . Wyjaśniam - metoda Tradycyjnej Medycyny Chińskiej może być
        zastosowana w każdym kraju na bazie lokalnych produktów, bowiem w dietetyce
        stosuje się system 5 Przemian, opisujący działanie i zależności między smakami
        i wzajemnym oddziaływaniem organów. Flora bakteryjna nie ma tu nic do rzeczy.
        Styl życia jest jak najbardziej lokalny i kosmopolityczny :
        Posiłki : 7:30, 11:30, 16:00.
        Sen : 21:00 do 4:00
        pozdrawiam
        • amb25 Re: do amb25 19.09.05, 11:51
          Myślę, ze od jedzenia słodyczy (przynajmniej w takich ilościach) to raczej
          można nabawić się otyłości czy próchnicy niż cukrzycy. Ale na razie zęby ma
          zdrowe, otyły nie jest, w rodzinie nie ma cukrzycy.
          To prawda, że może żądać coraz więcej, ale jak na razie - jest ok. Wydaje mi
          się, że jest na tyle mądry, że o wielu rzeczach można z min podyskutować i do
          wielu rzeczy można go przekonać.
          Kiedyś rzeczywiście myślałam o postawieniu jakiejś diagnozy czemu nie je owoców
          i warzyw poza kilkoma wyjątkami, ale nasz pediatra twierdzi , że dzieci często
          tak mają. No i właściwie nie wiem czy to objaw chorobowy, czy ma takie
          upodobania i ew. jaki specjalista tym może się zająć. Jako niemowlak dzidziuś
          uwielbiał np. marchewkę - teraz jest to wróg największy, nawet nie spróbuje.
          Co do hometopatii to pozostanę przy swoim twierdzeniu - że działa na zasadzie
          efektu placebo, albo po porstu normalne ustepowanie objawów jest przypisywane
          preparatom homeopatycznym.
          Skoro wykrozystywane są lokalne produkty to wszystko ok. A tak z ciekawości -
          czy w diecie chińskiej jest miejsce na kapustę kiszoną? I czy ta dieta 5
          przemian uwzględnia inne potrzeby zywieniowe dzieci niż dorosłych?
          Jeszcze chciałam odnieść się do szczepionek. Jestem zdecydowaną ich
          zwolenniczką. Bo owszem szczepionki mogą powodować działania niepożądane, ale
          są one rzadkie, a śmiertelne jeszcze rzadziej. Czynników uszkadzających np.
          wątrobę jest mnóstwo, uszkodzenie wątroby po szczepionce jest akurat mało
          prawdopodobne (aczkolwiek rzeczywiście możliwe). Ponadto w rodzinie mam
          przypadki chorób autoimmunologicznych, których prawdopodobną przyczyną jest
          defekt genów spowodowany infekcja wirusową (np. gypą, katarkiem, odrą itp.).
          Znam osobę z WZW B - gdyby była szczepiona najprawdopodobniej choroby by
          uniknęła, a tak nie wiadomo czy przeżyje. Znałam dziecko które zmarło na
          odkleszczowe zapalenie mógzgu, paiętam kolezankę która była chora na chorobę
          Hainego-Mediny. Teraz dzięki szczepiionkom te choroby spotyka się znacznie
          rzadziej i dlatego jestem zwolenniczką szczpień, jeśli dziecko nie ma po nich
          jakiś niepożądanych objawów.
          Zmiany w ekosystemie - a co ich nie powoduje? Kwestia tylko, żeby oszczędnie i
          rozważnie gospdoarować środowiskiem. Mutacje powstawały zawsze i zawsze
          powstawać będą.
          Przyroda nie znosi pustki i jeśli zwolni sie jakaś nisza (w tym przypadku
          zginie np. jakiś szczep bakterii) to normalnym jest, że miejsce to zajmie jakiś
          inny organizm (być może nowy a byc może istniejący).
    • lucky_20051 Do 2julka 15.09.05, 09:49
      Dlaczego jesteś tak przeciwny szczepionkom?Czy naprawdę nie stosowałeś u dzieci
      nawet tych podstawowych? Pytam, ponieważ z większościa twoich poglądó na temat
      odporności zgadzam się, stosuję i dziecko rzeczywiście nie choruje, ale
      ponieważ od września chodzi do przedszkola, to chciałam zaszczepić
      profilaktycznie przeciwko grypie.
