Dodaj do ulubionych

Rodzice interesujący się swoimi dziecmi...

02.10.08, 13:21
dlaczego Rodzic interesujący sie swoim dzieckiem jest źle
postrzegany?
Dlaczego jest tak jak ktoras z Was napisala w innym wątku ze nie
mamy wielkiego wplywu na przedszkole?
A jak juz chce sie wiecej wiedziec, wiecej widziec to jest źle...
Matka ktora sie interesuje jest postrzegana albo jako sfiksowana
albo jako nadopiekuncza...jednym slowem niewygodna w przedszkolu..
Pewnie bo dziecko nie opowie dokladnie co sie dzieje w ciagu
dnia...czy rzeczywiscie sa zabawy integracyjne, czy dziecko bawi
sie "samo sobie"...dziecko nie opowie jak wygladaja posiłki...czy
rzeczywiscie zjadlo...czy ktos je dopilnowal..nie chodzi mi o
karmienie, ale o dopilnowanie...
Ja uważam za logiczne ze skoro zostawia sie dziecko w przedszkolu
powinno sie miec do tych osob zaufanie, i uwazam za logiczne ze
skoro ma sie dzieci pod opieka w ciagu dnia to na pytanie jak bylo
albo czy zjadlo pani powinna umiec odpowiedziec..a nie zasłaniac sie
ciagle tym ze ma 25 dzieci do pilnowania...a co chciala miec 2???

Powiedzcie jak jest w Waszych przedszkolach?
I czy jestem sfiksowana czy jednak wiekszosc matek chce wiedziec co
robi dziecko czy oddaja i niech robia co chca...
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • joanna_poz Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 13:34
      w naszym przedszkolu nie ma na szczęscie takiego problemu.
      dialog na linii rodzic - panie w przedszkolu jest wystarczający w
      mojej opinii (choć kiedys jak zadałam pytanie, czy synek duzo zjadł
      to też nie odpowiedziano mi, ale prawdę mowiąc nawet jestem w stanie
      to zrozumieć, że pani nie pamięta; za to zaproponowano, że jeśli
      sobie zyczę moga mi to odnotowywać na kartce).
      mam też z przedszkolem kontakt telefoniczny (wykorzystywany nie
      tylko do informowania o chorobach) i mailowy.

      odnosnie czasu spędzanego w przedszkolu - mamy monitoring więc można
      podejrzeć co się dzieje.
      za to naprawdę fajnym pomysłem sa u nas segregatory, które ma każde
      dziecko, w którym w piątki panie wpinają "relacje" co się działo w
      danym tygodniu: czego się dzeci nauczyły (wraz z tekstami wierszyków
      i piosenek), co rysowały, co czytały, gdzie były, kto odwiedził w
      przedszkole itp. w piatki rodzice zabierają segregatory do domu i
      mają możliwość zapoznania się z życiem przedszkolnym.

      widać, że przedszkole dba o ten aspekt wspołpracy z rodzicami.
      • aguszak Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 13:43
        o matko! opisujesz jakieś przedszkole idealne! gratuluję i szczerze
        zazdroszczę!
        Niestety to jest drugi problem przedszkola, do którego chodzi mój
        synek, który poniekąd wiąże się z problemem odbioru dzieci z
        przedszkola, a mianowicie po godz. 16.00 nie ma kontaktu z żadną
        panią, która grupę prowadzi... grupy I i II są po tej godzinie
        łączone i mimo, że na dyżurze z pozostającymi dziećmi zostaje zawsze
        inna pani, to akurat te kilka tyg., które chodzi mój synek non-stop
        nie było nigdy pani z jego grupy.
        Na pocieszenie dyrekcja przedszkola powiedziała, że szykuje się
        zebranie rodziców w grupach, gdzie będzie się można dowiedzieć
        indywidualnie o swoim dziecku po pierwszych tygodniach pobytu w
        przedszkolu. Ale to nadal nie rozwiązuje problemu codziennej,
        systematycznej komunikacji na linii wychowawca - rodzic, a potem
        jest zdziwienie, że rodzic nie interesuje się swoim dzieckiem. Jak
        mam wiedzieć, że coś jest nie tak, albo wręcz przeciwnie, że dziecko
        mam złote, np. utalentowane w jakimś kierunku, kiedy nikt nie ma
        nawet szansy mnie o tym poinformować?
        • joanna_poz Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:01
          wiesz co, u nas też nie ma codziennego kontaktu z wychowawczynia, bo
          i rano i późnym popołudniem grupy są łaczone, a panie mają
          dyżury "rotacyjnie". aczkolwiek w ciagu tygodnia - czy to rano, czy
          po południu - kilka razy ten kontakt bezpośredni z wychowawczynią
          jest.

