easy.kielce
28.08.10, 18:44
Jednak większość władz miejskich przegrała bitwę z samochodami – zajmującymi coraz więcej przestrzeni publicznej. Parkują na chodnikach bądź na skwerach, które kiedyś służyły za miejsca sąsiedzkiej aktywności. Dziś samochody niszczą dawne promenady i bulwary, hałasując i zanieczyszczając powietrze spalinami.
Chodniki zwężono, postawiono barierki, by piesi nie wchodzili na ulice, wykopano przejścia podziemne i zbudowano kładki nad drogami, a wszystko po to, by ułatwić życie kierowcom. W wielu miastach powstało błędne koło miejskiego upadku: ludzie stali się bardziej mobilni i zaczęli mniej chodzić, w konsekwencji mają mniejszy kontakt ze swoim sąsiedztwem i najbliższym otoczeniem. Pozbawiona dostatecznej uwagi, sąsiedzka okolica upada. Ludzie jeżdżą do supermarketów, więc małe sklepiki są zamykane, opuszczone ulice zapełniają się śmieciami, a przestępczość wzrasta. A im bardziej okolica upada, tym mniej chętnie mieszkańcy chcą po niej chodzić. Im częściej jeżdżą, tym mniej im zależy na tym, co w pobliżu, i tym bardziej sąsiedztwa zanikają. Można to nazwać samochodową alienacją.