chrisraf
04.01.08, 14:46
Jesienia 1997 pani Ewa Betkowska zaczela segregowac zbiory akt,
przeznaczonej do rozbiorki kopalni Klimontow w Sosnowcu, aby
przygotowac je do przekazania archiwum miasta Katowic. Zapewne
zadne ciekawe zajecia dla mlodej dyplomowanej bibliotekarki. W koncu
czekalo na nia w piwnicy budynku adminiatracji 40.000 akt. Pewnego
dnia dokonala odkrycia, ktore wcale nie pasowalo do tego typowego
obrazu zakurzonych kopalnianych dokumentow.
Akta ponad 14.000 niemieckich robotnikow przymusowych.
Ku jej zdziwieniu znalezione dokumenty byly pomimo ich wieku w
dobrym i w porzadku utrzymanym stanie: Drewniane skrzynki z
tysiacami wkladek kartotekowych i wiele skrzynek z napisem UNRA, w
ktorych znajdowaly sie mikrofilmy. Po krotkim obejrzeniu zdala sobie
sprawe, ze chodzi tu o w biurokratycznym porzadku udokumentowany los
ludzi: O prawie 14.000 niemieckich robotnikow przymusowych, ktorzy
od 1945 do 1949 zostali zmuszeni do pracy w kopalniach w Zaglebiu
Dabrowskim. Kartoteki skrzetnie oddaja dane wiezniow: Nazwisko, date
i miejsce urodzenia, zawod lub stopien, obywatelstwo, narodowosc,
(koncentracyjny) oboz „mateczny“, stan zdrowia szacowany przez
lekarzy obozowych przy przekazaniu. W wiekszosci chodzilo o
zolnierzy Wehrmachtu, z obozow Schneidenmühl (Pila) i Sagan (Zagan).
Oprocz nich byli tam starcy, kobiety i szesnastolatkowie, wszyscy
Gornoslazacy, z obozow „matecznych“ Lamsdorf (Lambinowice) ,
Swientochlowitz (Swietochlowice), Myslowitz (Myslowice) i Jaworzno,
ktorzy zostali tutaj przywiezieni do niewolniczej pracy pod ziemia.
Listy uwzgledniaja minimum 1.000 nazwisk ofiar smiertelnych, wraz z
podaniem powodu smierci (utrata sil, choroba, zawal, „proba
ucieczki“) jak i detaliczny opis miejsca szesciu masowych grobow,
ktore zostaly uwzglednione na dodanej mapie.
Pani Betkowska chyba nie bez powodu nie wybrala wytyczonej drogi
sluzbowej, ktora by ja doprowadzila do Archiwum Panstwowego, tylko
26.06.1998 spotkala sie z Dietmarem Brehmer,
przewodniczacym „Deutsche Arbeitsgemeinschaft“ Versöhnung und
Zukunft“/“Niemieckie Stowarzyszenie Robocze – Pojednanie i
Przyszlosc“. To male stowarzyszenie w Katowicach, ktore oddzielilo
sie w 1990 od „Deutsche Freundschaftskreis“ (DFK) publikowalo w
woj. slaskim (katowickim) wlasna gazete i nadawalo cotygodniowa
audycje radiowa, stalo sie znane poprzez rehabilitacje bylych
wiezniow, ktorzy dostali sie do polskich obozow, oraz szczegolnie
poprzez starania o uzyskanie rent dla bylych zolnierzy Werhrmachtu.
Wedlug Betkowskiej, ktorej ojciec przed zmiana systemu byl
wplywowym „zolnierzem“ partyjnym, rodziny poszkodowanych mialy w
kazdym wypadku dowiedziec sie, co sie stalo z ich krewnymi. Brehmer
chcial poinformowac „Suchdienst des Deutschen Roten
Kreuzes“/“Placowke Poszugiwawcza Niemieckiego Czerwonego Krzyza“.
Mieli byc tez wlaczeni historycy, aby fachowo zbadac materialy.
Poinformowal on tez Archiwum Panstwowe o znalezisku, ktore mu
przekazala „nie znana osoba“.
29 czerwca odbyla sie w Katowicach z udzialem Brehmera konferencja
prasowa i nie bez sukcesu zaprezentowal on materialy. Masowo, jak
przytacza „Gazeta Wyborcza“, mieli sie Gornoslazacy telefonicznie i
pisemnie zglaszac, by otrzymac informacje o zaginionych krewnych.
Dwanascie dni pozniej pojawili sie nagle przedstawiciele Archiwum
Panstwowego,
prokuratury i UOP-u i podczas osmio-godzinnej rozmowy z Brehmerem
zazadali natychmiastowego wydania kartotek, mikrofilmow i oprocz
tego nazwiska „tajemniczej informatorki“. Aby nie narazac
Betkowskiej stowarzyszenie zgodzilo sie na wspolprace i bylo
zmuszone wydac materialy szefowi Archiwum Panstwowego Zygmuntowi
Partyce.
Od tej pory zaczyna sie ciekawa zabawa w ciuciubabke: 13 lipca
prokuratura informuje, ze doliczono sie 10.613 kartotek, prawie o
3.000 mniej niz tydzien wczesniej stwierdzilo kilku czlonkow grupy
roboczej. UOP tlumaczyl swoje niecodzienne zainteresowanie
zabezpieczeniem kartotek tym, ze „“skradzione“ kartoteki musza byc
chronione przed ich zniszczeniem (przez Brehmera)“. W prasie Partyka
nazywa propozycje Brehmera, poddac materialy weryfikacji
poprzez „komisje“ jako „smieszna“. Inna propozycje Brehmera,
opublikowanie listy ofiar, podobnej do „listy katynskiej“, „aby
rodziny ofiar w koncu mialy pewnosc“ Archiwum Panstwowe odrzuca z
twierdzeniem, ze paragraf dotyczacy ochrony danych zabrania
udostepnienia nazwisk zabitych; znow urzad zajmujacy sie miedzy
innym przestrzeganiem ochrony danych osobowych twierdzi, ze takiego
paragrafu nie ma. W miedzyczasie rzecznik AP dal pytajacym
dziennikarzom do zrozumienia, ze materialy nie sa do wgladu.
Najpierw Archiwum Panstwowe musi wyznaczyc miejsce (na materialy) i
kartoteki skrupulatnie zbadac – i to moze trwac. Juz przed kilku
laty otrzymano listy pochodzace z trzech gornoslaskich archiwow
kopalnianych (Kleofas z Katowic, Makoszowy z Zabrza i Ziemowit z
Ledzin) z nazwiskami 22.000 robotnikow przymusowych, ktore po dzien
dzisiejszy nie zostaly przez Archiwum Panstwowe opracowane. W
miedzyczasie okazuje sie, ze UOP juz na poczatku lipca, jeszcze
przed wizyta u Brehmera, przedstawia wszystkie dokumenty
prokuraturze razem z danym osobowymi „tajemniczej informatorki“ jak
i wieloletniego miejsca magazynowanych skrzyn, ktore do ich
odnalezienia przez Betkowska nawet nie byly znane administracji
kopalnii.
Zamachy na „Arbeitsgemeinschaft Versöhnung und Zukunft“/“Grupe
Robocza Pojednanie i Przyszlosc“.
Do tej pory oficjalna wersja brzmiala: Archiwum Panstwowe zlozylo w
prokuraturze zawiadomienie o popelnieniu przestepstwa w nastepstwie
czego zostal o tej sprawie powiadomiony UOP. Dlaczego wlasnie
bibliotekarze mieli powiadomic UOP jest jak na razie objete
tajemnica. W miedzyczasie prokuratura postawila zarzuty Betkowskiej.
Miala ona zataic i ukryc dokumenty. Grozilo jej do dwoch lat
pozbawienia wolnosci. Rozprawe zaplanowano na 24 lutego (1999). W
przeddzien wieczorem Brehmer probowal podczas swojej niemiecko-
jezycznej audycji na lamach Radia Katowice zwrocic uwage na te
dziwne wydarzenia – kilka godzin pozniej wrzucono do pomieszczen
biurowych bombe zapalajaca. Policja kryminalna bez sledztwa
przypisala ten zamach do kilku innych prob podpalenia, ktore
dotknely kilka dni wczesniej inne instytucje. Jednak czy istnieje
zwiazek miedzy zamachem na male stowarzyszenie i „waznymi
instytucjami“, jak filia najwiekszego banku regionalnego, ktore byly
zwiazane z likwidacja przemyslu weglowego i bedacego jego
konsekwencja redukcja dziesiatek miejsc pracy? Albo UOP maczal w tym
swoje palce i wykorzystano przypadkowa serie podpalen? Mialo byc to
ostrzezenie dla Brehmera przed jego dalszymi publicznymi akcjami?
Albo chciano zniszczyc kopie list, ktore przed konfiskata sporzadzil
Brehmer w nocnej akcji? W lokalnych mediach krazyly podejzenia, ze
UOP i poprzedzajace go komunistyczne instytucje od poczatku
wykorzystywaly tozsamosc zmarlych i zamordowanych wiezniow, aby
swoich agentow w bezpieczny sposob przerzucac do Republiki
Federalnej Niemiec.
cdn..