          na szczęscie nie mamy też domofonów, długich korytarzy i woźnych
          (które opisują mamy w innych przedszkolach) - więc i nie ma
          takich "barier" jeśli chodzi o kontakt z kadrą przedszkola.
          • madziulaz Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:05
            wydaje mi sie ze przede wszystkim jest chęć kontaktu ...a to
            najważaniejsze...
            a u nas informacje lakoniczne...i przekazywane w taki sposob ze
            czasem mam jej ochote powiedziec ze po to ona tutaj jest zeby danej
            sytuacji zaradzic i do niej nie dopuszczac
    • beatar9 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 13:44
      witam i zapisuję się do klubu sfiksowanych mam przedszkolakówsmile))
      uważam że to normalne zachowanie normalnej matki...w przedszkolu
      syna chwalę sobie to,że nie muszę wypytywać o szczegóły-gdy go
      odbieram przedszkolanki same trajlują jak nakręcone co działo się w
      ciągu dnia,czy jadł,czy robił kupę,czy płakał etc etc może dzieje
      się tak dlatego,że to prywatne przedszkole a nie państwowe,w pewnym
      sensie dobra współpraca z rodzicami to powodzenie bądź co bądź
      biznesu...jeśli ma tak wyglądać sfiksowana i nadopiekuńcza matka to
      do nich się zaliczamsmile)pozdrawiam wszystkie sfiksowane mamy
      przedszkolaków
      • ewaamam Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:10
        gdy go
        > odbieram przedszkolanki same trajlują jak nakręcone co działo się
        w
        > ciągu dnia,czy jadł,czy robił kupę,czy płakał etc etc może dzieje
        > się tak dlatego,że to prywatne przedszkole a nie państwowe

        A ja nie mam czasu trajlować codziennie z rodzicami czy zjadł czy
        zrobił kupę itp ponieważ mam w grupie 20 dzieci pomnóżcie 5 - 10
        minut trajlowania na rodzica wychodzi ponad dwie godziny zabrane
        dzieciom. JAk jest niepokojąca sprawa typu dziecko notorycznie nie
        je umawiam się z rodzicami na rozmowę. W przypadku jak dzieciaki
        dobrze bez problemu funkcjonują w przedszkolu to nie potrzeby
        ciągłych pogawędek z rodzicami.

