Gość: !
IP: *.dip0.t-ipconnect.de
19.04.04, 23:52
"Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki" - stwierdził ponad
sto dwadzieścia lat temu Józef Szujski, jeden z twórców krakowskiej szkoły
historycznej i konstatacja ta jest również dziś ważną przestrogą, którą
trzeba brać pod uwagę, patrząc na III Rzeczpospolitą w kontekście dziejowym.
Popularna, a także oficjalna, szkolno-podręcznikowa historiografia polska
wciąż tymczasem powiela liczne schematy i stereotypy, ukształtowane jeszcze
w dobie rozbiorowej "ku pokrzepieniu serc" oraz w okresie komunistycznej
propagandy - dla stworzenia zastępczej legitymizacji ówczesnej władzy i
uzasadnienia jej podporządkowania interesom Kremla. Świadomość historyczna
współczesnych Polaków jest nimi przesycona.
Polska historiografia popularna i potoczna wizja rodzimej historii jest
generalnie heroiczno-martyrologiczna: wyolbrzymia i apoteozuje osiągnięcia
Polaków, zwłaszcza ich cnoty wojenne, a przyczyn klęsk i niepowodzeń upatruje
w ingerencji lub agresji sił i czynników zewnętrznych, czyniąc z naszych
przodków ofiary obcych knowań i wyzysku. Narodowa historiografia często jest
narodową hagiografią. Tak spisują zaś i kultywują swoją wizję historii
społeczeństwa słabe i zakompleksione, szukające w legendarnych dziejach
pociechy i rekompensaty za niepowodzenia w realnej polityce bieżącej. Od 10
lat Polacy takich historycznych protez nie potrzebują, sukcesy
przeprowadzanej w tym czasie transformacji i przebudowy państwa
dezaktualizują potrzebę odwoływania się do minionej chwały dla poprawy
zbiorowego samopoczucia. Najlepiej więc te zużyte i bezużyteczne protezy
odrzucić, zanim zaczniemy się o nie potykać i przewracać.
Zaczynając od prehistorii
Współczesne badania historyczno-archeologiczne, a także językoznawcze,
etnograficzne i inne, coraz silniej podważają teorię autochtoniczności
Słowian w dorzeczu Wisły i Odry. Przeciwnie: pojawia się coraz więcej
argumentów na rzecz hipotezy, że przybyli tu oni, wraz z kolejną falą
wędrówek ludów, mniej więcej w połowie I tysiąclecia. Obecne terytorium
Polski było w stuleciach poprzedzających powstanie państwa polskiego
zamieszkiwane przez rozmaite grupy wędrownych lub częściowo osiadłych Scytów,
Celtów, Gotów i wreszcie Słowian. Wykopaliska archeologiczne nie pozwalają na
przypisywanie większości odkrytych na terenie Polski zabytków kultury
materialnej, w tym z kręgu tzw. kultury łużyckiej,
genealogii "prasłowiańskiej tym bardziej "prapolskiej".
Płyną z tych odkryć co najmniej dwa wnioski, istotne dla autoidentyfikacji
współczesnych Polaków: nie można określić mieszkańców wczesnej monarchii
piastowskiej, a więc i ich późniejszych potomków, według jednoznacznych
kryteriów przynależności etnicznej, autochtoniczności oraz tożsamości
kulturowej. Wszyscy są na ziemiach obecnej Polski przybyszami, przodkowie
jednych osiedlili się tu jedynie wcześniej, innych nieco później, mieszając
się następnie i oddziałując wzajemnie na siebie. Wszelki podział "swoi -
obcy" jest, w świetle kryteriów historycznych, co najmniej wątpliwy, a
rozpatrywanie historii Polski z punktu widzenia narodowego co najmniej
dyskusyjne.
Pierwszy historyk Polski był zresztą także przybyszem, prawdopodobnie z
Galii, rodzina największego polskiego uczonego przybyła zapewne z Niemiec,
ojciec największego polskiego kompozytora narodowego z Alzacji, przodkowie
największego polskiego malarza historyczno-narodowego z Czech, a największy
polski poeta wywodził się z rodziny białorusko-litewskiej - być może po
części żydowskiej. Pochodzenie czy przynależność etniczno-narodowa
zasłużonych postaci są dla dziejów Polski i jej kulturowej tożsamości bez
większego znaczenia. Powinno to mieć także wpływ na traktowanie dawnych i
nowych przybyszy przez dotychczasowych i obecnych mieszkańców Polski.
