Gość: po za krajem
IP: *.transcanada.com
13.11.02, 17:25
Ponizej jest kopia z dzisiejszego Zycia Warszawy.
poniewaz mieszkam poza krajem i ZOSTALEM ZMUSZONY posiadac Polski Paszport,
- zadaje pytanie;
Po mi jest potrzebny Polski paspzort?...aby odwiedzic kraj? co mi daje posiadanie polskiego paszportu?
przeciez to sa drwiny z Polaka przez krajowe wladze rzadowe,
skoro nawet nie moge spodziewac sie opieki konsularnej z zadnej polskiej placowki po za krajem!
Czy to nie jest WYLUDZANIE PIENIEDZY ?
...a wiec czytajmy:
Dorota błaga o pomocPolka, która wakacji w Boliwii
omal nie przypłaciła życiem, oraz jej przyjaciele apelują
o pomoc. Dziewczyna zbiera pieniądze na adwokata.
Wbrew ocenie naszego MSZ uważa, że bez fachowej
pomocy zabójcy jej kolegi Darka, z którym podróżowała,
mogą uniknąć kary.
Dorota Smoter jest doktorantką Politechniki Wrocławskiej oraz zapaloną
podróżniczką. W wakacje ze swoim kolegą z uczelni Dariuszem Kowalkiem
wyjechała do Boliwii. Ich wyprawa zakończyła się tragicznie. Napadła ich grupa
miejscowych bandytów. Katowali parę, domagając się pieniędzy. Darek zginął już
po kilkudziesięciu minutach. Dorota, chociaż bita i kopana przez blisko cztery
godziny, przeżyła. Oprawcy ją zostawili, gdyż uznali, że... skonała. Wyczerpaną
dziewczyną zajęły się polskie zakonnice i księża. Dzięki ich pomocy Dorocie udało
się dojść do siebie.
- To bardzo silna i uparta kobieta - powiedziała nam siostra Lucyna z zakonu
Służebniczek Dębickich w Boliwii. - Praktycznie przez cały czas była pochłonięta
sprawami proceduralnoprawnymi. Zawsze jednak, gdy tylko mogła, starała się
nam pomó c, m.in. w sierocińcu.
Poszkodowana Polka jest wciąż w Boliwii. Została tam na własne życzenie. Kobieta,
będąc jedynym świadkiem oskarżenia, postanowiła, że nie wyjedzie stamtąd,
dopóki winni nie zostaną ukarani.
Proces rozpoczyna się po świętach Bożego Narodzenia. - Dorota uważa, że jak
wyjedzie z Boliwii i nie będzie trzymać ręki na pulsie, to sprawa padnie - tłumaczy
Katarzyna Iwaszko z Politechniki Wrocławskiej, która jest w stałym kontakcie z
Polką. - Nie dziwię się. Boliwia to kraj bezprawia. Od tego, co opisuje mi ta biedna
dziewczyna, włos się jeży na głowie. Prokurator lokalny ponoć zwlekał początkowo
z przeprowadzeniem wizji lokalnej, tłumacząc, że policja nie ma pieniędzy na
benzynę!
Dorota opowiada, że często funkcjonariusze, z którymi się spotykała, byli pijani.
Gdy doszło do przeprowadzenia wizji lokalnej, prokurator nie szczędził sobie
złośliwej ironii... Kiedyś kazał się jej położyć, przykryć kocem, a potem z drwiną
zapytał: to kto będzie katem? Wówczas zarówno jeden z księży, jak i dziewczyna
nie wytrzymali i odmówili uczestniczenia w takiej szopce - podkreśla Iwaszko.
Największym problemem Doroty jest brak pieniędzy. Wiele badań opłacali za nią i
robią to dalej siostry oraz księża z misji. - Dorota żyje na garnuszku dobrych
ludzi. Nie ma telefonu, na zagraniczne rozmowy jej nie stać - informuje Iwaszko.
Wszystkie swoje wysiłki Dorota koncentruje na zbieraniu pieniędzy na adwokata.
Polka twierdzi, że miejscowi prawnicy notorycznie jej odmawiali. A ponieważ
turystka jest świadkiem oskarżenia, a nie oskarżoną, nie przysługuje jej adwokat
z urzędu. - Po wielu staraniach udało jej się w końcu nakłonić jednego z
prawników, ale z dalszej miejscowości. Zażądał 4 tys. dolarów - mówi Iwaszko. -
Dorota jest zrozpaczona! Staramy jej się pomagać. Miasto Wrocław i każdy
współczujący jej doli daje, ile może. Niestety, wciąż dużej sumy brakuje. Czy tak
Polska i MSZ otacza swoich obywateli opieką? - pyta retorycznie pracownica
Politechniki Wrocławskiej.
- Ministerstwo Spraw Zagranicznych robi wszystko, co powinno. Monitorujemy na
bieżąco rozwój śledztwa, zaproponowaliśmy pani Dorocie Smoter wyjazd z Boliwii
do Peru, gdzie miałaby nocleg, jednak ona stanowczo odmówiła - mówi Bogusław
Majewski, rzecznik prasowy ministerstwa. - Nie możemy płacić za utrzymanie tej
pani w Boliwii, gdy jej pobyt tam jest jej prywatną sprawą. Uważamy, że powinna
być już od dawna w Polsce. Nie widzimy również uzasadnienia dla finansowania
prawnika, skoro boliwijski prokurator prowadzący sprawę jest według nas rzetelny.
Ambasada może przekazać pokrzywdzonemu rodakowi 100 dolarów. W sytuacjach
szczególnych ambasador może tę kwotę podwyższyć. O ile? To zależy od
pieniędzy przydzielonych w budżecie placówki na pomoc polonijną. Z reguły jest to
niewiele - ok. 500 dolarów.
Iwona Rodziewicz