Dodaj do ulubionych

żelazna - mój poród

IP: *.* 13.03.03, 17:08
Witam, Przeczytałam właśnie bardzo długi wątek o szpitalu na Żelaznej..rodziłąm tam w grudniu...przez cc swoje pierwsze dziecko.Szpital ten ma niewątpliwie wile zalet, o których wspomnę ale ma też wady...rodziłam 18 godzin - krótko to i długo... o znieczulenie zz musiałam błagać - choć jest ono odpłatne - bo rodziłam w nocy.Rodziłąm z położną Panią Renatą - nie byłą przeze mnie opłacana.Badała mnie przed porodem po odejściu wód - na fotelu gin. - b. boleśnie - żaden lekarz tak mnie nie badał - koszmar bardziej bolałao niż skurcze.była b. niemiła - krzyczała na mnie przez cały czas - miłąm kłopoty z urodzeniem - jestem dośc drobna a dziecko miało prawie 4 kiol i mierzyło 57 cm... ona wrzeszczałą, że go nie kocham, nie chcę urodzić i że to na pewno dziecko z wpadki...parłąm (ból potworny) a ona wrzeszczała, że jak się porządnie nie postaram to ona przyniesie kleszcze i małe zacznie wyciągać.parłąm - a dziecko mimo rozwarcia - nie schodziło niżej... KTG pokazywało po godzinie tętno 67 - czyli o połowę niższe niż normalne - a ta zamiast wezwać lekarza to zawołała jakąś młodą asystentkę - p. Anne (nie pamiętam nazwiska) i obie na mnie, ze źle rodzę, nie kocham swojego dziecka, że kobieta to jest tak zbudowana żeby rodzić naturalnie...(a ja widzę że l. uderzeń serca spada) i, że ja nie chę urodzić...i jak mnie zostawią na parę godzin i wrócą to na pewno zachce mi się porządnie przeć...Każda kobieta która rodziłą wie dobrze, że chce urodzić swoje dziecko, że w takim stadium porodu (znieczulenie dawno już nie działało) myśli się tylko o tym by urodzić jak najszybciej...Ja czując, że coś jest nie tak (miomo braku doświadczenia) zaczęłam je błagać żeby zrobili cięcie.. i tu znowu się nasłuchałam... szkoda pisać.w końcu łaskawie obudziły p. doktor i pojechałam na salę.dziecko wyjęli sine- okazało się, zę miało 3 razy owiniętą pępowine wokół szyi... i że im badziej parłam tym bardziej je dusiałm...potem znalazłam się na oddziale..i pora na kilka komplementów.. b. dobrze wspominam pielęgniarki z tego oddziału - były miłe!!! i kompetentne - nigdy nie musiałam długo czekać aby przyszły wezwane. Wspaniale oceniam również pediatrę p. Jasińską.mÓj synek miał infekcję - podąła antybiotyk - z"doświadczenia " wiedziała jaki - pytała nas czy się zgadzamy czy chcemy czekać na wyniki antybiogramu (było tuż przed świętami i nie chcieliśmy czekać do Po świętach)...byłą miła, delikatna dla każdego dziecka...robiłą konieczne badania..wspaniałe były też siostry z oddziału "noworodków" - miłe cierpliwe delikatne..leżałam w tym szpitalu 3 tygodnie....więc się napatrzyłam..a dlaczego tak długo?otóż okazało się, że przy cc. zaszczepino mi jakiegoś wirusa i rana po cc nie goiła się... brzuch nabrzmiał - zrobił się tkliwy i czerwony.na żywca - bez znieczulenia zrobiono mi dwukrotną punkcję brzucha ... żeby pobrać materiał do analizy. z rany sączył się płyn. Włożono dwa dreny...wykonywanie jakiejkolwiek czynności graniczyło z cudem (ciężko jest po cc- każda kobieta która tak rodziła wie - a z tak bolącym brzuchem było potwornie)... ciągle miałam ambicję żeby karmić piersią i siostry pomagały mi - np. podawały dziecko gdy nie mogłam wstać lub zawoziły "na salę noworodków" gdy usypiłam po lekach przeciwbólowych.Dobrze wspominam również p. dr. Stokłóskę - był miły i troskliwy.świetnym lekarzem i miłym człowiekiem jest p. dr. Jerzy Rodzeń a także kierownik pracowni USG - niestety nie pamiętam nazwiska. kompetentni byli również niektórzy stażyści (asystenci) ale nie wszyscy... Niestety na tym nie koniec- trzeciej dobie dostałam zapalenia wyrostka - i byłam operowana przez p.dr. Kucharskiego chirurga - też miły i kompetentny - wyjaśnił mi wszystko - co i jak będzie robił... itd..wykonał operację zdrenował mi ranę po cc. (dreny wyciągano mi również na żywca... a były włożone do otrzewnej... - cała przyjemność po mojej stronie..)Jest tam na Żelaznej położna p.Małgorzata Gierada - Radoń(może trochę przekręciłąm nazwisko) uchodzi ona za osobę super kompetentną i w ogóle jej szkoła rodzenia jest kosztowna (za luksus się płaci)....(ja do tej szkoły nie chodziłam - z resztą nie chodziłąm do żadnej m.in. z uwagi na cenę ale nei tylko),ale mam do niej takie oto zastrzeżenie - gdy po porodzie w trzeciej dobie leżałam na sali z dziewczyną z którą ona rodziłą, byłam osłabiona, miałam gorączkę, brzuch mnie piekł i czułąm się fatalnie, byłam cała obolała... ona przyszłą do tej dziewczyny o pierwszej nad ranej "pogadać" sprawdzić jak ona się czuje..zaczęła się rozmowa o planach, marzeniach, przyszłości porodzie o tym jaka tamta była dzielna itd....- czyli o dupie Maryni i huzarze ..."Dziewczynie z pewnościa było miło, że położna ją odwiedza... ale żadna z nich nie pomyślała, ze może je chcę spać, że noc to czas na krókie "cześć jak się masz?" a nie na opowiadanie żyuciorysu i planów do późnej starości....uważam, że to wyjątkowy brak taktu (delikatnie mówiąc)poza tym P. Gierada to osoba b. miła i ciepła...i z pewnością lepsza od tej baby z którą ja rodziłam..tak więc reasumując... wiem, że mój przypadek był wyjątkowo trudny... wiem, że to nie j. reguła. miałam ciężki poród spędziłam w spitalu i sylwestra i Święta...wyszłam do domu z sączącą się raną bólami brzucha tak silnymi, że brałam tramal kilka razy dziennie.... (aż kręciło mi się w głowie - ale chociaż nie bolało)nie mogłam chodzić a po znieczuleniach potwornie bolał mnie kręgosłup i nie mogłam się wyprostować przez 5 tygodni.... było ciężko, byłam rozżalona...o mały włos przez głupią położną udusili by mi dziecko (tak powiedziała lekarka przy stole operacyjnym) a dzisiaj - mój synek wkrótce kończy 3 miesiące.jest duży i zdrowy..dzięko namowie położnych udło mi się utrzymać laktację i karmię go pirsią - uważam, że to cudowne doznanie- zwłaszcza gdy on na sam widok cycusia uśmiecha się tak słodko...mimo wszystko oceniam ten szpital dobrze - choć uważam, że przesadzają z "naturalnymi porodami" - czyli natura za wszelką cenę...pozdrawiamdoria
Obserwuj wątek
    • Gość: vaana Re: żelazna - mój poród IP: *.* 15.03.03, 01:33
      Z pania Renata na Zelaznej ja rodzilam ale to byla zupelnie inna osoba :( Przyznam szczerze, ze jestem zaszokowana. Ta kobieta byla dla mnie super wspaniala, dobra, zyczliwa i delikatna... Czy mozliwe, ze decyduja tu wzgledy finansowe, ja sobie ja wybralam, oplacilam i nigdy nie zalowalam swojej decyzji, opiekowala sie mna takze po porodzie w szpitalu i po wyjsciu z niego. Mam nadzieje, ze to jednak nie ona bo polecilam ja wielu kobietom.Wspolczuje i bardzo serdecznie pozdrawiam, Malgorzata.
    • Gość: anka136 Re: żelazna - mój poród IP: *.* 16.03.03, 00:00
      Aja rodziłam ze świetną położną p.Szeląg. Trochę się rozkleiłam ale wzięła mnie w garść i..urodziłam mojego synka.Nawet szycie było ok, bo mnie straszyli że będzie koszmar.
    • Gość: Cydorka Re: żelazna - mój poród IP: *.* 16.03.03, 13:20
      Cześćjest mi przykro,że dotkneły Cię tak przykre przeżycia, ja po wizycie wtym szmym szpitalu mam zupełnie inne wrażenia ale..... no właśnie opłaciłam położną i poród rodzinny razem 1200 zł-dodam,że była to zrzutka całej rodziny dziadków, wujków itp bo nas by nie było stać. Zapłaciłam, wiem za co rodziłam szybko, krótko i miło pomimo,że po odejściu wód w domu miałam 1cm rozwarcia i zero skurczów.Jest mi tylko ogromnie przykro,że pewnie by tak nie było za darmo. Aha i jeszcze jedno na ostatnim USG przed porodem mój lekarz opisał 1 petlę pępowiny dookoła szyi, położna o tym wiedziała, miałam na stałe KTG w pokoju i Jasio miał monitorowane tętno cały czas i wszystko było o.k.
    • Gość: malgosia.dz Re: żelazna - mój poród IP: *.* 17.03.03, 10:36
      Doria!Ja co prawda nie rodziłam w tym szpitalu więc nie będę opowiadała o moich doświadczeniach. Chciałam tylko powiedzieć, że czytałam Twój post i krew się we mnie burzyła. Zachowanie personelu podczas porodu było absolutnie skandaliczne! Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak okropnie musiałaś się wtedy czuć...Ja wiem, że to tylko łatwo się mówi, ale ja będąc na Twoim miejscu rozpętałabym wojnę. Choćby w lokalnych mediach, czy lokalnej prasie. Ku przestrodze innym. Jest absolutnie niedopuszczalne aby położna traktowała po chamsku rodzącą, która z jakichkolwiek względów nie zdecydowała się na "opłacenie". Toć to nieludzkie!Pozdrawiam. Małgosia
      • Gość: AniaO Re: żelazna - mój poród IP: *.* 17.03.03, 13:35
        Przykro mi bardzo, ze to Cie spotkalo. Zwlaszcza, ze ja rodzilam w tym szpitalu i bylam zachwycona. Rodzilam wlasnie z Gosia Gierada- Radon. Ja uwielbialam Gosie, chodzilam do jej szkoly rodzenia, widywalysmy sie przed porodem i po. Byla na kazdy moj telefon. Fakt, zaplacilam. Chyba nic nie usprawiedliwia Gosi, ze przeszkadzala Ci w nocnym odpoczynku, ale ona po prostu taka jest... spontaniczna. Mozna do niej dzwonic cala dobe, nie przejmuje sie, ze ktos ja budzi, wiec moze mysli, ze odwrotnie tez mozna. Poza tym, przez te pierwsze doby po porodzie raczej sie nie spi (przynajmniej ja nie spalam!). No, ale Ty bylas w innej sytuacji. Moze bledem bylo, ze polozono z Toba na sali dziewczyne po psn a nie po cc.Aha, jeszcze jedno. Pod koniec mojego porodu- tzn fazy parcia- Gosia poprosila do pomocy druga polozna z dyzuru, zeby przytrzymywala moj brzuch, aby Zuza nie cofala sie do srodka. Byla to p. Renata Zborowska. Starsza Polozna Specjalistka (tak bylo na identyfikatorze). Byla bardzo mila, subtelna, taktowna i delikatna. Zrobila mi potem tez zastrzyk i pobrala krew do badania. Nie wiem, mam nadzieje, ze to nie byla ta sama p. Renata, ale czy Ty moze pamietasz nazwisko?
      • Gość: kakus Re: żelazna - mój poród IP: *.* 17.03.03, 14:00
        Dziewczyny pomozcie, poleccie mi jakiegos fajnego, dobrego, kompetentengo lekarza z Zelaznej.MOja siostra chce tam rodzic, koszty nie graja roli. jest to jej pierwsza ciaza, i od poczatku jest w strasznej depresji. Błagam!
        • Gość: AniaO Re: żelazna - mój poród IP: *.* 17.03.03, 14:09
          Ale na Zelaznej porody przyjmuja polozne! Lekarze pojawiaja sie tylko w razie komplikacji. Wiec czy aby na pewno lekarz jest siostrze potrzebny? No chyba, ze ciaza jest wysokiego ryzyka, ale mam nadzieje, ze nie. Jesli chcesz namiary na rewelacyjna polozna, moge podac. Pozdrawiam
          • Gość: kakus Re: żelazna - mój poród IP: *.* 17.03.03, 14:55
            Podaj, bardzo prosze. Nie wiedzialam ze tam głownie połozene przyjmuja. A nie ma lekarza prowadzacego ciaze? POwiedz wszystko co wiesz :-dla mnie tez to jest cos nowego :-) z Gory dziekuj, Natka
        • Gość: Ewulka Re: żelazna - mój poród IP: *.* 18.03.03, 17:16
          Polecam dr Elżbietę Muszyńską. Rodziłam z nia w 2000 roku i była wspaniała. Miałam trudny, wywoływany przed terminem poród i nie wyobrazam sobie go bez niej. Mam bardzo złe zdanie o położnictwie w tym szpitalu (położne i pediatrzy są niedouczeni i nieprzyjemni), ale poród miałam super! I koniecznie po porodzie trzeba walczyć o swoje, bo inaczej nikt się położnicą nie zainteresuje. Do mnie przychodziła moja pani doktor i tak naprawdę to ona rozmawiała z pediatrami i dbała o mnie.Pozdrawiam!
    • Gość: Lidek Re: żelazna - mój poród IP: *.* 18.03.03, 13:53
      Prawdą chyba jest, że jak zapłacisz to masz super "obsługę" Szkoda, bo przecież składki na ZUS płacimy i co z tego mamy. Ja opłaciłam właśnie Malgosię Gieradę. Nie chcę jej usprawiedliwiać, ale szpital to miejsce, gdzie ciągle jest ruch i w nocy matki wstaja do karmienia, tak więc ona niczym sie nie przejmowała. Ja wspominam cc bardzo dobrze, ale wszystko było opłacone. Moja siostra nic nie płaciła i poród miała super.
    • Gość: DORIA Re: żelazna - mój poród IP: *.* 20.03.03, 10:48
      Zatem to ta sama Pani Renata, o której piszecie...Pani Zborowska.Może jest miła jak się jej zapłaci..do mnie miała pretensje już na wstępie, że nie chodziłąm do szkoły rodzenia..i od razu zapytała, czy wykupię znieczulenie - jak powiedziałąm, że tak to powiedziała - całe szczęście bo nie wyobrażam sobie porodu z Panią..badałą mnie na fotelu gin. w czasie b. silnych skurczy - kazała mi rozłożyć nogi... mnie te skurcze paraliżowały... i potrzebowałąm czasu żeby skurcz się skończył i żbym mogła się poruszyć.. a ona powiedziałą mi - co - nie wiedziałą Pani, żę ciąża kończy się porodem?a jak siadłam na fotelu to włożyła mi tam chyba całą rękę - to bardz bolało - badała mnie bardzo niedelikatnie. za każdym razem podczas porodu gdy mnie badała odczuwałąm silny bol.To nie robiło na niej wrażenia. Miąłam wrażenie, że robi to specjalnie. Że ją to bawi, że to jakaś kara dla mnie, za to, że nie chodziąam do szkoły rodzenia.Byłą w ogóle b. nieazdowolona, że musi przyjmować porody..Dziewczyna która rodziłą ze mną - miałą poród szybszy (urodziłą w 8 minut...) na nią też wrzeszczała.... a jak ją zszywała po porodzie to ona płakała z bólu.. a ta krzyczałą "czego wyjesz i takie tam i, żeby nie przesadzała"Myślę, że jak się jej zapłaci to jest miła - aby sprawiedliwości stało się zadość muszę przyznać, że dla mnie też chwilami była miła.Ale nie mogłąm liczyć na ani jedno słowo otuchy, na żadną inf. jak postępuje poród..wiem, że dla niej to rutyna - ale ja rodziłam po raz pierwszy..Byłą niezadowolona, że idzie trudno, bezduszna.Wiem, że inni mogą mieć o niej inne zdanie - ja nie mówię, że ona taka jest - mówię tylko, że dla mnie taka była.Na pewno nie kwestionuję jej umiejętności jako położnej - ale moje dziecko o mało się nie udusiło.skoro poród nie postępował - dziecko nie obniżało się i spadało tętno - to może należało zrobić chociaż USG - czy jakkolwiek sprawdzić co się dzieje- a nie grozić mi kleszczami, i tym, że mnie zostawi..Jak czuje się matka, która zaczyna myśleć, że jej dziecku - jeszcze nei narodzonemu coś groxi? Że może ono umrzeć?Jak można powiedzieć rodzącej w bólac, że się ją zostawi samą? Jak można być tak bezdusznym?Nikomu nie życzę, aby został optraktowany tak jak ja..Nawet jeśli nie umiałam rodzić...to przecież było to pierwsze dziecko...korzyść z tego faktu jest taka, że mój mąż powiedział, że następny poród będzie rodzinny i, że on będzie przy mnie.Pozdrawiam doria
      • Gość: MajaB Re: żelazna - mój poród IP: *.* 20.03.03, 12:54
        Czytam i czytam i krew mie zalewa bo ja bym sobie tak nie pozwolila to sie nadaje tylko pod sad .....co za bezczelne nieludzkie babsko .....mam nadzieje ze ja tez tak ktos kiedys potraktuje..jestem ..a szkoda gadac tylko sie denerwuje.........
        • Gość: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: żelazna - mój poród IP: *.* 20.03.03, 14:58
          A ja czytam, czytam i nie mogę uwierzyć. Z panią Renatą rodziłam Julkę. Był to mój trzeci poród na Żelaznej. Nigdy nie opłacaliśmy położnej, zdawaliśmy się na te, które akurat miały dyżur. Zakładałam, że będzie szybko i łatwo, tak jak z Zosią, ale nie było. Odeszły wody i nic dalej się nie działo.Pani Renata stwierdziła, że dziecko owinięte jest pępowiną. Nie będę opisywać szczegółów, ale mój poród wyglądał tak, że leżałam plackiem podłączona do KTG nad którym stali lekarze, gotowi do decyzji o cięciu. Pani Renata powiedziała - jeśli uzyskam pełne rozwarcie, poradzę sobie. Aby to się stało masowała szyjkę w trakcie skurczów - kto nie przeżył, nie zrozumie. Bolało tak, że fruwalam pod sufitem, ale wiedziałam po co.Udało się i nasza maleńka owinięta pępowiną jak baleron urodziła się cała i zdrowa.Wstyd się przyznać, ale po powrocie do domu wpadłam w wir zajęć z trójka dzieci i nie pojechałam do szpitala, aby podzękować (co robiłam po poprzednich porodach). Minęły trzy lata i teraz mówię::bic: DZIĘKUJĘ PANI RENATO :bic:JULKA JEST WSPANIAŁYM, WESOŁYM I MĄDRYM DZIECKIEM I TO PANI POMOGŁA JEJ PRZYJŚĆ NA ŚWIAT.Doria, przykro mi, że twój pierwszy poród był tak ciężkim przeżyciem. Nie znam Cię, nie wiem jaka jesteś, ale myślę, że część problemów wzięła się stąd, że nie chodziłaś do szkoły rodzenia. Po takich zajęciach kobieta jest mniej więcej przygotowana na to co ją czeka i rodzi bardziej świadomie. Tu naprawdę nie chodzi tylko o wyciągnięcie pieniędzy od przyszłych rodziców.Agnieszka
          • Gość: misza Re: żelazna - mój poród IP: *.* 25.03.03, 08:16
            Pozwole sobie niezgodzic z twoja opinią. W tym przypadku szkoła rodzenia niewiele by pomogła. Przeciez dziecko było owiniete pepowiną, było duże - 4 kg, a matka miała wąską miednicę. chyba niezbyt uwaznie słuchałaś wykładów w szkole rodzenia, bo ja własnie tam dowiedziałam się, że sa to wskazania do cc. Nie mówiąc juz o porodzie trwajacym 18 godzin. W niektórych szpitalach w ogóle jest to nie do pomyślenia, żeby połoznica rodziła dużej niż 12 godzin, zwłaszcza jesli faza parcia się przedłuża. Nie jestem lekarzem, ani ekspertem, ale mój zdrowy rozsadek i przykre doświadczenia na Zelaznej mówia mi, że wina leży po stronie połoznej i lekarzy. Ten przypadek potwierdza moją opinię, że Zelazna wyspecjalizowała się w porodach "podrecznikowych". Panie połozne i lekarze zostali "zindoktrynowani" przez ideę porodu naturalnego. Dlaczego więc nie wrócimy do czasów, kiedy kobiety rodziły w domach z akuszerkami, umierały przy porodach lub traciły dzieci. Ale w tamtych czasach jak się miało kilkanaścioro potomstwa nie sprawiało to różnicy. Dziś kobieta ma jedno lub dwoje i nie chce w głupi sposób go tracić, bo to oznacza dla niej tragedię zycia. Chce tez miec poród "po ludzku". A w moim odczuciu to znaczy również, że kiedy sama nie może urodzić to powinien byc ktoś kto jej pomoże, ale nie straszeniem o kleszczach i wyzywaniem od wyrodnych matek, które nie kochaja swojego dziecka. Pomoże fachowością. Ktoś kto we własciwym momencie zareaguje broniąc zdrowia i życia dziecka i matki, ale także wspomnień matki. Znam dziewczyny które po potwornych mękach przy pierwszym porodzie nie chcą nawet myśleć o drugim dziecku. Czy taki jest zamiar szpitala na Żelaznej? Czy to oznacza rodzić "po ludzku"?
            • Gość: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: żelazna - mój poród IP: *.* 25.03.03, 16:46
              Zauważyłam, że obecnie do dobrego tonu na forum (i nie tylko) należy "naskakiwanie" na Żelazną, natomiast "na topie" jest szpital na Solcu. "Jak znam życie", to za jakiś czas zaczną się posty o przereklamowanym Solcu i niedouczonych lekarzach tamże. Im więcej pacjentów i im wyższe oczekiwania, tym trudniej im sprostac i łatwiej o potknięcie. Nigdy nie jest tak, że wszyscy są zadowoleni. Staram sie nie odzywać w takich wątkach, ale gdy atakuje się z imienia i nazwiska kogoś, kto nie może się bronic - nie wytrzymuję.Nie znam Dorii, nie byłam przy jej porodzie, znam tylko jej relację (siłą rzeczy subiektywną) i miałam okazję poznać panią Renatę w podobnych okolicznościach. W porownanniu z innymi położnymi z Żelaznej, które znam, jest mniej bezpośrednia, bardziej "na dystans", ale napewno nie można jej zarzucić braku fachowości. Kiedy rodziłam z nią czułam się pewnie, mialam poczucie kontaktu z osoba kompetentną, mimo, że zetknęłysmy się dopiero na dyżurze.Nie napisałam, że problemy Dorii wzięły się wyłącznie stąd, że nie uczestniczyła w szkole rodzenia. Napisałam tylko, że byłoby jej łatwiej, niezaleznie od tego jak potoczył sie jej poród.W mojej najblizszej rodzinie są dwie Mamy, które urodziły na Żelazniej przez cc. W jednym przypadku było to cięcie planowe, w drugim - decyzję podjęto z powodu przedłużajacego się porodu. Ja bardzo nie chciałam cięcia i przy pomocy pani Renaty udało się to.Agnieszka z trzema corkami szczęśliwie urodzonymi na Żelaznej - chyba miałam więcej szczęścia jak rozumu ;)
      • Gość: gocha11 Re: żelazna - mój poród IP: *.* 24.03.03, 20:54
        Dorcia,rodziłam z omawianą tu panią (za pieniądze). uważam ją za fachowca - w końcu przerobiła już ileś-tam porodów, a ja dopiero jeden. nie wiem, czy to wpływ kasy, czy farta, ale do mojego porodu nie mam zastrzeżeń. ale uważam też, że nawet najlepszej położnej jej fachowość nie upoważnia do zachowania takiego jak opisałaś. komentarze, których musiałaś wysłuchać rzeczywiście mogły tylko dobić leżącego. jak ktoś nie ma ochoty pracować z niewykształconą w szkole rodzenia rodzącą, to niech tego po prostu nie robi. myślę, że ktomuś kto uważa się za dobrą położną stopień uświadomienia pacjentki powinien być bez znaczenia. szkoła rodzenia ma pomóc rodzącej a nie wyręczać położną.to bolesne badanie to chyba rzeczywiście był masaż szyjki -robiony za pieniądze też bolał nieludzko.a co do szkoły rodzenia - jeśli o mnie chodzi w zakresie pomocy przy porodzie zdała mi się na nic (jedna z tych przy św Zofii). przy porodzie dowiedziałam się że oddycham zupełnie źle. o fazach porodu doczytałam sama w poradnikach i innej lit. popularno-naukowej. to co przedstawili w szkole było jedną wielką propagandą sukcesu, która do mnie nie trafiła. i to też zdało się na nic. skończyłam cesarką nie wychodząc z pierwszej fazy. a o cc w szkole powiedzieli, że może się zdarzyć, poza tym byłam zielona...no, ale zdecydowanie jestem (razem z moim dzieckiem) żywym zaprzeczeniem poglądu, że na Żelaznej to po trupach, byle naturalnie. jak chcą to zdecydowanie wiedzą jak zachować umiar...m.ps. co do położnych na położnictwie mam trochę inne zdanie, ale jesli chodzi o lekarzy, których wspominasz - podpisuję się wszystkimi kończynami.
      • Gość: misza Re: żelazna - mój poród IP: *.* 27.03.03, 11:03
        Daria ja ciebie dobrze rozumiem. Dla mnie tez świadomy wybór tego szpitala okazał się porażką. Opisywałam swój poród, ale tych postów na forum juz nie ma. Ja na szczescie byłam z meżem, który stanowczo domagał się pewnych rzeczy, ganiał połozna po oddziale, bo pokazywała sie tylko na krótka chwile i znikała. Gdyby nie on to nie wiem jak cała ta przygoda z Zelazną by sie zakończyła. Pewnie jeszcze gorzej. Nie mówiąc juz o nieprzyjemnych uwagach ze strony personelu.Koniec końcow wniosek jest prosty, aby tam urodzić po ludzku trzeba zaplacic połoznej, teraz już minimum 1000 zł. Sporawo.
      • aleksandrynka Re: żelazna - mój poród 12.05.03, 22:57
        Za przeproszeniem...
        A to stara kurwa!
        Niechby mi taka wpadła w łapy... No właśnie, jak to jest? Bo ja nastawiam się
        na takie własnie sytuacje bojowo, ale czy rodząca ma się siłę do walki z
        podobnymi padalcami? Ja jestem akurat osobą bardzo stanowczą, świadomą własnych
        praw i o dużym poczuciu własnej godności, dlatego też sądzę, że nie
        pozwoliłabym komuś na takie zachowanie, choćby się waliło, paliło... Da się?
        Można skutecznie nakrzyczeć na taką babę, ustawić ją do pionu? Powiedzcie coś,
        bo choć poród dopiero za pół roku, to mnie już krew zalewa jak sobie wyobrażę...
        • agnieszka_azj_edziecko Re: żelazna - mój poród - MODERATORZE !!! 13.05.03, 00:16
          Przede wszystkim licz się ze słowami !!!
          O p. Renacie pisze sie tu wprost z użyciem imienia i nazwiska, natomiast my
          podpisujemy się nic nie znaczacymi nickami. Można mieć na ten temat takie czy
          inne zdanie, ale bez inwektyw !!!
          • agnieszka_azj_edziecko Re: żelazna - mój poród - MODERATORZE !!! 13.05.03, 00:19
            Oczywiście liczyć ze słowami powinna się Aleksandrynka. Przepraszam moderatora,
            ale nie zdzierżyłam.
    • Gość: madla_p Re: żelazna - mój poród IP: *.* 20.03.03, 15:25
      Czytam posty o szpitalu na Żelaznej i włos mi się na głowie jeży!!! Dziękuję Bogu, losowi i wszystkim, że nie zdecydowałam się na ten szpital. Wybierałam pomiędzy Żelazną i kliniką Damiana. Nie byłam oczywiście zadowolona z opłat w Damianie, bo od lat płacę składki, ale teraz uważam, że dobrze zrobiłam decydując się na ten szpital. Polecam go bardzo, bardzo gorąco wszystkim, którzy mogą sobie na niego pozwolić. Cudowna atmosfera, cudowny personel i zero (!) bólu. Po prostu same dobre wspomnienia :) Ciekawe, kiedy tak będzie w państwowych szpitalach...
      • kzzk1 Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 10:32
        W Damianie drożej? Miałam rodzic w Zofii o żeby zapewnić sobie podobny standard
        musiałabym zapłacić 1000 PLN drożej!!!!! niż w Damianie, gdzie szczęśliwie
        urodziłam przez CC (W Zofii nie chcieli o tym słyszeć - ryzyk fizyk może urodzi
        się zdorwe - sic !!!)
    • Gość: rw Re: żelazna - mój poród IP: *.* 21.03.03, 14:33
      Rodzilam na Zelaznej 10 dni temu z p. Renata Zaborowska.Wiele osob mnie straszylo tym szpitalem , nawet lek. prowadzacy ciaze.Po rozmowach z kolezankami wiedzialam ze przy porodzie najwazniejsza jest polozna , ona decyduje co robic i kiedy wezwac lekarza.P. Renate polecila mi siostra meza - dr.medycyny , rodzila z nia 3 lata temu ipolecila swoim kolezanka .Wszystkie byly zadowolone (4).TEZ MIALAM MASAZ SZYJKI MACICY - TO BOLI BARDZO , CZYTALAM NAWET ZE BARDZIEJ NIZ SKURCZE .Ja nie mialam wyjscia po 3 godz skurczy co 3-4 min rozwarcie na 2 palce -jak od 3 tygodni .Niestety to nie pomoglo . Mialam znieczulenie ktore znacznie przyspieszylo akcje - caly czas spadalo tetno. P. Renata wszystkim sie zajela , szybko byl anastezjolog , a przy dlugim parciu pomagala mi lekarka zawolana przez nia.potem okazalo sie ze lozysko jest przyrosniete i trzeba je oddzielic i wylyzeczkowac macice - tu tez natychmiast byla ekipa -2 lek. i jeszcze jedna polozna.Moj maz zajmowal sie wtedy corka i mowil ze wszyscy sie b. sluchali p. Renaty i spieszyli z pomoca .Tak naprawde to ona prowadzila porod , nawet decydowala o ilosci znieczulenia.Bolalo strasznie i mam b. naciete krocze ale chodzilo o dobro dziecka.Po porodzie lezalam z 4 innymi dziewczynami - wszystkie byly zadowolone mimo braku oplaty poloznej.Obsluga naprawde mila i lekarze i polozne.To ze w nocy jest ruch -to norma .Sprawdzano nasz stan , czy dzieci jedza wystarczajaco czesto itd.Lezalam 4 dni wiec troche ludzi tam poznalam .Jestem mile zaskoczona.Co do charakteru p.Renaty zostalam uprzedzona ale mi bylo potrzebne zeby ktos mna pokierowal , wrzasnol , to mnie mobilizowalo .Umowilysmy sie juz na nastepny porod - synka za 2 lata : )Zaplacilam za te usluge tysiac zloty , bylo warto , spokojne sumienie , tel o kazdej porze juz od 37 tyg. Naprawde warto na to oszczedzac.Pozdrawiam i zycze udanych porodow.
      • Gość: misza Re: żelazna - mój poród IP: *.* 25.03.03, 13:06
        Może trochę sie już nauczyli. Muszą czasem być mili, bo do końca stracą pacjentów i pies z kulawą nogą do nich nie przyjdzie, bulić im za porody w mękach, prowadzone przez arogancki i niedouczony personel.
    • Gość: ewcia.d Re: żelazna - mój poród IP: *.* 22.03.03, 21:30
      Cześć.Ja na Żelaznej rodziłam we wrześniu 2002 roku. To był mój pierwszy poród. Zdecydowałam się na ten szpital gdyż polecały go bardzo wszystkie moje kolezanki, które tam rodziły (żadna nie miała opłaconej położnej). Moją ciążę prowadziła dr Mazur (chwalę ją pod niebiosa). Na porodówkę trafiłam z oddziału patologii ciąży. Poród odbierała p.Kasia (nie pamiętam nazwiska)- położna z tzw dyżuru. I tu nadmienię jak różne może być postrzeganie tej samej osoby. Ja wspominam ją bardzo pozytywnie, określiłabym ją słowami: rzetelna, stanowcza ale miła, kompetentna. Natomiast dziewczyna, która leżała ze mną na położnictwie nazwała ją sadystką. Mnie również na wspomnienie masażu szyjki przechodzą ciarki i oblewam się zimnym potem, ale dzięki temu masażowi mój poród trwał krócej,szyjka rozwierała się w szybkim tempie, a o to przecież chodziło. Myślę, że ocena danej osoby zależy od naszych osobistych potrzeb, jedne potrzebują pogłaskania po głowie, inne porządnego kopa. Położne, moim zdaniem, powinny być również dobrymi psychologami, by podchodzić do kobiet elastycznie i trochę dostosowywać się do ich potrzeb może nie tak do końca, bo to one przecież muszą zachować zimną krew. Podsumowując - ja osobiście jestem bardzo zadowolona z porodu na Żelaznej. Mam natomiast wiele zastrzeżeń do położnictwa. Warunki wprawdzie komfortowe, położne również sprawiają wrażenie kompetentnych, brakuje natomiast spójności w ich działaniach, odniosłam wrażenie, że nie przekazują sobie informacji,mają różne koncepcje na załatwianie problemów co matkę może doprowadzić do ogłupienia. Przykład: moja Zuzka miała problemy ze ssaniem i bardzo spadła na wadze (musiała dostać kroplówki). Każda z położnych miała inną koncepcję jedne ją dokarmiały inne twierdziły, że to zabronione. W sumie starały się pomóc ale bez porozumienia między sobą. Z problemami musiałam poradzić sobie sama.Pozdrawiam i życzę wszystkim przyszłym mamom jak najlepszych wspomnień z porodu. Ja zachęcam do porodu na Żelaznej, ale po porodzie to chyba już gdzie indziej chociaż na położnictwie też da się wytrzymać.
    • Gość: anka136 Re: żelazna - mój poród IP: *.* 23.03.03, 17:30
      Z a naturą to nie jest tak do końca. Po 2 porodzie miałam łożysko urodzone nie do końca i chcieli mi zrobić skrobankę. Ja prosiłam żeby trochę zaczekać ale lekarz był bardzo zdecydowany. Powiedział że musiałabym się podpisać i to zły pomysł. Dobrze że się zgodziłam po potem słyszałam że bywają komplikacje. Uśpili mnie i nie czytłam nic nawet szycia. A synek był z zielonych wód ale nie był podduszonyppediatra dała mu 10pkt. Tylko Go zaraz zabrali, aja myślałam że będę zaraz karmić jak po 1 porodzie.No nie wyszło tak naturalnie. A o p.Zborowskiej słyszałam od koleżanki że bardzo jej pomogła i szybko urodziła.
      • papanetta Re: żelazna - mój poród 09.04.03, 00:13
        Cześć!! Muszę dorzucić trzy grosze od siebie, taka już moja natura. Nie dziwcie
        się położnej, że wysyła nas do szkoły rodzenia. Zdajemy maturę ot tak, z
        marszu? Nie. Przygotowujemy się, uczymy, materiał powtarzamy i przede
        wszystkim mamy wyobrażenie o tym co nas spotka. A poród jest naszym
        najważniejszym życiowym egzaminem. Naprawdę musimy wiedzieć co się dzieje i
        dlaczego tak się dzieje, bo tylko wtedy możemy aktywnie uczestniczyć w
        urodzeniu dziecka. Wiem, że są różne szkoły rodzenia, lepsze i gorsze, takie,
        które przygotują i takie które tylko namącą w głowach. Znam różne sposoby
        edukacji w tego typu placówkach i rozumiem gorycz Dorii, Miszy i wszystkich
        dziewczyn dla których poród był koszmarem. Sama prowadzę ćwiczenia z ciężarnymi
        i moim największym sukcesem jest, gdy dziewczyny spokojnie idą na porodówkę
        świadome bólu, ale i pewne swoich umiejętności, z których najwytrwalej ćwiczone
        jest oddychanie. Bo od Was i waszej pewności siebie w ogromnej mierze zależy
        jak będziecie wspominać swój poród. Ja również rodziłam na Żelaznej i również z
        panią Renatą Zborowską. Mam o niej doskonałe zdanie. Choć istotnie nie jest
        szczególnie wylewna, wręcz powiedziałabym dość oschła. Idealna do rodzenia dla
        kobiet, które nie są sparaliżowane strachem. Kompetentna, taki mistrz ceremonii
        o dość silnym charakterze i ogromnym doświadczeniu. A masaż szyjki istotnie
        jest bolesny, ale wyraźnie przyśpiesza poród. Ja miałam masaży szyjki może 5,
        może 7, nie pamiętam już. Ale to był mój świadomy wybór i liczyłam się z tym,
        że to boli. Boli, ale za to krócej smile Reasumując, gdybym miała jeszcze kiedyś
        rodzić to tylko Żelazna i tylko pani Renata. A na koniec trochę smrodku
        dydaktycznego. Zadbajcie o siebie przed porodem, przygotujcie się nie tylko
        fizycznie, ale i mentalnie, bo poród to nie tylko stan ciała, ale i świadomość
        umysłu.
        Szczególnie ciepłe uściski dla mamuś obecnych i przyszłych
        Aneta
    • e.zaprzalek Re: żelazna - mój poród 07.04.03, 21:24
      Hej!
      Nie ma co....
      Po tej dyskusji - dobra Zelazna czy nie, dobra p. Renata czy nie - mimo wielu
      glosow na tak, przyszla mama bedzie omijac Zelazna z daleka...
      Zastanowmy sie: czy w innych szpitalach tez nie ma takich p. Renat?...
      Pozdrawiam...
      edi
      • edytek1 Re: żelazna - mój poród 09.04.03, 00:57
        Dorzucę swoj kometarz choć moja mała urodziła się nie na żelaznej a na Solcu.
        Przede wszystkim dobrze, że polożna zachęca do szkoły rodzenia, ale czy
        abiturientowi który przyszedł na egzamin trzeba mówić, że się nie przygotował
        tak jak by tego oczekiwal nauczyciel.? Czy trzeba mu wypominać, że nie douczył
        sie nie zrobił? Przecież za chwilę się okarze czy rzeczywiście jest
        nieprzygotowany. A może brak dyplomu ze szoły rodzenia wcale nie oznacza braków
        edukacyjnych. Nie znacie tych którzy się nie uczyli a zdali? Ani tych co kuli a
        oblali?
        Wspólczuję tym, ktorych porody nie były radosnym przezyciem a pasmem bólu sad.
        Nie wiem tylko czemu szpital na zaleznaj jest tak wysoko w rankingu ( najwyżej
        ze stołecznych szpitali) ????????
      • alex-1 Re: żelazna - mój poród 09.04.03, 23:24
        Na Żelaznej rodzi najwięcej kobiet i dlatego najwięcej się o nim pisze.To
        proste !
        O innych miejscach i porodach się milczy.Tak jak ja milczę o swoim w IMiD-zie(
        poza wypełnieniem ankiety o tym szpitalu).
        Mimo doskonałej opinii i darmowych rodzinnych porodów ze znieczuleniem i
        haseł "rodzić po ludzku" ja już tam rodzić nie chcę.Swoją położną wspominam
        bardzo źle, wrrr....

        Nie chcę nikogo bronić na siłę,bo może zasłużył na naganę,ale zauważcie,że
        położna,która prowadzi poród w pełni za niego odpowiada (zwłaszcza na
        Żelaznej).Ona ma zrobić wszystko,żeby pomóc przyjść na świat dziecku-
        zdrowo,szybko,bez komplikacji...Czasem musi być psychologiem,a czy nas zna ?
        Zdążyła poznać ? Skąd ma wiedzieć,czy lepiej działa na nas krzyk,czy
        głaskanie ? Może się przecież pomylić,czy my się nie mylimy oceniając ludzi ?
        NAwet psycholog się czasem myli,mimo ogromnej wiedzy.

        Wiem,to przykre,że trafiło na nas.Pamięta się to przez całe życie.Ale !
        Zauważcie,jak pamiętają porody nasze Matki ? Nasze pokolenie chciało coś
        zmienić i zmieniło,ale nie dlatego,że tylko położne i lekarze zmienili metody i
        nastawienie do porodu.My też dajemy coś z siebie.Między innymi chodzimy do
        szkoły rodzenia,czytamy,ćwiczymy,rodzimy z mężami i właśnie dlatego porody
        zaczęły wyglądać inaczej.Każde przedsięwzięcie daje lepszy efekt przy dobrej
        współpracy,więc nie mówcie,że szkoła rodzenia nic nie daje !!!!
        Jeżeli małe dziecko idzie do dentysty i nikt mu wcześniej nie powie,że będzie
        trochę bolało,to wystraszy się,wpadnie w panikę,zacznie uciekać z fotela i
        zostanie mu uraz do końca życia.A jeśli pozna gabinet wcześniej,obejrzy
        narzędzia,dotknie,usłyszy i dowie się,że boli,ale ten ból przejdzie i potem
        będzie wielka ulga,może nawet dodatkowa nagroda,to mało tego,że nie będzie
        uciekać,ale wysiedzi na tym nieszczęsnym fotelu do końca.
        Tak samo jest z porodem.Ból przeraża i paraliżuje,ale gdy się wie,że teraz
        będzie taki,potem sie zmieni,potem parcie itd,to wszystko da się wytrzymać.Nie
        robi się oczu jak młyńskie koła,tylko słucha poleceń,wie się jak przeć,jest się
        świadomym.

        Ja już rodziłam i będę rodzić.Tym razem na Żelaznej ! Przez to,że tak obficie
        sie pisze o tym szpitalu,przez to,że jest tam najwięcej w Polsce porodów
        wiem,czego mogę oczekiwać.
        I dodatkowy atut-wszystko pokazuje w internecie,nie wstydzi się ani swoich
        wnętrz,ani swoich pracowników,a inne szpitale ??? Jeśli już mają stronę,to
        rzadko można coś konkretnego tam znaleźć...ale to już tak na marginesie.

        Doria,współczuję Ci z całego serca.Wierzę,że teraz MAleństwo wynagradza Ci cały
        trud porodu.Tak jak moje mi wynagradza.
        Pozdrawiam
        alex
        • adasari Re: żelazna - mój poród 10.04.03, 09:35
          alex
          nic nie tłumaczy takiego zachowania.sad
          To,że położna odpowiada za poród to jak dla mnie marna pociecha.3 lata temu na
          Żelaznej umarło 2 dzieci przy porodzie.Jeden przypadek to była wina położnej.
          (choć i lekarzy chyba skoro ich nie było przy porodzie)Drugi-nie pamiętam.
          Ciekawe,czy na swoich stronach szpital opisuje te przypadki i ciąg dalszy-
          odpowiedzialność za te przypadki.Bo tak naprawdę to nic nie wiemy,co dalej.Coś
          sie stało i...?
          Dla mnie mniej ważne są strony internetowe,kolorowe firanki od możliwości
          pomocy mojemu dziecku w razie komplikacji.A to może zapewnić tylko klinika z
          dobrą neonatologią.

