Gość: P-77
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.07.04, 20:39
Wiemy, że Wilimowski to najlepszy polski piłkarz w okresie międzywojennym,
choć przez lata próbowano pomniejszać jego piłkarskie zaslugi. Przez lata
próbowano przedstawiać go jako zdrajcę, tylko dlatego, że w czasie wojny grał
w reprezentacji Niemiec, choć przecież był wtedy obywatelem tego kraju a
Górny Śląsk nie byl wówczas okupowany, tylko zaanektowany przez III Rzeszę.
Jest jednak inny problem. Otóż nie tak dawno w tygodniku "Wprost" ukazal się
artykuł Pawła Zarzecznego (to taki wyjątkowo niekometentny dziennikarz
sportowy, sprawca niedawnego wypadku samochodoweg) typowego
przedstawiciela "Warszawki". Autor sugeruje iż Wilimowski nie zdradził bo był
Niemcem.
W Polsce wiele osób nie rozumie specyficznej sytuacji Śląska z okresu
miedzywojennego. Nie rozumie, że na ziemiach przyłączonych do Rzeszy w
przeciwieństwie do Generalnego Gubernatorstwa Polacy nie mieli żadnych praw
(w GG jakieś tam swobody były) i przyjęcie volkslisty było często
koniecznością. Volkslista miała zresztą cztery kategorie i bodaj tylko
pierwsza dotyczyła zdeklarowanych Niemców.
Czy gdyby Wilimowski uważał się za Niemca zrezygnowałby z gry w 1 FC
Kattovitz na rzecz Ruchu? Czy grałby w koszulce z białym orłem mając
możliwość wyboru (w latach wojny takiej możliwości już nie miał.
Myślę, że Wilimowski był typowym Ślązakiem - mieszkał tu, na Śląsku, grał w
piłkę i nie zastanawiał się czy jest Polakiem czy Niemcem. "Włądza ludowa:
wyrządziła mu wielką szkodę a demokratyczna Polsa nigdy jej nie naprawiła. To
smutne.
Co sądzicie?