        Pomyślcie jak wylewna nauczycielka z wami debatuje i opowiada
        czasami jakieś mało istotne rzeczy o dziecku to tak też robi i w
        przypadku innych rodziców. Czy to czasami nie odbywa sie kosztem
        innych dzieci w tym również waszego własnego. Informacja dla
        rodziców tak jak najbardziej ale z umiarem.
        • ziutka201 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:22
          oczywiście umiar we wszystkim jest bardzo ważny
          ja akurat w tym względzie należę do mam zdowolonych. Na początku
          zawsze jak odbierałam córkę to pytałam czy zjadła, czy usnęła na
          leżakowaniu. Bo jest to dla mnie ważna informacja - jak nie zjadła
          daję jej jeść drugi obiad w domu, jak zjadła nie ma takiej potrzeby,
          jak śpi w przedszkolu może pójść spać trochę później, jak nie
          usnęła, to sygnał, że już wcześniej mogę spodziewać się marudzenia
          itd. Teraz panie same bez pytania mówią mi czy dziecko zjadło i czy
          usnęło. Czasem mówią coś jszcze, np. że badzo ładnie ćwiczyła na
          gimnastyce, albo, że ma zmienione spodenki, bo tamte pobrudiła itd.
          Raz najakiś czas ja o coś zapytam, nie trwa to dziesięciu minut, ale
          bardzo ważne sa dla mnie te informacje i bardzo sobie je cenię.
          Współczuje mamom, które odbierają dzieci odpań woźnych, czy inne
          takie sytuacje opisywane tu na forum
        • mmala6 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:24
          powiem szczerze, że przez to, że mój syn chodził dwa lata do żłoba
          to informacje co i ile zjadł, albo jaką zrobił kupę są dla mnie
          zbędne. W żłobku na początku się pytałam ale miał 1,5 roku. Ponieważ
          mój syn nigdy nie miał problemów z jedzeniem, to panie uznały to
          jako normę, o której nie trzeba mnie informować. Informowały jak się
          coś działo, że np mało zjadł (nie przypominam sobie sytuacji, żeby
          nic nie jadł...).
          W przedszkolu w ogóle o to nie pytam (osobiście albo za
          pośrednictwem rodziców, którzy syna odbierają), pani powiedziała na
          początku, że Młody wszystko wsuwa. Jak nie doje, to widzę to od razu
          w domuwink) My pytamy jak się syn sprawuje i pani mówi to co wg niej
          jest ważne. Póki co cały czas go chwaliwink ale pewnie jakieś minusy
          też będą. Nie interesuje mnie czy syn zrobił kupę w przedszkolu, bo
          ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna. Jak będzie chciał to
          zrobi w domu. Jeżeli nie załatwia się w domu przez kilka dni (tak
          było w żłobku) to prosiłam panie aby zwróciły uwagę czy załatwia się
          w żłobku, żebym wiedziała czy w ogóle się załatwia.
          U nas też każde dziecko ma 'teczkę'wink ale jeszcze jej nie
          widziałam. I raz w m-cu są konsultacje u pani wychowawczyni.

          Nie odniosłam wrażenia, ani w żłobku, ani w przedszkolu, że rodzice
          interesujący się swoimi dziećmi są traktowani jak intruzi. Wprost
          przeciwnie, mam wrażenie, że panie chcą mówić o dzieciach tylko
          rodzice rzadko pytająwink
        • majkowamama Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:29
          Ja chyba też jestem sfiksowana, ale chce wiedzieć np czy i ile (mniej więcej)
          zjadła, czy płakała, czy były jakieś problemy ( a córkę mam z temperamantem co
          się zowie). Przyzwyczaiłam już panie, że ja ją do sali zaprowadzam i często sama
          do sali po nią wchodzę. Dzięki temu mam minutkę na rozmowę z wychowawcą. W tej
          chwili już dużo dowiaduję się od dziecka, ale jakbym miała we wszystko
          wierzyć... np. wczoraj mówiła że płakała i chłopcy ją bili - okazało się że była
          szarpanina o misia i płakała bo tegoż misia jej zabierano - pani rozwiązała
          problem i było już ok. Tak więc uważam że rozmowa z panią jest mi potrzebna i
          tak to organizuję żeby do niej doszło. Jeśli jestem "dziwna" - trudno, to moje
          dziecko i chce wiedzieć co się z nim dzieje. Pozdrawiam inne "sfiksowane"smile
          Aha o tym że się na terapię nadaję już usłyszałam od dyrektorki - powiedziane
          niby żartem, ale i tak mnie wkurzyło. A co jak mała płacze "bo tenskni" to mam
          na nią może jeszcze nawrzeszczeć? Mała jest, ma prawo "tensknić", i tak widzę że
          jest coraz lepiejsmile
          Dziś powiedziała babci że w przedszkolu było "genialnie"smile)
        • aguszak Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 15:05
          ale Ty tutaj opisujesz sytuację zupełnie z przeciwległego brzegu -
          ja mam informację o dziecku zerową i nie chodzi tu o zupy-kupy,
          tylko czy np. ładnie się bawi w grupie, czy może się izoluje,
          chętnie bierze udział w zabawach zorganizowanych czy może się
          buntuje i nie słucha poleceń. Wierzę zatem, że jakby były problemy,
          to ktoś by mi o tym powiedział, czyli brak wiadomości, to jest dobra
          wiadomość?
        • beatar9 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 21:04
          nie jest to trajlowanie na osobności-rozmawiamy w sali gdzie
          wszystkie dzieci przedszkolanka ma na oku,nie odbywa się to kosztem
          dzieci bo gdybym widziała,że jedna z przedszkolanek powinna w tym
          momencie zająć się dziećmi to nie zajęłabym jej więcej niż 1-
          2minuty,poza tym w którym przedszkolu o godzinie 15.30 odbywają się
          jakieś mega ważne zajęcia??o tej godzinie często gęsto w wielu
          przedszkolach dzieci zganiane są do jednej sali właśnie dlatego,żeby
          panie przedszkolanki mogły ze sobą potrajlować-całe szczęście nie w
          przedszkolu syna....na pewno dla wielu przedszkolanek jest wiele
          mało istotnych info związanych nie z ich dzieckiem,może jestem w
          mniejszości ale chwalę sobie ten stan rzeczy,kiedy wiem co się
          dzieje nie tylko złego i niepokojącego,ale głównie dobrego z moim
          dzieckiem..
        • beatar9 do ewaamam 02.10.08, 21:05
          nie jest to trajlowanie na osobności-rozmawiamy w sali gdzie
          wszystkie dzieci przedszkolanka ma na oku,nie odbywa się to kosztem
          dzieci bo gdybym widziała,że jedna z przedszkolanek powinna w tym
          momencie zająć się dziećmi to nie zajęłabym jej więcej niż 1-
          2minuty,poza tym w którym przedszkolu o godzinie 15.30 odbywają się
          jakieś mega ważne zajęcia??o tej godzinie często gęsto w wielu
          przedszkolach dzieci zganiane są do jednej sali właśnie dlatego,żeby
          panie przedszkolanki mogły ze sobą potrajlować-całe szczęście nie w
          przedszkolu syna....na pewno dla wielu przedszkolanek jest wiele
          mało istotnych info związanych nie z ich dzieckiem,może jestem w
          mniejszości ale chwalę sobie ten stan rzeczy,kiedy wiem co się
          dzieje nie tylko złego i niepokojącego,ale głównie dobrego z moim
          dzieckiem..
          • r_s_t Re: do ewaamam 04.10.08, 19:27
            "o tej godzinie często gęsto w wielu
            przedszkolach dzieci zganiane są do jednej sali właśnie dlatego,żeby
            panie przedszkolanki mogły ze sobą potrajlować-całe szczęście nie w
            przedszkolu syna...."

            hm... a może te panie po prostu kończą już swoją pracę i dlatego dzieci są "zganiane" do jednej sali...
    • martabmw Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 14:20
      Miałam możliwość wyboru przedszkola i w związku z tym spisałam sobie na kartce
      pytanka i obejrzałam 4 placówki przed podjęciem decyzji. W ostatnim przedszkolu
      dyrektorka stwierdziła, że niewiele rodziców zadaje sobie fatygę, żeby obejrzeć
      łazienkę, sale do leżakowania itp, a trzy czwarte w ogóle nie zadaje pytań,
      tylko składa podanie i ucieka. Poczułam się wtedy jak nadopiekuńcza matka, bo
      dla mnie taka fatyga jest istotna, skoro moje dziecko ma spędzić w tych murach
      najbliższe cztery lata.

      Z perspektywy czasu, wybór okazał się dobry, mimo że zdecydowałam się na
      przedszkole najbardziej oddalone od domu. Po zmianie pani w tym roku mam
      codzienną relacje na temat mojego dziecka (samopoczucie, jedzenie, konflikty) -
      jednym słowem sytuacja idealna. Pań jest czworo na 25 - ro dzieci może dlatego
      potrafią ogarnąć każdego podopiecznego.
    • jenny_curran Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 16:29
      Wiesz co, zwykle odbieram mojego synka o 16.30 z tzw jednej wspólnej grupy, bo od 16 wszystkie dzieci są razem wszak przedszkole czynne jest do 17tej tylko. Nasza Pani wychodzi o 16tej, siłą rozpędu więc nie bardzo mam kogo pytać, bo nawet jak podpytuję Panią, od której mojego 3-latka odbieram to ona przecież niewiele o nim wie. Jednak jeśli tylko mam możliwość odebrać go wczesniej i trafiam na naszą Panią natychmiast dopytuję: czy spał, czy zjadł, czy tańczył na rytmice, czy jest zgodny w społeczeństwiesmile. W d...e mam czy ktokolwiek myśli, że jestem nadopiekuńcza. Pytam, bo mam ochote wiedzieć czy moje szczęście odnajduje się w przedszkolu. A naszczęście TAKsmile.
      • fogito Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 19:04
        w naszym przedszkolu wręcz nie wypada się nie interesować co się
        dzieje w ciagu dnia surprised Co tydzień dziecko przynosi do domu teczkę z
        wykonanymi pracami, co tydzień też dostajemy mailem zdjęcia z życia
        grupy. Nauczyciel rozmawia o dziecku właściwie w każdej chwili, bo
        jest w momencie wejścia przedszkolaka do budynku i w momencie
        wyjścia. Można się porozumiewać z nauczycielem smsami albo mailem
        albo osobiscie codziennie. Do wyboru do koloru smile
        • ariana1 Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 20:42
          A co w tym czasie robią dzieci jak nauczyciel rozmawia o dziecku?
          • beatar9 Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 21:13
            ...w przedszkolach,które stawiają na bezpieczeństwo maluchów są
            minimum dwie panie na grupę...a może to taki wymóg odgórny...
            • aguszak Re: Ja to widzę tak ... 03.10.08, 11:22
              beatar9 napisała:

              > ...w przedszkolach,które stawiają na bezpieczeństwo maluchów są
              > minimum dwie panie na grupę...a może to taki wymóg odgórny...

              Niestety zależy to od dobrej woli i dobrej organizacji, za którą
              odpowiada dyrekcja przedszkola, a w wielu przypadkach, wielu
              przedszkoli okazuje się, że dyrektor przedszkola jest lepszym
              pracodawcą niż wychowawcą dzieci, bo bardzie dba o zadowolenie
              pracowników niż bezpieczeństwo dzieci i zadowolenie rodziców...
              • kulusia Re: Ja to widzę tak ... 03.10.08, 13:06
                Niestety zależy to od dobrej woli i dobrej organizacji, za którą
                > odpowiada dyrekcja przedszkola, a w wielu przypadkach, wielu
                > przedszkoli okazuje się, że dyrektor przedszkola jest lepszym
                > pracodawcą niż wychowawcą dzieci, bo bardzie dba o zadowolenie
                > pracowników niż bezpieczeństwo dzieci i zadowolenie rodziców...
                a nie przyszlo CI do glowy, ze w niektorych przedszkolach po prostu nie ma na to
                kadry?u nas w maluchach od 8do 15 jest pomoc nauczyciela ale w calym przedszkolu
                jest po jednej pani na grupe-a i tak brakuje jednego etatu-od okolo roku. i nikt
                z odpowiednim wyksztalceniem nie chce przyjsc...
                co do kntaktu, to czasem tez jest tak, ze drobny niepokoj nauczycielki my
                potrafimy rozdmuchiwac do niezrozumialych rozmiarow, wiec czasem nauczycielki
                pomijaja pewne wydarzenia, malo istotne, zebysmy my nie robily z igly widly.
                • aguszak Re: Ja to widzę tak ... 03.10.08, 13:49
                  przyszło mi do głowy i to sprawdziłam: w każdej grupie są po dwie
                  panie wychowawczynie i po dwie pomoce, czyli obsada, jak w tych
                  przedszkolach, do których się odnoszę.
                  a Tobie nie przyszło do głowy, że czasem może jednak lepiej się
                  skontaktować z rodzicami nawet w drobnej sprawie, zanim ona nie
                  urośnie do sprawy większej rangi...?
              • beatar9 Re: Ja to widzę tak ... 04.10.08, 22:07
                wiele przypadków to nie znaczy w większości...w przedszkolu syna to
                nie dobra wola pani dyrektor,która jest pedagogiem,bo pracodawcą
                jest właściciel przedszkola,któremy zależy jednak na bezpieczeństwie
                i zadowoleniu rodziców bo ma z tego niezłą kaskę
          • fogito Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 21:18
            Nauczyciel rozmawia z rodzicem zwykle rano na 'dzień dobry' i
            podczas pożegnania. I są o krótkie spotkania. Dłuższe rozmowy sa
            umawiane po 15:00 czyli po zajęciach. Jeśli nauczyciel rozmawia z
            rodzicem to resztą dzieci zajmuje się asystent, który jest obecny
            przez cały dzień.
            • nena22 Re: Ja to widzę tak ... 02.10.08, 22:52
              Ech... też kiedyś chciałam wiedzieć, czy moje dziecko zjadło, bawiło
              się samo czy z kimś czy może ma jakieś upodobania, coś woli, czegoś
              nie lubi, a może ma jakieś zdolności których ja nie zauważyłam albo
              na odwrót deficyty w czymś... i tak mija trzeci rok i już właściwie
              nie pytam, bo jestem gromiona wzrokiem jak wchodzę do szatni, żeby
              pożegnać się z dzeckiem albo pozbierać rzeczy ( do szatni nie należy
              wchodzić bo dzieci są samodzielne) A ten wzrok paraliżuje, bo brak
              uśmiechu i czesto zwykłego dzień dobry, pomimo, że dziecko głośno i
              wyraźnie owo dzień dobry mówi ... I niby mniej wiecej jakoś to
              wszystko się kręci, ale tak po najmniejszej linii oporu. A że jestem
              uważana za nienormalną, bo jednak co jakiś czas nie wytrzymuję i mam
              uwagi albo pytania, to do tego już przywykłam...
              Z moich obserwacjiwynika, że trzy czwarte rodziców nie jest jednak
              zainteresowanych tym co z dziećmi sie dzieje, ale wydaje mi sie, że
              częsć tych rodziców to jednak ze strachu, bo niechęć personelu jest
              bardzo widoczna, więc wolą udawać, ze jest ok, zeby na dziecku się
              nie odbiło. Jednak większość chyba ma to gdzieś. I jeszcze tak
              myślę, ze jednak system edukacyjny w którym wyrastamy coś takiego
              robi, zę sie boimy, bo prawie każdy pamieta jakieś nieprzyjemne
              historie ze szkoły i to, że nauczyciel ma zawsze rację. To chyba to,
              że się po prostu boimy, czesto podświadomie.Tak jak się teraz
              zastanawiam to myślę, że to jednak o nasz strach chodzi. Ja też
              zaczynam sie poddawać momentami...
              • fogito Re: nena22 03.10.08, 22:09
                Smutne to co napisałaś, ale niestety prawdziwe.
    • kitka20061 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 02.10.08, 22:42
      Nie uważam się za sfiksowaną mamę, ale chcę wiedzieć co sie działo w przedszkolu, czy dzieci były na placu zabaw i ile córka zjadła. U nas w państwowym przedszkolu kontakt na lini Pani - rodzic jest idealny. Pani oddaje dziecko w ręce opiekuna i mówi co i ile jadło, czy były jakieś problemy, udziela rad, nawet odnośnie ubioru (że za ciepło ubrane, niewygodnie - w końcu na początku nie wiadomo co zakładać dziecku). Każda praca plastyczna dzieci jest wywieszana w szatni na ścianie, więc za kazdym razem widzę co dzieci robiły i jak wyszło to mojemu dziecku. Po zmianie dekoracji prace są chowane, każde dziecko ma swoją teczkę. Kazda piosenka, jakiej dzieci sie uczą jest wywieszona przed salą i opisana czemu ma służyc jej nauka. Wywieszony jest tygodniowy rozkład zajec, plan imprez i teatrzyków organizowanych w przedszkolu na cały rok. W starszakach jest tablica jakiej literki i cyferki uczą sie danego dnia. Wisi dokładny cotygodniowy jadłospis. Dodatkowo mozna podejrzeć przez szklane drzwi co dzieci robią w ciagu dnia, ale oczywiscie tak aby dziecko nie widziało. Po zebraniu Pani z każdym , kto ma na to ochtę rozmawia indywidualnie i nie spoglada przy tym na zegarek. Takie sprawy chyba powinny być normą w kazdym przedszkolu.
      • czar_bajry Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 11:18
        W przedszkolu do którego chodzi mój synek( teraz już zuch) nie ma takiego
        problemu, zawsze mogę uzyskać informacje na temat który mnie interesuje,ponadto
        jeżeli dziecko np. słabo zjadło, nie spało itp.pani zawsze informuje rodzica o
        takiej sytuacji.
        Inną sprawą jest indywidualne informowanie każdego rodzica czy dziecko było na
        spacerze czy się bawiło a najlepiej jeszcze z kim i jak długo i ile zjadło z
        dokładnością co do jednej łyżeczki,zadawanie takich pytań jest wg. mnie
        faktycznie oznaką "sfiksowania".
    • moccia1 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 01:07
      Jeszcze nigdy przez ten pierwszy miesiąc nie widziałam zadnego
      rodzica rozmawiajacego z paniami podczas odbierania dziecka (no moze
      oprocz pierwszego tygodnia). Musze uchodzic chyba za
      tą "sfiksowaną", bo codziennie oczekuje choć krotkiej rozmowy, ktora
      to ja muszę prowadzić. Jesli nie bede zadawac konkretnych pytan, to
      ze strony Pań mogę liczyc tylko na "wszystko dobrze".
    • peresia Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 09:17
      i uwazam za logiczne ze
      > skoro ma sie dzieci pod opieka w ciagu dnia to na pytanie jak bylo
      > albo czy zjadlo pani powinna umiec odpowiedziec..a nie zasłaniac
      sie
      > ciagle tym ze ma 25 dzieci do pilnowania...a co chciala miec 2???

      Taaa, zwłaszcza 'czy zjadło', a jak nie zjadło - tragedia życiowa uncertain

      Ogólne pytanie o postępy mojego dziecka zadaję raz w tygodniu,
      zresztą wychodzę z założenia, że jeżeli coś byłoby nie tak, to na
      pewno byłabym o tym poinformowana.
      Dla mnie najbardziej miarodajnym wskaźnikiem jest wychodzące z sali
      uśmiechnięte i zadowolone dziecko.
      • ala.0 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 11:08
        Raz jedyny sie zapytałam jak sie sprawuje moja córka ,tak dla ogólnej
        wiadomości.Jeżeli chodzi o jedzenie ,o załatwianie potrzeb fizjologicznych
        ,zabawy itd pytam dziecko.Ma 4,5 roku i umie odpowiedzieć na nurtujace mnie pytania
        • madziulaz Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 21:06
          a moje dziecko jest w "maluchach" i ma etap fantazjowania...i nie
          dowiesz sie wszytskiego od niego...
          Standardem juz jest ze śniadania wogóle nie bylo,,a co dopiero zeby
          sie dowiedziec czy go zjadłwink
          Wiadomo ze z glodu nie umrze ale milo byloby wiedziec ze zjadl
          kanapke z ogorkiem..(jak twierdzi pani..bo chyba nie sciagal)choc w
          domu za nic nei wzial do ust..
          Wiecie..juz wiele razy sie przekonalam ze instynkt macierzynski to
          nei wymysly i ze matka najlepiej wie co dla dziecka dobre i "wisi"
          mi co szanowna pani przedszkolanka pomysli o mnie..
          I nadal będę się interesować co moje dziecko robi cały dzien w
          przedszkolu i nic tego nie zmienismile
          A ze sa różni rodzice,mialam szanse sie ostatnio przekonac w
          przedszkolnej szatni...placzacy chlopiec lat ok..4-5 i "tatus"..A
          Tobie co sie k.... znowu dzieje?..zwrocilam ojcu uwage..bylam w
          szoku..
          pozdrawiam
          • peresia Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 21:35
            > A ze sa różni rodzice,mialam szanse sie ostatnio przekonac w
            > przedszkolnej szatni...placzacy chlopiec lat ok..4-5 i "tatus"..A
            > Tobie co sie k.... znowu dzieje?..zwrocilam ojcu uwage..bylam w
            > szoku..

            Mam zupełnie odmienne spostrzeżenia słysząc słowa rodziców, którzy
            odbierają swoje dzieci. 90% pyta tylko o to, czy dziecko zjadło,
            albo czy płakało. Pytania te są zadawane albo nauczycielkom, albo
            dzieciom. Potem następuje "przegląd" wystawionych prac dzieci z
            danej grupy. I tu też zazwyczaj "zonk" - wszechobecne porównywanie i
            komentowanie przy dziecku jakosci jego pracy, rzadko słyszy sie z
            ust rodzica zachwyt. Albo - scenka z wczoraj: mama odbiera dzieciaka
            i standardowo pyta, czy zjadł obiad, po czym chłopczyk woła: chodź
            mamusiu, zobacz jak ładnie narysowałem, na to mamusia nawet nie
            spojrzawszy cedzi : ubieraj sie szybko, szkoda czasu...uncertain
      • mama303 Re: Rodzice interesujący się swoimi dziecmi... 03.10.08, 21:43
        peresia napisała:

        > Ogólne pytanie o postępy mojego dziecka zadaję raz w tygodniu,
        > zresztą wychodzę z założenia, że jeżeli coś byłoby nie tak, to na
        > pewno byłabym o tym poinformowana.
        > Dla mnie najbardziej miarodajnym wskaźnikiem jest wychodzące z
        sali
        > uśmiechnięte i zadowolone dziecko.

        Mam podobnie chociaż w poczatkowych latach przyznaję że więcej
        pytałam. Teraz mam zerówkowiczke więc sporo dowiaduje sie od niej
        samej.
        Ale jest pewien typ mam okupujacych ciągle opiekunki, czasem trudno
        zamienić choćby słowo.
    • agava00 trzeba miec umiar 13.10.08, 22:30
      najlepiej wynajmij opiekunke i bedziesz mogla bez stresu gadac z nia godzinami o
      swoim dziecku

      jesli swiadomie posylasz dziecko do przedszkola, to znaczy, ze masz zaufanie i
      chyba nie trzeba go ciagle podpierac pogadankami i przepytankami czy zjadlo, czy
      sikalo, czy wytarlo tylek itp?

      szkoda mi czasem tych przedszkolanek, kiedy widze, jak stoja przy drzwiach i
      odpowiadaja na durne pytania nadgorliwych rodzicow...
      do tego dochodza opowiastki "a moj jozio wczoraj po przedszkolu robil to i tamto..."

      z reszta, w szkole jest to samo...

      ---------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka