bartoszcze
12.11.10, 15:44
Widzę, że redaktor P. opisuje już nie tylko co ciekawsze sprawy prawnika Krupanka i prezesa Marszołka, ale też i mecenasa Frasa?
A co do meritum: wyobraźmy sobie, że kupujemy legalnie na licytacji dom, za oszczędności życia i pożyczki od znajomych, wpłacamy całą kasę jak Pan Bóg przykazał (bo inaczej stracilibyśmy 10% ceny zapłaconej z góry przed licytacją) i... dowiadujemy się, że dłużnik się poskarżył na cenę ustaloną przez biegłego. Czekamy dwa lata (kasa leży gdzieś w sądzie), domu nie mamy, nagle dowiadujemy się, że... komornik umorzył sprawę. Odwołujemy się, wreszcie sąd przyznaje nam rację, zostajemy wpisani do księgi wieczystej, może na Święta uda się zamieszkać. A poprzedni właściciel nie dość że wprowadził tam dzieci i wnuki, śmieje się nam w nos i jeszcze biegnie do prasy, jaki to on biedny.
I nie mamy ani domu, ani pieniędzy.
Ładne? To ta sama historyjka, co opisał red. P.
Czy jest w niej szczególny problem? Jest jedna prawna niejasność co do tego, jak oceniać sytuację prawną nabywcy w razie umorzenia egzekucji (człowiek kupuje w dobrej wierze i powinien być chroniony). Przepis art. 826 k.p.c. jest tu dość niejasny, ja daję w tej sytuacji jednak prymat nabywcy.
Te dzieci dłużnika powinny były wiedzieć, że kupując coś podczas egzekucji dużo ryzykują.
A pieniądze z depozytu, jeśli dług jest spłacony, trafią ostatecznie do dłużników, będzie na nowe mieszkanie.