      A tak z ciekawości:jakie masz poglądy na temat naturalnego karmienia (do kiedy
      należy karmić dziecko?)
      • mami7 Re: Do 2julka 15.09.05, 10:31
        Nie Julka, ale...
        Poczytaj o szczepieniu przeciwko grypie. Nawet pediatrzy go nie zalecają.
        Dobrzy pediatrzy dodam wink
        • 2julka do Wszystkich 16.09.05, 02:59
          Jutro, albo w weekend odpowiem na zaległe indywidualne posty, jak i o
          szczepieniach.
          pozdrawiam
      • 2julka Re: Do 2julka 16.09.05, 03:11
        Odpowiadam szybko, ale w weekend rozwinę
        W skrócie : szczepionki mają konserwanty, od których można dostać od alergii po
        trwałe uszkodzenie wątroby i śmierć (przypadki z Polski)
        Grypa : mam wciąż takie sygnały (statystyczne) - kto się szczepił ten choruje.
        Od 25 lat (może wcześniej, ale nie pamiętam) nie mam grypy, ani szczepień na
        grypę. Dzieci nie szczepiam.
        Ptasia grypa : mój lekarz mówi :"zdrowy nie ma się czego obawiać"...
        Do karmienia piersią mam stosunek "zwierzęcy" - nie myśleć, dawać. Karmić jak
        dziecko jest jeszcze na pępowinie (tzw.smułka, a może smółka ?), potem kiedy
        chce i to mu się "znudzi" (ok. przełomu 2-3 roku).
        pozdrawiam
        • agmar3 Jeszcze jedno do 2julka 16.09.05, 10:48
          Witam,
          bardzo zaintrygowało mnie to, co Pan pisze. Dlatego jestem ciekawa Pańskiej
          opinii w sprawie mego synka.
          Mianowicie, miesiąc przed ukończeniem dwóch lat poszedł do żłobka. Wcześniej
          był z opiekunką i nie chorował prawie wcale /drobne, sporadyczne katarki/.
          Wówczas nie jadł mleka krowiego i jego przetworów /skaza/, ale jadł jaja i
          czekoladę sporadycznie. Poza tym sporo warzyw, szczególnie gotowanych. Za
          owocami nigdy nie przepadał, z wyjątkiem jabłek i bananów. No więc poszedł do
          żłobka a tam wszędzie śmietana i mleko. Spożywał je w ograniczonych ilościach,
          bo tylko, albo aż w zupkach na obiad.
          Lekarz nie umie określić jednoznacznej przyczyny nawracającego zapalenia uszu.
          2-3 dni przerwy i znów dostaawał antybiotyk. Stwierdził więc :odpowiednia
          dieta, czyli wyeliminować mleko, jaja, czekoladę i większość słodyczy /choć i
          tak niewiele ich jadł/, chodzenie do żłobka - tamtejsze bakterie, inne
          środowisko itp., stres związany z pójściem do żłobka.
          Od ośmiu miesięcy trzymamy dietę. No, czasem mu ulegnę. Ostatnio chorował w
          czerwcu. To wielki sukces. Do żłobka chodzi. Od 1.października idzie do
          przedszkola. Teraz ma katar i nie znam przyczyny. Zastanawiam się czy może być
          nią lód śmietankowy i czipsy, kupione ukradkiem przez babcię. Po fakcie sama
          się przyznała, że tak bardzo ją prosił. Z tym, ze to było w sierpniu. Nie wiem
          jak długo alergen może utrzymywać się w organizmie.
          Bardzo boję się o dziecko. Nie chcę, by chorował, boję się gdy myślę co może
          wyrządzić dziecku częste zapalenie uszu. Dziś pani w przedszkolu zapytała czy
          mogą mu dawać wafle w czekoladzie. Nie zgodziłam się, ale wiem że będzie mu
          smutno, gdy inne dzieci będa jadły. Będę z nim dużo rozmawiać na ten temat. W
          domu nie mamy już słodyczy. Nie jem czekolady i nic mi nie jest!wink) Ba nawet mi
          to nie przeszkadza i mam nadzieję, że takie podejście pomoże zwalczyć apetyt na
          czekoladę mojemu synkowi.
          Takie przekraczanie granic tradycji żywieniowych jest piekielnie trudne.