Akces do cywilizacji
Polska dołączyła do cywilizacji zachodniej jako jeden z ostatnich krajów
europejskich, później nie tylko od wszystkich romańskich i większości
germańskich, ale także wielu słowiańskich. Wstępowała do niej praktycznie bez
żadnego rodzimego dorobku w zakresie kultury materialnej i duchowej, prawie
wszystko w tym zakresie przejmując z zewnątrz. Snute przez Pawła Jasienicę
wywody o bogatym "podglebiu" prasłowiańskim czy wczesnopiastowskim są
bezpodstawne, jak legendy tworzone przez Wincentego Kadłubka. Nawet dość
prymitywna osada koło Biskupina nie była wcale słowiańską.
Dzisiejsza nauka mówi wręcz o "rewolucji polańskiej", w toku której
wczesnopiastowscy władcy (głównie Mieszko I) narzucali podbijanym kolejno
plemionom nowe wzory i reguły życia, przejęte i zaprowadzane wraz z
chrześcijaństwem. W XI wieku wywołało to gwałtowną reakcję ("kontrrewolucję")
pogańską, o charakterze ludowego buntu. Nowi administratorzy i zarządcy
świeccy i kościelni byli, poza samym władcą, cudzoziemcami i krzewili
zachodnie wzorce na dość jałowej glebie, przy dużym oporze ludności
miejscowej.
Jeśli więc ktoś zapewnia z emfazą, że "Polska zawsze należała do cywilizacji
zachodniej i chrześcijańskiej", to jest to prawdą tylko w tym sensie, że
innej nie wytworzyła i nie znała, dopóki tej sobie nie przyswoiła, często pod
przymusem. Polska nie stanowiła natomiast integralnej części tej cywilizacji,
bowiem wytworzyła się ona i z powodzeniem funkcjonowała przez stulecia bez
niej. Ostatnie półwiecze pokazało, że nadal jest to możliwe.
To wskazuje, kto może być największym beneficjentem obecnej europejskiej
integracji, choć tym razem przymusu ze strony władców nie ma i akces do tej
cywilizacji jest całkowicie dobrowolny. Kto się go wyrzeka lub próbuje
udaremnić, ten staje w roli porównywalnej do buntowników pogańskich z
początków państwa polskiego, niezależnie od tego, z jakim zapałem powołuje
się na chrześcijańską inspirację.
Krzyżacy w innym świetle
Prawie połowa polskich dziejów to okres jednostronnej recepcji i adaptacji
wzorów kulturowych i standardów cywilizacyjnych z zewnątrz, głównie z
zachodu, a częściowo z wyżej rozwiniętego południa (Czechy, Węgry).
Konstatacja ta wymaga nowego spojrzenia na dzieje polskiego średniowiecza, w
tym na kluczowy problem ówczesnych stosunków zagranicznych, czyli konflikt z
zakonem krzyżackim.
Jest to jeden z najsilniej w polskiej ikonografii zmistyfikowanych i
propagandowo wyeksploatowanych okresów i motywów historycznych.
Film "Krzyżacy" i obraz "Bitwa pod Grunwaldem" nie tylko są znane przez
wszystkich Polaków, ale należą do najsilniej utrwalonych wzorców ich
zbiorowej autoidentyfikacji historycznej. Trzeba więc wreszcie powiedzieć, że
książka Sienkiewicza i obraz Matejki są dziełami czysto propagandowymi, a
film Aleksandra Forda to przykład utrzymanej w heroiczno-martyrologicznej
tonacji kinematografii nacjonalistycznej, propagowanej w czasach
komunistycznych we wszystkich krajach bloku (np. rumuński film "Waleczni
przeciw rzymskim legionom" o heroiczno-martyrologicznej historii
protorumuńskich Daków) oraz poza nim (serbskie filmy o Kosowym Polu), a
zapoczątkowanej w Związku Sowieckim takimi filmami, jak "Aleksander Newski"
(o pogromcy Krzyżaków!), jawnie lub kryptostalinowskimi.
Krzyżacy byli w średniowieczu emisariuszami owej cywilizacji zachodniej i
chrześcijańskiej, której odwiecznymi uczestnikami się mianujemy. Nie tylko
założyli i zorganizowali (poprzez lokacje) znaczną liczbę miast i osad na
obecnym terytorium Polski, pozostawiając zamki, grody i rozwiniętą
infrastrukturę, ale także m.in. spisali najstarsze normy polskiego prawa
zwyczajowego (tzw. zwód prawa polskiego) w czasie, gdy sami Polacy nie byli
jeszcze do tego zdolni. Przemoc, jaką się posługiwali, należała do ówczesnych
metod ewangelizacyjnych (krucjaty!) i mieściła się zupełnie w obyczajowych i
politycznych standardach epoki, od których bynajmniej nie odbiegali
Piastowicze.
Bez zrozumienia kulturotwórczej roli Krzyżaków i uwzględnienia wysokich
st