willli2
26.08.03, 16:34
korespondencyjnym – dowiedziała się, że jest nową posłanką, schudła trzy
kilo. Cały ten Sejm spadł na nią nagle i do dziś nie może w to jeszcze
uwierzyć.
W Ziemięcicach w powiecie tarnogórskim Maria Wiśniowiecka, rodowita
Ślązaczka, mieszka od urodzenia, czyli od 1945 r. W tym roku, w dniu swoich
urodzin, jak zwykle czekała na życzenia od zaprzyjaźnionego posła Samoobrony
Józefa Stasiewskiego, z którym startowała w wyborach dwa lata temu z okręgu
rybnickiego. Zamiast jednak oczekiwanego posła, zadzwonił jego kolega z Sejmu
z wiadomością o śmierci Stasiewskiego. Nie od razu do niej wszystko dotarło,
dopiero jak zatelefonował ponownie i powiedział, że ma się szykować do
Warszawy, bo przecież zdobyła najwięcej głosów na liście po Stasiewskim,
dopadły ją emocje: – Do dziś nie mogę przyjść do siebie. Od czasu jak zaczęła
interesować się nią prasa, bierze nawet tabletki na uspokojenie. – Człowiek
czasem tak coś powie... A jeszcze przecież nie jest przygotowany. Ja jestem
nerwowa, a jak się jeszcze bardziej zdenerwuję, to już zupełnie nie potrafię
się wysłowić. Jestem Ślązaczką, ale wiem, że po polsku trzebo godać – dodaje
lekko speszona.
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1129891&MP=1