Dodaj do ulubionych

szpitale pediatryczne

07.01.04, 10:40
drogie mamuśki, pisze ten post żeby się dowiedziec od mam, któych dzieci
lezały w szpitalach jak to jest naprawde i czy faktycznie to koszmar. Żeby
przybliżyć temat opoweim zdarzenie sprzed 7 dni dokładnie. Dziecko 11
miesieczne nagle zaczyna mieć drgawki i się dusić, sinieć i dzieją się
dziwne rzeczy, matka dzwonipo pogotowie, które nie przyjeżdza, dziecko nadal
ma drgawki, matka dostaje ataku histerii, po pogotowie drugi raz dzwoni jej
siostra i po zrobieniu awantury pogotowie przyjeżdza po 15 minutach, po czym
zabiera dziecko z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych na sygnale do
szpitala. W szpitalu dziecko wychodzi z drgawek, dostaje lekarstwa, zaczynja
się badania, po 12 godzinach znowu dostaje drgawek. W tej chwili jest w
szpitalu, niby wszytsko ok, ale rodzice nadal nie są poinformowani co to
jest i co to było, jakie dostaje lekarstwa, dlaczego, jakie i po co zostały
wykonane badania, lekarze odsyłąją do pani ordynator, pani ordynator nie
odpowiada na pytania. wczoraj np pilegniarka pomyliła lekarstwa i gdyby nie
obecność matki, która to zauważyła, dostałaby nie swoje. Ogólnie po
rozmowach z panią pediatra, któa jest prowadzi to maleństwa w ośrodku
zadecydowali wspólnieżeby wypisac dziecko an własne żądanie, bo pobyt w
szpitalu jest koszmarem i tak naprawde nie wiadomo co robią lekarze, po co
dlaczego. Wyobrażacie sobie sytuacje, że rodzice nie wiedza co dzieje się z
ich własnym dzieckiem ,a lekarze nie chcą nic powiedzieć. Mam takie
wrażenie, ze lepsza opieke otrzymują zwierzeta od weterynarzy niż nasze
dzieci od lekarzy pediatrów na odddziałach pediatrzycznych. Babcia tego
dziecka dostałą podobno szoku jak zobaczyła w jakich warunkach i jak odbywa
się leczenie jej wnuczki. Zastanwiam się skoro udało się niby zrobic całą
akcje rodzenia po ludzku, dotarło to nawet do małych szpitali, to może ktoś
zainteresowałby sie jak wygladają oddziały pediatryczne w naszym kraju.
Podobno w ciągu tych kilku dni zmarło na tym oddziale dwoje dzieci, a
lekarzy jakoś to wogóle nie obeszło. Strasznie mnie to zdenrwowało, bo same
pomyślcie, jak lekarz uszkodzi wasze dziecko i mu w napadzie złości obijecie
gebe to pójdziecie albo siedziec, albo dostaniecie wyrok za pobicie, a on
zniszczy zdrowie, a nie raz i życie dziecka i nic mu za to się nie stanie.
Będzie pracował nadal, nadal szkodził i zabijał.
Obserwuj wątek
    • jeni27 Re: szpitale pediatryczne 07.01.04, 11:30
      DORGA GOSIU TO CO SIE DZIEJE W POLSKICH SZPITALACH TO PRAWDZIWA TRAGEDIA.
      W SZPITALU ZGORZELECKIM SZ STRASZNE WARUNKI PRAKTYCZNIE NIE NADAJACE SIE DO
      LECZENIA CHORYCH DZIECI NIE WSPOMINAJAC O OKROPNYM PERSONELU.SALE SZPITALNE
      SA SZARE I PONURE ,BRUDNE A PO SALACH LAZA WREDNE I MALO SYMPATYCZNE
      PIELEGNIARKI.W 1997R ZMARLO 4 DZIECI KTORE ZOSTALY ZATRZYMANE W SZPITALU Z
      PODEJZENIEM GRYPY.MYSLISZ ZE KTOS SIE TYM ZAJA SPRAWA UCICHLA W CIAGU 6 DNI .A
      ILE JESZCZE DZIECI UMARLO TAM? KTO TO WIE?NAWET RODZICE NIE WIEDZA NA CO TAK
      NAPRAWDE UMARLY ICH DZIECI.NO NIE STETY ALE MY NA TO NIC NIE PORADZIMY W
      NASZYM KRAJU NIE MA DOBRYCH LEKARZY A JAK SA TO ZA POTEZNE PIENIADZE.TU NIE
      KARA SIE ZA SMIERC I ZA POMYLKI BRONA SIE TYM ZE SZ LUDZMI I MAJA PRAWO SIE
      POMYLIC A MY NIE MOZEMY IM NIC ZROBIC BO NIE MA TAKIEGO PRAWA KTORE BY IM
      ZASZKODZILO CZY ZNACIE PRZYPDEK ABY KTOS WYGRAL Z LEKARZEM ?JA NIE.
      WIEC NIC INNEGO NAM NIE POZOSTAJE JAK TYLKO ZACISNAC ZEBY I ZAAKCEPTOWAC
      POCZESCI TO CO SIE DZIEJE W POLSCE BO NA NASZ KRZYK NIKT NIE REAGUJE.

      SORY ZA BLEDY ALE SIE SPIESZE I NIE CHCE MI SIE ROBIC KOREKTYsmile))
    • bea.bea Re: szpitale pediatryczne 07.01.04, 12:53
      nie wiem cy to jakieś pocieszenie dla ciebie , ale przeszłam przez
      szpital ...a było to tak:
      z sześciodniowym niemowlakiem trafiłam na pogotowie z biegynką , tam dowiedzia
      łam sie że moje dziecko ma: zapalenie pępka, zapalenie płuc, galopującą
      żółtaczke i ...coś co zwaliło mnie na kolana..dziwne drgawki i przykurcze ,co
      może świadczyć o krwiaku na mózgu...no cóz szpital
      po torze przeszkód...czyli jedno piętro prześwietlenie, następne laryngolog,
      następne badania krwi...itd znałam geografie szpitala, trafiłam na oddział
      dzieciecy...a tu
      1. spałam na podłodze, zanim mąż zorganizował leżak
      2.nie było się gdzie umyć , na moją uwagę że mam szwy usłyszałam ...kto
      zapłaci za wode
      3. poinformowano mnie że aby zrobić sobie herbate musze miec własne zapalkismile
      4 dziecko z podejżeniem krwiaka na mózgu będzie miało usg za 10 dni ( na
      wałasną ręke zrobiłam je od razu tego samego dnia w tym samym szpitalu, za
      bagatela 30 zł)
      5. musiałam kupować sama lekarstwa , bo powiedziano mi ...szpitala nie stać
      6. co do opieki pielęgniarek , z całym szacynkiem dla innych , pacjętko
      matko , radz sobie sama
      7. do inego szpitala sama zawoziłam próbki do badania...
      8. Boże ...nie chce tego pamiętac i nikomu nie życze
      9. Ponieważ warunki urągały ludzkiej godności chciałam znaleźć prywatny
      szpital pediatryczny niestety u nas takego nie ma...
      Moje dziecko jest zdrowe , żadnych krwiaków nie było, dziękuje Panu doktorowi
      z pogotowia za trafna diagnoze...i nigdy więcej nie chciałabym tam trafić i
      wam tego nie życze...pozdrawiam
    • gandzia4 Re: szpitale pediatryczne - koszmar!!!!!!! 07.01.04, 19:04
      Przeszłam przez podobny koszmar na początku czerwca 2003. Synek złapał
      Rotawirusa - biegunka i silne wymioty. Zaczęło sie w nocy z piątku na sobotę,
      jak go tylko złapało pobiegliśmy z 1,5 rocznym dzieckiem w środku nocy na
      pogotowie. Wstępna diagnoza zatrucie i zalecenie wizyty rano w przychodni jeśli
      objawy nie ustąpią. Sobota wizyta w przychodni - diagnoza Rotawirus. Przypisano
      dziecku Smectę, Nifuroksazyd, Gastrolit i Zinacef domięśniowo dwa razy dziennie.
      Niedziela wizyta w przychodni - lekarz kontroluje stan synka czy się nie
      odwodnił i kontynuujemy leczenie. Poniedziałek wizyta w przychodni przed
      południem - nasza lekarka stwierdza lekkie odwodnienie i profilaktycznie
      wypisuje skierowanie do szpitala klinicznego, nadal podajemy bez zmian leki.
      Nadal utrzymuje się biegunka i wymioty, dziecko nic nie je tylko pije. Po
      południu postanawiamy jechać jednak do szpitala. Izba przyjęć szpital dziecięcy
      na Chodźki w Lublinie - lekarka nawet nie dotyka dziecka i odsyła nas do
      szpitala na Biernackiego na oddział zakaźny. Kolejna izba przyjęć - miła lekarka
      bada dziecko i przyjmuje nas na oddział, dostaję do zapoznania się Kartę praw
      pacjenta. Proszę o możliwość pozostania z synkiem na noc, pani doktor nie robi
      problemów przeprasza tylko, że jedyne co może mi zaproponować to krzesło przy
      łóżku dziecka (trwa remont i brak sal). Synek po przyjęciu ma nadal kontynuowane
      leczenie tymi lekami, które brał w domu, doszły tylko kroplówki by go nawodnić.
      Od chwili wyjazdu z domu ustały wymioty, niestety biegunka nadal się utrzymuje.
      Wtorek rano na obchodzie pani ordynator i jeszcze jedna konowałka nie
      rozmawiając wcale ze mną odstawiają dziecku wszystkie leki, synek ma nadal
      biegunkę słabszą, ale ma. W południe nasila się biegunka. Trzy razy proszę o
      przyjście lekarza nim raczy sie pojawić. Na moją prośbę o podanie synkowi smecty
      dowiaduję się, że to nie ja tu leczę. Jednak po godzinie wielce zdziwiona
      pielęgniarka przynosi lek. Dziecko ma podawane kroplówki i po moich prośbach
      smecte i nifuroksazyd. Na noc zostaję wyproszona - lekarka która ma dyżur nie
      lubi plączących się rodziców. Jestem już na cenzurowanym, więc by nie zaszkodzić
      dziecku wychodzę po 22. W szpitalu jestem z powrotem przed 6 rano. Synek biega
      po sali, a obok leżą dzieci podłączone do kroplówek (całe szczęście nie wyrwał
      zadnemu rurki). O godzinie jedenastej przy synku przejmuje dyżur mąż. Około
      godziny 13 synek zaczyna tracić przytomność trzykrotnie wzywana lekarka
      twierdzi, że nic się nie dzieje za czwartym razem gdy zaczynają nam puszczać
      nerwy "to może sprawdzimy poziom potasu". Okazuje się, że drastycznie spadł i
      trzeba uzupełnić. Ja zostaję z dzieckiem mąż idzie do dyrektora w sprawie
      zostawania z dzieckiem na noc. Konsultujemy telefonicznie metody leczenia z
      innymi lekarzami (wszyscy pytają się o kontynuację leczenia Zinacefem). Zostaję
      na noc o godzinie 23 synek znów traci przytomność pod kroplówką, ma silne
      wzdęcie i bardzo wysoką gorączkę 40,3. Środa - szukamy prywatnego szpitala lub
      możliwości przeniesienia do innego. Znajduję lekarza, który proponuje leczenie w
      domu, łącznie z podawaniem kroplówek. Uzgadniamy z nim, że w czwartek wypiszemy
      synka na własne żądanie. Jesteśmy już postrzegani jako ci co mają wymagania, a
      nie dali łapówy. Zostaję na noc, zdziwiona pielęgniarka próbuje mnie wyprosić
      odpowiadam, że uzgodniłam wszystko z dyrektorem. Czwartek rano kilkakrotnie
      proszę o rozmowę w sprawie wypisania dziecka. Przed południem przychodzi pani
      ordynator z drugą i uświadamiają mi jaka jestem głupia i że moje postępowanie
      może zabić dziecko. Okazyje się, że jeszcze nie sprawdzono od chwili przyjęcia
      czy to faktycznie Rotawirus, a pani ordynator nagle zaczyna podejrzewać
      Salmonnelozę. Odwlekają wypis, po południu synek znowu traci przytomność
      przychodzi lekarka i z wrednym uśmieszkiem pyta: " to co wypisuje pani, czy może
      podać Zinacef?" Mąż w tym czasie składa skargę u dyrektora. Ja przerażona stanem
      dziecka wycofuję się z wypisu. Przychodzi pani doktor, która nas przyjmowała i
      nie może ukryć szoku, że doprowadzono dziecko lekko odwodnione do takiego stanu.
      Mąż w trakcie wizyty u dyrektora nagle dowiaduje się, że nasz synek od początku
      był w bardzo złym stanie, oraz że ZANIEDBUJEMY GO. Dowiadujemy się, że
      odstawienie leków dziecku miało na nas wymusić łapówkę.
      W czwartek przywrócono wszystkie leki, które brał w domu, a w sobotę byliśmy już
      w domu. Lekarz wypisujący upominał nas, ŻE ZINACEF MUSI WZIĄŚC PEŁNĄŁ SERIĘ,
      CZYLI DO PONIEDZIAŁKU. Ja to wiem ale pani ordynator chyba nie.......
      Nikomu nie życzę takiego koszmaru. A po wszystkim powiedziano nam,że nie warto
      szumieć bo ze szpitalem nie wygramy, a mogą nasłac na nas opiekę społeczną i
      policję.
      • mamamarka Re: szpitale pediatryczne - koszmar!!!!!!! 18.01.04, 08:25
        Brak mi slow nawet mi sie chce plakac nie wyobrazam sobie co przezywaliscie

        Agnieszka
    • bea.bea Re: szpitale pediatryczne 08.01.04, 01:38
      i z tego wszystkiego tak sie zdenerwowałam , że zapomniałam napisać jeszcze
      coś...
      wypisali nas w piąrek o 14.00, z zaleceniem zinacef 5* ( podaway w domu)Ale
      jak to w życiu bywa w mojej przychodni która jest 200m od mojego domu
      dowiedziała się że w soboty i niedziele nikt nie przyjdzie do ojego dziecka i
      mam jeździć na pogotowie...po zapaleniu płuc..
      No cóz zastrzyk prywatnie kosztuje u nas 15 zł ...ale nie łatwo znaleźć
      siostre która zrobi go 16-sto dniowemu maluszkowi.
      Udało sie...15*5=75 zł...no i po co ja płace to głupie ubezpieczenie...z
      którego sama nigdy nie korzystałam...15 lat* średnio 100 zł to 18000zł i za to
      dostałam to co dostałam ...pozdrawiam smilejeszcze raz
      • ikaikaj Re: szpitale pediatryczne 08.01.04, 17:48
        a mi jest troche smutno i jestem rozgoryczona...wiem,ze nie jest kolorowo w
        szpitalach,wiem ze sa lekarze ktorzy biora lapowy...wiem,wiem,wiem....ale piszecie,ze w
        polsce nie ma dobrych lekarzy...i to mnie bardzo boli...boli wszystkich moich przyjaciol z
        ktorymi studiuje na akademii medycznej...jest nas na tej uczelni z roku na rok coraz
        mniej...i nie tylko dlatego,ze to malo oplacalny zawod w dzisiejszych czasach,i nie
        dlatego,ze tak ciezko o staz....ale tez dlatego,ze ludzie nie beda nas szanowac...nie
        wazne jacy bedziemy,zawsze ktos posadzi nas o branie lapowek,zawsze ktos
        pochopnie nazwie nas konowalem.nawet nie wiecie jakie to przykre...jako matka
        rozumiem wasze nerwy,wasz strach,ale jako przyszly lekarz blagam...uwierzcie w nas i
        dajcie nam szanse pokazania sie z jak najlepszej strony.
        pozdrawiam
        ika mama kaja i franka
        • mami7 Re: szpitale pediatryczne 08.01.04, 20:28
          ikaikaj,

          Komuś trzeba zaufać, tym bardziej jeśli się nie jest lekarzem i nie ma się żandego znajomego w swoim otoczeniu. Tylko taki kredyt zaufania nie jest bezgraniczny.

          Przyznam szczerze, że miałam porządnie nieprzyjmne przejście z synkiem w szpitalu: powiedziano mi,że zaniedbałam dziecko, bo jest chore; z łaską pozwolono mi z nim zostać, kiedy jedynym pokarmem który przyjmował było to czym ja go mogłam nakarmić; lekarz zaproponował, żebym poszła się wyspać, a żeby dziecko się nie denerwowało to dadzą mu środki uspakajające; dopiero po awanturze po prawie 12 godzinach przyszedł na moje wyraźne żadanie lekarz i z łaską poinformował mnie o stanie zdrowia malucha, tzn. powiedział "dziecko jest ciężko chore"; przyjęto nas na oddział w celu nawodnienia i zbicia prawie 40 stopniowej gorączki... i zamiast kroplówki nawadniającej podano dziecku od razu antybiotyk, tylko oczywiście nie raczono mnie o tym poinformować; oczywiście w celu zbicia gorączki podawano jedynie paracetamol, jedynie kiedy rano mały miał już 41 stopni to pani doktor podała 9 miesięcznemu maluchowi DOŻYLNIE pyralginę; dziecko jedynie z gorączką wylądowało na sali z grupką 8 dzieci chorych na zapalenie płuc i biegunkę; przez 24 godziny byliśmy w miejscu którego nie nazwałabym szpitalem dziecięcym, a raczej poczekalnią, w opłakanych warunkach przede wszystkim dla dzieci, bo dla dorosłych ich w ogóle nie było - spanie na ziemi i jedna ubikacja (a nie łazienka) bez światła i ciepłej wody na cały szpital (kilku piętrowy). Oczywiście w momencie kiedy zorientowaliśmy się, że tutaj nam nikt nie pomoże, wypisaliśmy się po 24 godzinach na włąsne żadanie. Wcześniej mąż znalazł szpital, gdzie bez najmniejszego problemu zgodzili się przyjąć karmiącą matkę z dzieckiem.
          I tutaj skończył się nas koszmar i zaczęłą się odbudowywać wiara w służbę zdrowia. Mogę z całą powagą tych słów powiedzieć, że oddział dla dzieci i niemowląt w szpital Narutowicza w Krakowie dba o swoich małych pacjentów, począwszy od salowej a skończywszy na pani ordynator. Wykonano wszystkie niezbędne badania, opieka lekarska wzorowa. Pielęgniarki fantastyczne! Moje dziecko spędziło tam 2 tygodnie, bo oczywiście na pamiątkę, wizyty w pierwszym szpitalu dostało zapalenia płuc. I muszę przyznać, że synek był zadowoly z pobytu w szpitalu i z całą pewnością nie było to dla niego stresujące, pomijając oczywiście wszystkie nieprzyjemne zabiegi typu wkłuwanie się z wenflonem, które niestety musiał przejść.
          Jak się okazało powodem gorączki było poważne zakażenie układu moczowego.

          I jeszcze... z kolejną pamiątką po szpitalu, a dokładniej po cystografii walczymy już bardzo długo i bezskutecznie jak na razie. Ale mały jest pod kontrolą wspaniałych specjalistów i mam nadzieję, że w końcu się z tym uporamy.

          Pozdrawiam i nie życzę z całego serca lądować z dzieckiem w jakimkolwiek szpitalu
        • mamamarka Re: szpitale pediatryczne 18.01.04, 08:27
          W takim razie w Was nasza nadzieja
    • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 09.01.04, 14:37
      ikaikaj napisała:
      > to malo oplacalny zawod w dzisiejszych czasach
      czy Ty, ikaikaj, nie przesadzasz z tą małą opłacalnością zawodu lekarza?
      Jeszcze rozumiałabym, gdybyś twierdziła, że pensja lekarza zatrudnionego na
      etacie jest niewysoka, ale - nie oszukujmy się - ta pensja to zaledwie jedna
      ze składowych dochodów większości lekarzy.
      Np. w poradni dziecięcej, do której zapisany jest mój synek, na czterech
      zatrudnionych tam pediatrów - trzech ma swoje prywatne gabinety, a czwarty -
      pracuje w szpitalu.
      Jeden z "przychodniowych" pediatrów podczas wizyt w przychodni w całkiem
      niezawolaowany sposób sugeruje, że lepiej byłoby korzystać z jego usług w
      ramach prowadzonej przezeń prywatnej praktyki, a nie zawracać mu głowę "za
      darmo".
      Cytuję tekst wygłoszony do mnie przez panią doktor "Ja nie mogę prowadzić
      dziecka, jeżeli matka nie zmieni swojego sposobu odżywiania się" - jestem
      laktoowowegetarianką, a synka chciałam karmić piersię. Dalszy ciąg wypowiedzi
      pani doktor: "Przynajmniej tu, w przychodni reprezentuję tradycyjne podejście
      do medycyny, nawet gdyby moje prywatne poglądy w tym względzie były inne".
      Tutaj nastąpiło wręczenie wizytówki prywatnego gabinetu ...

      Z lekarzami zatrudnionymi w szpitalach jest jeszcze lepiej. Żywy strumień
      nieopodatkowanej gotówki do nich płynie. W szpitalu, gdzie był operowany mój
      synek (dodam, że to środek uniwersytecki), zwyczajowo nie wyznaczano terminu
      operacji, dopóki rodzice nie dali doli. Oczywiście nie mówię tu o przypadkach
      nagłych, kiedy karetka przywozi na sygnale dziecko z wypadku. Chodzi mi tu o
      operacje planowane. Takie, kiedy dzień, lub dwa wcześniej lub później nie
      grają większej roli. Z tym,że w tym szpitalu, jeśli się nie dało kasy, to
      można sobie było czekać i czekać niemalże w nieskończoność... Jedna z mam,
      której córeczka leżała w sąsiednim łóżeczku, obok mojego synka, skarżyła się
      mi, że w szpitalu czekają już kilka dni na wyznaczenie terminu operacji. I
      cały czas są zbywani. Jak się okazało - nie dali kasy. A po tym jak dali -
      termin operacji ustalono na następny dzień. Jeszcze im ten lekarz, który wziął
      kasę, powiedział, że to wcale nie dlatego, że mu dali - po prostu znalazł się
      termin. Śmiech!!!

      Apelujesz, ikaikaj, o "dawanie szansy lekarzowi".
      Cóż, pewnie jestem niesprawiedliwa z założenia traktując każdego lekarza jako -
      jak to określasz - "konowała", ale tak jest po prostu bezpieczniej dla mojego
      dziecka.
      I bardzo żałuję, że nie byłam taka "niesprawiedliwa" od samego początku, kiedy
      Michał się urodził: zaufałam lekarzom (nie jednemu, ale aż kilku z nich) i
      efektem jest to, że mój synek najprawdopodobniej będzie musiał być operowany
      ponownie.

      Wiem, że jestem napastliwa. Ale od czasu koszmaru, jaki mój synek i cała nasza
      rodzina przeszliśmy w szpitalu, rzeczywiście trudno mi zachować obiektywizm. O
      wybranych epizodach z tamtego koszmarnego okresu pisałam juz niedawno, więc
      nie będę się powtarzać, chociaż myślę, że właściwie ten wątek,
      zatytułowany "Szpitale pediatryczne" byłby może bardziej odpowiedni dla
      umieszczenia w nim tamtego postu, więc - niejako w ramach "wytłumaczenia"
      mojej napastliwości pod adresem lekarzy i szpitali - odsyłam do stosownego
      wątku (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=10008356&a=10034794).

      Pozdrawiam
      • ikaikaj Re: szpitale pediatryczne 09.01.04, 14:56
        droga aniu...kazdy medal ma 2 strony...sa lekarze ktorzy moga sobie pozwolic na
        prywatna praktyke a sa tacy ktorzy nie moga...czy wyobrazasz sobie,ze ktos otwiera
        prywatny gabinet onkologiczny i kupuje MR za bagatela kilkaset tysiecy zlotych?
        wszystko ma swoje zle i dobre strony...jak juz napisalam wiem,ze nasze szpitale sa
        tragiczne,ze jest mnostwo lekarzy bioracych kase do kieszeni,ale to tez skads sie
        wzielo.absolutnie nie twierdze,ze to wina np rodzicow hospitalizowanych dzieci itd.to
        wina naszego panstwa i jego rzadu...ci ludzie ktorzy biora lapowy,ktorym nie zalezy, to
        nie moje pokolenie.sa to ludzie,ktorzy akurat w swojej praktyce trafili na okropne
        czasy.nie tlumacze tego co robia,ale staram sie choc troche zrozumiec,ze mozna sie
        nabawic frustracji...
        ja prosze tylko,zebyscie uwierzyli,ze my,pokolenie przyszlych lekarzy chcemy byc
        lepsi!mamy jeszcze idealy,plany itd
        i wy-pacjenci mozecie nam pomoc ich tak szybko nie stracic,dajac nam choc malenki
        kredycik zaufania...a noz bedzie lepiej?
        z calego serca zycze tego tobie,wszystkim mamom no i sobiesmile
        pozdrawiam
        ika mama kaja i franka
        • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 09.01.04, 19:39
          ikaikaj,
          nie chcę się z Tobą kłócić; sądząc z tonu Twoich postów zdajesz się być miłą
          osobą, żarliwą idealistką, która ma nadzieje, że ona i jej podobni zmienią na
          lepsze kawałek świata...
          Znasz zapewne powiedzenie "Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak
          one". Obawiam się, że tak właśnie stanie się z Tobą i Twoimi przyjaciółmi z AM.
          Traficie do przychodni i szpitali, gdzie standardem jest to, o czym piszą w
          tym wątku inne mamy: obojętność na cierpienie pacjenta i łapówkarstwo. I co,
          wierzysz w to, że jednemu młodemu lekarzowi uda się zmienić zdemoralizowany
          zespół "starych wyjadaczy" w grupkę szlachetnych Judymów? Ja uważam, że albo
          wyleci on z hukiem z pracy, albo będzie siedział cicho. A po pewnym czasie to,
          co wcześniej wydawało się być poniżające np. przyjęcie "dowodu wdzięczności"
          od pacjenta, powoli przestanie szokować.

          Piszesz, że
          > sa lekarze ktorzy moga sobie pozwolic na
          > prywatna praktyke a sa tacy ktorzy nie moga...
          > czy wyobrazasz sobie,ze ktos otwiera prywatny gabinet onkologiczny
          > i kupuje MR za bagatela kilkaset tysiecy zlotych?

          Ja nieprzypadkowo napisałam o poradni pediatrycznej, do której zapisany jest
          mój synek: gdzie - napiszę to raz jeszcze - trzech lekarzy na czterech jakoś
          mogło sobie pozwolić na otwarcie prywatnej praktyki. A ten onkolog? Po co mu
          praktyka? Gdy zatrudni się w szpitalu - też pewnie nie będzie musiał żyć z
          gołej pensji.

          A z tym kredytem zaufania - to też tak, jak już napisałam: w sytuacji, gdy
          będzie chodzić o moje dziecko, żadnych kredytów więcej. Lepiej dmuchać na
          zimne, niż drugi raz się sparzyć!
          Pozdrowienia
    • monika.zdz Re: szpitale pediatryczne 09.01.04, 16:03
      Moje dziecko było w szpitalu w wieku 1 rok i 9 miesięcy.W warszawskiej
      klinice.Warunki były w miarę dobre,rodzice mogli wypożyczać na noc jakieś
      leżanki i być z dzieckiem. Właściwie cała pielęgnacja dziecka należała do
      rodziców i część zabiegów,również jakiaś kontrola (np.płynów). Trochę więc
      sobie pracy oszczędzali. Na obchody przychodzili ciągle nowi lekarze,jakieś
      tabuny studentów i generalnie to było uciążliwe bo nie wiadomo było kogo spytać
      o stan dziecka. Nowi lekarze widzieli tylko stan obecny oraz to co wyczytali w
      karcie. Lekarkę prowadzacą widziałam ze dwa razy na tydzień pobytu dziecka w
      szpitalu,drugi raz w dniu wypisu. Na szczęście w naszym przypadku nie było
      żadnych niewyjaśnionych objawów, wiadomo było co synowi dolega i jak to leczyć.
      Wychodząc ze szpitala, jeszcze niezupełnie zdrowy i na antybiotyku dostał od
      szpitala w prezencie rotawirusa, ktorego leczyliśmy w domu kompletnie
      spanikowani, ponieważ zdarzyło się to po raz pierwszy i nie posiadaliśmy na
      temat tej choroby żadnych konkretnych informacji. Szpital się wypiął na moje
      dziecko, stwierdzając,że nie można go przyjąc z powrotem bo to choroba zakaźna
      (teraz wiem,że dobrze sie stało,chodzi tylko o podejście do
      pacjenta),traktowano go jak trędowatego, a przecież dziecko,które rozsiało tą
      chorobę na oddziale było, a powinno być skierowane do szpitala zakaźnego.Za
      chwilę cały oddział był zamknięty z powodu epidemii rotawirusa.teraz na myśl o
      szpitalu teżeje mi krew w żyłach i zastanowiłabym się 10 razy zanim oddałabym
      tam dziecko.Głównie z powodu możliwości złapania jakiejś dodatkowej francy.
    • goska27a Re: szpitale pediatryczne 13.01.04, 11:34
      tak przeczytałam i sobie pomyśłałm, że może powinien ukazac sie artykuł z
      wskazówkami jak zachowywac się gdy dziecko jest w szpitalu.
      1. Doszpitala zabierz gotówke, dużo gotówki bo inaczej czeka cie koszmar, bo
      za zainteresowanie lekarzy, pielęgniarek musisz zapłacić
      2. nie zadawaj za dużo pytań bo to drażni personel
      3. Nie licz na to, że zajma się twoim dzieckiem jak nalezy, szpital nie leczy
      4. Załatw dobrego psychologa dla siebie i dla dziecka, bo po wyjściu ze
      szpitala bedzie potrzebny
      5.Poszukaj prywatnego lekarza, który po wyjsciu ze szpitala bedzie leczył
      twoje dziecko
      6. generalnie jezeli nie musisz to 10 razy się zastanów niz pójdziesz z
      dzieckiem do szpitala
      • ppjw Re: szpitale pediatryczne 13.01.04, 12:03
        tak z mojego doświadczenia ( choć nie chcę o nim pamiętać - jednak Wasze
        doświadczenia obudziły wspomnienia )dopisuję kolejne "przykazania"...
        Jeśli zostajesz lub, co gorsza, sama też wymagasz opieki, pod żadnym pozorem
        nie proś lekarza w nocy, bo usłyszysz: " znowu ta głupia K...A woła lekarza!! "
        od szanownje Pani Pielęgniarki, bo przecież ona na nocnym dyżurze chce się
        wyspać!!!!!
        Choćby Twoje dziecko płakało przez pół nocy - ani się waż pytać, co się dzieje,
        bo przeszkadzasz i jesteś generalnie "uciążliwa"....

        A co do młodej kadry : proszę, młoda przyszła kadro, nie wciskaj ciemnoty,
        jeśli się nie dostosujesz, to Cię szybko usuną, bo nikt sobie nie pozwoli na
        psucie świetnie prosperującego biznesu, a jakoś w altruistyczne pobudki
        wszystkich studentów na AM nie wierzę, miałam "przyjemność" przebywania na
        oddziale Patologii Ciąży w krakowskiej Klinice Uniwersyteckiej i napatrzyłam
        się na "kwiat" inteligencji medycznej - moim zdaniem żenada, wykłady to świetna
        zabawa, a chodzenie po salach i oglądanie niekoniecznie "kwitnących" przyszłych
        Mamuś - tu dopiero można żartować...
        Przepraszam za ton, nie chcę nikogo krzywdzić, nie twierdzę, że wszyscy
        aktualni oraz przyszli lekarze są beznadziejni, zdarzają się perełki, znam i
        takich, ale niestety te złe przykłady robią i złą opinie dla całej grupy...
    • grazynarosa Re: szpitale pediatryczne 13.01.04, 16:52
      Witam....ja w grudniu przed swietami bylam z 17 m-ym synem w szpitalu na
      b.ostre zapalenie krtani.Dzieckie zajęto sie bdb.a lekarz calą noc byl przynim
      bo bylo nie ciekawie z jego stanem.Ja bylam caly czas tyle ze mialam swoj lezak-
      ale nie bylo zadnych przeszkod nawet prosili aby ktos byl caly czas.Maly szybko
      doszedl do siebie(bez lapowek!)lekarzemili,pani ordynator wszystko dokladnie
      wyjasniala i odpowiadala na kazde pytanie.Pielegniarki bardzo zyczliwe i
      lagodne.Tak ze oprocz tego ze nie bylo lazienki(ale zlew na sali i mozna bylo
      buzie zmoczyc)to uwazam ze to dobry oddzial.Sale byly dzielone szybami,byly na
      dwoje dzieci-ale jak bylo dosc miejsca to kazde spalo osobno.Byla
      wanienka,przewijak ,szafka na swoje rzeczy-duza!2 krzesla,i dosc wygodne
      lozeczka.Nie bylo szaro,nawet jakies malunki pamietam.
      Tak ze jak widzicie-nie wszedzie koszmar.
      Pozdrawiam-Grazyna mama Mikolaja.
      • anatemka Re: szpitale pediatryczne 13.01.04, 21:36
        wiecie co? ja pracuje w szpitalu pediatrycznym. i nie rozumiem o co wam chodzi?
        wiecie jakie macie prawa i obowiązki jako rodzice chorego dziecka? to stosujcie
        się do obowiązków i żądajcie praw. zamiast skarżyć się potem na forum, to
        brońcie swoich praw w czasie kiedy dziecko jest w szpitalu.
        • knabi-ann Re: szpitale pediatryczne 13.01.04, 22:16
          No właśnie, trzeba walczyć, a nie narzekać. To nieprawda, że nic nie można
          zrobić. Jeśli ktoś jest wulgarny czy zwyczajnie niegrzeczny to można
          wystosować list do dyrektora, interweniować w razie odmowy całodobowego
          czuwania przy dziecku itd. Dyrektorzy są wprawdzie różni, ale może to
          zadziałać. Jeśli wmawiaja Wam, że dziecko przyjęto w złym stanie, to można
          zajrzeć do historii choroby - tam jest opis pierwszych objawów. Jeśli
          uważacie, że lekarz popełnił błąd - można to zgłosić do Izby Lekarskiej. Prasy
          nie polecam, bo dziennikarze bywają nierzetelni i czasami mocno przesadzają
          tracąc przez to na wiarygodności. Pewnie, że gdy jesteśmy przerażeni stanem
          dziecka, to trudno o racjonalne myślenie, ale może wtedy pomoże przyjaciel?
          Albo rodzina? I pamiętajcie, że lekarz to też człowiek, może mieć gorszy
          dzień - czasem późniejsza spokojna rozmowa wiele wyjaśnia.
          A zasada ograniczonego zaufania wydaje mi się słuszna, lepiej znamy swoje
          dzieci i ich reakcje.
          Niektórzy uważają, że pediatra ma dużo wspólnego z weterynarzem - też nie
          pogada z pacjentami wink I czasem nawet doswiadczenie nie uchroni przed złą
          diagnozą.
          Pozdrawiam ANN
        • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 14.01.04, 10:04
          Wiesz co, Anatemko? A ja nie rozumiem, czego tu można nie zrozumieć!
          Sprawa jest bardzo prosta: czas, kiedy dziecko leży w szpitalu to okres, kiedy
          rodzice powinni być przy nim, przytulać, trzymać za rękę... Na to jest wtedy
          czas, a nie na toczenie jakichś walk z personelem szpitala.
          A apelowanie o podejmowanie walki o prawa rodzica chorego dziecka to
          nawoływanie do walki z wiatrakami: samotny rodzic (najczęściej laik w
          kwestiach medycznych) kontra system reprezentowany przez władze szpitala.
          Klasyczny przykład nierównowagi sił, tym bardziej, że system dysponuje
          szerokim spektrum represji i to represji, godzących w rodzica tylko pośrednio -
          bezpośrednim "odbiorcą" jest chore dziecko.
          To, o czym piszą dziewczyny w tym wątku - to fakt. Ja rozumiem, że solidarność
          zawodowa skłania Cię do programowego niedostrzegania tych faktów.
          Ale może chociaż nie krytykuj tego, że ktoś porusza ten temat na forum,
          którego motto brzmi "tu się możesz wyżalić, poradzić, pośmiać..".
          Pozdrawiam
          • ppjw Re: szpitale pediatryczne 14.01.04, 11:49
            taaak, moja walka z " szanownymi paniami pielęgniarkami " skończyła się tym, że
            moje 5-dniowe wtedy dziecko przez pół nocy płakało w pokoju obok z głodu, a ja
            byłam unieruchomiona pod kroplówką, bo "fachowcy" wysłali mnie do domu po
            porodzie z zakażeniem poporodowym............a zza drugiej ściany słychać było
            chrapanie "personelu medycznego" na nocnym DYŻURZE ( generalnie przecież byli w
            pracy, więc chyba mają prawo do spokojnego snu???).
            I nie zamierzam walczyć z wiatrakami, bo, jak napisała poprzedniczka, na tym
            cierpi jedynie dziecko, to nie ja byłam głodna..............
        • gandzia4 Re: szpitale pediatryczne 15.01.04, 09:26
          Przepraszam ja też czegoś nie rozumiem. Nie raz byłam w szpitalu jako pacjentka
          i wiem jakie sa obowiążki pacjenta zawsze sie do nich stosuję i nikt nigdy nie
          musiał ze mną o to walczyć. Dlaczego więc skoro mam prawa jako pacjent to muszę
          walczyć o ich przestrzeganie, z personelem medycznym???
          Są lekarze których szanuję i mam do nich zaufanie:
          - pediatra, która zajmuje się naszym synkiem w naszej przychodni
          - nasz lekarz rodzinny
          - ortopeda, który operował mi rękę, tylko dzięki niemu mam ją nadal sprawną
          - ginekolog który prowadził moje obie ciąże
          Są to ludzie dla których normalne jest, że pacjent zadaje pytania na które
          nałeży odpowiedzieć, nie domagają się żadnych dodatkowych "gratyfikacji", nie
          traktują pacjenta jako zła koniecznego. Dla nich Karta Praw Pacjenta to jest coś
          czego przestrzegają na codzień. Niestety gdybym miała stworzyc czarną listę
          lekarzy byłaby o wiele dłuższa.
    • bea.bea Re: szpitale pediatryczne 14.01.04, 23:41
      Ciesze się ,że są szpitale w których pacjęci zarówno duzi, jak i mali
      traktowani są jak ludzie, ale nie moge zgodzić sie z tym , ze trafiłysmy tu by
      marudzić, myśle że żadna z nas nie dawała się traktować w szpitalu jak
      bezwolne ciele, a w walce z personelem szpitalnym , czasami niestety wybieramy
      dobro naszego dziecka.
    • melka_x Re: szpitale pediatryczne 15.01.04, 09:36
      Dziewczyny dwie rzeczy. Jedna to to, że lekarze jak ludzie w każdym zawodzie,
      są różni. Moja córka leżała dwa miesiące w klinice patologii i intensywnej
      terapii noworodka prof. Helwich w IMiDz w W-wie. Kiedy przyjeżdzałam rano, już
      po kilku minutach od wejścia do sali pojawiała się lekarka prowadząca i bez
      żadnych pytań mówiła wszystko o stanie dziecka. Za pierwszym razem gdy
      chciałam wyjść z sali podczas obchodu podeszła do mnie prof. Helwich i
      powiedziała "To Pani dziecko, ma Pani prawo być przy obchodzie". Lekarki do
      córki mówiły zdrobienieniem imienia, mówiły "myszko" itp., zawsze czułam, że
      dla nich moja córka jest ciężko chorą Nataleczką, a nie kolejnym trudnym
      przypadkiem. Kiedy małej poprawiało się wszyscy się cieszyli, kiedy pogarszało
      bardzo się martwili. Pielęgniarki też były cudowne, ciepłe, życzliwe,
      współczujące. Jak widać są takie szpitale, tacy lekarze i takie pielęgniarki
      też się zdarzają, choć wiem, że to niestety nie jest standardsad. Nie mówmy źle
      o wszystkich lekarzach.

      Druga rzecz: łatwo mówić o walce o swoje prawa, w praktyce to jest jednak
      czasem bardzo trudne. Moja córka wcześniej była w szpitalu im. Orłowskiego.
      Raz doprowadzona do ostateczności, ze łzami poskarżyłam się lekarce na
      pielęgniarkę opiekującą się małą. Lekarka chyba zwróciła jej uwagę, ale od
      tamtej pory pielęgniarki zrobiły się wyjatkowo nieprzyjemne (nie żeby
      wcześniej były specjalnie miłe). I ja się bałam dalej z nimi walczyć, w końcu
      to one zakładały małej wenflony, robiły masę innych rzeczy. Mała była na nie
      zdana.
      • anatemka Re: szpitale pediatryczne 16.01.04, 16:04
        ale dlaczego wy chcecie walczyć?! ("walka z wiatrakami"), posłuchajcie,
        przecież wystarczy że bedziecie na bieżąco zmieniać to co wam się nie podoba.
        Nie pozwalają być wam przy badaniu? zapytajcie dlaczego, przecież prawa
        pacjenta wam to gwarantują? Nie możecie dowiedzieć sie nic konkretnego od
        lekarza prowadzącego? idźcie do ordynatora i grzecznie zapytajcie o inf. bo
        wasz lekarz nie potrafi wam odpowiedziec na pytania. Od razu poleci na
        dywaniksmile Nie chcecie zeby dziecko badali studenci, powiedzcie że innym razem,
        bo teraz jest w złej formie. Nie wszystkie szpitale gwarantują rodzicom miejsca
        do spania, u nas matki mogą być całą dobę i jest to mile widziane, ale możemy
        zaproponować do spania w nocy jedynie fotel. Nikt się jak do tej pory nie
        skarzył. Nie chcecie walczyć jak dziecko jest w szpitalu? napiszcie po wyjściu
        list ze skarga do dyrekcji, inne dzieci na tym skorzystają. Ja nie mówię, że
        nie ma problemu, opisujecie duże problemy. Ale jeśli nic oprócz żalenia się na
        forum nie będziecie robiły to nic się nie zmieni. Poprostu.
        • melka_x Re: szpitale pediatryczne 16.01.04, 16:25
          Anatemko co do napisania skargi po wyjściu ze szpitala - ok, jest to wyjście
          (pod warunkiem, że jakiegoś powodu nie jesteś na ten szpital skazana, i nie
          obawiasz się, że twoje dziecko tu wróci) choć nie rozumiem dlaczego ma to
          kłócić się z wypowiedziami na forum. Co do pytań w rodzaju dlaczego nie możemy
          być przy badaniu - nie chcę być napastliwa, ale to naprawdę zmienia punkt
          widzenia: miałaś kiedyś ciężko chore dziecko w szpitalu? Masz pojęcie co się
          czuje, gdy patrzysz jak personel niedelikatnie obchodzi się z Twoim dzieckiem,
          jak wykonuje różne czynności przy dziecku z wyraźną złością i nie oszczędzając
          Ci nieżyczliwych komentarzy ( o tym, że i tak zestresowane koniecznością
          jakiegoś zabiegu dziecko ten pełen agresji ton również przecież słyszy nawet
          już nie wspominam)? Masz pojęcie co się czuje jak zaczynasz się zastanawiać
          czy to aby nie wskutek Twoich starań w wyegzekwowaniu swoich praw?
          • anatemka Re: szpitale pediatryczne 16.01.04, 17:38
            melka, na szczęscie najpoważniejsza choroba mojego dziecka to złamanie ręki i
            byłam oczywiście na izbie przyjęć szpitala w którym pracuję, więc było
            milutkosmile Ale powiem ci, choc może nie powinnam, że rodzice tzw.upierdliwi, są
            strasznie obgadywani za plecami, ale wszyscy sa dla nich mili i bardzo sie
            pilnują żeby nie powiedzieć czy zrobić cos nie tak, bo nie wiadomo jak mogą to
            wykorzystać. Zresztą jesteśmy szpitalem z akredytacją, więc usmiech mamy
            wpisany w obowiązki, poza tym nasza dyrekcja ciągle robi ankiety satysfakcji
            rodziców odnośnie pobytu w danych oddziałach. Naprawdę, ja wiem co znaczy stres
            podczas pobytu w szpitalu, sama na sobie tego doswiadczyłam: do dziś nie mogę
            zrozumieć jak mogłam pozwolić żeby na porodówce bez pytania salowa zrobiła mi
            lewatywę!! Mówisz że reagowanie odbija się na waszych dzieciach. Ale jak?
            przeciez pielęgniarka nie bedzie go szarpać przy tobie. Możesz jej wtedy
            zwrócić uwagę. Słyszysz komentarze? A ty języka nie masz? Można zapytac:
            dlaczego pani jest taka niesympatyczna? I wiesz, wykonując różne bolesne
            zabiegi, np.zakładanie wenflonu, każda pielęgniarka chce to zrobić szybko i od
            razu, nie wazne czy lubi dziecko i rodziców czy nie. Jesli np. mocno
            unieruchamia dziecko, to po to żeby nie przekłóc żyły gdy szarpnie ręką.
            Niektóre rzeczy trzeba i już. A ja się jeszcze nie spotkałam z tym żeby ktoś
            specjalnie męczył dziecko. Zabiegi bolesne są bolesne.
            • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 16.01.04, 21:20
              Żeby wszystko było takie proste jak piszesz, Anatemko, to nie byłoby tylu
              wypowiedzi w tym wątku.
              Każda z nas pisze z perspektywy swoich własnych życiowych doświadczeń. W Twoim
              bagażu doświadczeń nie ma - jak sama piszesz - sytuacji, kiedy Twoje dziecko
              trafia do szpitala, innego niż ten, w którym Ty pracujesz.
              Może dlatego tak łatwo przychodzi Ci udzielanie innym rad, które – moim
              zdaniem zupełnie nie przystają do rzeczywistości opisanej w postach innych mam.

              > Nie pozwalają być wam przy badaniu? zapytajcie dlaczego, przecież prawa
              > pacjenta wam to gwarantują?
              > Nie możecie dowiedzieć sie nic konkretnego od lekarza prowadzącego?
              > idźcie do ordynatora i grzecznie zapytajcie o inf. bo wasz lekarz nie
              > potrafi wam odpowiedziec na pytania.

              A potrafisz znaleźć, Anatemko, jakąś prostą radę dla rodziców, których dziecko
              leży na oddziale po operacji, a zarówno lekarz prowadzący, jak i ordynator
              oddziału są dla rodziców „nieuchwytni”?
              Tylko nie mów mi, że takich szpitali nie ma, bo są. Mój synek był w takim.
              Podczas obchodu rodzice byli wypraszani z oddziału. A jak byli wpuszczani po
              obchodzie, to już nie było tam żadnych lekarzy. Prowadzącego można
              było „upolować” tylko czatując pod jego gabinetem. W zupełnie innym budynku,
              niż leżał synek. Bo ten szpital – to wielki moloch z dziesiątkami budynków,
              setkami sal, tysiącami dzieci w tych salach. Więc czekanie na tego lekarza
              mogło trwać godzinami, bo – uwierz mi – nikt nie chciał powiedzieć, ani gdzie
              ten lekarz aktualnie jest („no dzisiaj to chyba miał być cały dzień na bloku w
              budynku F, ale nie jestem pewna”wink, ani kiedy wróci („no jak jest na bloku to
              nie wiadomo kiedy zejdzie, może w ogóle już do gabinetu nie przyjdzie, tylko
              do domu od razu pójdzie”wink. Analogicznie wyglądało „polowanie” na ordynatora.
              I nie mów mi, proszę, że można było przecież iść na skargę do dyrektora
              szpitala, bo dyrektor takiego szpitala jest dla rodziców równie łatwo dostępny
              jak Prezydent RP.

              > Nie wszystkie szpitale gwarantują rodzicom miejsca do spania,
              > u nas matki mogą być całą dobę i jest to mile widziane,
              > ale możemy zaproponować do spania w nocy jedynie fotel.
              > Nikt się jak do tej pory nie skarzył

              Po nogach bym całowała kogoś, kto by mi wtedy pozwolił zostać z moim synkiem
              na noc. Nawet gdybym musiała cały ten czas stać – to bym się chyba zgodziła.
              Naturalnie jest jakiś tam przepis, dający rodzicom hospitalizowanego dziecka
              prawo do ciągłego bycia z tymże dzieckiem (to jest chyba nawet jakieś tam
              Rozporządzenie Ministra Zdrowia, o ile dobrze pamiętam ). Tyle tylko, że –
              jak w każdym przepisie prawnym – są i w tym dokumencie „furtki”, z których
              można skorzystać, kiedy chce się rodzicom to prawo odebrać.
              Jak udowodnisz, że Twoje przebywanie przy łóżku dziecka w nocy nie „zakłóca
              funkcjonowania oddziału”? No może po pewnym czasie byś to udowodniła, ale na
              razie masz się wynosić o 21, bo jak nie – to jest ochrona obiektu.

              > A ja się jeszcze nie spotkałam z tym żeby ktoś specjalnie męczył dziecko.
              > Zabiegi bolesne są bolesne.

              No właśnie, jakbym słyszała tamtą pielęgniarkę, która cierpienie synka z bólu
              po operacji skwitowała stwierdzeniem: „Po operacji dziecko jest – to co ma go
              nie boleć?”.
              Dalej historia szła tak: ja poprosiłam o podanie środka przeciwbólowego, ona
              powiedziała, że synek dostał wszystko, co miał dostać i ból przejdzie za jakis
              czas. Po jakimś czasie cierpienie synka przybrało na sile. Ponownie moja
              prośba o podanie mu środka przeciwbólowego i ponownie ten sam tekst
              pielęgniarki ”Dostał wszystko, co miał dostać”. Na to ja poprosiłam o
              przekazanie mi informacji nt. leków i dawek, których podawanie zostało zlecone
              mojemu Michałowi przez lekarza. Odpowiedź pielęgniarki: „Nic nie powiem, bo
              to, jakie lekarz przepisuje leki dziecku, to jest sprawa tylko i wyłącznie
              pomiędzy lekarzem, a personelem pielęgniarskim”. Na moje pytanie, gdzie jest
              dyżurny anestezjolog odsyłają mnie gdzieś do odległego budynku. Z telefonu
              wewnętrznego na dyżurce pielęgniarek naturalnie skorzystać nie mogę, chociaż
              mają kilka linii i aparatów. Synek cierpi coraz bardziej. Biegnę do budynku
              anestezjologa - nie ma go. Odsyłają mnie do dyżurnego chirurga – nie można go
              znaleźć. Będzie za pół godziny. Nie czekam. Postanawiam przyjść za pół
              godziny. Wracam na oddział, gdzie leży synek. Dowiaduję się, że w czasie
              kiedy krążyłam po szpitalnym molochu, pielęgniarka jednak podała synkowi
              środki przeciwbólowe i uspokajające. Jakoś można było. Tylko dlaczego nie od
              razu? Dlaczego musiała się przestraszyć, że rzeczywiście zrobię awanturę u
              jakiegoś szpitalnego bossa?
              A Ty piszesz, że nie spotkałaś się z tym żeby ktoś specjalnie męczył
              dziecko ...

              Długie mi wyszło, sorki.
            • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 17.01.04, 16:18
              Wiem, że już straaszliwie długiego posta napisałam, ale sie jeszcze sama do
              siebie dopiszę smile)) Bo jak czytam raz jeszcze to, co napisałam, to
              stwierdzam, że jakaś taka bez puenty ta moja opowieść pozostała.
              To teraz sama puenta:
              Anatemko, różni bywaja lekarze, różne szpitale pediatryczne.
              Przyjmij do wiadomości, że są też i takie placówki, gdzie uśmiech nie jest
              wpisany w zakres obowiązków personelu. Są takie, gdzie nie wystarczy spokojnie
              upomnieć się o przestrzeganie praw hospitalizowanego dziecka i praw jego
              rodzica. Uwierz mnie - i innym mamom - że dużo jest takich szpitali, gdzie o
              uzyskanie tych praw trzeba jednak walczyć, a nieraz nawet i walka nie pomaga.
              I często człowiekowi już się po prostu wszystkiego odechciewa - i tego
              spokojnego upominania się i tej walki.
              A jak dziecko wyjdzie ze szpitala, to albo nie ma czasu na dalsze drążenie
              sprawy (bo dziecko nadal w nienajlepszej formie - wymaga duuużo ciepła, opieki
              i np. rehabilitacji), albo najzwyczajniej w świecie człowiek, chciałby o
              wszystkim zapomnieć.

              Ja jak czytam Twoje posty to wydaje mi się, że uważasz nas wszystkie za - jak
              trafnie ujęła to bea.bea - "bezwolne cielaki", które nawet palcem nie
              kiwnęły, żeby coś zmienić, a teraz sie wypłakują na Forum.
              Może nawet Twoje intencje sa dobre - sądzisz, że my po prostu nie znamy
              naszych praw w szpitalu. Ale tak nie jest, więc produkcja dużej
              ilości "prostych rad" pod adresem mam narzekających na szpitalne warunki
              raczej nikomu nie pomoże, ani nie poprawi nikomu samopoczucia.
              Pozdrawiam
            • melka_x Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 11:10
              Anatemko to trochę jak w powiedzeniu "zdrowy chorego nie zrozumie", jak sama
              napisałaś byłaś w szpitalu, w którym pracujesz. Wiesz my nie pracujemy w
              szpitalach, więc może dlatego mamy inne wspomnienia.


              Mówisz że reagowanie odbija się na waszych dzieciach. Ale jak?
              > przeciez pielęgniarka nie bedzie go szarpać przy tobie.


              Anatemko znasz wszystkie szpitale i wszystkie pielęgniarki? Owszem, może
              szarpać przy Tobie.


              Możesz jej wtedy
              > zwrócić uwagę. Słyszysz komentarze? A ty języka nie masz?

              Mam język i zwróciłam uwagę. Nawet nie wiesz co się działo później. Było
              jeszcze gorzej i nie chce mi się tego opisywać, ale uwierz później było
              gorzej. I druga rzecz wyobraź sobie, że matce trzesącej się o cieżko chore
              dziecko może czasem zwyczajnie języka w gębie zabraknąć, tak trudno to
              zrozumieć?


              I wiesz, wykonując różne bolesne
              > zabiegi, np.zakładanie wenflonu, każda pielęgniarka chce to zrobić szybko i
              od
              > razu, nie wazne czy lubi dziecko i rodziców czy nie. Jesli np. mocno
              > unieruchamia dziecko, to po to żeby nie przekłóc żyły gdy szarpnie ręką.
              > Niektóre rzeczy trzeba i już. A ja się jeszcze nie spotkałam z tym żeby ktoś
              > specjalnie męczył dziecko.

              Wenflony można różnie zakładać. Można pokrzykiwać zdenerwowanym tonem,
              wykonywać gwałtowne ruchy, co dziecko słyszy i czuje, przez co jest jeszcze
              bardziej zdenerwowane i bardziej płacze, a można to robić tak jak robiły to
              pielęgniarki w instytucie (jak widzisz nie uogólniam, że wszyscy lekarze, czuy
              wszystkie pielęgniarki...) Mówiąc do dziecka uspokojającym, czułym tonem,
              przytrzymując mocno, ale bez gwałtownych ruchów, osłaniając oczy niemowlaka
              przed ostrym światłem lamp itd.
            • ppjw Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 11:31
              anatemka napisała:

              Zresztą jesteśmy szpitalem z akredytacją, więc usmiech mamy
              > wpisany w obowiązki, poza tym nasza dyrekcja ciągle robi ankiety satysfakcji
              > rodziców odnośnie pobytu w danych oddziałach. Mówisz że reagowanie odbija się
              na waszych dzieciach. Ale jak?

              Anatemko, powyżej pisałam, jak się to odbiło na oim synu: 5-cio dniowy
              niemowlak nie dostał przez pół nocy jedzenia dlatego, że jego matka z kroplówką
              oraz 40-to stopniową gorączką poprosiła pielęgniarkę w nocy o wizytę lekarza
              dyżurnego. O epitetach, które usłyszałam od pielęgniarek pisałam powyżej... i
              wiesz co - wtedy, w takim pierońskim stresie zabrakło mi języka i może i
              dobrze, bo skończyło by się obiciem "twarzyczki" jaśnie pani pielęgniarki. Rano
              przyszła nowa zmiana i moje dziecko natychmiast zostało nakarmione ze
              zdziwieniem nowej i przesympatycznej pielęgniarki "to jak to, moja
              poprzedniczka nie nakarmiła ??". Ano nie nakarmiła, bo SPAŁA i nie przeszkadzał
              jej płacz dziecka.
              Zazdroszczę Ci, że pracujesz w szpitalu z akredytacją. Jeśli nawet nieszczerze,
              ale się uśmiechacie i jesteście miłe. Znam i taki oddział dziecięcy w Krakowie,
              gdzie w tej chwili, gdyby trzeba było, poszłabym z Jackiem w ciemno, bo:
              1. mozna być z dzieckiem,
              2. personel medyczny przesympatyczny i dla dzieci, i dla opiekunów,
              niezależnie, czy lekarz, czy salowa..
              3. czysto i spokojnie, bez luksusów, ale naprawdę liczy się atmosfera..
              Jak widzisz, nie jestem uprzedzona ani nie mam negatywnego stosunku do
              wszystkich szpitali oraz lekarzy, ale opinie o środowisku kształtują negatywne
              doświadczenia i jak widzę strajkujące pielęgniarki, to naprawdę zastanawiam
              się, czy nie lepiej dla pacjentów byłoby wywalić je na bruk, a dać zatrudnienie
              młodym pielęgniarkom, które bezskutecznie poszukują zatrudnienia....
              Życzę Ci, abyś nigdy nie miał przykrych doświadczeń szpitalnych.
              pozrawiam, Paulina

              • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 20.01.04, 14:27
                Paulino, byłabym wdzięczna za przekazanie mi informacji na temat oddziału
                dziecięcego w Krakowie, o którym pozytywnie wypowiadasz się w swoim poście.
                Bardzo bym Cię prosiła o przesłanie mi info na gazetowego priva, wraz z
                dodatkową wiadomością (o ile nią dysponujesz), dla dzieci w jakim wieku
                przeznaczony jest ten oddział. Jest to dosyć istotne, ponieważ w co najmniej
                dwóch krakowskich szpitalach jest tak, że różnice pomiędzy zwyczajami
                panującymi na poszczególnych oddziałach dziecięcych są ogromne.
                Pozdrawiam
                • ppjw Re: szpitale pediatryczne 20.01.04, 15:36
                  cześć, przesłałam Ci pocztę, ale ponieważ robię to pierwszy raz, więc daj znac
                  czy doszła wink
                  Paulina
                  • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 20.01.04, 20:54
                    Wiadomośc dotarła.
                    Dziękuję.
                    Będę sie z Tobą kontaktować na privie.
      • 73nikusia Nie moge sie oprzec ... 19.01.04, 20:47
        Witajcie

        Przeczytalam i nie moge sie nie dopisac. Choc nie malutkim dzieckiem opiekowali
        sie Ci lekarze, ale moim ukochanym Tata.
        Odrzyly wspomnienia, minelo ponad pol roku.

        Moj tato trafil do szpiatala z zapaleniem ukladu moczowego. Lekarze byli
        okropni. Nie moglismy sie dowiedziec czym Tato jest leczony, co mu wlasciwie
        jest czy infekcja juz minela, czy nie. Co jest z nim dalej, bo czul sie coraz
        gorzej a niby infekcja moczowa minela.
        Tato mial nowotwor pluc. Zaleczony z wypisem z Centrum Onkologi na Ursynowie
        o "TOTALNEJ REGRESJI - BRAK GUZA NA TOMOGRAFIE". Wlasnie byl po kontrolnej co
        miesiecznej wizycie u onkologa. Minelo od niej 12 dni. Uskarzal sie na lekkie
        oslabienie ale nic poza tym mu nie bylo. Niestety podczas tej wizyty kontrolnej
        nie zrobiono mu rendgena (szkoda). Ale nie zrobiono mu tez tego rendgena
        podczas pobytu w szpitalu z ta infekcja. Stan taty sie pogarszal, lekarze nic
        nam nie chcieli powiedziec. Zwalali to na nerwice taty z powodu choroby
        nowotworowej. Dawali mu leki psychotropowe. Uspokajajace.
        Nic namnie mowili. Z tata bylo juz naprawde zle. Poprosilam jego lekarz
        prowadzaca zeby skonsultowala sie z onkologiem. Poczula sie urazona ale zrobila
        to. Wyslali go do Warszawy ze zdjeciem rendgenowskim, na ktorym odczytali
        powrot nowotworu. Tato slanial sie na nogach. Na Ursynowie jak lekarz
        prowadzacy zobaczyl Tate az zlapal sie za glowe. Na rendgenie podobno
        odczytalby to nawet studen medycyny byl wzorcowy widok zapalenia pluc. Bardzo
        posunietego.
        Tato zmarl z dwa dni pozniej, antybiotyk ktory mu podali juz nie zdarzyl
        zadzialac. Organizm zbyt slaby po chemii nie dal rady walczyc.

        Wiecie kiedy zbiegli sie lekarze aby Tate ratowac ... kiedy Go reanimowali ...
        dopiero wtedy, wszyscy z oddzialu. A wczesniej nikt nawet na chwilke. Jak tato
        nie mogl oddychac albo bylo mu slabo nikt nie przychodzil my wolalismy oni nic.

        Ja po tym wszystkim, po tych wszystkich wydarzeniach boje sie lekarzy, boje sie
        powierzac swoj los w ich rece.

        Mam kolezanke ktora jest lekarzem, z 6 letnim starzem. Moj Tato uwarzal ja za
        prawdziwego lekarza. Zawsze mu pomagala.

        Kiedy lezal w szpitalu musielismy kupowac mu podstawowe leki, bo dla Taty bylo
        szkoda lekow - tak mowili lekarze.

        Ania przyjezdzala i zapisywala mu leki.

        Ja nie moge powiedziec dobrego slowa o tych lekarzach ze szpitala w ktorym
        Tato ... w ktorym Tacie pozwolili umrzec.

        Nika
    • agadd02 Re: szpitale pediatryczne 17.01.04, 12:11
      są różni lekarze
      pierwszy lekarz -pediatra do którego trafiłam z małym po porodzie nie zauważył
      wady wrodzonej odbytu - zarośnięty odbyt z przetoką szerokości igły, stolce
      ołówkowe (wtedy nie wiedziałam że takie stolce to coś złego) tym bardziej że
      lekarz widział jak dziecko przy nim robi kupę widział jak ją robi jaka jest i
      jak cierpi - stwierdził że to alergia wycofał mleko na preparat sojowy bez
      próbowania jakiegokolwiek innego mleka modyfikowanego (mały miał 3 m-ce),
      powiedziła że jak nie będzie tylko gorzej to już jest dobrze, dziecko z
      zatwardzeń musi wyrosnąć
      lekarz na pogotowiu - zdiagnozował zatwardzenie , wsadził dziecku palec do
      przetoki (wtedy nie wiedziałam że to przetoka) poradził zmianę diety i
      konsultację z chirurgiem
      wróciłam do pierwszego lekarza w rejonie alby poradził jakąś dietę a on
      poradził i kategorycznie odradził wizytę u chirurga, uznał ją za niepotrzebną
      obecny lekarz - pediatra - popatrzył na pupe i od razu bez żadnego sprzętu
      fachowego stwierdził że coś jest nie tak z pupą jest na pewno przetoka i być
      może polip w środku, odesłał natychmiast do chirurga (zaznaczę że trafiłam do
      niego tylko dlatego bo mały zaczął kaszleć, więc był to przypadek, mały miał
      wtedy 4 m-ce)
      pierwszy chirurg - zdiagnozował wadę odbytu zarośnięty odbyt z przetoką,
      zdziwił się że dziecko w ogóle sobie radzi z wypróżnianiem, skierował do
      szpitala w szpitalu poinformował że wada jest niezwykle rzadka, operacja
      straszliwie skomplikowana, nie można jej teraz wykonac bo mały jest za mały
      będzie możliwa w wieku 2 lat, teraz nie można rozpoznać mięśni zwieraczy,
      zalecił poszerzanie przetoki i czekanie
      w międzyczasie chirurg nr 2 - byliśmy sprawdzić bioderka stwierdzi że operacja
      nie daje 100% pewności wyleczenia i trzeba uważać
      poszerzania trwały miesiąc, ja dostawałam pomału rozstroju nerwowego, słysząc
      cierpienia mojego dziecka, nie wytrzymałam zaczęłąm szukać w internecie,
      odezwał się lekarz ze stanów opisał że takie przypadki u nich robi się jako
      plastykę natychmiast bez poszerzania, stwierdziłam że muszę to skonsultować
      chirurg nr3 - był niezmiernie zdziwiony, że przetoka jest poszerzana,
      powiedział że operacja jest plasyczna bez zagrożenia, jedynym jest możliwe
      zakażenie bo miejsce operowane nie jest czyste z wiadomych powodów, zaoferował
      się zoperować, 4 dni trwało oczyszczanie ze złogów w jelitkach, operacja trwała
      pół godziny (mały miał 5 m-cy), na 4 dobę po operacji wyszliśmy do domu,
      poszerzamy bezboleśnie w domu (sami) oczywiście już odbyt
      dziecko jest zdrowe ma 8 m-cy

      nie będę już opowiadać o personelu szpitalnym, bo szkoda nerwów oczywiście są
      pielęgniarki miłe, ale ogólnie lekarze czują sie bogami a pielęgniarki
      nierzadko również, niejednokrotnie usłyszałam komentarze że jak mogłam nie
      zauważyć że dziecko ma wadę - ufałam lekarzom
      a warunki dla rodziców dla mnie nie są ważne , posłuchałam oddziałowej że
      dziecku nic nie będzie, uspałam poszłam do domu rano przychodzę o 10:00 , bo
      wcześniej od 6:00 - 10:00 są wizyty i zakaz wstępu na oddział, a dziecko płacze
      uspokoiło się myślę pewnie tylko chwilę płakał , do wieczora miał popuchnięte
      oczy , uparłam się że zostanę na noc okazało się że o 21:00 dziecko zasnęło a o
      23:00 przyszły siostry i wzięły małego na wlew - w środku nocy - brawo za
      pomysłowość, dziecko nie mogło zasnąć przez parę godzin - nie ufam nikomu,
      dziecka samego w szpitalu już nie zostawię

      mam 24 lata i nie jestem geniuszem który wszystko wie dlatego zdałam się na
      lekarzy bo liczyłam że skoro leczą to chyba muszą się znać , jaka ja byłam
      naiwna,
      czy ktoś będzie się ze mną kłócił że powinnam im dać szansę, wszyscy ci lekarze
      to byli podobno najlepsi fachowcy, szkoda że tylko 2 okazało się rzeczywiście
      fachowcami surprised(

      pozdrawiam życzę dużo zdrowia i aby nikt nie trafił z dzieckiem do szpitala
      daga i sebastian (09.05.2003)

      P.S. a jednak się rozpisałam, ale wiecie to chyba taka terapia, opisanie swoich
      przeżyć i wyżalenie się, trochę mi ulżyło

      a oto Sebastian mój aniołek:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9282231
      • pesteczka5 Re: szpitale pediatryczne 17.01.04, 20:17
        Kochane dziewczyny,
        nie doczytałam do końca wątku, nie mogę.

        Napiszę tylko:
        Wczoraj przyjęłam 75 pacjentów, bo jest epidemia grypy i przychodnia pęka w
        szwach. Sama mam tę grypę i 38 st, głowa mi pekała, ale nie chciałam zostawić
        moich pacjentów na pastwę losu, pogotowia itp. Z wieloma poumawiałam sie do
        kontroli, i w ogóle taka jakaś jestem obowiązkowa.

        Dzieci też mam chore, ale na szczeście przestały już gorączkować. Choć młodszy
        strasznie płakał, gdy wychodziłam, skutkiem czego do przychodni weszłam z
        ciężkim sercem...

        W poczekalni w trakcie przzyjeć odbyła sie awantura, bo zostałam wezwana na
        wizytę do dziecka stale leżącego, z goraczką, które łatwo dostaje drgawek -
        pojechałam zostawiając troche wściekłych pacjentów, wielu moich zdeklarowanych,
        którzy mi ufają no i w ogóle tłum. Nasłuchałam się za całą służbę zdrowia. Nie
        miałam czasu wyjść do toalety ani wypić kawy za te kilka godzin.
        Kończąc przyjęcia, dokładałam wszelkich starań, zeby zebrać mysli, odpowiadam
        przecież za każdą dawkę, za każde dziecko, za każdą diagnozę... do domu
        przyjechałam z hukiem w głowie i jak się okazało plynem w obu zatokach, ledwo
        żywa padłam na łóżko przygarniając moje dzieci z poczuciem jakiejś
        derealizacji...
        Dodam, że mam dwójkę maleńkich dzieci, płacę opiekunce, cierpię, ze je
        zostawiam... I nie pracuję bynajmniej dla pieniedzy, bo zarabiam, kochane, 800
        zł netto. Prywatnym pacjentom odmawiam, bo jako mama karmiaca i często bez meża
        (też lekarz) sama z maluchami jestem mało dyspozycyjna.

        Pracuję, bo mam wpojone poczucie obowiązku, jakiejś -przepraszam - misji i
        zwyczajnie lubię moich pacjentów i te pracę. Niewdzieczną.

        A potem, jak czytam mądrości w rodzaju tych założycielki wątku, to już nic
        sobie nie myślę, dawno to wypłakałam, przeżyłam, przetrawiłam. Takie panie
        zawsze będą i trudno. A my idźmy dalej i róbmy swoje.
        Dopóki bedę pracować - bo mozliwe że w końcu rzucę to wszystko i będę z moimi
        synkami oglądać pod lupą płatki śniegu oraz grabić ogródek oraz czekać na męża
        z obiadem - powitam każdego pacjenta z uśmiechem i wykorzystam całą swą
        najlepszą wiedzę oraz odniosę się do niego z maksymalną empatią i
        zaangażowaniem. Pewnie mimo wszystko nie każdego wyleczę, bom nie Pan Bóg tylko
        człowiek.

        Autorkę watku oraz bezrefleksyjnie współmyślące zapraszam więc jako pacjentki -
        prywatnie natomiast będę niepoprawna politycznie - wolno mi - cóż za głupota
        kwitnąca samozadowoleniem i swobodą myśli(?)

        A tak poza tym - szkoda, ze nie stać Was na trochę obiektywizmu. Szkoda, ze w
        Polsce lekarz - każdy - to wróg publiczny nr 1.

        Szkoda gadać... Dobrego samopoczucia, drogie mamy...



        P.S. Wiem wiele o życiu takze jako pacjentka, moje dzieci ciężko chorowały,
        lekarze nie byli wszechwiedzący, mylili się mimo checi,to nie jest dwa razy
        dwa, nie ze złośliwości nieraz nie potrafimy wyleczyć... Poczytajcie w archiwum
        wypowiedzi mam, które miały lub mają naprawdę, przewlekle chore dzieci... Ich
        głos jest pełen zrozumienia i obiektywizmu. Zegnam, pesteczka
        • anka_ka_rp Re: szpitale pediatryczne 17.01.04, 21:37
          pesteczko,
          nie wiem, do którego momentu doczytałaś wątek, a co za tym idzie - które z nas
          określiłaś mianem "bezrefleksyjnie współmyślących"
          Ja w moich wypowiedziach przekazałam fakty, których przeżycie było moim
          osobistym udziałem, nie jakieś generalizujace utyskiwania.
          Nie wiem, gdzie tu widzisz "głupotę kwitnącej samozadowoleniem i swobodą myśli
          (?)".
          Pozdrawiam

        • agadd02 Re: szpitale pediatryczne 17.01.04, 22:07
          szkoda tylko, że ci nie-wszechwiedzący lekarze, gdy nie potrafią sobie poradzić
          z przypadkiem nie mają tyle sumienia, żeby skierować dziecko do innego lekarza,
          który akurat na tym przypadku się zna, wystarczy się tylko przyznać lub po
          prostu poradzić, gdzie należy szukać pomocy, ale niestety rzadko się zdarza
          taki geniusz

          surprised)
        • gandzia4 Re: szpitale pediatryczne- do pesteczki5 18.01.04, 10:54
          Pisałam juz o lekarzach do których mam pełne zaufanie i którym jestem bardzo
          wdzięczna. Opisałam tylko jak obchodzono się z moim dzieckiem w szpitalu i nie
          mów mi, że zaniechanie leczenia to odpowiedzialne postępowanie ze strony pani
          ordynator i drugiej pani doktor czy to tez było poczucie obowiązku. Może nie
          czytałaś mego postu, więc ci wyjaśnię odstawiono leki by wyciągnąć z nas łapówę,
          dla pieprzonej forsy paniusia, która nie zasługuje na miano lekarza ryzykowała
          życiem naszego dziecka.
          A co do naszej pani pediatry w naszej przychodni to synek ją uwielbia (mówi do
          niej ciociu) i ja mam do niej pełne zaufanie. Ona sama była zszokowana tym jak
          potraktowano nasze dziecko. Też nas ostatnio przyjmowała zakatarzona i miała
          tabun pacjentów na korytarzu. Nie prowadzi prywatnego gabinetu nie ma na to
          czasu. Ja wiem, że są dobrzy lekarze, sympatyczne pielęgniarki spotkałam ich na
          swej drodze, ale są tacy dla których życie i zdrowie pacjenta nic nie znaczy
          ważne jest tylko ile może z niego wydoić i o takich tu piszemy. Nie wątpię, tez
          że ty do takich osóbnie należysz. I życzę sobie i nam wszystkim oby było więcej
          takich lekarzy jak ty. Szybkiego powrotu do zdrowia.
          • anka_ka_rp Re: Szpitale pediatryczne - do gandzi4 18.01.04, 13:52
            Agnieszko, naprawdę podziwiam Twoją wielkoduszność, wyrażającą się w miłych
            słowach, które kierujesz pod adresem pesteczki.
            Ja uważam, że pesteczka zachowała się bardzo nieładnie: nawet nie doczytawszy
            do końca wszystkich postów od razu dokonała zbiorowej oceny ich autorek. Nie
            przebierając przy tym w słowach.
            Chociaż głos na edziecku odważyłam się zabrać po raz pierwszy dopiero przed
            paroma miesiącami – to wypowiedziom mam z tego forum przyglądam się już dość
            długo. Do tej pory nie widziałam jeszcze, żeby forumowiczka w tak niegrzeczny
            sposób skrytykowała nie przypadające jej do gustu przekonania innych mam, tym
            bardziej, że argumenty, których użyła na to czysta demagogia.
            Bo osobiście nie widzę żadnego związku pomiędzy tym, jakim lekarzem jest
            pesteczka, a moim prawem do bycia rozżaloną na lekarzy, przez których tyle
            wycierpiał (i jeszcze niestety wycierpi) mój synek. I mam prawo dać wyraz temu
            rozżaleniu, bo od tego jest właśnie to Forum.
            • knabi-ann Re: Szpitale pediatryczne - do gandzi4 18.01.04, 20:36
              A ja się nie dziwię pesteczce. Pewnie jak większość lekarzy jest zmęczona i
              zdołowana tą falą niechęci do lekarzy, którą od jakiegoś czasu można
              zaobserwować w mediach. Wystarczy poczytać wypowiedzi czytelników Gazety albo
              np. onetu pod artykułami dotyczącymi lekarzy... Błędy lekarskie były i będą -
              część wynika z ignorancji, część z rutyny, a część to po prostu pech (dla obu
              stron). W medycynie 2+2 nie zawsze równa się cztery.
              Zasada ograniczonego zaufania jest dobra nie tylko w kontaktach za lekarzami...
              A ajk sama zauważyłaś czasami można postraszyć zwróceniem sie do "wyzszej
              instancji" - lekarza lub dyrektora
              Dużo w Tobie goryczy Anko, ale wylewasz ją na niewłaściwą osobę...
              • anka_ka_rp Re: Szpitale pediatryczne - do gandzi4 18.01.04, 21:55
                Co prawda tylko winni sie tłumaczą, a ja sie za taką nie uważam, ale ...
                Knabi-ann, pokaż mi, gdzie Twoim zdaniem wylałam swoją gorycz na pesteczkę.
                Przecież ja się w ogóle do merituum wypowiedzi pesteczki nie odnosiłam - tylko
                jej formę skomentowałam.
                Pesteczka reprezentuje stanowisko młodego zaangażowanego w pracę lekarza,
                który nie bierze łapówek, za to ciężko pracuje.
                Ja reprezentuję stanowisko mamy, która w placówkach słuzby zdrowia
                wielokrotnie spotykała się z - delikatnie to nazwijmy - różnymi
                nieprawidłowościami i której dziecko - z powodu niekompetencji lekarzy - czeka
                najprawdopodobniej jeszcze jedna operacja.
                Trudno, żeby poglądy moje i pesteczki były zgodne.
                Ja jednak nigdy nie pozwoliłabym sobie na skomentowanie czyichś poglądów przy
                użyciu takich słów, jakich użyła pesteczka (głupota, bezmyślność, itp.).
                Nie zrobiłabym tego, nawet gdyby te czyjeś poglądy były diametralnie różne od
                moich.
                I nie zrobiłabym tego, nawet gdybym nie wiem jak była zdołowana i zmęczona,bo
                prostu uważam, że każda z nas na tym Forum ma prawo do posiadania własnego
                zdania na dany temat, prawo do jego wyrażania zgodnie z zasadami netykiety i
                prawo do bycia traktowaną z szacunkiem przez inne forumowiczki.
        • zgagusia Re: szpitale pediatryczne 18.01.04, 11:53
          wiesz pesteczko, czytalam Twoj post i wlosy mi sie zjezyly....
          Piszesz jak to sie poswiecasz dla pacjentow - przychodzisz chora do pracy. Czy
          Ty nie zdajesz sobie sprawy ze jestes zrodlem zakazenia dla pacjentow?!
          Przychodza do Ciebie ludzie juz chorzy, slabi, starsi - jednym slowem z
          obnizona z roznych przyczyn odpornoscia. I do infekcji ktora juz mieli dochodzi
          jeszcze grypa ktora zlapali od lekarza... Druga sprawa - majac goraczke nie
          jestes w stanie myslec tak jasno jak bys byla zdrowa - co jesli sie pomylisz?
          Wypiszesz zly lek badz zle przeliczysz dawke?
          Piszesz na koncu ze lekarze nie ze zlosliwosci nie potrafia postawic diagozy.
          Nie, nie ze zlosliwosci - z niedouczenia. Sama konczylam AM, moj maz jest tam
          pracownikiem naukowym - ja dobrze wiem jakie podejscie do nauki ma wiekszosc
          studentow medycyny. Ty piszesz o poczuciu misji, ktos inny (w innym watku, z
          wypowiedzi wynikalo ze jest to studentka koncowych lat medycyny) o idealach -
          tylko ze to wiedzy nie zastapi. Dla mnie niech sobie lekarz bedzie i gburem -
          byle kompetentnym. A prawdziwych fachowcow w swojej specjalnosci ze swieca
          szukac... Moje dziecko mialo podrecznikowe objawy astmy - a lekarz specjalista
          (pediatra, pulmonolog i rodzinny - takie 3w1) gdy zglaszalam te objawy bo
          wydawaly mi sie wazne (on sam powienien o to zapytac w wywiadzie!) przerywa mi,
          mowiac zebym przeszla do konkretow... Ale to nic w porownaniu z niekompetecja
          jakiej przyklady dawaly tutaj moje poprzedniczki. Narazajac zdrowie swojego
          dziecka w koncu trafi sie na dobrego lekarza. Tylko dlaczego taki fatalny
          poziom prezentuja niektorzy absolwenci AM? Moj maz musi zaliczyc studentowi
          choc sam uwaza ze brakuje mu nawet podstaw wiedzy - bo tak mu kaze profesor, bo
          jemu tak kaze rektor, bo on takie 'zalecenia' dostal od Pana Prezydenta RP - ma
          byc jak najwiecej ludzi z wyzszym wyksztalceniem, niewazne jaki poziom
          tego 'wyksztalcenia', byleby tylko mozna sie na swiecie pochwalic jak to w
          Polsce wzrasta ilosc ludzi w dyplomem wyzszej uczelni...

          Agnieszka
          • agadd02 Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 09:38
            zgagusiu dziękuję Ci bardzo za ten post, bo to co piszesz my nie możemy
            napisać , bo nie jesteśmy świadkami, ale właśnie tak to wygląda, że często to
            niedouczenie pociąga za sobą pomyłki w diagnozach

            a już tak do ogółu znudzonych narzekaniem pacjentów lekarzy, dziwne, bo ja
            chodzę do pediatry - lekarza z powołania i jeszcze nigdy nie słyszałam żeby się
            ktoś żalił, wszyscy siedzą cichutko mimo ogromnej kolejki i czekają , bo chcą
            żeby właśnie ta lekarka ich przyjęła - bo nie mają jej nic do zarzucenia i się
            cieszą że to ona leczy ich dzieci, więc ciekawe na kogo narzekają pacjenci i
            kto jest tym oburzony?

            pozdrawiam
            surprised)
        • melka_x Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 10:50
          Napiszę tylko:
          > Wczoraj przyjęłam 75 pacjentów, bo jest epidemia grypy i przychodnia pęka w
          > szwach. Sama mam tę grypę i 38 st, głowa mi pekała, ale nie chciałam
          zostawić
          > moich pacjentów na pastwę losu, pogotowia itp.

          Pesteczko Ty napisałaś wprost, to i ja sobie pozwolę. Co z Ciebie za lekarz,
          skoro z grypą, chorobą którą niezwykle łatwo kogoś zarazić- przychodzisz do
          pracy? "I w ogole taka jestem obowiązkowa" - wybacz, ale jesteś
          nieodpowiedzialna, a nie obowiązkowa. I niestety w świetle tego jesteś
          ostatnią osobą, która może mówić o naszej bezmyślnościsad.

          Poczytajcie w archiwum
          >
          > wypowiedzi mam, które miały lub mają naprawdę, przewlekle chore dzieci...
          Ich
          > głos jest pełen zrozumienia i obiektywizmu.
          Pesteczko ja już pisałam są szpitale i szpitale, są lekarze i lekarze. Są tacy
          jak neonatolożki w IMiDZ, gdzie rodzice po wielu latach dzwonią czy przychodzą
          z życzeniami i są tacy, o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. I
          akurat ten wątek dotyczy tych drugich, co nie znaczy, że nie ma wspaniałych
          lekarzy.
          • ppjw Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 11:45
            wiecie, nawet nie chce mi się pisać nt. wypowiedzi pesteczki. Bez
            komentarza....sad
            • ikaikaj Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 17:33
              a mi znowu sie troche przykro robi...najpierw ktos pisze,ze ciemnote wciskam, bo wierze
              w dobrych lekarzy, bo sama chce takim byc bla bla bla
              potem nagle post a propos studentow medycyny...ze zaliczamy bo pan prezydent tak
              nakazal(hmmm nie znam czlowieka,ale jesli mnie kazal przepuscic to dziekuje, sama
              sobie poradze)....a ja qrcze naprawde siedze po nocach...naprawde sie
              ucze....naprawde bardzo chce byc dobra w tym co robie!i nie uwazam,ze wystarcza mi
              do tego idealy!moja cala rodzina to lekarze....mysle,ze dobrzy(szczegolny uklon dla
              mojej mamy),ale nie dlatego przechodze z roku na rok(bo mam tzw plecy)...robie to bo
              ucze sie a nauka ta sprawia mi przyjemnosc!i chocby wszyscy na mnie wsiedli to ja i tak
              nie zrezygnuje i nie przestane wierzyc w to,ze mozna byc dobrym lekarzem i ze sa tacy
              w polsce!
              wiem,ze kazda z was pisze o tym co przezyla i wspolczuje wam ogromnie,a
              jednoczesnie dziekuje tym z was, ktore opisaly takze mile szpitale i madrych lekarzy...to
              naprawde bardzo mile i budujacesmile
              pozdrawiam
              ika mama kaja a w krotce i frania
          • aga_rn Re: szpitale pediatryczne 20.01.04, 04:15
            Melka, Zgagusia, dolaczam do was - nie moge po prostu pojac jak lekarz
            (lekarka) moze pojawic sie w pracy chora na grype, przyjac 75 pacjentow (to
            potencjalne nastepne 75 pacjentow ktore jutro/pojutrze znowu sparalizuje juz
            teraz pekajaca w szwach przychodnie) i jeszcze chlubic sie obowiazkowoscia .
            To jest powod do dumy ? !!!
            Juz nie wspominam o wspolpracownikach ktorzy za pare dni moga znalezc sie na
            zwolnieniu, uszczuplajac zaloge ktora ma radzic sobie z epidemia.
            Bardzo nieodpowiedzialne ...
          • knabi-ann Re: szpitale pediatryczne 20.01.04, 21:57
            Chciałam tylko zauważyć, że jeśli panuje epidemia to jest wysoce
            prawdopodobne, że wszyscy maja tego samego wirusa ( w tym przypadku i
            pesteczka i pacjenci), a jeśli ktoś jeszcze go nie złapał, to prędzej zarazi
            się czekając w kolejce...
    • goska271 Re: szpitale pediatryczne 18.01.04, 09:55
      no własnie tego nie moge zrozumieć troszke, bo mieszkam w małym miasteczku,
      teoretycznie powinno byc gorzej a akurat ośrodek i lekarze rodzinni są
      doskonali. Nie mam problemu z wizytami, badaniami i wszystkim co mozna
      załatwić w ośrodku. Moze to dlatego, że nasi lekarze wszystkich znaja i są
      generalnie młodzi, czyli to możnaby powiedzieć pokolenie nieskżone nawykami
      byłego systemu. Powiem wam, że było już pare sytuacji, że rodzinny wypisywał
      skierowanie do szpitala dla moich pociech, broniłąm jak lew zawsze i w końcu
      leczył ich w domu, pewnie z duszą na ramieniu, ale teraz wiem, że miałam racje
      i warto było troszke zaryzykować. Może jak w szpitalach też dojdzie do głosu
      nowe pokolenie to cos sie zmieni, może nie. Szkoda tylko, że to odbywa się
      kosztem naszych dzieci. Nie sądze żeby któraś z nas marudziłą bo śpi na
      krześle w szpitalu przy dziecku, czy nie ma się gdzie umyc i takie tam, w
      końcu to pierdoły. Gdyby moje dziecko było w szpitalu pewnie mogłabym spac i
      na podłodze, bez różnicy, nie jeść, myć się w kranie, ale chciałabym być
      spokojna o los mojego dziecka i zeby po wyjściu ze szpitala nie trzeba było go
      leczyć u psychiatry i mnie przy okazji też.
    • pesteczka5 Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 22:42
      Mąż pesteczki: idę pocieszyć pesteczkę. Dziękuję knabi-ann.
    • edytast Re: szpitale pediatryczne 19.01.04, 23:41
      Właśnie prześledziłam cały wątek i jestem w szoku, że wszystkie macie takie złe
      doświadczenia ze szpitali. Tak się akurat składa, że moja pociecha tydzień temu
      prosto z przychodni dostała skierowanie do szpitala (taki silny skurcz oskrzeli,
      że lekarka nie mogła stwierdzić czy to zapalenie płuc). Miałyśmy wiele szczęścia
      że nasza pani doktor wskazała nam od razu szpital, do którego mamy jechać mówiąc
      że tam przyjmują matkę z dzieckiem. Pojechaliśmy, przyjęto nas informując że
      pobyt matki kosztuje 30 zł za dobę (łóżko, pełne wyżywienie, korzystanie z
      kuchni - mikrofala, lodówka, czajnik elektr., łazienka -prysznic) małej zrobiono
      rtg, badanie, stwierdzono zapalenie płuc, od razu się nią zajęto, cały czas
      byłam przy niej, pani doktor zapytała czy będę czekać na wolne miejsce dla matki
      bo akurat zwolni sie za 2 godziny. Czekałąyśmy więc w innej sali. Ponieważ była
      to pora obiadu, to już się nie "załapałyśmy", ale pielęgniarka zaproponowała
      dziecku słoiczek "gerbera", mała zjadła (dostałam rownież sól bez problemu).
      Potem poszłyśmy już do swojej sali: są to sale 4 osobowe (2 matki, dwoje dzieci,
      przewijak, umywalka, wanienka). Matki są z dziecmi cały czas, karmią, kąpią,
      mierzą temp., ważą, zapisują spożyte płyny, robią inhalacje, podają leki. W
      razie problemów zawsze można poprosić pielęgniarkę. Byłyśmy na odziale 5 dni i
      nikt z personelu nie dał mi odczuć, że przeszkadzam. Jedna z dziewczyn pisała,
      że chciała wyjść w trakcie obchodu - mi nawet to nie przyszło do głowy. Nasza
      doktor prowadząca zaglądała do nas codziennie, również lekarz dyżurny, czy
      pielęgniarki pytały o stan zdrowia dziecka (oczywiście nie tylko mojego) Cały
      personel bardzo życzliwie nastawiony zarówno do dzieci jak i matek, jasne że
      pielęgniarki nie zaglądają tak często do sal, w których dzieci są z mamami, ale
      to chyba oczywiste. Chodziaż na początku, gdy córcia była w dość poważnym stanie
      to przychodziły też same żeby zobaczyć jak się czuje, również w nocy potrafiły
      przyjść gdy dziecko płakało (chociaż było z mamą).
      Naprawdę, po tym co tu przeczytałam przyznaję, że miałyśmy wielkie szczęście
      trafić na taki odział, bo inaczej to rzeczywiście skończyłoby się wizytami u
      psychologa (moja córcia bardzo boi się obcych i jest do mnie bardzo
      przywiązana). Na oddziale znajdowała się świetlica dla dzieci z choinką,
      zabawkami, TV, korytarze ozdobione są rysunkami.
      Napisałam o tym że pokazać że nie wszystkie szpitale sa takie straszne, że można
      inaczej. Jest więc jakaś nadzieja, że z czasem będą zmiany na lepsze. Szpital o
      którym piszę bierze udział w akcji "Szpital z sercem".

      Jutro jedziemy po wypis (mam nadzieję) ze szpitala, bo od 3 dni jesteśmy na
      przepustce i tylko dojeżdżamy 2 razy dziennie na antybiotyk i inhalacje.
      Pozdrawiam. Edyta.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka