wbrew wszystkim opiniom negatywnym, których było więcej urodziłam na
Karowej...
urodziłam 20.07.2009 i dotarliśmy do Wawy -mamy 100km, i całe
szczęście bo nie wiem czy w urodziłabym w swoim miejscu
zamieszkania...
pociłam się 6 godzin przy porodzie naturalnym ze znieczuleniem zo,
którego w ogóle nie czułam, ale mój mąż był cały czas przy mnie i to
strasznie mi pomogło... pod koniec już nic nie czułam tak byłam
zmęczona... nie miałam siły i w koncu zadecydowano o cesarce i
dobrze, bo Mały był cały owinięty pepowina i w zyciu bym go nie
urodziła sama...ale podczas porodu naturalnego i później cesarki
cały czas ktoś do mnie zaglądał szczegółowo opowiadał co się dzieje,
na jakim etapie jest poród, pełna kultura względem mnie i mojego
męża.
zatem poród był straszny, ale opieka fantastyczna!!
później Miki dostał infekcji i leżał na patologii noworodka, a ja
odwiedzałąm go, karmiłam, przewijałam... i ponownie opieka super,
warunki też mogłam o każdej porze dnia przyjść nakarmić go, zmienić
pieluszkę... kiedy leżał pod lampami i nie mogłam go karmić piersią
mogłam przynosić mu swoje mleczko bez względu na porę dnia i
nocy...na każde moje pytanie dostałam wyczerpująca odpowiedź, dużo
się nauczyłam leżąc tam i czekając jak Mały wróci do zdrowia.
zatem strasznie sie ciesze, ze urodziłam w Wawie na Karowej, dużo
zawdzięczam szpitalowi i personelowi, a i najważniejsze nawet po
wypisie, dostalismy dodatkowe informacje gdzie powinnismy pojechać z
Małym, ma taka małą chrypkę jak oddycha, zapisano nas na spotkanie z
lekarzem w innym szpitalu.
dużo przeżylismy, i pewnie jeszcze nas trochę czeka jeżdżenia po
lekarzach żeby sprawdzić czy na pewno jest wszystko ok, ale ważne,
ze już jesteśmy razem

i ja zdecydowanie polecam Karową, trudno jest się dam dostać, ale z
moich przeżyć... warto...
pozdrawiam