          Jak Pan sądzi, wedle Pańskiego poglądu, co może być przyczyną zachwianej
          odporności? Dodam, że dziecko przez 1,5 miesiąca zeszłej zimy brało
          antybiotyki. To było błędne koło. Teraz spacery, dieta i pozytywne
          nastawienie...którego często mi brak. Antybiotyk to ostateczność, ale wtedy nie
          było wyjścia. To był naprawdę horror. I nie chcę, by się powtórzył.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • 2julka do Agmar3 17.09.05, 01:37
            Witam póżną porą
            Zaznaczam, że nie pochwalam, ale wcześniej odpowiadać -na razie- nie mogę.
            Piszę tu do różnych "wątków" (chyba wszystkie są na 1 stronie forum) - jeśli
            Panią temat interesuje polecam szukać moich "nicków"-2julka, bo temat jest
            olbrzymi i Każdemu piszę trochę o czym innym nt. temat.
            Proszę Pani - nie ma co czekać, proszę zadzwonić pod warszawski numer 633 70 95
            (dzwonić najlepiej ok. 18-21:00 i cierpliwości, bo czasem trudno się dodzwonić)
            i umówić się na wizytę. Terminy są zwykle za tydzień-dwa, w pilnych sprawach
            proszę prosić o wcześniejszy. Wizyta odbędzie się rano, bo badany musi być na
            czczo, zębów też nie myjemy.
            Z jakiej miejscowości Pani pisze, bo znam też lekarzy poza Warszawą ?
            Ja Pani niewiele pomogę - moja 20 letnia, amatorska wiedza nt. temat służy
            mnie,moim Bliskim i Znajomym, ale nie jest nawet 100-ną częścią tego co potrafi
            polecany lekarz, ponieważ On stawia diagnozy (na tym polega ćwiczenie się w tej
            praktyce), a ja tego nie robię. Moje wiadomości są ogólne, On każdego bada
            indywidualnie.
            O antybiotykach już gdzieś pisałem - tak, są ostatecznością. Mądrego lekarza
            Pani spotkała, tylko lepiej jakby najpierw zaserwował dietę, a potem antybiotyk.
            W lodach jest głównie mleko i cukier, "niewinne" czipsy (oczywiście jedzone w
            dużych ilościach) mogą wywołać zapalenie żołądka, którego zachodnia medycyna
            nie wykryje (swoimi metodami). Pierwszym sygnałem będzie to np.: że dziecko bez
            krzywienia się zacznie ssać świeżą cytrynę.
            Trudno mi powiedzieć, czy tu akurat Babcia zawiniła, alergeny utrzymują się w
            różnym czasie u różnych ludzi. W waflach czekoladowych jest zwykle mleko, ja -
            tak jak Pani z ciężkim sercem - też bym się na nie nie zgodził. Ma Pani
            wszystko do wygrania, proszę tylko nim Pani spotka się z dzieckiem z "moim"
            lekarzem, strzec się wycinania migdałków u dziecka !
            Wspaniale, że Pani dużo z dzieckiem rozmawia, to bardzo dużo daje, choć wielu
            Rodziców traktuje dzieci jak istoty nierozumne. Z moją 3 letnią Córką mamy
            wszystkie te tematy omówione gruntownie - nie miałem jeszcze sytuacji
            jakiejkolwiek histerii na odmówienie Jej czegoś, choć widzę, że czasem "ciężko"
            Jej, ale zawsze coś można zrobić, by to "rozpuścić".
            Te 1,5 miesiąca antybiotyków na pewno Je osłabiło, niech Pani weżmie ich listę
            na tę wizytę.
            Wiem, że to trudne, a wszystko co trudne jest niejako "pod prąd", bo
            chcielibyśmy by było "łatwiej". To też jest słuszne, ale nie wszystko da
            się "łatwiej". Jak się człowiek połapie w tym podziale - wtedy już go tak to
            nie męczy.
            pozdrawiam - polecam jednak pozytywne nastawienie - bo "nie może być wciąż
            żle".
            • mama403 Re: do 2julka 17.09.05, 18:06
              a co zrobić jak już nie ma trzeciego migdałka. A dlaczego pisałam wcześniej.
              Telefon spisałam.
            • agmar3 Odp do 2julka 19.09.05, 09:22
              Mieszkamy we Wrocławiu, wolałabym więc znaleźć lekarza tu na miejscu. Może
              tutaj zna Pan jakiś adres.
              Rzeczywiście dieta skutkuje! Dziecko potrafi uporać się z katarem. O dziwo i w
              przypadku moim i męża też, bo czujemy się lepiej. Tyle tylko, ze gdy zjemy coś
              ciężkiego, to koniec. Trzeba odchorować. Ale i tak już wiele swoich nawyków,
              dzięki diecie dziecka zmieniliśmy. Rzeczywiście później nie zjedzenie czegoś
              nie jest problemem. To tak samo jak z niejedzeniem mięsa - potem już nie
              smakuje, albo staje się obojętne. Najgorzej zacząć, więc wierzę Panu, ze to
              jest wykonalne. Najtrudniejsze jest to, by wytłumaczyć dziecku, że nie dostanie
              śmietankowego, choć dzieci na placu zabaw zajadają się lodami. Przyznam, że
              czasem mnie szlag tafia od tego proszenia, dlatego gdyby nie chorował dawałabym
              mu z pewnością. Nie wiem tylko jak go przekonać do mleka sojowego.Może zna Pan
              jakiś sposób?
              Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.
              Teraz już wracam do pracy smile)


              • mama403 Re: do Agmar3 19.09.05, 10:22
                A próbowałaś podać sojowe: natural, waniliowe lub czekoladowe. Mnie się udało.
                Jest smaczne. Ja piję i młody też (oboje lubimy mleko).
      • 2julka do Lucky_20051 17.09.05, 03:26
        Witam
        Jeszcze o szczepieniach :
        Proszę - jeśli ma Pani znajomych za granicą - trochę rozejrzeć się "po świecie".
        W takiej Austrii np. zalecanie nieszczepiania nie jest jakąś fanaberią grupy
        nawiedzonych, tylko nieomal równoległą propozycją oficjalnej służby zdrowia.
        Podaję linki :
        www.afpafitness.com/articles/VacKids.htm
        www.tinussmits.com/english/intro.htm
        www.charlesloopsdvm.com/vaccination.htm
        www.blakkatz.com/vaccination.html
        Ponadto dodam tylko, że szajba walki "medycyny" ze wszystkimi wirusami i
        bakteriami doprowadzić tylko może do niebezpiecznego zachwiania równowagi
        ekosystemu ziemskiego. A właściwie to już się dzieje ( mutacje i nowe plagi co
        roku ). Jak chce się Pani podłączyć pod ten nurt walki, to obawiam się, że z
        naturą nigdy nie wygramy i raczej w którymś momencie zabraknie nam
        kolejnej "potrzebnej" szczepionki, a wtedy...
        pozdrawiam
        • maurika Re: do Lucky_20051 17.09.05, 09:20
          Witam...

          numer lekarza zapisłam, zadzwonie i tez się umówimy. Nasz Junior nie był i nie
          będzie szczepiony, jego rodzice też. W 3mieście mieliśmy bardzo dobrego pediatrę
          który przekonał nas, że szczepienia nie zawsze są dobre.
          pozdrawiam,

          Jana, mama Kajetana(01.08.02)
    • 2julka do 403Mamy i Agmar3 19.09.05, 13:12
      Witam
      Przepraszam, że tak póżno się odzywam, ale "gubię się" już trochę w tych
      wątkach.
      Drogie Panie
      Jak dziecko ma już wycięte migdałki, to moje doradzanie się kończy, bo jest to
      już konkretny przypadek, który powinien poprowadzić lekarz (tel. (22)633 70 95).
      On będzie wiedział na ile w tym przypadku zostały osłabione tym wycięciem
      mechanizmy obronne organizmu. Migdałki są takim "buforem", ale może dziecko ma
      pozostałe organy mocne i da sobie radę. Tego ja stwierdzić nie mogę.
      Lekarz we Wrocławiu - najlepiej jak Pani zadzwoni pod podany telefon i spyta,
      czy jest taki (od Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) lekarz we Wrocławiu. Były
      parę lat temu organizowane takie seminaria w Krakowie nt. TMC dla lekarzy,
      którzy chcieliby zająć się taką praktyką. Oni byli z całej Polski, mam
      nadzieję, że część z Nich tę praktykę rozwija do dziś. Nie znam żadnych
      (poleconych przez mojego lekarza) adresów internetowych nt. TCM w języku
      polskim. To co jest to często "groch z kapustą", albo ktoś nie wie o czym
      pisze...Są poważne adresy anglojęzyczne np. www.jcm.co.uk, ale są one
      dość "trudne". Dlatego polecam wpierw książki z wątku "Żródła i książki-TMC".
      Co do tłumaczenia dzieciom - wszyscy przez to przechodzą, moje dzieci też i
      dzieci poleconego lekarza też przechodziły : w domu super dieta i styl życia, a
      w szkole presja środowiska. Nawet takie dzieci ulegają, bo dla nich być-albo-
      nie być to nie zdrowie, tylko tożsamość w grupie. Dopiero jak mają kilkanaście
      lat to można się z nimi dogadać w sprawie wartości i priorytetów. U mnie na
      podwórku dzieci też jedzą lody, często z gilami do pasa, albo następnego dnia z
      katarem. Na szczęście moja Córka (3lata) jest na tyle duża, że trochę potrafi
      już oszacować : lody czy gile. To nie znaczy, że jej lodów nie kupuję. Kupuję
      jak jest gorące lato, od czasu do czasu, ale zawsze- nawet na wakacjach dbam o
      dietę : może sobie zjeść na plaży loda, ale posiłki są zdrowe i ciepłe. Jest
      też tak, że nigdy sam jej tego nie proponuję i odwodzę tak długo jak się da, bo
      wiem że najtrudniejszy okres to będzie przedszkole-szkoła i chcę by tam poszła
      z jak najlepszymi nawykami. Poza tym, jak dzieci mają alergie, to warto je
      uświadamiać, że jak dostanie śmietankowego, to potem będzie...
      Wielu moich Znajomych co ma alergiczne dzieci mówi, że dopiero zauważyli
      poprawę jak całkowicie wyeliminowali mleko (trzeba sprawdzać skład na
      opakowaniach, bo mleko jest w bardzo wielu produktach). Jak przekonać do
      sojowego nie wiem - moja Córka nigdy nie piła krowiego, jak robię Jej musli to
      czasem zalewam to sojowym mlekiem (chociaż mój lekarz wycofał się z polecania
      produktów sojowych). Te smakowe mleka typu :waniliowe, truskawkowe są bardzo
      smaczne - dzieci zwykle to lubią, tylko jak polubi - proszę uważać i nie
      przesadzać - bo chociaż jest tam nierafinowany zdrowy cukier, zwykle trzcinowy,
      to jednak CUKIER TO CUKIER.
      Jeśli mają Panie jakieś pytania - proszę pisać na "priva":2julka@gazeta.pl,
      tutaj czasem trudno się odnależć.
      pozdrawiam serdecznie
      • mama403 Re: do 403Mamy i Agmar3 19.09.05, 19:39
        bardzo dziękuję. Właśnie zaczynamy walkę z temperaturą. Osłuchowo czysty, ale
        czy wirus czy coś innego wyjdzie pewnie jutro. Jeśli będę miała pytania napiszę.
        • 2julka do Mamy403 20.09.05, 01:27
          Witam pilnie
          Proszę jeszcze raz pilnie przeczytać w wątku "Choroba z przedszkola", mój
          post :"do zappka i 403mamy" 19.09.05 godz. 00:47. Czemu ?
          Ja nie preferuję "walki" z temperaturą ( mój lekarz to mówi, że jak widzi
          temperaturę niższą niż 40 stopni to jest zaniepokojony, bo wg Jego standartów
          jest to sygnał, że organizm już jest osłabiony, skoro "nie potrafi" wygenerować
          wysokiej temperatury. Oczywiście należy dodać, że wg tych standartów "idealny"
          przebieg infekcji wygląda tak : trwa 2-3 dni, pierwszego dnia krótkotrwała
          bardzo wysoka temperatura (nawet 42) i potem wszystko spada : i temperatura i
          objawy zanikają. To wszystko "pod opieką" nieprzeszkadzającej diety. Tak
          chorują np.: moje dzieci )
          Wysoka temperatura po coś jest, my nie wiemy czemu organizm akurat taką
          wygenerował.
          ISTOTNE są dwie sprawy :
          1. Trzeba sobie zdawać sprawę na ile dziecko jest W OGÓLE ZDROWE (w sensie
          kondycyjnym, psychofizycznym), dojść w tej kwestii do konkretnych,
          rzeczywistych danych, określonych przez jakieś prawdziwe, sprawdzalne standarty.
          Taka wiedza w narodzie prawie nie istnieje. Większość Mam zdaje się na
          intuicję, czucie (potrzebne, ale nie wystarczające), albo historie wyssane z
          palca z placów zabaw.
          Powiem prościej : jeśli rodzic ma rzeczywistą wiedzę, to jest w stanie
          przewidzieć jaki będzie przebieg chorób u jego dzieci. Wtedy może działać
          precyzyjniej i podjąć właściwsze decyzje.
          Piszę to dlatego, że ja swoje dzieci znam i wiem, że na taką wysoką temperaturę
          mogę im "pozwolić", bo prawie na 100% będzie ona krótkotrwała, bo bazuję na tym
          co już przeszły, jaką mają kondycję, obserwuję zmiany bieżące i to wszystko mi
          się "sprawdza", potwierdza.
          Z tych powodów Pani nie może "założyć", że u Pani dziecka będzie wysoka i
          będzie krótkotrwała, bo nie wiem czy Pani to WIE (co powyżej). I tu
          przechodzimy do punktu drugiego.
          2. O ile bardzo wysoka temperatura trwa "za długo" ( i pojawiają się jeszcze
          efekty dodatkowe (dreszcze, wymioty, inne bardzo niepokojące)- co jest
          ułatwieniem dla decyzji) należy ją obniżyć (jak - najprościej :wywołując
          rozwolnienie, potem inne sposoby). I to jest tak naprawdę jedyny TRUDNY moment
          w całej tej chorobie - kiedy to zrobić.
          pozdrawiam serdecznie
          • catherine73 Re: do 2julka 20.09.05, 10:20
            Witam!!! Czytuję pana rozważania od jakiegoś czasu i przyznaję, że posiada Pan dużą wiedzę i doświadczenie, sporo można z tych informacji skorzystać. zazwyczaj nie piszę na forum trochę z braku czasu, ale tym razem chciałabym panu odpowiedzieć a propos wysokiej temperatury. To wszystko prawda, że jest to reakcja obronna naszego organizmu, że dobrze, że jest i co najważniejsze nasze postepowanie powinno zależeć od stanu ogólnego dziecka oraz od wieku dziecka.Natomiast jest spora grupa dzieci, które każdą temperaturą powyżej 38- 39 st. generują drgawki gorączkowe. I teraz jest pytanie: jeśli jest to pierwsza infekcja to czy nasze dziecko nie bedzie należało do tej grupy??? Zalecałabym jednak ostrożność... czekać cierpliwie przy utrzymującej się temperaturze 40 st. to troche ryzykowne. Poza tym napiszmy o wieku dzieci.... u straszych można czekać jeśli je znamy, natomiast każdy noworodek i niemowlę do 3 mies. powinien być leczony w szpitalu jesli gorączkuje wysoko. Do 3 roku życia też nie można czekać spokojnie w domu bez konsultacji lekarskiej jesli temp. utrzymuje się powyżej 39 st. Reasumując: gorączka to sygnał dla nas że organizm walczy, uważam, że należy gorączkę obniżyć jeśli osiągnie wartość powyżej 39 st, zwłaszcza jeśli dziecko jest małe, nie chrowało do tej pory często, jest marudne, boli je wszystko a my nie wiemy co jest żródłem choroby. I co ważne trzeba tą temperaturę obniżać systematycznie. Pozdrawiam i z zaciekawieniem bedę czytać dalej Pana posty.
            • mama403 Re: do catherine73 20.09.05, 10:37
              Zgodzę się z tym, że do 6 miesięcy nie czekamy (nie miałam takiego momentu),
              ale później to juz troszkę od nas samych zależy. Bo wydaje mi się, że jeśli
              możemy obniżyć: kąpiel, lek. To nie ma potrzeby jechać do szpitala. Konsultacja
              zawsze jest potrzebna, ale panika chyba nie. Ja już "przeżyłam" temp. 40 i
              wyżej. Byłam w strachu ale wiedziałam, że w ten sposób nie pomogę. Działałam
              wg. własnych odczuć i jak na razie ok.
            • 2julka do catherine73 20.09.05, 13:49
              Witam
              Zgadzam się z Panią całkowicie w kwestii opieki medycznej dla bardzo małych
              dzieci. Najlepszy wg mnie - choć nie zawsze dla wszystkich osiągalny - jest
              wariant tzw. lekarza domowego. Ja mam to szczęście, że Żona "mojego" lekarza
              jest pediatrą. Jak moja Córka mając 6 miesięcy "łyknęła" od mamy słynną grypę,
              to właśnie Ona zaordynowała, że już starczy tej wysokiej temperatury i trzeba
              ją obniżyć (przez rozwolnienie - czopki homeopatyczne VIBURCOL). Szpitale i
              placówki zdrowia staram się na ile mogę omijać, by nie kusić losu - niestety to
              jednak "wylęgarnie zarazków", współczuję tym co muszą być na to zdani.
              pozdrawiam
          • mama403 Re: do Mamy403 20.09.05, 10:31
            2julka napisał:
            > Ja nie preferuję "walki" z temperaturą (mój lekarz to mówi, że jak widzi
            temperaturę niższą niż 40 stopni to jest zaniepokojony, bo wg Jego standartów
            jest to sygnał, że organizm już jest osłabiony, skoro "nie potrafi" wygenerować
            wysokiej temperatury. Oczywiście należy dodać, że wg tych standartów "idealny"
            przebieg infekcji wygląda tak : trwa 2-3 dni, pierwszego dnia krótkotrwała
            bardzo wysoka temperatura (nawet 42) i potem wszystko spada : i temperatura i
            objawy zanikają. To wszystko "pod opieką" nieprzeszkadzającej diety. Tak
            chorują np.: moje dzieci)

            U nas najczęściej jest wysoka - i to zazwyczaj przed chorobą "docelową"


            > ISTOTNE są dwie sprawy :
            1. Trzeba sobie zdawać sprawę na ile dziecko jest W OGÓLE ZDROWE (w sensie
            kondycyjnym, psychofizycznym), dojść w tej kwestii do konkretnych,rzeczywistych
            danych, określonych przez jakieś prawdziwe, sprawdzalne standarty.
            Taka wiedza w narodzie prawie nie istnieje. Większość Mam zdaje się na
            intuicję, czucie (potrzebne, ale nie wystarczające), albo historie wyssane z
            palca z placów zabaw.Powiem prościej: jeśli rodzic ma rzeczywistą wiedzę, to
            jest w stanie przewidzieć jaki będzie przebieg chorób u jego dzieci. Wtedy może
            działać precyzyjniej i podjąć właściwsze decyzje. Piszę to dlatego, że ja swoje
            dzieci znam i wiem, że na taką wysoką temperaturę mogę im "pozwolić", bo prawie
            na 100% będzie ona krótkotrwała, bo bazuję na tym co już przeszły, jaką mają
            kondycję, obserwuję zmiany bieżące i to wszystko mi się "sprawdza", potwierdza.

            I to jest to. Czy my tak naprawdę znamy swoje dzieci? Czy też słuchamy, czytamy
            i próbujemy to wszystko dopasować.??

            > Z tych powodów Pani nie może "założyć", że u Pani dziecka będzie wysoka i
            będzie krótkotrwała, bo nie wiem czy Pani to WIE (co powyżej). I tu
            przechodzimy do punktu drugiego.
            2. O ile bardzo wysoka temperatura trwa "za długo" (i pojawiają się jeszcze
            efekty dodatkowe (dreszcze, wymioty, inne bardzo niepokojące)- co jest
            ułatwieniem dla decyzji) należy ją obniżyć (jak - najprościej :wywołując
            rozwolnienie, potem inne sposoby). I to jest tak naprawdę jedyny TRUDNY moment
            w całej tej chorobie - kiedy to zrobić.

            U nas pojawia się nagle, rośnie w bbbbardzo szybko i niestety nie ma efektów
            ubocznych obok jednego, tulenia się i lekkiego odlotu. I wtedy nic dla mnie nie
            jest ważne. Ja WIEM, że trzeba działać i wiem jak. Tzn. działam intuicyjnie i
            za pomocą swojego już przez te trzy lata zdobytego doświadczenia. I mimo, że
            może wydawać się to chaotyczne przy opisywaniu (Tu) to działania mają wyrażną
            kolejność i skutek.

            Nie mam jak Pan wiedzy o TMC i homeopatii, ale jeszcze wiele przede mną. Na
            razie mimo sprzeciwu (po prostu nie wierzy) będę więcej sięgała po homeopatię.
            Pozdrawiam
      • agmar3 Re: do 403Mamy i Agmar3 20.09.05, 09:28
        No tak, ponoć nawet niewielkie ilości alergenu mogą dać o sobie znać.
        Wyeliminowanie mleka jest naprawdę trudne. Ale mój synuś prawie trzyletni dziś
        rano powiedział,że nie chce śmietankowego, bo będzie go brzuszek bolał. Czyli
        jakieś rezultaty są. Za to zjadł sałatkę z marchwi.
        W razie wątpliwości lub wniosków odezwę się na priva.
        Proszę mi życzyć wytrwałości.
        Pozdrawiam i dziękuję
        • 2julka Re: do 403Mamy i Agmar3 20.09.05, 13:24
          Witam
          Mleko : wiem jak trudno coś ze smakowych przyzwyczajeń zmienić, niemniej
          wyeliminowanie krowiego mleka z diety jest wielką korzyścią dla zdrowia.
          Sam lubiłem kiedyś mleko,choć to było w czasach kiedy ono smakowało inaczej niż
          teraz i zsiadało się całkowicie po 2 dniach, a teraz co...Nie wiem nawet czy to
          współczesne "mleko" ma cokolwiek wspólnego z tamtym, bo ma jakiś
          taki "plastikowy" smak i krówki cokolwiek teraz zmutowane, karmią jakąś mocno
          śmierdzącą sprawą...(mówię o produkcji przemysłowej). Ja akurat najbardziej
          lubiłem zsiadłe mleko, ale kazeina zawarta w nim jest żródłem śluzu, a nadmiar
          białka z produktów mlecznych jest żródłem szeregu chorób metabolicznych, jest
          bardzo częsta opinia, że niestrawiane części krowiego mleka zalegające w naszym
          przewodzie pokarmowym są w bezpośrednim związku z powstawaniem paru nowotworów
          (polecam lekturę z wątku "Żródła i książki-TMC"). Roślinne kiszonki są dobrym
          żródłem tych samych kultur kwasu mlekowego, ale nie zawierają kazeiny.
          Trzeba sobie zdawać sprawę, że mleko jest w bardzo wielu produktach, często
          jako mleko w proszku. Także "wynalazki" typu actimel (tutaj złośliwie "piję"
          do "Pani Technolog Żywienia" (nick"thrier", wątek "Czemu nie dajecie dzieciom
          warzyw i owoców"), która wyraziła FACHOWĄ opinię :"actimel nie jest szkodliwy,
          a smaczny"...pozdrawiam Panią), ta namolna reklama wszystkich tych dupereli
          typu Danonki,Cziriosy itd.- wszystko to jest dlatego iż - to moja prywatna
          opinia - mleko "nie schodzi", nie sprzedaje się tak jak kiedyś, bo ludzie
          trochę mądrzeją. Rolnictwo, zwierzęta hodowlane, własne mleko - to wszystko
          były osiągnięcia ewolucyjne, ale to nie znaczy, że ci ludzie byli zdrowi
          (zresztą mieli pewnie inną florę bakteryjną). Co się dzieje dookoła ? - "Pij
          mleko, będziesz wielki"...Kto to poręcza - kierowca rajdowy,
          piosenkarka,...eksperci od dietetyki. Wiadomo reklama-forsa. Ale "lobby
          mleczne" jest olbrzymie i to nie zniknie tak szybko, bo coś trzeba zrobić z
          tymi milionami krów dojonych na całym świecie. A poza tym, zawsze będą chętni
          na mleczną czekoladę...
          Druga sprawa : surowe, surówki i sałatki to są rzeczy dobre dla zdrowia wiosną
          i latem. Wszystkie one mają działanie wychładzające. Zdecydowanie polecam
          (mamy - co prawda ciepły - ale koniec września) warzywa na ciepło.
          pozdrawiam i życzę wytrwałości - jak "dorobi się" Pani własnych rezultatów,
          nikt już nie będzie musiał Pani przekonywać i "pójdzie z górki".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka