ewrzostar
24.03.10, 15:35
Witam,
rodzilam w 2008 w Warszawie na sw. Zofii i w marcu 2010 w Londynie, w
Barkantine Clinic.
Bilans jest taki:
Polska - wertepy, ugory i wszedzie domagaja sie kasy. Poza tym lekka maniana
na tle higieny, rozwarcia i jednoczesnie olewaja kwestie czy masz brudne
przescieradlo czy nie. Wode do picia moze Ci i dadza, ale za stosowna oplata.
I te cholerne biurokracyjne biurwy wyciagajace idiotyczne rozne dane TUZ przed
porodem! Masz skurcze, ledwo mozesz mowic, nie dosc ze MUSISZ to i jeszcze na
deser pakuja Cie w KTG. O salach indywidualnych za free - zapomnij. Zakaz
wizyt o dowolnie wybranej porze, regulamin NAJ!wazniejszy. Miala byc akcja
"skora do skory", trwalo to z 3 minuty, zabrali mi dziecko, bo trzeba umyc,
ubrac, pieluszka. Mala nie zdazyla nawet cycka chapnac. Nie minelo nawet pol
godziny, a zostalam zmuszona do wstania z lozka, przeprowadzki z dzieckiem i
wszystkim z pokoju porodowego do jakiejs koszmarnej ciasnej jedynki na
patologii, bo nie bylo miejsc. A na noc chcieli zabrac mi dziecko do reszty
noworodkow - bo taki jest regulamin na patologii, choc patologia nas nie
dotyczyla. Absurd. Ucieklismy po 6 godzinach od porodu, po wyklocaniu sie z
Puzynem, trzema poloznymi.
Wypisalismy sie na wlasna odpowiedzialnosc - postraszyli nas konsekwencjami
zdrowotnymi przy ktorych zoltaczka w fazie smiertelnej to pryszcz na dupie.
Dziecko od zawsze ma sie fantastycznie, a o tym jak wyglada zoltaczka
dowiedzialam sie dopiero tu, w Londynie, przy drugim dziecku. Wała Puzynie, to
dusigrosz i biurwa absolutna.
Londyn:, porodowka (czyli NIE szpital): brak jarzeniowek i kafelkow,
przytlumione swiatlo z lmapki nocnej. Na wstepie proponuja kawe/herbate,
rozwarcie sprawdzaja tylko raz, kluczowy jest puls dziecka. Wanna na pol
pokoju indywidualnego, z ogromna lazienka. W pokoju lozko malzenskie, na
scianie naprzeciw TV, skorzana sofa. Wlasny balkon z lawka i widokiem na
Tamize. NIGDZIE nie musialam sie przenosic, w tymze pokoju takze rodzilam.
Woda a nawet sok do dyspozycji caly czas. Dane, jesli juz to spisuja PO
porodzie. Skora do skory - tyle, ile wlezie a do tego jeszcze i tata dziecka
tez tyle, ile wlezie. Wlasciwie, to polozna tylko mi dziecko podala i tyle jej
kontaktu z nim. Takze dopiero tutaj stwierdzilam, co to pepowina - w Wwie nie
dali mi czasu. Wyznaczona mi polozna to byl aniol, cudna, spokojna
jednoczesnie nie ingerowala. Wypisalismy sie po 5 godzinach od porodu, bo po 1
mielismy b. blisko domu, po 2 nie bylo po co tam lezec. Przedtem sobie
pospalismy, poodetchnelismy, poprzytulalismy sie... i nikt nad nami nie stal.
Kawa herbata woda takze po porodzie.
I:
Warszawa: zaplacilismy za polozna (Kalyta) ktora okazala sie byc pazerna na
kase i to zadecydowalo o tym, jak nas potraktowali (nie zaplacilismy od razu
calosci, reszta miala byc po). Kalyta bezposrednio po porodzie i ulokowaniu
nas na patologii umyla sie, ubrala i... pojechala sobie do domu. Bez
wskazowek, jak przewinac, jak ubierac, jak karmic, co nalezy, czego nie
nalezy. Zas nasza sytuacje i wypis ze szpitala na wlasna odp. skomentowala:
"To nie moja wina". Faktycznie, jest to polozna od CELEBRYTEK. Tylko. Reszte
ma w odwloku.
Londyn: ani pensa, ani grosza ani funta. NIC.