          Próbujmy zmienić same to,co się nie podoba!Wystarczy jeśli każda niezadowolona
          mama opisze swój poród w liście do dyrektora placówki z kopią do
          odpowiedniego,nadzorującego urzędu.To działa!Inaczej-popełniamy grzech
          zaniechania i nie bardzo chyba możemy tak narzekać.Skoro same nie robimy
          nic ,aby zmienić.To,co tu piszemy,opiszmy też tym,kórzy są odpowiedzialni.
          Pozdrawiam i życzę nam wszystkim,abyśmy miały siłę na zmienianie tego,co
          nieprawidłowe.
          smile

          • alex-1 Re: żelazna - mój poród 10.04.03, 15:56
            Owszem,zgadzam się,że takie skargi do kierownictwa coś dają,tylko że nasze
            społeczeństwo jest takie jakie jest i jeśli sami przeszliśmy to złe,to potem
            już nam się nie chce walczyć o lepsze sad(((

            Z Żelazną jest tak,że tu się roztrząsa każdy problem i raczej nie ma
            możliwości,żeby coś się ukryło...O innych szpitalach nie ma tak wyczerpujących
            relacji,a ile nieszczęść zostało nieopisanych,tego się już nie dowiemy.

            A zachowanie położnej rzeczywiscie fair nie było,dlatego może dobrze jest wziąć
            tego męża pod rękę i niech asystuje przy porodzie.Jeśli wrażliwy na krew,to
            niech patrzy na twarz ukochanej,a nie na jej krocze ! On nie jest sparaliżowany
            bólem i może zareagować na niewłaściwe zachowanie personelu szpitala.A i
            fakt,że widzi swoje dziecko tak samo wcześnie jak matka ma ogromne znaczenie.
            Jeśli z porodu rodzinnego rezygnuje się ze względów finansowych,to proszę
            bardzo,nie w każdym szpitalu biorą za to opłatę.

            I jest jeszcze jedna rzecz,patrząc obiektywnie : zła opinia w tym wątku jest
            tylko jedna,a ile było pozytywnych ?
            Nie ma ludzi idealnych,bolesne jest to,że biedna dziewczyna przeżyła
            koszmar.Rozumiem jej rozgoryczenie,ale nie rozumiem ostrych słów kobiet,które
            tam nie rodziły,coś słyszały,coś przeczytały a sądzą bardzo surowo.
            Cieszę się,że mąż Dorii chce kolejny poród przeżyć razem z nią,jestem pewna,że
            złe przeżycia już się nie powtórzą.
            Ja rodziłam na Kasprzaka,z mężem.Położna zachowywała się też skandalicznie,ale
            byłoby gorzej,gdyby mój kochany Mąż nie chamował jej niezdrowych zapędów.Efekt
            jest taki,że rodzić tam już nie chcę,bo wspomnienie położnej psuje mi wszystko
            inne dobre co mnie tam spotkało.

            alex



    • kasiagleb Re: żelazna - mój poród 09.04.03, 10:27
      no to i ja dorzucę coś od siebie
      rodziłam na Żelaznej właśnie z Renatą Zborowską i własnym oczom nie wierzę
      urodziłam szybko (4 godziny)i bez problemu, co u zaawansowanej astmatyczki jest
      nielada wyczynem, dzięki jej pomocy
      bolesne badanie, to pewnie masaż szyjki, przyznaję boli potwornie,
      ale świadomość że po każdym jestem 1 cm do przodu bardzo pomaga
      a na koniec oparła mi się na brzuchu, dzięki czemu dziecko nie cofało
      się i przyszło na świat bardzo szybko
      po porodzie sama mnie pozszywała, była przy tym bardzo delikatna, informowała
      cały czas co robi, abym była spokojna
      potem zaparzyła mi herbatę i zawiozła mnie na oddział noworodków, gdzie
      wylądował mój Jaś z powodu problemów z oddechem
      przez godzinę czekała cierpliwie aż nacieszę się swoim maleństwem, choć była
      czwarta nad ranem
      potem przychodziła do mnie gdy tylko pojawiała się na dyżurze pytała o
      samopoczucie moje i dziecka, przemywała, zapisała maść dzięki której nacięcie
      goiło się szybko
      trzy tygodnie po urodzeniu Jasia dopadło mnie zapalenie piersi, zadzwoniłam do
      P. Renaty i godzinę później byłam już w szpitalu, lekarka i P. Renata czekały
      zbadały mnie i zapisały leki,
      naprawdę nie mogę powiedzieć złego słowa o szpitalu i personelu

      dodam jeszcze, że P. Renatę poleciła mi koleżanka
      ciążę miała prowadzoną przez lekarkę z tego szpitala, dziecko było nieprawidłowo
      ułożone i lakarka powiedziała jej, jeśli chcesz urodzić sama to tylko z Renatą
      P. Renata przekręciła dziecko w czasie skurczu i Antoś urodził się w ciągu
      godziny cały i zdrowy

      wiem, nic nie tłumaczy jej niewłaściwego postępowania, ale ja bardzo dużo
      zawdzięczam P. Renacie i wiem, ze jeśli kiedyś zdecyduję się na drugie dziecko,
      będę rodzić w tym szpitalu i z tylko z tą położną

      Kasia mama Jasia
    • kzzk1 Żelazna czy zdrowie dziecka wybór należy do Ciebie 11.04.03, 10:25
      Szpital na Żelaznej ma bardzo dużo spraw w sądzie o "nieumyślne" spowodowanie
      śmierci matki lub dziecka (natura ponad wszystko). Lepiej trzymać się od tego
      miejsca jak najdalej.

      Pozdrawiam
      "ta która zdążyła uciec w porę"
      • kasiagleb Re: Żelazna czy zdrowie dziecka wybór należy do C 11.04.03, 10:57
        oj, nie lubię takich teatralnych gestów
        rozumiem, że możesz mieć złe doświadczenia, możesz być rozgoryczona
        ale to już chyba zbyt daleko posunięta interpretacja
        nieszczęścia zdarzają się we wszystkich szpitalach, w jednych mniej
        w innych więcej
        w tym szpitalu rodzi się najwięcej dzieci w Warszawie, więc może też
        ich ilość jest większa
        podkreślam MOŻE, bo tak naprawdę żadna z nas tego nie wie
        piszesz jest wiele spraw w sądzie, łatwo przychodzi Ci rzucać oskarżenia
        nie mając dowodów

        Kasia
        • kzzk1 Re: Żelazna czy zdrowie dziecka wybór należy do C 11.04.03, 11:49
          Tylko w Zofii "nieszczęscie" zdarza się z idiotycznego - niehumanitarnego
          zacięcia aby "rodzić naturalnie do końca, po trupach"
        • zyna Re: Żelazna czy zdrowie dziecka wybór należy do C 11.04.03, 12:59
          Tak naprawdę to wszystko zależy od przypadku. No bo jeśli poród przebiega bez
          komplikacji i wszystko idzie sprawnie to nikt do nikogo nie ma pretensji, bo o
          co? Ale gdy już wystąpią jakieś trudności to wtedy wiadomo, że szuka się
          winnego. Poza tym każda z nas jest inna, i na co innego sie nastawia-stąd
          właśnie różne odczucia. Zresztą dotyczy to każdego innego szpitala, nie tylko
          tego. Wszędzie zdarzają się błędy (choć nie powinny). A szpital św. Zofii jest
          dobrze rozreklamowany i dlatego rodzi się tam najwięcej dzieci.
          Ja sama pierwsze dziecko rodziłam w IMIDZ i choć było wiele rzeczy do których
          można się było przyczepić, to kolejne dziecko też tam będę rodzić i życzę
          sobie, aby przebiegało to co najmniej tak jak za pierwszym razem.
          Wam też życzę lekkich i bez komplikacji porodów. Pozdrawiam
    • kzzk1 Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 12:48
      Ja bym ta suke polozna podala do sadu za szkody moralne.
      • kasiagleb Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 14:45
        kobieto, najpierw pomyśl, a potem pisz, proszę
        nie było Cię tam, nie znasz się na tym, znasz opinię tylko jednej strony
        a rzucasz niepotrzebnie obelgami
        w cywilizowanym świecie się tak nie postępuje
        jeśli traktujesz w ten sposób wszystkich wokół siebie,
        będzie Ci ciężko w życiu
        ludzie oskarżeni bezpodstawnie, bez możliwości obrony potrafią być okrutni
        przemyśl to sobie

        Kasia
        • kzzk1 Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 16:16
          Nawet jezeli tej osobie tylko raz w przyplywie uderzenia hormonów zdarzyło się
          tak potraktować rodzącą to powinna zostać z miejsca usunięta z pracy - jest
          bezrobocie na jej miejsce znajdzie sie setka pewnie dużo lepszych kandydatek.
          Nie cierpię pielęgniarek, lekarzy nauczycieli którzy sfrustrowani swoją
          sytuacją materialną tak traktują zależne od nich osoby, takich przypadków jest
          pełno - to powinno się tępić jak zarazę.
          • dewcia Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 17:44
            Mimo że myślę, że to prowokacja wypowiem się, bo nie mogę pozostać obojętna na
            tak ostre słowa. Los uczy ludzi pokory i naprawdę zastanów się 1000 razy zanim
            publicznie rzucisz oskarżenie bez wnilkiwej znajomości tematu. Ja nie
            usprawiedliwiam położnej, ale też jej nie oskarżam, nie było mnie przy tej
            sytuacji, a nawet gdybym była to potrzebowałabym i tak wiecej danych, by
            wydawać tak drastyczne sądy. Uważaj, by się nie pomylić, bo ktoś uzna, że
            trzeba Cię "tępić jak zarazę", czasem można zginąć od własnej broni, zwłaszcza
            jak się nią tak zajadle wojuje. Nie pochwalam błędów, ale nawet najgorsi
            przestępcy mają prawo do adwokatów i sprawiedliwego, wnikliwego osądzenia.Życzę
            Ci abyś nigdy nie musiał(a?) być tak ostro sądzony(a?).
            • kasiagleb Re: żelazna - mój poród 15.04.03, 10:57
              czyżby rzeczywiście prowokacja?
              fakt, w internecie gdzie łatwo być anonimowym jest to bardzo prawdopodobne
              może masz rację, trudno wyobrazić sobie aby osoba zupełnie
              postronna potrafiła się aż tak zaangażować
              ja mimo tego nie potrafię powstrzymać się od komentarza
              kiedy ktoś ewidentnie przesadza

              Kasia
      • basia_mama_patryka Re: żelazna - mój poród 17.04.03, 20:59
        A ja proszę o to żebyś zmieniła ton wypowiedzi. Forum to /wbrew pozorom/
        miejsce publiczne. Pomyśl o tym.
        Basia moderator
    • giovanka Re: żelazna - mój poród 11.04.03, 13:17
      Jak przeczytałam twoją relację to jest podobna do mojej.
      Ja całe szczęście nie miałam cc po probie naturalnego porodu, tylko planowe cc
      (decyzja była nagła, leżałam na patologii z powodu nadcisnienia i okazlo się ze
      dziecko jest w złej kondycji).
      Dla mnie wszyscy byli bardzo mili, ale może dlatego że moim lekażem prowadzącym
      byla lekarka z Żelaznej.
      Mnie też wdała się infekcja rany pooperacyjenej.W tym samym czasie było nas 5
      (sic!)z tym samym problemem.Ból straszliwy, rana zasklepiała mi się i znów
      otwierała.Moja mama ma znajomą, która była tam salową.Mówiła,że ten szpital
      jest na tyle stary,że w murach siedzi gronkowiec, którego nijak nie da się
      usunąć.Więc co wrażliwsze osoby łapią to świństwo.

      Z pozytywów: wspaniałe pielęgniarki na odziale noworodkowym - dzięki nim
      karmiłam moje dziecko (które było wcześnaikiem)
      kochana dr Jasińska - neonatolog
      wspaniale pielęgniarki na odziale położniczym po CC (na każde wezwanie0
      świetne warunki (w pokoju miałam łażienkę jak w najlepszym hotelu)
      może mniej ważne,ale jedzenie też dobre.
      Z negatywów:
      przenosili mnie ze trzy razy w ciągu 7 dni
      co obchód to lekarze mówili co innego: jeden że mogę wyjść a drugi że absolutnie
      (w ko
      Z negńcu jedna pilęgniarka wzięla mnie na stronę i powiedziała,zebym się
      wypisala bo zlapię ja albo moje dziecko jeszcze jakąś inną bakterię)

      Podsumowując to nie zdecyduję się na 2 poród na Żelaznej, mimo że takiego
      personelu pielęgniarskiego (z powolaniem do tego zawodu)pewnie już nie spotkam.
      Pozdrawiam,
      Aska
      • maria.ann Re: żelazna - mój poród 03.05.03, 13:00
        To się nadaje do prokuratora. Wielokrotnie, przez różne osoby podawana jest
        informacja o wręczaniu łapówek pielęgniarkom i lekarzom w tym szpitalu.
        Podawane są informacje o zakażaniu pacjentek gronkowcem, śmierci noworodków z
        winy personelu. I jeszcze znajdują się obrońcy. Zastanówmy się jak poprawić tę
        chorą sytuację w szpitalu tym i jemu podobnych. Jeśli pacjentki i ich rodziny
        będą dalej przechodzić nad tego typu praktykami do porządku, bo było minęło, to
        nic się nie zmieni. Trzeba głośno domagać się poprawy warunków. Nie biedne
        położnice, które są tak zestresowane porodem, wszystkimi badaniami, pobytem w
        szpitalu itd. że nawet nie wiedzą jak się nazywają. Łatwo mówić: ja to bym
        zrobiła awanturę...
        • agnieszka_azj_edziecko Re: żelazna - mój poród 04.05.03, 23:40
          Chyba niedokladnie zrozumiałaś poprzednie posty. Nikt nie pisał o wręczaniu
          łapówek komukolwiek. Pisząc o opłacaniu położnej lub lekarza mamy na myśli
          opłatę pobieraną przez szpital (wplacaną do kasy szpitala) za obecność przy
          porodzie wybranej położnej lub lekarza. Jeśli się nie chce - nie trzeba płacić
          i wtedy rodzi się z położną, która ma dyżur (może to być każda z wymienianych
          tu położnych, także "słynna" Jeanette Kalyta).
          Zakażenia wewnątrzszpitalne zdarzają się niestety w każdym szpitalu. O śmierci
          noworodków nie słyszałam.
          Ja rodziłam na Żelaznej trzy razy, nigdy nie opłacałam położnej, dwukrotnie
          musieliśmy zapłacić za poród rodzinny. Moje dzieci mają się świetnie, nie
          wymagały rehabilitacji.
          Piszę tylko o swoich doświadczeniach. Jeśli ktoś miał inne - niech sie nie
          ogranicza do pisania na forum, ale powiadomi dyrekcję szpitala czy prokuraturę.
          Najczęsciej niestety najgłosniej krzyczą Ci, którzy progu tego szpitala nie
          przestąpili, ale dużo słyszeli, choć nie bardzo konkretnie.

          Qrczę, a miałam już się nie odzywać w tym wątku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka