Dodaj do ulubionych

Św. Zofia

IP: *.* 28.09.02, 09:39
Za nim zabrałam się do pisania przeczytałam wszystkie z nowszych postów na temat tego szpitala. Czasamiwydawało mi się jak nie którym, że czytam o jakimś innym miejscu.Ja rodziłam w grudniu 2000 roku. Zostałam przyjeta w połowie gródnia na patologię. Prawdą jest, że przyjęcie zawdzięczam jedynie temu, że całą ciążę prowadził lekarz z fundacji przy szpitalu. Wynikało to z tego, że w tym okresie było przepełnienie rodzących. Ale w momencie gdy na izbie przyjęć pojawiła sie kobieta, którą nie mogli przyjąć na patologię pielęgniarka obdzwoniła wszystkie szpitale i po znalezieniu miejsca załatwiła jej transport. Ale wracając do szpitala. Spędziłam cztery dni na patologii. Opieka była bardzo miła i fachowa. Lekarz prowadzący udzielał wyczeroujących wyjaśnień i często pytał sie czy zgodze się na dane działanie medyczne. Poród został wywołany przz kroplówkę z oksytocyną. Gdy zaczął się pilęgniarka pomogła mi zebrać rzeczy i przenieść się do sali porodowej, gdyż jeszcze mąż nie zdążył przyjechać. Na porodówce zostałam przyjęta sympatycznie. Położna była bardzo miła i sporo mi pomogła. Strasznie bałam się bólu, ale podjęłam wcześniej decyzję, że będę starać się urodzić bez znieczulenia. Zaproponowano mi wejście do wanny i w tym momencie jakby ktoś ręką odjął prawie cały ból. Naprawdę woda pomaga. Po trzech godzinach byłam gotowa do porodu. Jednak jak już wcześniej lekarze przewidywali pojawił się problem dysproporcji płodowo - miednicową. Lekarz zaproponował aby spróbować. Owszem ta godzina była męcząca ale do wytrzymania. Poprostu gdy nie wolno przeć w momencie bólu partego ten ból rozchodzi się po krzyżu. Po tej godzinie lekarz który zjawił się na moją prośbę, że jednak nie dam rady zdecydował o cesarce. W ciągu 15 minut znalazłam się na stole operacyjnym. Mąż cały czas był przy mnie. Po operacji ja leżałam na bloku pooperacyjnym, a mąż na oddziale noworodków cały czas trzymał syna na rękach. Gdy już byłam na oddziale położniczym odrazu przyniesiono mi dziecko i przystawiono do piersi. Potem pozwolono mężowi ubrać synka. To naprawdę było niesamowite przeżycie dla mnie i męża. Co do opieki po porodzie mam mieszane uczucia. Były i lepsze i gorsze pielęgniarki. W pierwszej nocy gdy minął już okres przymusowego leżenia pielęgniarka pomogła mi zejść z łóżka, pójść do łazienki i wykapać się. To było mi potrzebne. Następne dni mijały różnie. Była naprzykład pielęgniarka na nocnym dyżurze, która nie miała nawet ochoty pomóc mi, jednak kiedy zarządałam tego od niej pomogła. W drugim dniu po operacji gdy nadal miałam problemy z karmieniem prawie załamałam się i popadłabym pewnie w depresję, gdyby nie słowa otuchy pielęgniarki i lekarki. Poradzono mi abym piła zioła i piwo karmelkowe :), a w razie konieczności nawet dokarmiono syna. Co do zmian pościeli to nie było problemu, nawet pozwolono koleżance, którą poznałam na patologii, a która urodziła dzień później przenieść się na moją salę, a wiązało się to ze zmiana pościeli.Patrząc z perspektywy czasu i widząc jak teraz moja szwagierka ma problemy już na oddziałach patologii uważam że szpital Św. Zofii jest dobrym szpitalem. Jednak trzeba brać mała poprawkę na własne wyobrażenie porodu i połogu. Często słyszę czego kobbiety oczekuję i zdaję sobie sprawę, że jest to nierealne. Nawet kwestia bólu jest niestety nie do wyeliminowania całkowicie.Mam nazieję, że nie zanudziłam was tym postem, ale musiałam to wszystko opisać czytają poprzedne na temat tego szpitala.Życzę wszystkim przyszłym rodzącym udanego porodu, a tym które już urodziły, aby szybko zapomniały o złych przeżyciach i cieszyły sie z ukochanych maleństw.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka