pawro2001
27.03.03, 12:32
Chciałbym sie podzielić bardzo niemiłymi
doswiadczeniami z ING. W ubiegłym tygodniu 21 marca
płaciłem kartą za benzynę i sprzedawca musiał dwa razy
wykonywać transakcję, gdyz za pierwszym razem uzyskał
komunikat "transakcja nieudana". Za drugim razem sie
udało. Dostałem na pamiątkę wydruki z obu prób i
odjechałem nieświadomy tego co sie stało. Oczywiście
bank zablokował kwotę, którą płaciłem dwukrotnie.
Napisałem więc w poniedziałek 24 reklamację do Banku
(Oddział Siemianowice Śląskie ul. Niepodległości). Tam
spotkała mnie niespodzianka. Obsługująca klientów pani,
w towarzystwie dyrektorki tego oddziału, poinformowała
mnie, że reklamację może przyjąć dopiero 29 marca! Ja
uparłem się, że chcę złożyc reklamację natychmiast. W
odpowiedzi usłyszałem, że mogę ją zostawić, ale pani
wpisze mi na potwierdzeniu datę 29! Ja oczywiście
wyraziłem sprzeciw, pouczyłem ją, że mogę sobie to
wysłać listem poleconym i data złożenia będzie liczyła
się z dniem złożenia w urzędzie pocztowym. Po tych
słowach z wielką łaską reklamacja została przyjęta. W
chwilę potem zadzwoniłem do centrali banku, gdzie
poskarżyłem się na obsługę w oddziale banku. Obiecano
mi sprawę wyjaśnić i oddzwonić. Oczywiście do dzisiaj
telefonu nie było. Pieniędzy też nie mam na koncie,
chociaż poprawna transakcja została juz zaksięgowana. W
całej sprawie popełniłem jeden błąd, przed którym
chciałem przestrzec innych, na wypadek gdyby ING
potraktował ich tak samo. Należało bowiem zgodzić się
na wpisanie daty o 5 dni wybiegającej w przyszłość i
pójść z tym do prokuratury, zawiadamiając o
przestepstwie poświadczenia nieprawdy. Niestety
człowiek ma naturalny odruch nakazujący mu bronić się,
gdy ktoś chce wobec nas złamać prawo. Jak się okazuje
nie zawsze warto. Zwłaszcza nie warto wtedy, gdy ma się
do czynienia z instytucją lekceważącą klienta.