leszczka
03.10.07, 23:58
Witam:)
Zacznę od tego, że jestem zdrowa - mam normalne BMI, nie głodzę
się, nie wymiotuję, nie przeczyszczam i myslę, że moge powiedzić, że
normalnie sie odżywiam. Odwiedziłam to forum po przeczytaniu jednego
z artykułów na ten temat, bo chciałam dowiedzieć sie czegoś więcej.
Nie chcę nikogo tym postem obrazic ani sprawić mu przykrości, ale
jestem wstrząśnieta tym, że ta choroba (lub stan na granicy) nęka
tak wiele dziewcząt. Wstrząśnięta, że wymiotując dzień w dzień,
jeśli nie kilka razy dziennie, można w tych praktykach wytrwać tak
długo. Zdarzyło mi się kilka razy w życiu (a mam ponad 20 wiosen)
zatruć jakimś jedzeniem i potem wymiotować, ale wczułam sie potem
tak fatalnie (mówie o stanie fizycznym - drgawki, totalne
osłabienie, bóle brzucha itp.) że wzdrygam się na same wspomnienia.
Ja rozumiem, że chęć jak najszybszego pozbycia się tego, co przed
chwilą zostało zjedzone jest obezwładniająca, ale jak to się dzieje
(mam na myśli ten psychologiczny aspekt), że pomimo wymiotowania (i
zwiazanego z nim stanu fizycznego, smaku, tak chrakterystycznego
smrodu i całej świadomości konsekwencji) pojawia sie to poczucie
spokoju (nie wiem czy dobrze to nazywam)? A może jest tak, że
wymiotom prowokowanym nie towazyszą te somatyczne apekty, albo są w
jakiś sposób (np. przez psychikę) prowokowane?
Ten post to nie oskarżenie i pastwienie się, ale prośba ojakieś
merytoryczne wyjaśnienie, bo dla osób zdrowych, pzrepraszam, że tak
to ujmę, ale jest to po prostu "niewyobrażalne i skrajnie głupie".
Pozdrawiam