Gość: Lechu
IP: *.acn.waw.pl
24.08.03, 19:05
W tygodniu pojechałem na delegację do Katowic. Ostatni raz byłem tam
przejazdem z 15 lat temu. Dojechałem, 2-3 godz. na załatwienie sprawy i z
powrotem. Właściwie to niewiele widziałem. Ale uderzyły mnie 2 rzeczy.
Pierwsza, to dużo zieleni i krajobraz nie wydawał mi się taki szary. Owszem
są stare, nieremontowane domy, które paskudnie wyglądają, ale wyrosło mnóstwo
nowych drzewek, które nijak nie kojarzyły mi się wcześniej ze Śląskiem. Druga
rzecz, to taniocha. Za schabowego, ziemniaki i bukiet surówek zapłaciłem 7.50
zł. A browar z beczki 3 zł za 0.5 l. Teraz widzę, jak rżną mnie w Warszawie.
Gdyby nie roszczeniowe nastawienie Ślązaków, to byłby kraj miodem i mlekiem
płynący. Tam żyje tyle ludzi, aż prosi się o inwestycje. Niestety, legendy o
śląskich sądach, wydających wyroki na korzyść "ludzi pracy", odstraszają
potencjalnych inwetorów. A szkoda.