Dodaj do ulubionych

Jednomandatowe okręgi wyborcze

23.03.06, 08:53
Do poczytania:
Przyczyny, dla których posłowie na Sejm RP obawiają się wprowadzenia
jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) są już dzisiaj dla każdego
zrozumiałe i oczywiste: wybory w JOW to konkurs, w jakim ich szanse stanięcia
na podium są przeraźliwie małe. Praktyka wyborów w JOW w innych krajach
świata pokazuje, że aby wygrać trzeba zdobyć minimum ok. 30% głosów wyborców
w okręgu wyborczym. Tymczasem nawet Jarosław Kaczyński, który uzyskał w
ostatnich wyborach rekordowe poparcie 171129 wyborców nie może spać
spokojnie. Gigantyczny okręg wyborczy, Warszawa I, jest równy 19 JOW. Jeśli
podzielimy 171129 przez 19 wypadnie nam 9006. Na taki JOW przypada ok. 65700
wyborców, a więc wynik Jarosława Kaczyńskiego to zaledwie 13,7%. Nawet, jeśli
weźmiemy pod uwagę niską frekwencję wyborczą to wynik lidera PiS ląduje w
okolicach 30%. A przecież był to rekord. Jeśli weźmiemy wynik wyborczy,
startującego w tym samym okręgu, tak wybitnego polityka PiS jak Mariusz
Kamiński, to uzyskane przez niego po parcie 9142 głosów, podzielone przez 19
daje 481, czyli 0,7% uprawnionych do głosowania. I tak dalej. 297 posłów
obecnego składu sejmowego nie przekroczyło 1% głosów w ich (wielkich)
okręgach wyborczych. Gdyby więc Jarosław Kaczyński, jak emfatycznie głosi,
rzeczywiście chciał się odwołać do tego najbardziej demokratycznego
rozstrzygnięcia, jakim są uczciwe wybory, to z pewnością nasza scena
polityczna wyglądałaby inaczej. Z tego powodu politycy polscy wolą zajmować
się wyborami na Białorusi niż zadbaniem o to, żeby wybory do Sejmu w Polsce
były rzeczywiście demokratyczne, a więc równe, bezpośrednie, a nawet
proporcjonalne i gwarantowały obywatelom RP ich konstytucyjne bierne prawo
wyborcze.
Aby ukryć przed opinią publiczną prawdziwe powody strachu przed uczciwym
konkursem wyborczym, nasi politycy zasłaniają się Konstytucją i twierdzą, że
zapisy konstytucyjne zabraniają wprowadzenia JOW. Ten sam argument powtarzają
uparcie wszyscy komentatorzy telewizyjni i radiowy. Wspiera ich w tym
Jarosław Kaczyński, który twierdzi, że wprowadzenie JOW jest niemożliwe, bo
do tego potrzeba zgody co najmniej 307 posłów. Jest ciekawe, że wcale mu to
nie przeszkadza, żeby nawoływać do samorozwiązania Sejmu, gdzie także
potrzeba poparcia 2/3 Sejmu. Więc jak to jest: poważny polityk nawołuje do
czegoś, o czym wie, że PO tego nie przyjmie, natomiast nie widzi możliwości
wprowadzenia czegoś, do czego ta sama PO nawołuje?
Nie jest prawdą, że zapisy konstytucyjne uniemożliwiają wprowadzenie JOW. W
rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: to wybory takie, jakie nam się od
roku 1989 urządza są jak najbardziej sprzeczne nie tylko z zasadami ujętymi w
Konstytucji, ale nawet w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. W interesie
UE, OBWE, USA itd. jest obalenie Łukaszenki i urządzenie tam kolejnego
majdanu, wszyscy więc niezależni obserwatorzy głoszą, że tam narusza się
prawa człowieka, fałszuje wybory itp. Nie jestem takim wielkim altruistą,
żeby przejmować się nadmiernie losem Białorusi i nie będę się z nimi spierał.
Mnie interesuje Polska i to, co się w niej dziej, a kiedy w Polsce gwałci się
prawa obywatelskie, to hipokryzją jest rozdzieranie szat nad Białorusią.
Gdyby rzeczywiście niezależni obserwatorzy zechcieli przyjrzeć się wyborom w
Polsce, to właśnie tutaj powinni podnosić larum. Tak jednak się nie dzieje,
ponieważ od roku 1989 ustalono, że Polska będzie czempionem demokracji, a
więc inni m ogą się od nas co najwyżej uczyć, a w żadnym wypadku nie można
nas krytykować.
Żeby zrozumieć, że wybory w Polsce systematycznie gwałcą konstytucyjne zasady
równości i proporcjonalności, nie potrzeba ani być wybitnym prawnikiem, ani
kończyć studiów wyższych. Wystarczy przeanalizować wyniki.
Na przykład: w roku 1993 Katolicki Komitet Wyborczy „Ojczyzna” zdobył ponad
878 tysięcy głosów poparcia i nie uzyskał ani jednego mandatu poselskiego. W
tych samych wyborach Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem uzyskał tylko 746
tysiące głosów i wprowadził do Sejmu 16 posłów. Komitet Mniejszości
Niemieckiej zdobył niecałe 50 tysięcy i dostał w nagrodę 2 mandaty.
Inny przykład: w roku 2001 AWS zdobyła ok. 730 tysięcy głosów i ani jednego
mandatu, Mniejszość Niemiecka, podobnie jak poprzednio, mniej niż 50 tysięcy
i 2 mandaty.
O jakiej równości albo proporcjonalności można tu mówić? Z pomocą przychodzą
tu Bracia Kaczyńscy, Ludwik Dorn i inni. Czując pismo nosem i obawiając się,
że czeka ich wyeliminowanie z parlamentu, składają (w kwietniu 2001) wniosek
do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie ordynacji za sprzecznej z Konstytucją!
Szczęśliwie Aleksander Kwaśniewski godzi się na zmianę metody rozdziału
mandatów i PiS wprowadza 44 posłów. Skarga konstytucyjna ląduje w koszu.
Polscy wyborcy, przede wszystkimi polscy inteligenci, którzy bez przerwy
martwią się problemem zgodności ordynacji wyborczej z konstytucją, powinni
zrozumieć kilka prostych faktów.
Po pierwsze: nie istnieje żadna definicja prawna pojęcia proporcjonalnych
wyborów. Jest to więc wyłącznie sprawa INTERPRETACJI. Jak tego dowodzi
praktyka pięciu już kadencji Sejmu i pięciu różnych ordynacji wyborczych,
politycy cały czas interpretują to pojęcie, tak jak im się podoba, zależnie
od chwilowej konstelacji politycznej i wyników sondaży.
Po drugie: istnienie tzw. klauzul zaporowych, a więc progów wyborczych,
powoduje, że słowo proporcjonalne traci sens. Politolodzy na świecie (ale
także w Polsce) piszą o indeksie dysproporcjonalności i, obliczając wartości
tego indeksu dla różnych wyborów, porównują wyniki ze sobą. Wtedy wybory są
jedynie mniej albo bardziej proporcjonalne. Przy porównaniach tego rodzaju
okazuje się, że wybory w JOW wcale nie muszą być mniej proporcjonalne od
wyborów w Polsce. Przeciwnie, i na tym właśnie argumencie opierała się skarga
konstytucyjna Dorna i S-ki z 2001 roku. Wymieniali tam szereg krajów z JOW, w
których ten indeks dysproporcjonalności był znacznie mniejszy niż dla wyborów
proporcjonalnych w Polsce.
Podczas konferencji międzynarodowej 15 Lat Praktyki Konstytucyjnej w Krajach
Europy Środkowo-Wschodnie, jaka odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w
listopadzie 2004, politolodzy zachodni mówili o tym, że pojęcie wybory
proporcjonalne należy rozumieć, jako zachowanie odpowiedniej normy
przedstawicielskiej, a więc przydział mandatów poszczególnym regionom w
proporcji do liczby wyborców. W tym sensie np. wybory do Kongresu USA mogą
być uważane za proporcjonalne, bo każdy stan wybiera tylu kongresmenów ilu
wynika z proporcjonalnego podziału, a na przykład wybory do Senatu USA nie są
proporcjonalne, ponieważ każdy stan, bez względu na liczbę mieszkańców,
wybiera 2 senatorów. I tak np. dwu przedstawicieli w Senacie ma stan Wyoming,
który zamieszkuje ok. 300000 mieszkańców, i dwu senatorów ma stan Kalifornia,
gdzie mieszka ponad 60 milionów.
Aby wprowadzić w Polsce wybory w 460 JOW, przy zachowaniu warunku, że okręgi
wyborcze będą w dobrym przybliżeniu równe (ok. 62 tysiące wyborców), nie
potrzeba zmieniać konstytucji. Wyniki takich wyborów będą w podobny sposób
jak do tej pory odbiegać od proporcjonalności, a indeks dysproporcjonalności
będzie raz mniejszy, a raz większy, w zależności od mnóstwa czynników.
Konstytucję trzeba by zmieniać, gdyby się chciało zmniejszyć liczbę posłów,
np. do 230 jak proponowała Platforma Obywatelska, albowiem w Konstytucji
zapisano, że Sejm liczy 460 posłów.
Problemy z konstytucyjnymi zasadami mają wszystkie ordynacje, jakie
obowiązywały w Polsce od 1989 roku. Jest rzeczą godną najwyższego ubolewania,
że polscy miłośnicy demokracji na to się godzą i przeciwko temu nie wychodzą
protestować na majdany. Ufam, że jest to tylko kwestia niewiedzy i
niezrozumienia. (prof. Jerzy Przystawa)
Obserwuj wątek
    • ph29 Re: Jednomandatowe okręgi wyborcze 23.03.06, 09:29
      kronopio77 napisał:

      > Do poczytania:
      > Przyczyny, dla których posłowie na Sejm RP obawiają się wprowadzenia
      > jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) są już dzisiaj dla każdego
      > zrozumiałe i oczywiste: wybory w JOW to konkurs, w jakim ich szanse stanięcia
      > na podium są przeraźliwie małe. Praktyka wyborów w JOW w innych krajach
      > świata pokazuje, że aby wygrać trzeba zdobyć minimum ok. 30% głosów wyborców
      > w okręgu wyborczym. Tymczasem nawet Jarosław Kaczyński, który uzyskał w
      > ostatnich wyborach rekordowe poparcie 171129 wyborców nie może spać
      > spokojnie.

      A nie sądzisz, że ordynacja wpływa na to, jaki jest układ kandydatów, wpływa
      też na strategię wyborców, i w związku z tym Twoje wyliczenia poniżej nie mają
      żadnego sensu?


      > Inny przykład: w roku 2001 AWS zdobyła ok. 730 tysięcy głosów i ani jednego
      > mandatu, Mniejszość Niemiecka, podobnie jak poprzednio, mniej niż 50 tysięcy
      > i 2 mandaty.

      To jest zupełnie inna kwestia przecież i świetnie o tym wiesz. To, że listy
      mniejszości narodowych są w tej chwili w Polsce zwolnione z progu (przeciwko
      temu zwolnieniu znaczna część polityków protestuje), nie ma _nic_ wspólnego z
      istotą proporcjonalnej ordynacji wyborczej.

      Ale zawsze jeden argument więcej, i ktoś nieświadomy może się nabrać.

      > O jakiej równości albo proporcjonalności można tu mówić? Z pomocą przychodzą
      > tu Bracia Kaczyńscy, Ludwik Dorn i inni. Czując pismo nosem i obawiając się,
      > że czeka ich wyeliminowanie z parlamentu, składają (w kwietniu 2001) wniosek
      > do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie ordynacji za sprzecznej z Konstytucją!
      > Szczęśliwie Aleksander Kwaśniewski godzi się na zmianę metody rozdziału
      > mandatów i PiS wprowadza 44 posłów. Skarga konstytucyjna ląduje w koszu.

      Wszystko mieszasz. Chodziło o _tryb_ zmiany ordynacji, a nie o ordynację jako
      taką.

      >Politolodzy na świecie (ale
      > także w Polsce) piszą o indeksie dysproporcjonalności i, obliczając wartości
      > tego indeksu dla różnych wyborów, porównują wyniki ze sobą. Wtedy wybory są
      > jedynie mniej albo bardziej proporcjonalne. Przy porównaniach tego rodzaju
      > okazuje się, że wybory w JOW wcale nie muszą być mniej proporcjonalne od
      > wyborów w Polsce. Przeciwnie, i na tym właśnie argumencie opierała się skarga
      > konstytucyjna Dorna i S-ki z 2001 roku. Wymieniali tam szereg krajów z JOW, w
      > których ten indeks dysproporcjonalności był znacznie mniejszy niż dla wyborów
      > proporcjonalnych w Polsce.

      Cóż ten indeks dysproporcjonalności pokazuje niby? Relację między podziałem
      głosów a podziałem mandatów? Bo problem z wyborami większościowymi polega na
      tym, że wymusza strategię wyborców polegającą na głosowaniu na tych kandydatów,
      którzy mają szansę wejść, a nie na tych, którzy wyborcom najbardziej
      odpowiadają. Jeżeli jest trzech kandydatów: kandydat A z partii Serce Mamy Po
      Lewej Stronie, 45% w sondażach; kandydat B z partii Umiarkowane Centrum, 35% w
      sondażach; i kandydat C z partii Prawa Prawica, 20% w sondażach, to wyborcy
      Prawej Prawicy, widząc, że ich kandydat nie ma szans, są niejako zmuszeni
      popierać bliższego z dwóch pozostałych kandydatów. W ten sposób _podział
      głosów_ znacząco odbiega od rzeczywistych preferencji wyborców.

      W wyborach proporcjonalnych podział głosów jest o wiele bliższy rzeczywistym
      preferencjom wyborców. Aby jednak zwiększyć szanse na stworzenie stabilnej
      koalicji, stosuje się progi, dzieli mandaty metodą d'Hondta i tak dalej. I tak,
      całkiem możliwe, że dysproporcjonalność między podziałem głosów a podziałem
      mandatów będzie w metodzie proporcjonalnej większa. Ale naprawdę istotna jest
      dysproporcjonalność między podziałem głosów a preferencjami wyborców. Ordynacja
      proporcjonalna w znacznie mniejszym stopniu wykrzywia preferencje wyborców, nie
      zmusza ich do przerzucania głosów na kandydata silniejszego.

      > Podczas konferencji międzynarodowej 15 Lat Praktyki Konstytucyjnej w Krajach
      > Europy Środkowo-Wschodnie, jaka odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w
      > listopadzie 2004, politolodzy zachodni mówili o tym, że pojęcie wybory
      > proporcjonalne należy rozumieć, jako zachowanie odpowiedniej normy
      > przedstawicielskiej, a więc przydział mandatów poszczególnym regionom w
      > proporcji do liczby wyborców.

      A możesz podać _nazwiska_ tych politologów? I jakieś źródła? Oczywiście, Sejm
      może sobie uchwalić cokolwiek, ale o tym, jak należy rozumieć te "wybory
      proporcjonalne", zadecyduje i tak Trybunał Konstytucyjny, jakby co.

    • argos1 Re: Jednomandatowe okręgi wyborcze 23.03.06, 09:43
      kronopio77 nie podaje faktu, że Obywatele Polski tak naprawdę wg.obecnej
      ordynacji wyborczej nie wybierają posłówa jedynie wskazują partię którą
      popierają. Wierchowka partii już wcześniej obsadza pierwsze miejsca na listach
      wyborczych. Postawienie X obok kandydata na posła jest aktem GŁOSOWANIA na
      partie a nie wyborem posła. Tak wynika z dotychczasowej ordynacji wyborczej.
      Dlatego obecna ordynacja wyborcza nie jest proporcjonalna.
      Chyba, że ktoś ma Obywateli Polski za głópów.
      • Gość: korn Re: Jednomandatowe okręgi wyborcze IP: *.chello.pl 23.03.06, 10:27
        Mnie sie podoba idea wprowadzenia w Polszcze jednomandatowych okregow
        wyborczych przy jednoczesnym zredukowaniu Sejmu do 230 poslow i Senatu do 50
        senatorow. Obecna ordynacja nie jest zla, ale w warunkach polskich nie do konca
        sie najwyrazniej sprawdzila.
      • marchewa4 Re: Jednomandatowe okręgi wyborcze 24.03.06, 11:41
        argos1 napisal:

        > kronopio77 nie podaje faktu, ze Obywatele Polski tak naprawde wg.obecnej
        > ordynacji wyborczej nie wybieraja poslówa jedynie wskazuja partie która
        > popieraja. Wierchowka partii juz wczesniej obsadza pierwsze miejsca na
        > listach wyborczych. Postawienie X obok kandydata na posla jest aktem
        > GLOSOWANIA na partie a nie wyborem posla. Tak wynika z dotychczasowej
        > ordynacji wyborczej.

        Nie jestem zwolennikiem aktualnej ordynacji wyborczej, ale tych bzdur nie da
        sie juz czytac. To co piszesz, to oczywista nieprawda. Proponuje zajrzec do
        ordynacji wyborczej.

        Art. 167. 1. Mandaty przypadajace danej liscie okregowej uzyskuja kandydaci w
        kolejnosci otrzymanej liczby glosów.
        2. Jezeli dwóch lub wiecej kandydatów otrzymalo równa liczbe glosów
        uprawniajaca do uzyskania mandatu z danej listy, o pierwszenstwie rozstrzyga
        wieksza liczba obwodów glosowania, w których jeden z kandydatów uzyskal wiecej
        glosów, a jezeli liczba tych obwodów bylaby równa, o pierwszenstwie rozstrzyga
        losowanie przeprowadzone przez przewodniczacego okregowej komisji wyborczej w
        obecnosci czlonków komisji oraz zainteresowanych osób zglaszajacych listy;
        nieobecnosc osoby zglaszajacej liste nie wstrzymuje losowania. Przebieg
        losowania uwzglednia sie w protokole wyników wyborów.
        3. Tryb przeprowadzania losowania, o którym mowa w ust. 2, okresli Panstwowa
        Komisja Wyborcza.

        Problem polega na czyms innym. Przyjmijmy, ze w danym okregu jestr do
        rozdzielenia 4 mandaty. Mamy partie X, Y i Z, ktore sie o tem madaty staraja.
        Partia x wystawia kandydatow AX, BX, CX i DX (w tej kolejnosci na liscie),
        partia Y kandydatow AY, BY, CY i DY a partia Z kandydatow AZ, BZ, CZ i DZ.
        Kandydaci zdobywaja nastepujace liczby glosow:
        AX 1.000
        BX 100.000
        CX 100
        DX 500
        AY 600
        BY 5.000
        CY 2.000
        DY 3.000
        AZ 100
        BZ 1.000
        CZ 20.000
        DZ 200


        Teraz nastepuje podzial mandatow na partie.

        Art. 166. 1. Po otrzymaniu zawiadomienia, o którym mowa w art. 165 ust. 2,
        okregowa komisja wyborcza dokonuje podzialu mandatów pomiedzy uprawnione listy
        okregowe w sposób nastepujacy:

        1) liczbe glosów waznych oddanych na kazda z tych list w okregu wyborczym
        dzieli sie kolejno przez: 1,4 (jeden i cztery dziesiate); 3; 5; 7 i dalsze
        kolejne liczby nieparzyste az do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób
        ilorazów da sie uszeregowac tyle kolejno najwiekszych liczb, ile wynosi liczba
        mandatów do rozdzielenia miedzy te listy,
        2) kazdej liscie przyznaje sie tyle mandatów, ile sposród ustalonego w powyzszy
        sposób szeregu ilorazów przypada jej liczb kolejno najwiekszych.

        2. Jezeli kilka list uzyskalo ilorazy równe ostatniej liczbie z liczb
        uszeregowanych w podany sposób, a list tych jest wiecej niz mandatów do
        rozdzielenia, pierwszenstwo maja listy w kolejnosci ogólnej liczby oddanych na
        nie glosów. Gdyby na dwie lub wiecej list oddano równa liczbe glosów, o
        pierwszenstwie rozstrzyga liczba obwodów glosowania, w których na dana liste
        oddano wieksza liczbe glosów.

        Oszczedze Wam szczegolow obliczen. Wynik jest taki, ze 3 mandaty dostaje partia
        X a 1 mandat partia Z. Do sejmu wchodza jako poslowie: AX, BX, DX oraz CZ.
        Co jest "dziwnego" w tych wynikach. Ano to, ze DX dostal 500 glosow i wchodzi a
        nie wchodzi zaden kandydat partii Y choc kazdy z nich dostal wiecej glosow niz
        DX.

        Dlaczego w takim razie kandydaci walcza o wysokie miejsca na listach
        wyborczych? To juz wina wyborcow, ktorym nie chce sie poznawac kandydatow i
        glosujac na jakas partie wybieraja z lenistwa jedna z osob u gory listy. Ot,
        socjotechnika.

        Pozdrowienia
        M.

        A czy JOW nie maja wad?
    • Gość: azok Ptasi móżdżek IP: *.telpol.net.pl 24.03.06, 13:07

      Chcesz coś mądrego napisać, użyj własnego rozumu i podyskutujemy. Nie podpieraj
      się nie swoimi tekstami!
      • Gość: azok Re: odpowiedź dla kronopio77 IP: *.telpol.net.pl 24.03.06, 13:11
        Przepraszam, ale miałem wkleić w odpowiedzi dla kronopio77
      • kronopio77 Re: Ptasi móżdżek 24.03.06, 13:39
        Absolutnie się nie podpieram. Na poczatku wyraźnie napisałem: "do poczytania".
        Nie oznacza to, że podpisuję się pod opinią profesora obiema rękami, ale kilka
        rzeczy jest w niej, moim zdaniem, godnych uwagi. Reagując na taką opinię
        epitetem wystawiasz tu świadectwo nie tylko sobie - pamiętaj o tym :)
    • Gość: zaintresowany Re: Jednomandatowe okręgi wyborcze IP: *.piekary.net / *.netia.piekary.net 24.03.06, 14:20
      > W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: to wybory takie, jakie nam się od
      > roku 1989 urządza są jak najbardziej sprzeczne nie tylko z zasadami ujętymi w
      > Konstytucji, ale nawet w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela.
      Demagogia...

      > Po pierwsze: nie istnieje żadna definicja prawna pojęcia proporcjonalnych
      > wyborów. Jest to więc wyłącznie sprawa INTERPRETACJI. Jak tego dowodzi
      > praktyka pięciu już kadencji Sejmu i pięciu różnych ordynacji wyborczych,
      > politycy cały czas interpretują to pojęcie, tak jak im się podoba, zależnie
      > od chwilowej konstelacji politycznej i wyników sondaży.
      OK, pojęcie proporcjonalności jest nieostre. Niemniej, JOW nie podpada pod
      obecną definicję proporcjonalności i żeby je wprowadzić trzeba zmienić
      konstytucję.
      Zresztą, można zobaczyć jak przyjęto propozycję PiS-u dotyczącą wprowadzenia
      ordynacji tzw. mieszanej. Prof. Winczorek, konstytucjonalista stwierdził, że
      jest ta ordynacja niezgodna z konstytucją. Chociaż wg mnie w tym przypadku się
      akurat myli. Propozycja PiS jest zgodna z zasadą proporcjonalności. Mało tego,
      wprowadzenie tej ordynacji spowoduje, że wyniki wyborów będą bardziej
      proporcjonalne niz obecne.
      > Po drugie: istnienie tzw. klauzul zaporowych, a więc progów wyborczych,
      > powoduje, że słowo proporcjonalne traci sens.
      To zależy od konkretnych wyborów. Np. w ostatnich wyborach do Bundestagu tylko
      4% ważych głosów to tzw. głosy stracone.
      > Podczas konferencji międzynarodowej 15 Lat Praktyki Konstytucyjnej w Krajach
      > Europy Środkowo-Wschodnie, jaka odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w
      > listopadzie 2004, politolodzy zachodni mówili o tym, że pojęcie wybory
      > proporcjonalne należy rozumieć, jako zachowanie odpowiedniej normy
      > przedstawicielskiej, a więc przydział mandatów poszczególnym regionom w
      > proporcji do liczby wyborców. W tym sensie np. wybory do Kongresu USA mogą
      > być uważane za proporcjonalne, bo każdy stan wybiera tylu kongresmenów ilu
      > wynika z proporcjonalnego podziału, a na przykład wybory do Senatu USA nie są
      > proporcjonalne, ponieważ każdy stan, bez względu na liczbę mieszkańców,
      > wybiera 2 senatorów. I tak np. dwu przedstawicieli w Senacie ma stan Wyoming,
      > który zamieszkuje ok. 300000 mieszkańców, i dwu senatorów ma stan Kalifornia,
      > gdzie mieszka ponad 60 milionów.
      Ta zasada nazywa się zasadą równości. Równość to nie tylko ta sama liczba
      głosów, ale także podobna waga głosów. Dlatego w naszej konstytucji wybory w
      Polsce do Senatu nie muszą być równe.
      > Problemy z konstytucyjnymi zasadami mają wszystkie ordynacje, jakie
      > obowiązywały w Polsce od 1989 roku.
      Tekst Przystawy może nie jest zły, ale na pewno jest zbyt demagogiczny.
    • Gość: Hanysek Dziel i rządź-front jedności politykierów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 09:28
      Czy jeszcze kiedyś województwo górnośląskie wróci do swych historycznych
      granic? Bez Nowego Śląska pruskiego i socjalistycznej krajalnicy terytorialnej?
      Czyim dziełem jest obecna struktura podziału na okręgi wyborcze? Ci
      REFORMATORZY spod znaku POPiSó(U)W reformy samorządowej dalej biorą diety
      poselskie i NAPRAWIAJĄ nieustannie to, co sami spiepszyli!


      www.bractwo.pless.pl/index.php?load=mapy
      AKTUALNOŚCI 15.03.2005

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka