Dodaj do ulubionych

uk-zwyczaje

30.11.04, 19:27
jakis czas temu zostalismy zaproszeni na urodziny mojego nie-szwagra .
mielismy przyjechac do niego do domu zostawic mlodego ( opiekunka byla
zapewniona ) wziac nieszwagra i nieszwagierke w samochod ( mieszkaja 50km od
nas ) i jechac jeszcze dalej jakies 40 km .
konkretnie bawilismy na znanych wyscigach konnych .nieszwagier przyjal z
zadowolniem prezenty dvd na ktore wydalismy ok 20 funtow oraz uraczyl sie
szampanem jakiego mu w ramach podziekowania za zaproszenie zakupilismy (
wiadomo jaka cena za szampan na wyscigach!).
po skonczonej imprezie udalismy sie naszym samochodem do nich , odebralismy
dziecko i ze bylo dosyc pozno pojechalismy do domu .
nazajutrz na sekretarce odsluchalismy wiadomosc - ze oni rozumieja ze sie
spieszylismy i dlatego nie zwrocilismy im za wejsciowki (40 funtow za osobe)
i wiedzac ze mozemy sie czuc niezrecznie z dlugiem uprzejmie prosza o
przeslanie czeku niezwlocznie .!!oraz oczywiscie opiekunka £ 12 bo dala nam
znizke smile
tak wiec urodziny nieszwagra kosztowaly nas mase pieniedzy .

niedalej jak w niedziele zaprosili nas na impreze .
czy nietaktem bedzie zapytac - za ile ?
czy wam sie cos takiego zdarzylo?
Obserwuj wątek
    • mgna Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 20:20
      Czesc Acutecompute,

      Wiesz, nie jest powiedziane ze jesli solenizant organizuje urodzinowe spotkanie
      to on to bedzie fundowal. W takich sytuacjach zawsze jest warto dyplomatycznie
      sie dowiedziec jak i co, lub wczasie oplaty wyciagnac portfel tak zeby wszyscy
      widzieli. Jesli solenizant funduje to natychmiast powie zebys sie nie
      wyglupiala i portfel schowala, jesli zas idziecie na Dutch to nic nie powie na
      temat twojego wyciagnietego portfela. Za babysitter rodzice dziecka placa.
      Jednak nie-szwagra upomnienie, bylo nieco nietaktownym. Jesli uwazal sie za
      finansowo pokrzywdzonego powinien byl, przy nastepnym waszym spotkaniu,
      zartobliwie do was zagadac, gdzie wy jego w zamian zabierzecie?

      Imprezy urzadzane w domu sa "fundowane" przez organizatora (wlicza sie w to
      jedzenie i troszeczke napoi) jednak kazdy gosc powinien przyniesc szampana lub
      wino lub, jesli jest to luzna impreza, piwo lub trunki ktore sam w ten wieczor
      wypije. Czasami tez przystoi zaoferowac przyniesienie slodkiego (czego
      organizator powinien odmowic). Jesli chcecie sie na smierc z nie-szwagrem
      obrazic to mozesz sie zapytac ile za impreze. Ja jednak tego odmawiam, bardziej
      wypada nic na ten temat niewspomnac i na nastepny raz pamietac iz nie-szwagier
      nie nalezy do choinych ludzi smile
      • eballieu Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:44
        Tego typu zachowanie to raczej osobie przypisane niz narodowosci. Znam Polakow
        co do knajpy na urodziny zapraszaja, mowia co by chcieli na prezent, a pozniej
        nawet jednego piwa wszystkim nie postawia. I gdzie tu polska goscinnosc?
        Wiec wiesz ja z takimi osobami po prostu nie utrzymuje dluzej kontaktow. Bo
        kaczorostwa i dziadostwa nie lubie.
        Rozumiem to ze zaplacilibyscie sami za wyscigi (co mozna wczesniej zapytac) i
        nianie do dziecka. Ale szampana to juz solenizant powinien postawic.
        KAzdy ma inne doswiadczenia, ale owo "going Dutch", to kolejny stereotyp. Dutch
        tacy nie sa - przynajmniej nie w moim doswiadczeniu. Wlasnie z "Dutch"
        najwiecej imprezowalismy z mezem moim. Z nimi tez lubimy wyjezdzac na wakacje.
        Proste:wychodzimy do knajpy i kazdy placi kolejke(nikt nie zwraca uwgi na to co
        kto pije). NA wakacjach, najczesciej sa to zimowe, tygodniowe wypady na narty
        robimy tzw. skarbonke kazdy wrzuca ustlona wczesniej kwote i z tej skarbonki
        kupujemy przekaske w poludnie i wszystkie napije w ciagu dnia. W hotelu
        bierzemy rachunek za wszystkie spozywane napoje na jedna osobe i ostatniego
        wieczoru dzielimy go na ilosc osob.
        Mam jedna zasade:lubie mowic o pieniadzach przed i pytac sie, zeby nie bylo
        problemow. Kolejna zasada:wymyslac sposob obchodzenia wlasnych uroczystosci
        tak zeby ludzi nie narazac na koszty, chyba ze sie dlugo zna i ma sie swoje
        zwyczje grupowe.
        Jesli solenizant zaprasza do knajpy na wieczor i jest tam kolacja zaplanowana
        to moi znajomi, placa za ta kolacje. Ale za trunki po niej - bo zwykle w
        knajpie zostajemy - placimy pozniej sami. I tu tez mamy nasz zwyczaj, placi
        kazdy jedna kolejke. Tych co omykali i na imprezy robione w domach
        przynosili "muzyczna oprawe" bo gotowac np nie lubia (jakby nie mozna bylo
        kupic czegos???) wyeliminowalismy. Bo oni to tez domagali sie mniejszego
        udzialu w skarbonce, bo np. zawsze pili wode a nie piwo. Ale wtedy sie z grupa
        wakacji nie spedza.
        Wiec ja bym przezyla te wyscigi i ich koszt, ale bym z nimi kontaktow nie
        utrzymywala.
        To moja opinia.
        • mgna Re: Do Eballieu 30.11.04, 21:54
          >KAzdy ma inne doswiadczenia, ale owo "going Dutch", to kolejny stereotyp.
          >Dutch tacy nie sa - przynajmniej nie w moim doswiadczeniu. (...)
          >Proste:wychodzimy do knajpy i kazdy placi kolejke(nikt nie zwraca uwgi na to
          >co kto pije). NA wakacjach, (...) robimy tzw. skarbonke kazdy wrzuca ustlona
          >wczesniej kwote i z tej skarbonki kupujemy przekaske w poludnie i wszystkie
          >napije w ciagu dnia. W hotelu bierzemy rachunek za wszystkie spozywane napoje
          >na jedna osobe i ostatniego wieczoru dzielimy go na ilosc osob.
          Alez tu dokladnie opisalas skad powiedzenie "going Dutch" sie wzielo smile Moze do
          obiadow nie przynosimy ze soba skarbonki, ale wiemy np ze jesli obiad kosztowal
          £120 za cztery osoby to kazdy na zaplate rachunku da £30.

          Uwazam ze cala anegdota Acutecompute byla nieporozumieniem kulturowym. W Polsce
          innaczej, tutaj innaczej.
          • eballieu do going Dutch 30.11.04, 22:06
            tylko widzisz jak sie jedzie na tydzien razem na wakacje to fajnie jest wrzucic
            do skarbonki np. po 300 euro na glowe i miec wspolna kase na przekaske i napoje
            w ciagu dnia. Narciarskie wakacje nasze maja to do siebie, ze razem jezdzimy i
            razem siadmy na picie i jedzenie. Nikt nie patrzy na to za ile kto zamowil
            obiad czy napoj. I nie ma nieporozumien i dzielenia sie przy stole na pary czy
            osoby. Po prostu wyjmuje jedna osoba i placi.
            To co czesto obserwowalam w Polsce to: rachunek na stol i albo kazdy chce
            rachunek dla siebie, albo wybiera z niego to co zamowil i placi tylko za to. W
            ciagu tygodnia grupowych wakacji najlepsza wedlug mnie jest obcja skarbonki
    • dorotka_p Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:22
      Niezreczna sytuacja rzeczywiscie. Uwazam, ze nie-szwagier powinien wczesniej
      uprzedzic, ze za bilety kazdy placi sam (tym bardziej gdy kosztuja po 40 funtow
      za osobe!). Podejrzewam, ze gdyby wczesniej uprzedzil to urodziny spedzalby
      sam !!!
      Jezeli chodzi o impreze to spytaj sie czy to impreza skladkowa, zeby uniknac
      dalszych niezrecznych sytuacji. Nawet jezeli powiedza, ze nie, to zawsze w
      dobrym tonie jest przyniesc kwiaty dla pani domu a dla pana jakies dobre wino.

      Tez mielismy takie sytuacje, kiedy kolezanka urzadzala urodziny w knajpie i
      kazdy musial placic sam za siebie. Dla nas Polakow, znanych z goscinnosci to
      bardzo razace. Ja osobioscie nie zrobilabym czegos takiego.


      Dorotka i Tomek (28.05.2002) i Ola (22.10.2003)
      gg 1835481
    • lucasa Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:27
      ja tez sie powoli przyzwyczaja, ze tu sie placi jak sie idzie do kogos na
      urodziny (lacznie z moja rodzina-in-law, ktora nie organizuje kolacji w tanich
      restauracjach), ale fakt, ze o takim wydatku powinniscie byc uprzedzeni
      wczesniej!

      ale dla mnie szczytem jest to "ze mozemy sie czuc niezrecznie z dlugiem"
      (!!!!!!)
      nastepny angielski dyplomata? (takiej narodowosci czy sie pomylilam?)!
      mnie osobiscie trafia jak slysze takie slowka
      A
      • mgna Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:42
        Jeszcze dodam ze w Angli kiedy organizuje sie spotkania (urodzinowe czy inne)
        jesli jest to luzne spotkanie i organizator nie funduje to mowi "kto chce isc
        na (np) wyscigi konne, ja sie dowiem o koszty" lub jesli jest to bardziej
        formalne spotkanie i jego nie funduje to mowi "prosze powiedz mi czy
        chcielibyscie isc na wyscigi konne, ja dowiem sie o koszty i dam znac"
        lub "prosze dajcie mi znac czy chcielibyscie isc na wyscigi konne, kosztuje to
        tylko £40 od osoby" jesli jednak jest to fundowane przez organizatora to da
        znac ze "the treat's on me" lub "my treat" lub "as my guests."

        Czasami goscie skladaja sie i placa za solenizanta nawet jesli to solenizant
        zorganizowal urodzinowy wypad. M
    • basiak6 Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:37
      Przyznaje ze dla mnie byloby dziwne pojsc na urodziny i oczekiwac ze za mnie
      beda placic. Moze dlatego ze jestem tutaj juz tyle lat, ale jakos dziwne mi sie
      wydaje aby osoba ktora ma urodziny placila za swoich gosci, to raczej na odwrot.
      Tak samo jest np na kolacjach, kazdy placi za siebie, zwykle tez placimy za
      solenizanta.
      Moim zdaniem to normalne ze wejsciowke za taka kwote powinniscie byli zaplacic
      sami. Co innego imprezy oranizowane w domu, wtedy po prostu przynosi sie butelke
      wina czy cos do jedzenia.
      • ewunia_uk Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:42
        Ja tez sie nie spotkalam z tym, zeby solenizant placil za gosci, w koncu to
        jego swieto! Tutaj bardzo czesto ludzie urzadzaja urodziny w restauracji,
        wtedy goscie dziela rachunek miedzy soba (solenizant nie placi).

        Faktycznie w Twoim wypadku szwagier powinien uprzedzic, ze bilety sa po 40
        funtow, bo to spory wydatek. No ale to juz nie cecha narodowa, tylko danej
        osoby.
        • eballieu Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 21:55
          Jesli solenizant nie placi za zaproszonych gosci do restauracji z okazji swoich
          urodzin, to znaczy ze jego grupa przyjaciol mu robi niespodzianke i oni to
          spotkanie organizuja? No bo tak to rozumiem. I wtedy oni placa oczywiscie nie
          przy nim, bo to jest prezent dla niego.
          Jesli jednak "zaprasza" sie do restauracji z obojetnie jakiej okazji to osoba
          zapraszajaca pokrywa koszty zaproszenia. W przeciwnym razie mowi sie nie
          zapraszam, tylko "proponuje" wyjscie. I tak uczy etykieta. Przeraza mnie to o
          czym piszecie, bo tego to ucza w szkolach, a szczegolnie w tych "boarding", tak
          samo jak trzymac kieliszek jak nalewaja szampana na stojacych bankietach.
          I tak mnie uczono na kursie z kultury brytyjskiej w szkole Berlitz, nie daleko
          jak piec miesiecy temu.
          Nie spotkalam sie nawet tu na wyspach z placeniem za kolacje jesli bylam na nia
          przez kogos zaproszona. Oczywiscie pozniej stawiam swoja "kolejke" w pubie,
          chociaz z tym tez trudno, bo mezczyzni zwykle sie na to nie godza.
          Acha lordami nie sasmile
          • ewunia_uk Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:03
            eballieu napisała:


            > Jesli jednak "zaprasza" sie do restauracji z obojetnie jakiej okazji to osoba
            > zapraszajaca pokrywa koszty zaproszenia. W przeciwnym razie mowi sie nie
            > zapraszam, tylko "proponuje" wyjscie.

            No przeciez nie mowie, ze "zaprasza", bo to jest na zasadzie "let's meet in..."
            albo "we're all going for a meal, fancy coming?". Zwykle sa to dosc masowe
            imprezy, 10 osob minimum - trudno, zeby od kogos wymagac placenia 300 - 400
            funtow albo wiecej. Tak wiec, jak sa czyjes urodziny w knajpie, to nie jest to
            w znaczeniu "zaprasza" rozumianym przez Polakow. Zreszta
            slowo "invite/invited" nie pada, zreszta kazdy i tak rozumie, na jakiej to jest
            zasadzie. Co innego jak mnie ktos "invite" do swojego domu, albo (w
            panienskich czasach jeszcze wink ) jakis gentleman "invites for a meal".



            I tak uczy etykieta. Przeraza mnie to o
            > czym piszecie, bo tego to ucza w szkolach, a szczegolnie w tych "boarding",
            tak
            >
            > samo jak trzymac kieliszek jak nalewaja szampana na stojacych bankietach.
            > I tak mnie uczono na kursie z kultury brytyjskiej w szkole Berlitz, nie
            daleko
            > jak piec miesiecy temu.
            > Nie spotkalam sie nawet tu na wyspach z placeniem za kolacje jesli bylam na
            nia
            >
            > przez kogos zaproszona. Oczywiscie pozniej stawiam swoja "kolejke" w pubie,
            > chociaz z tym tez trudno, bo mezczyzni zwykle sie na to nie godza.
            > Acha lordami nie sasmile
            >
            • jagienkaa Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:18
              ja się zgadzam z ewunią.
              W Anglii generalnie ludzie płacą za siebie (mówię o kolacji z samymi Anglikami,
              bo np Niemcy w Anglii mogą mieć inne zwyczaje), chyba że ktoś wyraźnie
              powie : "it's on us" lub coś w tym rodzaju. Jeśli chodzi o drinki - zwykle
              płaci się za tzw 'rounds". Jeśli ktoś mnie/nas zaprasza, to nastawiamy się że
              płacimy sami za siebie (lub się rachunek dzieli na ilość osób które jadły).
              NAtomiast co do sytuacji opisanej przez acutecompute to faktycznie wypadało was
              uprzedzić że będziecie płacić, ale mnie już nic nie dziwi po tym jak przed
              naszym ślubem mój szwagier (brat męża?) dał nam kosztorys ile będzie go
              kosztować przyjazd na ślub z Manchesteru do Birmingham (benzyna, hotel, ubrania
              itp). Jeśli chodzi o rodzinę mojego męża to są bardzo skrupulatni w liczeniu
              pieniędzy, zwracają sobie pieniądze nawet za chleb czy gazetęwink)
              • ewunia_uk Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:31
                jagienkaa napisała:

                > ale mnie już nic nie dziwi po tym jak przed
                > naszym ślubem mój szwagier (brat męża?) dał nam kosztorys ile będzie go
                > kosztować przyjazd na ślub z Manchesteru do Birmingham (benzyna, hotel,
                ubrania itp).

                Dobre wink))) Znaczy, zazadal zwrotu wydatkow? To rzeczywiscie juz jakis
                szczyt wyrachowania. No moze, jakby brat byl biednym studentem jakims i glodem
                przymieral, to owszem, moznaby mu oplacic nocleg, ale z kosztorysem od razu
                wystepowac? I to na slub swojego brata? No rzeczywiscie Wam sie trafili
                szwagrowie wink)) U mnie na szczescie nie bylo nigdy takich przegiec, zreszta
                ja ze szwagrami jestem raczej w komitywie, wiec jakby jakis z kosztorysem
                wyjechal to bym mu powiedziala eff off, jak to sie mowi wink
                • jagienkaa Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:42
                  nie, szwagier ma pieniądze, ale to jest ten typ który idzie na 6 rano w dniu
                  wyprzedaży NEXT żeby stanąć w kolejcesmile no niestety nasz ślub to był początek
                  końca naszych dobrych układówwink to długa historia, którą kiedyś opisywałam, ale
                  jeśli chodzi o układy między Neilem a jego bratem to przeze mnie nie gadają w
                  sumie ze sobąsad nie widzieliśmy ich od świąt w zeszłym roku (i ch dzieci) a
                  wszystko przez głupi email. Nigdy nie naciskać REPLY zamiast FORWARD!
                  eballieu - wiem że trudno Ci uwierzyć ale tak tu w Anglii przeważnie jest, że
                  się płaci za siebie, dlatego też nikt nie urządza w knajpie urodzinwink owszem
                  czasami jest tak, że np solenizant wynajmuje salę za własne pieniądze,
                  ewentualnie płaci za przekąski i lampkę wina, ale resztę drinków się kupuje
                  samemu.
                  Tak też jest na ślubach.
                  • eballieu Re: uk-zwyczaje 01.12.04, 00:16
                    JA rozumiem doskonale to ze sie placi samemu za drinki czy dzieli koncowy
                    rachunek miedzy wszystkich obecnych - kazde grupy znajomych sie znaja i pewnie
                    potrafia to miedzy soba ustalic. Ale nie ma dla mnie nic wspolnego bycie
                    Anglikiem, Hiszpanem, Polakiem,Chinczykiem z tym ze jak zapraszam ludzi na
                    kolacje w resatauracji z okazji moich urodzin, to nie palce za koncowy rachunek
                    za kolacje. Dla mnie to po prostu nieobycie. A nieobyci ludzie sa wszedzie.
                    Wbrew pozorom my Europejczycy nie roznimy sie az tak diametralnie. Urodzin nie
                    urzadza sie kosztem gosci zaproszonych. Jak mnie nie stac na zaproszenie na
                    kolacje, to zapraszam na herbate najblizszych. Albo spedzam te urodziny we
                    wlasnym gronie.
                    Co do wakacji - namawiam do rozmowy o finansach przed. Kazdy z nas ma raczej
                    raz, dwa razy w roku wakacje. Nie sa po to aby je stracic. Rozmowa o
                    pieniadzach moze pomoc. My zimowe narty spedzamy w grupie. Zawsze razem
                    wybieramy hotel, zimowe wakacje maja to do siebie ze wiekszosci miejsc trzeba
                    wykupic sniadanie i kolacje. Reszte - czyli nasza skarbonke na obiadek i napoje
                    ustalamy jeszcze przed wyjazdem. A ze jezdzimy z ludzmi, ktorzy lubia i zjesc i
                    wypic, wiec nie ma problemow. Mamy podobne gusta. I co wazne w takich wakacjach
                    czy weekendach - miec ten sam "portfel". To takie sprawy o ktorych ludzie sie
                    krempuja mowic, a wyjasnienie ich robi zycie latwiejszym.
              • eballieu ha ha ha 30.11.04, 22:40
                No niezle. Za benzne kazal sobie zwrocic??? Oj ja jestem paskudna i bym mu
                powiedziala zeby nie przyjezdzal. Bo to po raz kolejny dowod na to ze nie ma
                taki zwyczaj wspolnego z narodowoscia. Na nasz slub zaproszone byly dwie osoby
                z UK (Anglicy). Sami zaplacili za przelot, wynajeli samochod w Polsce i sami
                zaplacili za nocleg. Wczesniej wyslalam im informacje gdzie za ile moga
                nocowac. Ale za wesele rachunku im nie dalam.
                Ja jak mam gdzies wesele na ktore tez musze leciec(sredni dwa razy w roku - no
                coz takich mamy znajomych i rodzinke po swiecie rozsiana), to nie informuje
                organizatorow o kosztach. A kiedys lecialam do Wietnamusmile Sama tez place za moj
                nocleg i wynajecie samochodu na miejscu jesli uznam ze taki jest mi potrzebny.
                Dzielcie sie doswiadczeniami, to dobra pozywka dla mojego doktoratu. Podziekuje
                Wam we wstepiesmile
            • eballieu Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:32
              Ewunia nie obraz sie,ale jak kogos nie stac na 400 funtow na rachunek w
              knajpie, gdy zaprasza na swoje urodziny (bo w restauracji w Londynie to srednio
              80 z alkoholem musi liczyc), to na moje niech do knajpy nie zaprasza.
              Ja rozumiem ze sie placi za hotel samemu jesli musisz dojechac do miejsca gdzie
              kolacja, a to daleko od domu Twojego i chcesz przenocowac tam.

              Ale w miedzynarodowej etykiecie nietaktem jest zaprosic do restauracji na swoja
              uroczystosc i nie uregulowac rachunku. I to nie jest moj wymysl. Ja jak szara
              mroweczka nauczylam sie tego i tak robie. Moi znajmomi tez i chyba mam
              szczescie.
              • ewunia_uk Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:37
                eballieu napisała:

                > Ale w miedzynarodowej etykiecie nietaktem jest zaprosic do restauracji na
                swoja uroczystosc i nie uregulowac rachunku.

                No ale ta osoba nie tyle "zaprasza", co sie "umawiamy w restauracji na
                kolacje".
                • eballieu Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 22:42
                  a to juz jasne i oczywiscie ze place tyle ile wychodzi na glowe po calej
                  imprezie, nawet gdyby z powodu problemow zoladkowych pila wode i jadla zupke
                  cieniutka
                  • acutecompute Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 23:08
                    ach , zapomnialam powiedziec ze jubilat przyslal nam poczta wejsciowki!
                    dlatego moze to nieporozumienie ze my myslelismy a on myslal co innego .
                    ( ps. moj niemaz jest rodowitym anglikiem i tez poczul sie dziwnie w tej
                    sytuacji)
                    • acutecompute Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 23:18
                      a tak przy okazji przeczytalam ze -@fajnie jest sie zrzucic do wspolnej kasy na
                      wakacje itd itd@-
                      ja juz przezylam taki koszmarsmile)))
                      zrzucilismy sie do wspolnej kasy i tak sie skonczyla przyjazn.
                      ja jak jade na wakacje to je traktuje jak wypoczynek od dnia codziennego a moi
                      niedawni przyjaciele zapewne mysla o wakacjach jak o drodze krzyzowejsmile
                      ja mialam ochote na pizze to sobie kupilam polgotowa i jazda do piecyka a oni w
                      tym czasie skrobali zupki w proszku z goracej wody do ktorej je wrzucili .
                      ja mialam ochote na bagietke ( francja przeciez ) z serem i pomidorami z
                      targu , jakies melony swieze prosto z krzaka i inne specjaly a oni kupowali
                      przecenione litrowe kartonowe zupy z krabow ktore pachnialy jak zupy z krabow
                      potrafia .
                      pewnego wieczoru poszlismy na wyjsciowa kolacje i po przejsciu calej ulicy i
                      zajrzeniu do wszystkich wystawionych menu 9 moze cos ciekawszego bedzie w
                      innej ...) stwierdzili ze drogo i glodni wrocilismy do hotelu zeby zjesc
                      kupione po drodze jakies duperele.
                      przez dwa tygodnie pobytu we francji ani razu nie zjedlismy w barze ,
                      restauracji itp .raz zjedlismy pizze we wloszech ktora oni wzieli na pol .

                • basiak6 Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 23:35
                  Dokladnie. Jesli osoba zapraszajaca stawia, zawsze to potwierdzi np slowami
                  'it's on me' albo ze wyraznie zaprasza czyli uzywajac 'invite'.
                  Normalnie mowi sie np o swietowaniu wspolnie moich urodzin w knajpie,
                  restauracji itp.
                  POlski zwyczaj zastaw sie a postaw sie jest dla mnie taka pseudo goscinnoscia, i
                  jakos do mnie nie przemawia placenie za 20 gosci. A w domu takej ilosci nie
                  ugoszcze. Oczywiste jest dla mnie ze ci ludzie nie beda oczekiwac ze za nich
                  zaplacesmile)
                  • acutecompute Re: uk-zwyczaje 30.11.04, 23:48
                    oczywiscie ja tez nie oczekuje ze ktos bedzie za mnie placil , jednak
                    zaproszenie jest dla mnie zaproszeniem.
                    jak ktos mnie zaprasza do restauracji na obiad to ja sie domyslam ze on mnie
                    zaprasza na obiad i @on stawia@.
                    jak ktos mi proponuje @spotkajmy sie w restauracji @ to ja wiem ze sie
                    spotykamy i kazdy za siebie placi .
                    ja oczywiscie zdaje sobie sprawe z roznic kulturowych , zwyczajow itp i tez nie
                    lubie polskiego zastaw sie a postaw sie ( ktore zreszta juz przemija )ale
                    ciekawilo mnie czy to raczej przywara osoby czy tez zwyczaj powszechny .
    • mamamon Re: uk-zwyczaje 01.12.04, 09:24
      Wiesz, to bardzo dziwne, bo ja juz myslalam, ze jakiejs subtelnosci jezykowej
      nie wylapalas, ale skoro maz jest rodowitym anglikiem, to sprawa bardzo
      zagadkowa. Wiadomo, ze tu solenizant za siebie nie placi i mi ten zwyczaj
      bardzo sie podoba, ale z drugiej strony zawsze zostaje to jakos przez
      zapraszajacych podkreslone (let me treat you, it's on me, etc). Wyglada na to,
      ze dla nich bylo to tak oczywiste, ze az nie warte mowienia i pewnie byli tak
      samo zaskoczeni tym, ze nie zaplaciliscie za siebie, jak Wy ich wiadomoscia. No
      coz, co kraj, to obyczaj. Moja kolezanka, ktora mieszka w Japonii zostala
      zaproszona przez zaprzyjazniona rodzine na weekend do ich domu. Bylo bardzo
      milo i przyjemnie az do czasu kapieli, kiedy to nalano wody do wanny i stalo
      sie jasne, ze wszyscy beda kapac sie w tej samej wodzie... Na szczescie,
      pozwolono jej wykapac sie pierwszej (Zawsze to pan domu kapie sie pierwszy).
      m.
      • basiak6 Re: Japonia 01.12.04, 11:00
        Mieszkalam w Japonii, i niestety to prawdasmile) Ja sie kapalam pierwsza, mimo ze
        dlugo tam mieszkalam i w sumie pan domu powinien byl byc pierwszysmile))
        Bylo sporo innych rzeczy ktorych musialam sie nauczyc. Do czyjegos domu, do
        swiatyni itp, zawsze wchodzimy na boso, zostawiajac buty i kapcie przed
        wejsciemsmile I wiele innych, rownie ciekawychsmile
    • mamamon Japonia do Basiak6 01.12.04, 11:19
      Bardzo Ci zazdroszcze. Ja tego lata bylam w Japonii i na wyspach Riukiu i
      zachwycilam sie wszystkim. To kraj, w ktorym bardzo, bardzo chcialabym mieszkac!
      m.
      • basiak6 Re: Japonia do Basiak6 01.12.04, 11:23
        O fajnie ze ci sie podobalosmile Ja mieszkalam w Chiba. Piekny kraj, nadal sie caly
        czas ucze jezyka, ale troche ciezko mieszkac na dluzsza mete.
        Ale ciagle chcialabym wrocic....
      • lucasa Re: Japonia 01.12.04, 11:23
        hej napiszcie cos wiecej o Japonii!
        co Wam sie tam podobalo? (sorry za wkret do watkusmile)
        A
        • basiak6 Re: Japonia 01.12.04, 11:53
          Pare linkow powinno wyjasnicsmile
          www.terragalleria.com/asia/japan/himeji/picture.japa6321.html
          www.terragalleria.com/asia/japan/himeji/picture.japa6324.html
          www.mint.go.jp/eng/sakura/page01_e.html
          Swiatynia w Kyoto:
          www.terragalleria.com/asia/japan/kyoto/kyoto.4.html
    • mamamon Re: uk-zwyczaje 01.12.04, 12:19
      Agnieszko, ja bym strone zapisala i jeszcze by mi bylo malo miejsca. Kiedys Ci
      wszystko opowiem smile
      • lucasa Re: uk-zwyczaje 01.12.04, 12:27
        mamamon napisała:

        > Agnieszko, ja bym strone zapisala i jeszcze by mi bylo malo miejsca. Kiedys
        Ci
        > wszystko opowiem smile

        hmmmm... no wlasnie...
        ja mam tam kolezanke (kiedys bardzo bliska) i zawsze obiecalam, ze ja odwiedze
        z tym, ze na razie jest to dla nas za daleko (czyt. za drogo)
        ale na takie rozne historyjki pilnie nastawiam uszu smile

        no i trzymam CIe za slowo smile - nie zrobisz jakiejs strony internetowej z
        opisami?

        A
        ps. Basia, dzieki za linki - wlasnie przegladam smile
        • mamamon Re: uk-zwyczaje 01.12.04, 13:18
          Agnieszko,
          Jedz! Namawiam. Ja wybralam sie wreszcie do kolezanki, do ktorej wizyte wciaz
          odwlekalam. Moja kolezanka swietnie mowi po japonsku, wszystko bylo zatem
          doskonale zorganizowane; bylysmy w miejscach, do ktorych ze znajmoscia tylko
          angielskiego nigdy bym nie trafila. Japonia jest piekna, czysta, bezpieczna,
          przyjazna i przede wszystkim tak inna, ze zaczynasz inaczej patrzec na swiat.
          Musiusz tylko uskladac duzo pieniazkow, bo jest drogo. Ale warto!
          m.
          P.S. Ale jak Ty z wielkim brzuchem bedziesz podrozowac wink ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka