oldyrek
06.04.07, 10:51
W Szpitalu Raszei ogólnie położne są troskliwe i pomocne, jedna z nich gdy
odwiedzałam synka na oddziale noworodków powiedziała że pomoże mi go
przystawić, trzymałam syna na rękach i czekałam, a ona powiedziała do
mnie: "trzymając syna 5cm od piersi nie nakarmi go pani.Trochę instynktu"
(!!!)
Podczas porodu byłam sama z mężem przez większość czasu, było tego dnia wiele
porodów (słyszałam zza ściany 5), byłam karcona za to iż nie leżę na boku.
Użyto próżnociągu II faza trwała 3,5 godziny, a powinna do 50 minut u
pierwiastki. Teorie były różne, raz słabnięcie skórczów, potem zbyt drobna
budowa. Nie miałam siły przeć, parcie nie przynosiło rezultatów i dziecko
zaczęło się dusić. Wtedy na sali znalazło się mnóstwo personelu. Gdy
zaniosłam kartę do przychodni pani doktor wyczytała z niej: Pacjentaka nie
współpracowała przy porodzie. Strasznie mnie to zabolało, gdyż starałam się z
całych sił wykonywać wszystkie polecenia.
Ponad to prawdopodobnie jestem uczulona na szwy, moja siostra dwa razy po
nacięciu krocza miała problemy ze szwami,wrastały się etc. więc byłam
nastawiona na ryzyko powikłań. Zostałam wyśmiana. Umierałam z bólu,szwy się
wpijały, opuchłam, nie mogłam chodzić.Po zdjęciu szwów rana się rozeszła, i
goiła się przez ziarninowanie ok 14 dni od zdjęcia szwów. Podczas kontroli
krocza w szpitalu tylko jedna położna powiedziała że jej zdaniem szwy
wyglądają gorzej.Pozostałe nie wierzyły że mogę być uczulona na szwy. Przy
drugim porodzie dowiem się czy to faktycznie uczulenie, czy wdała się
infekcja jednakże smutne jest to iż nikt mnie nie słuchał.
Poza tym, miło i troskliwie. Gdy miałam zapłakane oczy, pytano co się dzieje?
Raz pojawił się psycholog ogłaszając iż istnieje możliwość rozmowy. Poza
powyższymi niedociągnięciami w porządku. Ogólna ocena dobry minus.